06/10/2026
🏙️ Dziś prezentujemy tekst autorstwa naszego radnego – Huberta Norka – który będzie opublikowany w najnowszym, 3. numerze „Umultowskiego Fyrtla”.
Tym razem trochę szerzej o Umultowie i o tym, dlaczego rozwój osiedla nie powinien polegać wyłącznie na realizowaniu pojedynczych inwestycji.
Czy ktoś patrzy na nasze osiedle jako na całość? Czy drogi, kolej, tramwaj, szkoła, odwodnienie, nowe osiedla i miejsca dla mieszkańców są elementami jednego planu?
👉 Zapraszamy do lektury!
🤖 Zdjęcie zostało skorygowane z wykorzystaniem narzędzi AI.
━━━━━━━━━━━━━━
🏙️ CZY ZA TORAMI JEST JESZCZE MIASTO?
Kiedy przejeżdża się przez tory kolejowe na Naramowickiej, trudno nie zauważyć zmiany. Zostawiamy za sobą miasto: nowoczesną zabudowę, tramwaj, infrastrukturę na przyzwoitym poziomie. Wjeżdżamy na peryferia, gdzie witają nas utwardzone pobocza zamiast chodników, chaotyczna zabudowa, drogi gruntowe, brak kanalizacji deszczowej i infrastruktura budowana kawałkami.
Oczywiście trochę przesadzam. Umultowo jest częścią Poznania i w ostatnich latach sporo się tutaj zmieniło. Tyle że po prawie siedmiu latach funkcjonowania w Radzie Osiedla coraz mocniej mam wrażenie, że problem naszego osiedla nie polega na braku pojedynczych inwestycji — te się zdarzają. Jest bardziej systemowy i dotyczy większości osiedli na obrzeżach miasta, do których przylgnęła nazwa „osiedla peryferyjne”. Mogę się z nią zgodzić pod warunkiem, że dotyczy wyłącznie lokalizacji, a nie jest synonimem osiedla drugiej kategorii.
Poznań przez lata nie pamiętał, że pomiędzy Naramowicami a Suchym Lasem są jeszcze Umultowo, Radojewo i Morasko. Ale największym problemem nie jest brak inwestycji — tych zawsze będzie za mało. Problem jest inny: nawet jeżeli są dobre intencje, znajdują się pieniądze i powstają kolejne inwestycje, działania jednostek miejskich rzadko wyglądają na element jednego spójnego planu. Budujemy szkołę, osobno projektujemy drogę do niej. Budujemy kolej, osobno zastanawiamy się nad przejazdami i dojściem do przystanku. Uchwalamy plan miejscowy z całym układem komunikacyjnym, który nie wiadomo, czy i kiedy powstanie.
❓ Brakuje gospodarza całości. Nie potrzebujemy kolejnej mapy ani wizualizacji, tylko spojrzenia na Umultowo — a szerzej na północ Poznania — jak na normalny fragment miasta, w którym drogi, odwodnienie, kolej, tramwaj, szkoła, nowe osiedla i miejsca spotkań tworzą jeden system. Kilka przykładów.
🛣️ DROGI W PLANACH, PLANY BEZ DRÓG
W 2012 roku Miasto uchwaliło plan dla dużej części wschodniego Umultowa, projektując docelowy układ drogowy, parametry ulic i zasady ich odwodnienia. Dla znacznej części dróg podstawowym rozwiązaniem było odprowadzenie wód opadowych do kanalizacji deszczowej, której nie ma. Skutek jest taki, że budowa wielu ulic w docelowym standardzie stała się praktycznie niewykonalna.
Co robimy jako mieszkańcy i członkowie rady? Szukamy innego rozwiązania. Tak pojawiły się drogi ażurowe, wyszukane w Bydgoszczy przez naszych kolegów radnych. Tanie, przepuszczalne, możliwe do wykonania szybko i bez zbędnej papierologii. Oczywiście dalekie od ideału. Udało się do nich przekonać miejskich decydentów i dzisiaj kolejne gruntówki znikają, mieszkańcy nie muszą zmagać się z błotem zimą i kurzem latem, a rozwiązanie stosowane jest również w innych częściach Poznania.
