Vege Polska - Stowarzyszenie Wegetarian Polskich

Vege Polska - Stowarzyszenie Wegetarian Polskich Vege Polska – informujemy jak i co jeść, by cieszyć się zdrowiem i dobrym samopoczuciem. Zapraszamy też na www.vegepolska.pl.

Stowarzyszenie Vege Polska jest dobrowolnym, samorządnym, trwałym zrzeszeniem osób fizycznych, zawiązanym w celu prowadzenia działalności społecznej, naukowej i oświatowej na rzecz szeroko rozumianej promocji zdrowego stylu życia poprzez zwiększenie świadomości społecznej dotyczącej wpływu żywienia, w tym w szczególności wegetarianizmu i weganizmu, na zdrowie, środowisko naturalne i ekologię.

30/04/2026

Я отмечаю знаменательную дату — 13 лет на Facebook. Спасибо за вашу неустанную поддержку. Это стало возможным благодаря вам. 🙏🤗🎉

21/10/2023

R jak RAK.
R jak REKONSTRUKCJA
R jak kaRRRRRRtofel.

***

REKONSTRUKCJA ZIEMNIACZANA, bo... Ameryka ma Per-u, Europa ma Per-kolandię... 🤎🥔🤎

Wytrwałym będzie darowane..., czyli "kilka" naukowych słów o leczeniu raka sokiem z ziemniaka.

A to z tej okazji, że przygotowujemy się do utrwalenia ziemniaków na sposób inkaski, starożytny, prekolumbijski - bez użycia prądu i gazu, z niewielkim zastosowaniem wody, z wielkim zastosowaniem sił przyrody. Wzbogacimy tamtą metodę i zmienimy sposób zagospodarowania produktów ubocznych, tzw. odpadów: w naszej metodzie połączymy wiedzę starożytną Inków z wiedzą współczesnych naukowców. O tym później, a teraz... sprawy medyczne.

***

Ziemniak doczekał się już pozycji w panteonie bóstw masowej konsumpcji. Oprócz ryżu, pszenicy, kukurydzy, soi i rzepaku jest to kluczowa roślina rolna zapewniająca obecnie wyżywienie ludzkości.

Pyrki/perki (jak w XIX wieku wspomniał je Oskar Kolberg) zawładnęły sercami, podniebieniami i żołądkami całego Globu. Peru, jako ich ojczyzna, ma więc kluczowy wkład w ogólnoświatową kulturę kulinarną. Ładnie się składa, że "perki" i "Peru" brzmią podobnie...;)

Dlatego pani Anna postanowiła, że dla rodaków przetłumaczymy na język polski jeden z cennych tekstów naukowych z jej biblioteczki badawczej - nie tyle nt. spożywania ziemniaków, co ich medycznego wykorzystania.

👌🏼Ważne jest i to, że tekst (oryg. w języku angielskim) napisali polscy naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu - świetna robota! 👏🏼👏🏼👏🏼 A jakże, powstał w stolicy Perkolandii (używamy tego określenia bez żadnej ironii, a jedynie w dowód uznania i sympatii!).

***

"Coraz więcej danych literaturowych wskazuje na prozdrowotne działanie soku ziemniaczanego (SZ). Jednak do chwili obecnej nie zostało dokładnie wyjaśnione, które z wielu związków obecnych w SZ wykazują aktywność biologiczną. Celem pracy było określenie działania antyproliferacyjnego SZ trawionego w przewodzie pokarmowym oraz produktów jego przetwarzania.

W badaniach wykorzystano:
1 - świeży SZ pochodzący z trzech jadalnych odmian ziemniaków,
2 - przemysłowy strumień uboczny powstały w wyniku produkcji skrobi,
3 - częściowo odbiałczony SZ uzyskany z linii produkcyjnej białka paszowego,
4 - trzy różne preparaty białkowe ziemniaka poddane trawieniu w sztucznym przewodzie pokarmowym.

