12/08/2026
Momentami przypominało to – Państwo wybaczą metaforę futbolową, choć może w moich ustach wyda się jednak naturalna – strzelanie goli do pustej bramki.
Aniśmy się obejrzeli, jak debata o projekcie ustawy o zawodzie artysty, mającej zabezpieczyć socjalnie osoby o najniższych i nieregularnych dochodach, zmieniła się w sąd nad ludźmi rzekomo uprzywilejowanymi, których pracę powinien weryfikować rynek, i którzy, choć zarabiali krocie, nie zadbali o swoją przyszłość, ergo: sami są sobie winni.
W mediach społecznościowych, zdominowanych przez narrację spod znaku Konfederacji i P*S, powtarzano slogany o „milionach z kieszeni podatników dla celebrytów”, o „twórcach przez duże tfu”, a nawet o „lex Kapela” (od nazwiska zaproszonego do Kanału Zero, parającego się niekiedy pisaniem freak-fightera, który w rzeczywistości nie uzyskałby dzięki ustawie żadnego wsparcia).
Z debaty jasno wynikało, że artysta w oczach niemałej części społeczeństwa to – jak podsumował Łukasz Najder – arogancki, nadęty moralizator, irytujący ekscentryk-prowokator, względnie „zachłanny i bogaty kotleciarz estradowy, który załapał się na setki tysięcy złotych z tarcz antycovidowych”.
„Tych ludzi trzeba odpiłować od pieniędzy, a nie dawać im więcej! Oni wydają pieniądze na jakieś bzdury, na jakieś pogięte blachy, które nazywają rzeźbą” – grzmiał, zupełnie serio, wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.
Po upływie kilku miesięcy od tamtej nagonki bierzemy byka za rogi. Na pytanie „po co nam sztuka” Monika Ochędowska i Tadeusz Marek dostarczają odpowiedzi zrozumiałych również dla tych, którzy każdą ludzką aktywność potrzebują jeśli nie wprost przeliczyć na pieniądze, to przynajmniej potraktować utylitarnie.
Owszem, nasi autorzy nie używają takich słów, jak piękno, zachwyt, wzruszenie, katharsis i dusza. Nie muszą tego robić. Odkąd „Tygodnik” redaguję, a właściwie odkąd „Tygodnik” czytam, przesiąkam programowym dla tego pisma poczuciem, że bez sztuki – książek, filmów, spektakli, obrazów; pozwolę sobie zakończyć tę niepełną wyliczankę meczami – zwyczajnie trudno żyć. Że trudno rozumieć i samego siebie, i świat.
Najnowszy przykład to recenzja trzeciego sezonu „1670”, otwierająca w tym numerze dział Kultury.
„Czy nie jesteśmy, my, obywatele, trochę tymi chłopami? – pyta Wojciech Śmieja, opisując perypetie mieszkańców Adamczychy. – Obserwujemy przepychanki na scenie politycznej, walki frakcyjne, sztucznie rozdmuchiwane afery i konflikty odwracające uwagę od spraw egzystencjalnie ważnych, zarówno tych dotykających przeciętnego obywatela, jak i tych, które dotyczą trwania naszego państwa na historycznym zakręcie. Ja jestem wściekły i bezradny. A jak Państwo?”.
Czasami sztuka zadaje dobre pytania. Czasami pozwala też znaleźć odpowiedź.
Czytaj najnowsze wydanie Tygodnika Powszechnego: 🔗 https://tyg-pow.pl/33-2026-TP