28/04/2026
Po raz kolejny wyświetlił mi się filmik ginekologa strofującego trenerów personalnych. Lekarz apeluje do trenerów, żeby nie kazali kobietom podnosić z ziemi więcej niż 5 kg, np. w martwym ciągu, ponieważ takie ćwiczenia niszczą dno miednicy.
Ogarnęło mnie ogromne zdumienie. Jest to wypowiedź zupełnie z innego „uniwersum”, niż to w którym ja funkcjonuję. Jestem kobietą. Przez lata zajmowałam się, niestety bezskutecznie, promowaniem zdrowia, czyli aktywności fizycznej wśród kobiet w ciąży. Podnoszę ciężary na siłowni i znam, jako użytkowniczka, pracę trenerów personalnych.
Lekarz, co zrozumiałe, zajmuje się chorobami. W pewnym sensie wyjaśnia to szukanie patologii, ale nie zawsze usprawiedliwia. Ten konkretny lekarz nie jest kobietą. Co do reszty, to oczywiście wyłącznie moje spekulacje, ale wydaje mi się, że autor przesłania do trenerów nie chodzi na siłownię, bo po prostu nie nakręciłby takiego filmiku. Nie wie jak pracują trenerzy personalni, co nie przeszkadza mu być bardzo protekcjonalnym, autorytarnym, powiedziałabym, że niegrzecznym (tak to w każdym razie odbieram).
Co mi się w filmiku nie podoba? Wszystko.
Po pierwsze, można odnieść wrażenie, że masowy kobiecy problem z nietrzymaniem moczu i innymi dysfunkcjami dna miednicy jest spowodowany przez nieodpowiedzialnych trenerów personalnych.
W mojej rzeczywistości problemy te są spowodowane (w dużej mierze) brakiem jakiejkolwiek aktywności kobiet ogólnie, a w ciąży w szczególności (nawiasem mówiąc, bardzo często koledzy po fachu autora filmiku zniechęcają zdrowe pacjentki do aktywności w ciąży, ale nie popadajmy w dygresje).
Nieetycznym wydaje mi się więc zniechęcanie tej garsteczki kobiet, które ćwiczą (chociaż one i tak się dadzą zniechęcić, ale może te, które by trochę chciały, a boją się - spasują…)
Po drugie, trochę mi się łza w oku kręci, że nikt, nawet żaden doktor na Instagramie, nie pochylił się z troską nade mną (i tysiącami innych kobiet), kiedy miesiącami codziennie wnosiłam na bardzo wysoki parter głęboki wózek z niemowlakiem w środku oraz torbą z wyposażeniem niemowlęcym. To było zdecydowanie więcej niż 5 kg (sam niemowlak tyle waży), co więcej był to ciężar niespecjalnie zaprojektowany do wnoszenia „pod pachą”, dźwigany niefizjologicznie, nie było „przestrzeni” na poprawną postawę, oddech, itd. jak na siłowni.
My kobiety, a szczególnie matki małych dzieci (albo niepełnosprawnych dzieci albo opiekunki chorych rodziców albo pracujące fizycznie w fabrykach, sklepach, itd.) codziennie podnosimy ciężary. To jest nie do uniknięcia. Za to najlepsze, co możemy zrobić, to się do tego przygotować. Gdzie? Na, odsądzanej przez pana doktora od czci i wiary, siłowni. Tam możesz wzmocnić ciało i nauczyć się prawidłowej techniki podnoszenia.
No i tu przechodzimy do punktu trzeciego. Nie mogę odpowiadać za całą branżę trenerów personalnych. Nie sądzę jednak, żeby któryś powiedział: „Pierwszy raz na siłowni? Świetnie, to weź te X kg i podnieś jakkolwiek z ziemi”. Tak nie wyglądają treningi personalne (wiem, bo chodzę na nie, a nie tylko sobie je wyobrażam). Zanim pozwolono mi cokolwiek podnieść w martwym ciągu, to najpierw ćwiczyłam go „na sucho”, tzn. udając, że trzymam sztangę. Potem stopniowano obciążenie. Pisząc „stopniowanie” mam na myśli zwiększanie obciążenia na kolejnych treningach (a nie w kolejnych minutach pierwszego spotkania) wraz ze wzrostem siły i umiejętności. Poza tym, żartuję sobie z moimi trenerami, że ćwiczenia siłowe, bardziej wykańczają mnie intelektualnie niż fizycznie. Konieczność myślenia o tych wszystkich pozycjach, wdechach, wydechach, wypchnięciach klatek, dużych palcach stopy, o tych wszystkich niżej –wyżej, wolniej- szybciej, uff… Zawsze żartuję mówiąc: „Przecież nie mogę równocześnie robić wydechu, myśleć o stopie i prawidłowo trzymać sztangę!”
Zastanawiam się też jak wypowiedź doktora ma się do coraz częstszych doniesień, że trening siłowy jest niezbędny do tego, aby zachować masę mięśniową, która bez takiego treningu znika już po trzydziestym roku życia? I że taki trening jest szczególnie ważny w okresie pre/meno/postmenopauzalnym? Jak ćwiczyć siłowo z obciążeniem mniejszym niż 5 kg? To będzie wtedy trening cardio, a nie siłowy (doktor mówi o podnoszeniu z ziemi tych 5 kg, ale nie bardzo wyobrażam sobie kompleksowy trening siłowy bez podnoszenia czegoś z ziemi, trzeba by wyeliminować mnóstwo ćwiczeń. W sumie co by zostało? Rozbudowa klatki piersiowej i ramion? Nam kobietom, chyba niespecjalnie na tym zależy. Poza tym pomijanie w treningu mięśni od klatki piersiowej w dół jest chyba mocno nierozsądne.).
Oczywiście jest prawdą, że robiąc martwy ciąg można sobie uszkodzić dno miednicy, ale to będzie wynikać raczej z jakiegoś naszego niedopatrzenia, przeszarżowania, itd. a nie ćwiczenia jako takiego. Poza tym dno miednicy można też sobie osłabić np. półleżąc całymi dniami w głębokim fotelu. Podkreślę też jeszcze raz to od czego zaczęłam: niesprawne dno miednicy to jest problem epidemiologiczny wśród kobiet unikających jakiejkolwiek aktywności fizycznej, a nie wśród garstki (w skali całej populacji) kobiet, które rekreacyjnie podnoszą ciężary.
W załączeniu filmik, na którym na rozkaz trenera personalnego rozwalam sobie dno miednicy. Żartuję, moje dno miednicy miało się i nadal ma się świetnie, mimo słusznego wieku, dwóch ciąż, dwóch porodów drogami natury i, o zgrozo, martwych ciągów w porywach do 80 kg).
P. S.
Moja koleżanka z siłowni (no niestety, tak samo nieodpowiedzialna jak ja i trenerzy personalni) jeździ motorem. Zawsze mówi, że musi przerzucać ciężary, bo w razie czego motor sam się nie podniesie. Muszę jej wytłumaczyć, że nie może podnosić więcej niż 5 kg. Przewróciło się, niech leży. Najwyżej kierownicę może odkręcić czy coś. Chyba że akurat będzie przechodził doktor, to na pewno jej pomoże.