Potencjał cytotoksyczny glikoalkaloidów (GA), kwasów fenolowych, strawionego SZ i produktów jego przetwarzania określono w ludzkich komórkach normalnych i nowotworowych pochodzących z układu trawiennego.

Wyniki wykazały, że GA wykazują zależną od stężenia cytotoksyczność wobec wszystkich analizowanych linii komórkowych. Natomiast kwasy fenolowe (kawowy, ferulowy i chlorogenowy) nie wykazują cytotoksyczności w zastosowanych liniach komórkowych. We wszystkich badanych produktach SZ stwierdzono korelację pomiędzy siłą cytotoksyczną a zawartością GA. Najsilniejsze efekty zaobserwowano po zastosowaniu odbiałczonego SZ, produktu przemysłowego przetwarzania SZ charakteryzującego się najwyższą efektywną aktywnością spośród badanych produktów ze świeżych soków. Ponadto preparat ten wykazał korzystny współczynnik cytotoksyczności wobec komórek nowotworowych w porównaniu z komórkami prawidłowymi.

Analiza statystyczna uzyskanych wyników wykazała synergistyczne działanie innych substancji bioaktywnych zawartych w SZ i jego produktach, co może mieć kluczowe znaczenie w dalszych badaniach nad możliwością wykorzystania SZ jako źródła związków o znaczeniu terapeutycznym.

🟢Wnioski:
Nasze badanie wykazało, że solanina i chakonina wykazują cytotoksyczność wobec nowotworowych linii komórkowych AGS, Hs746T, HT-29, Caco-2 i normalnych hIEC-6, CCD 481 CON. We wszystkich badanych hodowlach komórkowych chakonina charakteryzowała się wyższą cytotoksycznością niż solanina, co wyrażało się około dwukrotnie niższymi wartościami IC50. Natomiast kwasy ferulowy, kawowy i chlorogenowy w stężeniach do 200 µM nie wykazują cytotoksyczności w stosunku do linii komórkowych wykorzystanych w badaniu.

Ponadto wykazano, że świeży SZ i produkty jego przetwarzania poddane trawieniu w żołądku wykazują cytotoksyczność wobec komórek AGS i Hs746T raka żołądka. Produkty trawione w przewodzie pokarmowym wykazały cytotoksyczność wobec komórek raka jelita HT-29 i Caco-2 oraz prawidłowych komórek CCD 481 CON i hIEC-6. Cytotoksyczność ta była nieliniowo powiązana z obecnością GA w analizowanych produktach. Najniższą cytotoksyczność stwierdzono w przypadku soków pochodzących z trzech odmian ziemniaków jadalnych, największą odbiałczonego soku ziemniaczanego oraz strumienia ubocznego produkcji preparatów białkowych paszowych. Jednakże analiza statystyczna wykazała, że biorąc pod uwagę efektywność jednostki masy ogółem GA, najskuteczniejsze są soki z jadalnych odmian ziemniaków zawierających mniej GAS i DPJ bogatych w GAS. Ponadto cytotoksyczność jednostki masy całkowitych GA zawartych w PJ i produktach jego przetwarzania jest wyższa niż cytotoksyczność chakoniny. Świadczy to o synergii działania cytotoksycznego związków biologicznie aktywnych zawartych w produktach PJ."

Źródło:
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu:
P. Kowalczewski, A. Olejnik, M. Natalia Wieczorek, J. Zembrzuska, K. Kowalska, J. Lewandowicz, G. Lewandowicz, Bioactive Substances of Potato Juice Reveal Synergy in Cytotoxic Activity against Cancer Cells of Digestive System Studied In Vitro, Nutrients 2023, 15(1), s. 114.