Warto jednak zauważyć drugą stronę tej historii: zamiast zastanawiać się, które ulice wybudować w ramach budżetu na drogi lokalne, musieliśmy najpierw „obejść system”. Ostatecznie udało się całkiem nieźle, ale czy to tak powinno działać?
W 2023 roku uchwalono kolejny plan, dla rejonu ulic Diamentowej, Rubież i Nadwarciańskiej. Znowu zaprojektowaliśmy układ przyszłych dróg, na czele z szeroką ulicą Nowa Rubież, która dzielnie przecina cały obszar. Tylko nikt nie wie, kiedy one powstaną. Za pięć lat? Za piętnaście? Za czterdzieści? Działki są już podzielone, procedury się toczą — ale czy przyszli mieszkańcy dojadą do swoich domów? Czy wiedzą, że znaczna część dróg w planie to drogi wewnętrzne, których budowa i utrzymanie będą spoczywać na nich, a ze środków miejskich nie powstaną tam nawet drogi ażurowe?
🚧 ULICA NADWARCIAŃSKA — OŚWIETLONA DROGA POD LASEM?
Miasto przygotowuje jej przebudowę na odcinku od Tymiankowej do Bożywoja. Na pierwszy rzut oka budowanie drogi na skraju osiedla, gdzie prawie nie ma zabudowy, może się wydać dziwne. Okazuje się jednak, że inwestycja jest powiązana z zadaniem Aquanetu: w ulicy mają powstać sieć wodociągowa i kanalizacja sanitarna, połączona z tzw. kolektorem moraskim. W skali miasta jest więc potrzebna.
Tyle że znowu nie widać, żeby ktoś próbował przy tej okazji spojrzeć szerzej. Jeżeli wydajemy pieniądze i przygotowujemy tak znaczący odcinek ulicy, dlaczego nie analizujemy jednocześnie połączenia tej inwestycji z budową Miętowej i Bożywoja, co skomunikowałoby znacznie większą część obszaru objętego planem z 2023 roku? Próbujemy to pokazywać jednostkom miejskim i odbijamy się — od MPU, od ZDM, od kolejnych.
🚆 NA UMULTOWIE MAMY POCIĄGI. I PRZEJAZDY KOLEJOWE
Uruchomienie ruchu pasażerskiego na towarowej obwodnicy Poznania to bardzo dobra wiadomość. Przystanek Poznań Naramowice powstaje, a my od kilku lat bez skutku walczymy o to, żeby mieszkańcy Umultowa mogli do niego normalnie dojść. Od strony Naramowic dojście do peronów jest projektowane. Od strony Umultowa funkcjonalnego połączenia nie zaplanowano. Za torami przecież Miasta już nie ma.
Problem z koleją jest jednak znacznie większy. Nowe pociągi oznaczają częstsze zamykanie przejazdów, a na północy mamy trzy kluczowe: na Naramowickiej, Umultowskiej i Morasku. Zarówno Miasto, jak i PKP mają badania natężenia ruchu, a sam ZDM wskazuje, że po modernizacji obwodnicy czas oczekiwania przed rogatkami jeszcze się wydłuży.
Od dawna zwracamy uwagę, że uruchomienie kolei metropolitalnej bez choćby jednego bezkolizyjnego przejazdu odetnie od miasta nie tylko Umultowo, ale całą północ Poznania i gminy leżące po tej stronie miasta. Pierwsza interpelacja radnego miejskiego w tej sprawie pochodzi z 2022 roku. Efekt? Na przełomie 2024 i 2025 roku Miasto przeprowadziło konsultacje społeczne i nie podjęło żadnych decyzji inwestycyjnych. Jesteśmy co prawda z wiaduktami na liście rezerwowej programu PKP PLK, ale nic nie zrobiono w zakresie samego zaprojektowania inwestycji. Wygląda więc na to, że huczne uruchomienie kolei metropolitalnej w przyszłym roku będzie dla mieszkańców Umultowa oznaczać większe korki i przystanek, do którego nie da się dojść. I tu wracamy do tego, od czego zacząłem — działamy bez całościowego planu, bo nikt w mieście takiego planu, dla Umultowa czy szerzej dla północy Poznania, nie ma.
