12/08/2026
Za nami kolejne felinologiczne wydarzenie. Tym razem Klub Felinologiczny Gdańskie Lwy zaprosił wystawców oraz miłośników kotów do Pruszcza Gdańskiego. Na wystawie pojawiło się blisko 200 kotów reprezentujących ponad 20 ras. Różnorodność była więc całkiem pokaźna, choć trzeba przyznać, że impreza miała swoich wyraźnych bohaterów. Maine c**ny opanowały wystawę niemal szturmem i zdecydowanie należały do najliczniejszej grupy. Można było odnieść wrażenie, że gdziekolwiek człowiek nie spojrzał, tam wyrastał kolejny imponujący puchaty olbrzym.
Wakacyjno-urlopowy czas najwyraźniej nie wszystkim jednak służył do odpoczynku. Część naszych klubowiczów zamiast leżaka, grilla czy błogiego lenistwa wybrała wystawową klatkę, ring i… oczywiście kota. Jak wiadomo, prawdziwemu kociarzowi urlop bez choćby odrobiny felinologii może grozić poważnym niedoborem certyfikatów i kontaktów towarzyskich.
Bo wystawa to przecież nie tylko rywalizacja, certyfikaty i emocje na ringu. To również czas na towarzysko-kocie pogaduchy, spotkania po dłuższej przerwie, wymianę hodowlanych doświadczeń i najświeższych felinologicznych wiadomości. A skoro już spotkali się ludzie, którzy doskonale wiedzą, że kot potrafi mieć własne zdanie na każdy temat, nie mogło zabraknąć również najzwyklejszych ploteczek. O kotach, rzecz jasna… choć nie zawsze wyłącznie o nich.
I właśnie chyba za to najbardziej lubimy wystawy. Koty rywalizują o certyfikaty, hodowcy wymieniają doświadczenia, znajomi nadrabiają zaległości, a rozmowy – jak to rozmowy w kocim świecie – potrafią ciągnąć się znacznie dłużej niż niejeden wystawowy ring. Bo czasem najważniejsze trofeum przywozi się z wystawy nie w transporterze, lecz w postaci nowych znajomości i dobrych wspomnień.
Katarzyna Gajewicz, hodowla Elbodoll*PL gościła na wystawie tylko w sobotę. Do Pruszcza zawitała zaledwie z jednym młodym ragdollem. Niewielka, ale jakże konkretna reprezentacja! Młody podopieczny najwyraźniej stanął na wysokości zadania i nie sprawił swojej wystawczyni zawodu, zdobywając stosowny certyfikat do championatu juniorów. Jak widać, czasem jeden kot w zupełności wystarczy, by godnie reprezentować barwy hodowli i wrócić z wystawy z satysfakcją.
Joanna Karaś z hodowli Bastet Temple*PL postawiła na nieco liczniejszą reprezentację – przywiozła aż cztery maine c**ny. Przy takiej ekipie trudno było zresztą pozostać niezauważoną. Joannę można było obserwować na ringu w niemal nieustannym ruchu – niczym wystawowa fryga krążyła między klatkami a ringiem, dostarczając kolejnych podopiecznych do oceny, porównań i kolejnych wystawowych emocji.
Wysiłek, jak widać, się opłacił. Wszystkie koty otrzymały stosowne certyfikaty, a jeden z nich wrócił z Pruszcza dodatkowo z dumnym tytułem championa. Cztery maine c**ny, jedna wystawczyni i całkiem pokaźna dawka ruchu – wystawowy fitness w najczystszej, kociej postaci!
Paulina Karczewska z hodowli Nadimela*PL zameldowała się w Pruszczu z dwoma kotami rosyjskimi, błękitnymi niczym niebo w słoneczny poranek. W przypadku tej rasy wyróżnienie swojego faworyta z tłumu nie jest jednak takie proste – wszystkie przecież prezentują tę samą, charakterystyczną barwę. O zwycięstwie decydują więc niuanse, a oko sędziego ma naprawdę sporo pracy.
Paulina może uznać dwudniowe wystawowe zmagania za wyjątkowo udane. Jej podopieczni zdobyli łącznie trzy certyfikaty, jeden BIV oraz dwie nominacje do BIS-u. Jeden z wychowanków postanowił jednak pójść o krok dalej i w finałach wręcz zaszalał – aż dwukrotnie zdobył tytuł Best in Show w klasie kociąt czwartej kategorii. Jak na dwa dni wystawy – całkiem imponujący dorobek. Błękitny kolor, jak widać, może i jest jeden, ale powodów do dumy zdecydowanie było więcej.
Elżbieta Olszewska z hodowli Czarcia Łapka*PL pojawiła się na wystawie tylko w sobotę, ale za to z całkiem konkretną, futrzastą reprezentacją. Przywiozła dwa koty norweskie leśne, które – jak przystało na przedstawicieli rasy – zapewne znacznie bardziej efektownie prezentują swoje imponujące futra, gdy temperatura za oknem przypomina raczej jesień niż pełnię lata. W wakacyjnym wydaniu musiały więc wystąpić w nieco lżejszej wersji.
Podopieczni Elżbiety wykonali jednak swoje wystawowe zadanie bez większych problemów, zdobywając stosowne certyfikaty. Powód do szczególnej satysfakcji dał młodszy reprezentant hodowli, który przywiózł z Pruszcza coś więcej niż tylko kolejne wpisy w dokumentacji – nowiutki tytuł championa juniorów. Jak na jedyny wystawowy dzień, bilans całkiem przyjemny. A norweskie futra? Na pełnię swoich możliwości zapewne jeszcze poczekają do chłodniejszych miesięcy.