Tłumaczenie:
Zespół Chwastozercy (tłumaczenie niespecjalistyczne - może zawierać błędy w nazewnictwie specjalistycznym)

Ilustracja:
Amédée Masclef 1858–1916
***
Slow Food Dolny Śląsk 🐌

26/02/2023

Dietetyka starożytności, tzw. humoralna, stawiała przede wszystkim na lokalność. Była na wskroś slowfoodowa, bo bazowała na lokalnych surowcach. Jedynie niektóre były importowane i pozwolić sobie na nie mogli wyłącznie najzamożniejsi. Ta sytuacja trwała do średniowiecza, ale potem rozpoczęły się zmiany, wszak podróże rycerzy i mnichów rozkwitły jak dzisiejsza oferta turystyczna. W okresie renesansu było już całkowicie inaczej. Zasady dietetyki humoralnej pozostały, ale surowce, którymi się posiłkowano, zmieniły się diametralnie. Trwa to do dziś. Snobizm praktyk kulinarnych i prozdrowotnych wyrosły na imporcie produktów spożywczych już w epoce odrodzenia wzniósł się do poziomu dużo wyższego, niż ateńska i rzymska demokracja. Do normy kulturalnej (nie kulturowej) należało posilać się i leczyć surowcami importowanymi, a nie lokalnymi. Tak czyniły wyższe sfery, więc niższe zazdrościły i utrwalały w pamięci zbiorowej przekonanie, że importowane jest lepsze od lokalnego. Ci, którzy pozostali przy lokalności, byli już od średniowiecza zepchnięci na margines - szamani, szeptuchy, czarownice, wiedźmy, dzieci, wieśniacy - karani za wiedzę, jednocześnie odwiedzani potajemnie przez karających, jak dziś pracownicy kręgów sanepidowskich myszkujący na jarmarkach w poszukiwaniu nielegalnej, czystej, uczciwej żywności dla siebie. Kurioza istnieją od zawsze, bo system dyktatorskiej władzy narzuca absurdalne zachowania, wynaturza ludzi i ich czyny.

Renesans przyniósł świadomość zasobów świata i jeszcze bardziej intensywny i klasowy import. Zachwyt nad cukrem, korzeniami i innymi obcymi produktami rósł do rozmiarów całkowitego zaślepienia i utraty rozumu. "Cukier krzepi" - to wańkowiczowskie hasełko pozostało w głowach wielu ludzi do dnia dzisiejszego i pokutuje przekonaniem, że to, co przetworzone, kontrolowane, drogie, nieznane, obce, opakowane, zagraniczne jest lepsze i zdrowsze (!) od tego, co nieprzetworzone, wolne (bez kontroli), tanie bo ogólnie dostępne, znane, swojskie, nieopakowane, lokalne.

Ziołolecznictwo rozwijało się w oparciu o importy, a lokalne rośliny tylko w niektórych przypadkach stanowiły sedno praktyk ziołoleczniczych. Słynni gdzieniegdzie laboranci z Gór Olbrzymich, by podwyższyć status, wartość i tajemniczość swych praktyk paramedycznych, stosowali przede wszystkim produkty importowane, a lokalnych ziół było w ich recepturach tyle, co kot napłakał. Nie zmienia to faktu, że warto o nich pamiętać, ale twierdzenie ogólne, że leczyli lokalnymi ziołami jest nadużyciem, gdyż pacjentów traktowali oni głównie importami, z niewielkim udziałem lokalnych surowców. W dobie renesansu import był tak bardzo kuszący i tak kosztowny, że można było na nim sporo zarobić - nie tylko forsy, ale też szacunku i sławy, choćby mglistej. Znamy to i dziś, gdy niejedna restauracja sili się na jagnięcinę z Nowej Zelandii, ale jej szef kuchni nie ma pojęcia o rasach polskich owiec.