🚶 CHODNIKI NA KRESOWEJ I MIĘTOWEJ, CZYLI „PANIE, NIE DA SIĘ”
Na Miętowej i Kresowej potrzebujemy chodników. To nie kwestia estetyki, tylko bezpieczeństwa mieszkańców. Zaproponowaliśmy więc, żeby część środków przeznaczonych na drogi lokalne można było wykorzystać również na chodniki. W końcu to część drogi.
Odpowiedź Miasta sprowadza się do tego, że obowiązujące regulacje określają, na co środki drogowe mogą być wydawane, i nie przewidują budowy samych chodników. Formalnie pewnie wszystko się zgadza. Tylko czy nas, mieszkańców, powinno interesować, czy przeszkodą jest wewnętrzne zarządzenie, czy inny regulamin? Są pieniądze na poprawę infrastruktury lokalnej, jest ulica, przy której brakuje chodnika — i trudno zrozumieć, dlaczego Miasto nie może zmienić własnych zasad, żeby rozwiązać rzeczywisty problem. Chodników więc na razie nie będzie.
🏫 WYBOISTA DROGA DO SZKOŁY
Mamy nowoczesną, wybudowaną osiem lat temu szkołę. To bardzo potrzebna inwestycja na północy Poznania, ale do dzisiaj nie udało się zakończyć budowy ulicy Umultowskiej, która miała zapewnić do niej podstawowy dojazd — do szkoły dojeżdżamy więc ulicą gruntową. Sama historia tej ulicy jest zresztą symboliczna. Długoletni spór o jej charakter zakończył się wypracowaniem kompromisu, zwieńczonego uchwałą Rady Osiedla. Miasto zaczęło projektowanie w 2019 roku. Mamy 2026 i proces cały czas trwa. Przypominam: nie projektujemy autostrady ani tunelu pod centrum Poznania. Projektujemy ulicę osiedlową.
🏘️ MIASTO TO NIE TYLKO TWARDA INFRASTRUKTURA
Na Umultowie, podobnie jak na większości osiedli peryferyjnych, nie ma domu kultury ani świetlicy osiedlowej. Nie ma miejsca, które byłoby naturalnym centrum lokalnej społeczności: gdzie można zorganizować spotkanie mieszkańców, warsztaty dla dzieci, zajęcia dla seniorów czy mały koncert. Podpoznańskie gminy mają po kilka takich miejsc — wystarczy spojrzeć na Czerwonak, Suchy Las czy Tarnowo Podgórne.
Mamy aktywnych mieszkańców, którzy organizują przeróżne wydarzenia dla sąsiadów i działają dla naszej społeczności. Nie mamy miejsca, w którym mogliby to robić — a to właśnie dzięki takim miejscom z grupy ludzi mieszkających obok siebie powstaje lokalna wspólnota.
❓ KTO JEST GOSPODARZEM CAŁOŚCI?
I tu dochodzimy do drugiej części problemu — sposobu działania jednostek miejskich. Przez siedem lat bycia radnym wielokrotnie obserwowałem podobny mechanizm.
Jest problem. Rozmawiamy z miejską jednostką. Piszemy. Dostajemy odpowiedź, przeważnie wyjaśniającą, dlaczego czegoś zrobić się nie da. Rozmawiamy dalej, czasami miesiącami. Dopiero kiedy zdarzy się, że sprawa trafi na wyższy poziom decyzyjny, okazuje się, że można spojrzeć na nią inaczej i znaleźć rozwiązanie.