Wioletta Polipowska z hodowli Violcats*PL spędziła w Pruszczu oba dni wystawy, prezentując dwie swoje wychowanki. Młodsza z nich z całą pewnością dostarczyła wystawczyni sporo powodów do zadowolenia, zdobywając certyfikaty na championa kociąt i udowadniając, że wystawowa kariera zapowiada się całkiem obiecująco.
Ragdolle mają zresztą pewien niewątpliwy atut – trudno przejść obok nich obojętnie. Ich niezwykle błękitne oczy, jedwabiste futro i charakterystyczna, elegancka prezencja na ringu niemal automatycznie przyciągają spojrzenia. Nic więc dziwnego, że pojawienie się ragdolla na wystawowym stole zazwyczaj wywołuje sporo pozytywnych emocji. W końcu są koty, które trzeba oceniać, i są też takie, które już samym spojrzeniem potrafią zrobić na ringu małe przedstawienie.
Ewa i Dariusz Sobora z hodowli Ewadr's*PL zaprezentowali tym razem tylko jednego reprezentanta – młodziutkiego kocurka norweskiego leśnego. Wszystko wskazuje na to, że dla tego niezwykle uroczego kociego chłopca był to wystawowy debiut. Tremy chyba jednak nie było zbyt wiele, bo swoją pierwszą przygodę z ringiem zakończył z całkiem konkretnym rezultatem – zdobył certyfikat na championa dziecięcego.
W przypadku tak młodego kota trudno zresztą oczekiwać ostatecznego obrazu przyszłego wystawowego gwiazdora. Każdy tydzień, a już szczególnie każdy kolejny miesiąc, może przynieść wyraźne zmiany w rozwoju, budowie i wyglądzie młodego norwega. Na razie więc pozostaje trzymać kciuki i obserwować, jak ten sympatyczny koci debiutant będzie dorastał. Pierwszy wystawowy krok ma już przecież za sobą – i to całkiem udany.
Anna Iżycka-Herman z hodowli Kotyani*PL przywiozła do Pruszcza swoją dojrzałą kotkę norweską leśną na oba dni wystawy. I najwyraźniej uznała, że skoro już przyjeżdża, to jedna klasa wystawowa zdecydowanie nie wystarczy. Kocia dama wystąpiła więc zarówno w klasie weteranek, jak i kastratek – i w obu przypadkach okazała się bezkonkurencyjna.
Sobotę zakończyła z dwiema nominacjami do finału i dwoma tytułami Best in Show. Niedziela miała jednak dopiero przynieść prawdziwą lawinę emocji. W klasie weteranek ponownie zdobyła Best in Show, a wśród kastratów również nie pozostawiła rywalom większych złudzeń. Można było odnieść wrażenie, że młodsza konkurencja powinna powoli zacząć sprawdzać, czy przypadkiem nie pomyliła wystawy z konkursem dla seniorów.
Największe emocje czekały jednak na tę niezwykle utytułowaną kocią damę i jej dumną hodowczynię dopiero w finale. Weteranka pokonała znacznie młodszych rywali i tym sposobem znalazła się w finałowej czwórce wystawy, zdobywając Best in Category. A kiedy przyszło do ostatecznego starcia, nie zamierzała najwyraźniej stosować żadnej taryfy ulgowej. Nie dała najmniejszej szansy zdecydowanie młodszej konkurencji i sięgnęła po tytuł Best of Best, zajmując pierwszą lokatę!
To wynik naprawdę wyjątkowy. Ponad dziesięcioletnia kocia dama, zamiast spokojnie korzystać z zasłużonej emerytury i snu na ulubionej poduszce, postanowiła rozprawić się z młodszą konkurencją i zdobyć najwyższe wystawowe trofeum. Jeśli potwierdzi się, że jest to jedyny taki przypadek w historii polskiej felinologii, będzie to wydarzenie tym bardziej niezwykłe.
Ogromne gratulacje dla tej niezwykłej, sędziwej kociej damy oraz jej hodowczyni! Jak widać, doświadczenie, klasa i odrobina charakteru potrafią na ringu znaczyć znacznie więcej niż metryka. A młodszym rywalkom pozostaje chyba tylko jedno – pilnie trenować i mieć nadzieję, że na kolejnej wystawie seniorka akurat wybierze jednak drzemkę.
Szanowni Klubowicze, Drodzy Członkowie AmoFeles!
Dziękujemy Wam za niezwykle godne reprezentowanie naszego Klubu podczas kolejnego felinologicznego wydarzenia. Zawsze ogromnie cieszymy się z Waszych sukcesów – zarówno tych spektakularnych, o których można długo opowiadać, jak i tych skromniejszych, które być może nie trafiają na pierwsze strony wystawowych podsumowań, ale dla nas są równie ważne.
Każda Wasza obecność na wydarzeniach felinologicznych zasługuje na uznanie i ogromny szacunek. To właśnie Wy, pojawiając się z naszym klubowym logo, pokazujecie, że AmoFeles to nie tylko nazwa, statut i klubowe dokumenty, ale przede wszystkim ludzie połączeni wspólną pasją do kotów.
Bo bez Was nie ma Klubu. Dlatego tak bardzo cenimy każdą Waszą aktywność, każdy wystawowy wyjazd, każdą prezentację Waszych kotów oraz wszelkie działania, dzięki którym AmoFeles jest widoczny w felinologicznym świecie.
Gratulujemy wszystkim – bez wyjątku! Niezależnie od liczby zdobytych certyfikatów, nominacji czy finałowych trofeów. Sam fakt, że jesteście z nami i reprezentujecie Klub, jest dla nas powodem do dumy.
Dziękujemy, że jesteście z nami, że działacie, pokazujecie swoje koty i współtworzycie AmoFeles. To właśnie Wy jesteście jego największą wartością. ❤️🐾