10/05/2025
OSIEM LAT PÓŹNIEJ. HRUSZOWICE, PRAWDA I NORMALNOŚĆ KTÓRĄ PRZYWRÓCILIŚMY.
Minęło ponad osiem lat od chwili, gdy wspólnotowy, oddolny ruch obywatelski dokonał aktu przywrócenia normalności na polskiej ziemi. Na bazie tego czynu powstał Społeczny Komitet Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce. Co się przez ten czas wydarzyło?
W kwietniu 2017 roku, z inicjatywy Marka Kulpy, późniejszego Przewodniczącego Rady SKUBUwP usunęliśmy z cmentarza w Hruszowicach nielegalne upamiętnienie gloryfikujące bandytów z UPA — formację odpowiedzialną za ludobójstwo dokonane na Polakach, Ukraińcach, Żydach i innych narodowościach w latach 1943–1945. Nielegalny obiekt, który stał tam przez ponad dwie dekady bez zgody administracyjnej, był symbolem nie tylko bezprawia, ale i pogardy dla ofiar tej zbrodni. Nie było zgody na jego obecność. Była potrzeba działania. Zgodę na przeprowadzenie czynu społecznego wydał ówczesny wójt gminy Stubno, Janusz Słabicki.
Nie czekaliśmy na urzędy, które milczały. Nie tworzyliśmy monopolu na prawdę. Wspólnym wysiłkiem, w czynie społecznym, usunęliśmy pomnik hańby. W jego miejsce stanął prosty krzyż z tabliczką poświęconą Sprawiedliwym Ukraińcom — tym, którzy mimo terroru i grożącej śmierci ratowali swoich sąsiadów, Polaków. Prawda ta była niewygodna — już kilka tygodni później ktoś tabliczkę zerwał. Ale nie zdołał zniszczyć przesłania. Bo prawdy nie da się zniszczyć, jeśli ktoś o nią dba.
Rok później, w 2018 roku, z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej, przeprowadzono w Hruszowicach ekshumację pod kierunkiem wiceprezesa IPN, prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Wyniki tych badań obaliły fałszywe twierdzenia o rzekomych pochówkach ludobójców z UPA pod rozebranym monumentem. W badanym miejscu nie odnaleziono żadnych szczątków mogących potwierdzić obecność jakichkolwiek żołnierzy a tym bardziej bandziorów z UPA. Ostatecznie rozwiało to wszelkie wątpliwości — monument był nielegalnym symbolem ideologii, nie miejscem pamięci.
Dziś, po ośmiu latach, cmentarz w Hruszowicach jest wolny od symboli nienawiści. Nasze działanie nie wywołało jednak dalszej fali rozbiórek. Nikt nie poszedł naszym śladem, choć otwarcie do tego zachęcaliśmy i oferowaliśmy wsparcie. Zabrakło odwagi, determinacji — lub świadomości. A problem pozostał.
Doskonałym tego przykładem jest sytuacja, która ma dziś miejsce na wzgórzu Monasterz. Dochodzi tam do kuriozalnej sytuacji: Wojewódzki Konserwator Zabytków wzywa do… przywrócenia tablicy na nielegalnym upamiętnieniu! Odpowiedzialnością za ten czyn chce obarczyć Bogu ducha winne, Nadleśnictwo Lubaczów Nawet mimo tego że:
- obiekt nie jest wpisany do rejestru zabytków,
- nie posiada statusu grobu wojennego,
- jego forma nigdy nie została zatwierdzona przez odpowiednie organy administracyjne.
Działania konserwatora, opierające się na ogólnych przepisach o ochronie dziedzictwa kulturowego (np. art. 6 ust. 1 pkt 3 ustawy o ochronie zabytków), są bez podstawy prawnej, ponieważ nie dotyczą obiektów bez rejestracji i o nielegalnym pochodzeniu.
Dlatego powtarzamy: wszystkie nielegalne upamiętnienia UPA powinny zostać usunięte — dokładnie tak, jak zrobiliśmy to my w Hruszowicach. Cicho, bez nienawiści, ale stanowczo. To nie był akt odwetu ani zemsty. To było działanie na rzecz prawdy, godności i pojednania.
Jeśli sami nie zajmiemy się naszą pamięcią i historią, nikt nas w tym nie wyręczy. A samorządy i lokalna społeczność jak się okazuje ma w tym bardzo duże możliwości. Nie możemy czekać, aż ktoś inny oczyści naszą ziemię z banderowskiego brudu. Prawdziwe pojednanie nie może się opierać na zakłamaniu. Tylko prawda daje fundament pod zgodę. Prędzej czy później do tego dojdzie, zwlekając tracimy tylko cenny czas.
Pamiętajmy o tych, którzy ryzykowali życie, by ocalić innych. Pamięć należy się Sprawiedliwym, nie zbrodniarzom.