Nie piszę tego jako zarzutu. Wręcz przeciwnie. Spotkałem w jednostkach miejskich wiele kompetentnych osób, które chciały pomóc, wspierały nas i szukały rozwiązań. Mam jednak wrażenie, że zbyt wiele decyzji zapada wysoko, a niżej brakuje czasem wystarczającej autonomii i „odgórnego” przyzwolenia na działanie. Wtedy najbezpieczniejsza odpowiedź brzmi: „nie można”.
Rady osiedli są najbliżej mieszkańców. Mamy kontakt z sąsiadami, widzimy problemy i próbujemy znaleźć konkretne rozwiązania, a bardzo często mamy też kompetencje, wiedzę i doświadczenie zawodowe, z których Miasto może skorzystać. Za darmo. Nie twierdzę, że każdy pomysł rady osiedla jest dobry, ale powinien istnieć mechanizm, który takie pomysły rzeczywiście przyjmuje i sprawdza. Jeżeli są dobre — wykorzystajmy je. Jeżeli nie — spróbujmy znaleźć inne rozwiązanie.
Zamiast tego zbyt często rada osiedla staje się petentem, który przekonuje kolejne miejskie jednostki do zajęcia się problemem widocznym dla wszystkich, ale za którego rozwiązanie nikt nie odpowiada w całości. Mamy ZDM, PIM, MPU, ZTM, Aquanet, wydziały Urzędu i inne jednostki. Każda odpowiada za swój fragment. Tylko kto odpowiada za to, żeby te fragmenty złożyły się na normalnie funkcjonujące osiedle?
➡️ I CO DALEJ?
Szkoła przy gruntowej ulicy. Przystanek kolejowy bez dojścia. Kolej metropolitalna bez wiaduktów. Nowe domy przy drogach gruntowych. Pieniądze na drogi, których nie można przeznaczyć na chodnik. Brak osiedlowego miejsca spotkań.
Nie chcę, żeby ten tekst został odczytany jako lista pretensji Umultowa ani prośba o więcej pieniędzy. Chodzi o coś znacznie prostszego i trudniejszego zarazem: chciałbym wiedzieć, dokąd zmierzamy oraz jak i kiedy chcemy realizować to, co planujemy. Jeżeli mamy plan miejscowy — pokażmy, jak chcemy go realizować. Jeżeli powstaje kolej — pomyślmy jednocześnie o przejazdach, dojściu do przystanków i tramwaju. Jeżeli budujemy szkołę — zaplanujmy do niej ulicę. Jeżeli powstają setki nowych domów — pomyślmy o miejscu, w którym mieszkańcy będą mogli się spotkać. I nie za dwadzieścia lat, tylko wcześniej.
Nie ma pewnie sensu robić planu rozwoju dla każdego osiedla, ale może warto ustanowić w strukturach Miasta opiekunów osiedli? Chciałbym, żeby taka osoba znała nasze osiedle, brała udział w planowaniu i koordynacji działań jednostek miejskich na naszym terenie, widziała je jako całość i była pomostem pomiędzy osiedlem a Miastem — z umocowaniem na tyle silnym, by nie dało się jej głosu łatwo zignorować. I żeby jednostki miejskie zaczęły traktować rady osiedli bardziej jak partnerów, którzy widzą lokalne problemy lepiej, niż można je zobaczyć z perspektywy placu Kolegiackiego, Za Bramką czy Wilczaka.
🌳 Nie oczekujemy, że Umultowo będzie wyglądało jak centrum Poznania. Wręcz przeciwnie: nasza zieleń, mniejsza intensywność zabudowy i półwiejski charakter są wartością, dla której wielu z nas się tutaj przeprowadziło. Ale nie chcemy być dalej osiedlem „peryferyjnym”. Chcemy być miastem — na pełnych prawach, z uwzględnieniem naszej specyfiki.
🏙️ I chciałbym, żeby władze naszego Miasta w końcu dostrzegły, że za torami też są mieszkańcy płacący podatki, szkoła, uniwersytet, nowe osiedla i aktywna społeczność. I przestały się zachowywać tak, jakby Poznań kończył się wcześniej. Na torach.