Niemcy mają ciekawą historię. Władze pruskie dość wcześnie i sprytnie stwierdziły, że bardziej opłacalna jest wiedza ludu i samodzielne wykarmienie z zasobów lasów i łąk, niż importowanie żywności lub zwiększanie upraw rolnych na potrzeby ludu (!?). Lud to potencjalna armia, więc niechaj sama się wykarmi, jak pastuszkowie - promowano więc znajomość "dziczy", nieuprawnych warzyw i ziół. Do dziś w Niemczech zachęca się w radio do zbioru np. czosnku niedźwiedziego informując, gdzie rośnie. W Polsce nadal żywa jest ustawa z PRL-u o ochronie tej rośliny. Władza pruska nie chciała jednak mieć niekontrolowanych pośredników między sobą a ludem. Z czasem więc ukrócono ten mglisty proceder laborantów, aby zwiększyć zyski profesjonalnych medyków i by żaden wiejski zielarz nie mieszał im w kasie ani odszkodowaniach za nieudane "leczenie". Gdyby leczyli lokalnymi ziołami, jak każda szanująca się czarownica i wiedźma, wyszliby na tym o niebo lepiej.

To autorytarne działanie pruskiej władzy jest również nadużyciem - jak wiadomo, monopol w handlu ma długie tradycje i nie wymyślili tego mądrale z Monsanto. Zwyczaj promowania importów kosztem lokalnych surowców kontynuują współcześni przedsiębiorcy wytwarzając produkty zwane bezpodstawnie lokalnymi. Ot, ściema marketingowa, a ty, kliencie, nabieraj się, płać i wytrwale oczekuj rezultatów.

Współczesna konwencjonalna dietetyka rządzi się nową specyficzną regułą: wobec odrzucenia lokalnych surowców karmi siebie i pacjentów surowcami importowanymi - całkowicie odwrotnie, niż przez wiele wieków rozwoju dietetyki, bo już od starożytności. Byliśmy u kilkunastu dietetyków klinicznych, a także u paru nibydietetyków, czyli technologów żywności lub specjalistów od bezpieczeństwa żywności. Doświadczenia są smutne. Mamy do czynienia z kuriozalną wprost sytuacją, gdy dietetyk buduje jadłospisy rzekomo lecznicze, ale oparte w 90% na produktach importowanych, tzw. superfood, z nieomal całkowitym pominięciem lokalnych produktów. Dietetyk jednocześnie pomija fakt chemizacji rolnictwa i zawartości szkodliwych substancji chemicznych w produktach spożywczych masowych, konwencjonalnych, lokalnych i importowanych. Przepisuje na przykład kaszę jaglaną do codziennej konsumpcji tym samym przepisując glifosat z upraw rolnych do codziennego spożycia. Wielu dietetyków i psychodietetyków wie o desykacji, ale wypierają lub jawnie odrzucają tę wiedzę ze świadomości, a już na pewno z codziennej pracy z pacjentami. Fatalna sytuacja. Oni po prostu wolą afirmować pacjenta ładnymi zdjęciami i kusić importowanymi produktami, jakże atrakcyjnymi. Przecież quinoa brzmi lepiej niż lebioda. "Proszę spożywać raz dziennie na czczo napar ze śnitki" - nawet nie mogą tego powiedzieć, bo przecież śnitka nie jest zarejestrowanym produktem spożywczym. Wychodzi na to, że specjaliści z założenia przepisują to, co chemizowane i importowane. O taką postawę, strategię pracy i wyciągania z ludzi pieniędzy mamy wszyscy ogromne pretensje do dietetyków i medyków.

Nic dziwnego: skoro ziołolecznictwo jest domeną usilnie tępioną przez konwencjonalne lobby, studenci i praktycy nie dowiadują się niczego o lokalnych "lekach z bożej apteki". No właśnie. Komu i dlaczego zależy na tym, aby społeczeństwa kultury zachodniej spożywały importowane, wysoko chemizowane i wysoko przetworzone produkty oraz te uprawiane z przetworzonych genetycznie nasion...? A czy TY planujesz kupić dziś coś z importu? Przyznaj się choćby sam/a przed sobą, co kupujesz oraz co wiesz o lokalnych surowcach spożywczych. Czytasz blogi? Lepiej sobie odpuść. Poszukaj danych z badań laboratoryjnych.

