04/08/2026
30 stopni w cieniu, żar lejący się z nieba i kurz, który osiada na wszystkim. Taki upał w Polsce natychmiast przenosi mnie z powrotem do Kenii – do palącego słońca, hałasu i szkolnego podwórka, na którym czeka na nas prawie 500 dzieciaków.
Pierwszego dnia naszej misji to był po prostu żywioł. Tłum, mnóstwo roześmianych twarzy, setki uścisków dłoni. W tym chaosie zapamiętanie kogokolwiek graniczyło z cudem.
Drugiego dnia z tego tłumu wyłonił się około jedenastoletni chłopak w czerwonym swetrze. Podszedł pewnym krokiem, spojrzał mi prosto w oczy i rzucił:
– Beata, pamiętasz jak mam na imię?
– Nie... nie pamiętam – odpowiedziałam.
W jego spojrzeniu od razu zobaczyłam rozczarowanie. Uśmiech natychmiast zniknął. Dla niego to była jasna informacja: jesteś tylko jednym z setek.
Wróciłam tego wieczoru do pokoju, wyciągnęłam notes i od razu zapisałam jego imię. Powtórzyłam je sobie kilka razy.
Trzeciego dnia wypatrzyłam go od razu. Stał w tłumie, patrzył na mnie i wyraźnie czekał. Kiedy podszedł, w jego oczach była wymieszana niepewność z wyzwaniem:
– Cześć Beata. Wiesz, jak mam na imię?
– Cześć. Pewnie, że wiem. Kenneth.
Tego momentu nie zapomnę nigdy. Żadne słowa nie opiszą tej nagłej radości i satysfakcji na jego twarzy. Wyprostował się, a jego oczy dosłownie rozbłysły. W świecie, w którym tak łatwo stać się bezimienną statystyką, ktoś po prostu wymienił jego imię.
Dla nas pomaganie to nie jest masówka. Nie pomagamy anonimowej masie, pomagamy konkretnym ludziom.
To nie są „dzieci z Afryki”.
To jest Kenneth.
To jest Juma.
To Asha,
James,
Aminai,
Zuri.
Każde z nich ma własną historię, tożsamość i godność, której nikt nie ma prawa im odbierać.
🇰🇪🇵🇱
Zaobserwuj naszą stronę i podaj ten post dalej, aby więcej osób dowiedziało się o naszej misji.
Jeśli chcesz wspierać nasze działania regularnie, możesz zrobić to bezpośrednio przez stronę:
❤️jambo.org.pl
albo za pomocą BLIK-a i numeru konta, które przypinamy w pierwszym komentarzu poniżej 👇