Weźmy na przykład potas. Uprawiasz sport? Jesteś w ciąży? Pracujesz fizycznie lub intelektualnie (tak, to równie wartościowe i wyczerpujące)? Masz wilczy apetyt i wysokie zapotrzebowanie na potas? Co wybierzesz: chemizowanego banana z nieetycznego importu czy naturalny, wolny podagrycznik z lokalnego parku? Jaki wpływ wywrzesz na swoje zdrowie i nasze środowisko tą swoją jedną decyzją? A czy znasz te dane o roślinie, którą widujesz być może na co dzień?

Zawartość potasu [mg] w 100g surowca:
7600 - łodygi podagrycznika
3800 - liście podagrycznika
1927 - kakao 16%, proszek
1666 - morele suszone
395 - banan
282 - pomidor

Dzienne zapotrzebowanie na potas:
4600 mg - kobiety (też w ciąży), mężczyźni
5100 mg - kobiety karmiące

Uwaga: gotowanie w wodzie obniża zawartość potasu w warzywach uprawnych i nieuprawnych; ważna jest też temperatura naparu - o tym w naszej książce, wraz z innymi cennymi informacjami:
https://chwastozercy.gumroad.com/l/snuxh

wersja papierowa na zamówienie emailowe:
chwastozercy (at) gmail. com

Członkinie i członkowie Slow Food Dolny Śląsk i Slow Food Breslavia mają zniżki. W sprawie członkostwa:
slowfooddolnyslask (@) gmail com

11/06/2022

Agroturystyka ATMA zaprasza.Dla gości mamy 5 pokoi jedno,dwu, trzy i czteroosobowe, 3 łazienki, salon

Otwieramy już po trochu nasze zapasy. Bez octu, na kwasku cytrynowym.
05/12/2021

Otwieramy już po trochu nasze zapasy. Bez octu, na kwasku cytrynowym.

Nazwaliśmy ten przepis "Ciasteczka dla uchodźców". Powstała ta idea dla tego że nie można nam było przekazać na granicę ...
23/11/2021

Nazwaliśmy ten przepis "Ciasteczka dla uchodźców". Powstała ta idea dla tego że nie można nam było przekazać na granicę żadnych rzeczy gotowanych, psujących się, znaleźliśmy taki przepis suchych, łatwych i smacznych ciasteczek, które chętnie od nas biorą do rozdawania uchodźcom po Białoruskiej stronie.
Robimy mniej więcej po 4-5 kilo w trzech miejscach, łączymy i oddajemy dla rozdawania. W taki sposób poszło już około 30 kg pieczywa i robimy go dalej.
Dzięki temu mamy trochę wiedzy o tym, co się tam dzieję, ale nie o tym mowa, bo absolutnie nie chcemy wnikać w to jak co i dla czego to się stało, a tylko wiemy że ludzie bardzo cierpią.
A oto przepis na około 5 kilo ciasteczek:

2,2 kg mąki
850 gr mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej
3 Ł sody
1,1 kg cukru
800 ml wody
800 ml oleju

Dzisiejsze zdjęcia kolejnych 5 kg

06/10/2021
Dzień Wegetarianizmu
01/10/2021

Dzień Wegetarianizmu

World Vegetarian Day  -Światowy Dzień Wegetarianizmu1 października
01/10/2021

World Vegetarian Day -
Światowy Dzień Wegetarianizmu
1 października

Soczewica i dzisiejsze zbiory - jarmuż, papryka i płatki aksamitek.
06/09/2021

Soczewica i dzisiejsze zbiory - jarmuż, papryka i płatki aksamitek.

Adres

Wyszogrodzka 14/126
Praga
03-337

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Vege Polska - Stowarzyszenie Wegetarian Polskich umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Vege Polska - Stowarzyszenie Wegetarian Polskich:

Udostępnij