05/03/2026
Przypomnijmy, że prof. Magdalenę Środę mieliśmy kilka lat temu zaszczyt gościć w naszym regionie.
Filozofka przyjechała na zaproszenie KOD-u, a spotkanie z mieszkańcami i mieszkankami odbyło się w ramach Latającego Uniwersytetu Demokracji.
Inwazja na Iran jest jak atak na Wenezuelę, ale podniesiony do potęgi. Polska i świat znów są podzielone, do tego jakby trochę w poprzek.
Putin potępia niemoralność czynu (ma rację, ale on akurat nie ma żadnego prawa do stawiania jakichkolwiek ocen moralnych), Chiny potępiają, ale też się trochę dystansują (być może uważają, że w przyszłości mogą powołać się na ten precedens i dokonać inwazji na Tajwan), Europa trochę potępia, a trochę umywa ręce, choć Hiszpania twardo odmawia Amerykanom dostępu do infrastruktury wojskowej, a Trump reaguje na to jak obrażony trzylatek i zrywa z Madrytem stosunki handlowe. W samych Stanach Zjednoczonych większość opinii publicznej nie pochwala interwencji wojskowej.
W Polsce podzielona jest skrajna prawica, bo jedni wielbią Trumpa jak bożka, a drudzy nie lubią Żydów, za to podoba im się kolaborująca z Rosją perska teokracja. Pewnym problemem jest tylko to, że nie jest to teokracja katolicka.
Zaniepokojone jest centrum, które nie kocha ani mordujących własnych współobywateli ajatollahów, ani rodzącej się, kabaretowej, ale też niebezpiecznej dyktatury Trumpa, ani (co do zasady) wojen napastniczych.
W niełatwej sytuacji jest lewica, która tradycyjnie nie lubi Ameryki i określa ją jako imperialistyczną, ale też nie przepada raczej za rządami religijnych fanatyków.
Prof. Magdalena Środa, filozofka i etyczka, powszechnie określana jako lewicowa:
„W żaden sposób nie mogę popierać ataku na Iran ani nawet politycznie rozważać jego jakichkolwiek atutów. Nie popieram żadnego ataku państwa na inne państwo, bo nigdy nie stoją za tym jakieś dobra czy wartości (np. obrona demokracji), zawsze jest to w interesie atakującego lub na chwałę tego, który atak przygotował.
Żadna z wojskowych ingerencji USA nie skończyła się dobrze, za każdą stały jakieś ambitne politycznie dziady, które chciały zapisać się w historii. Nie popieram ataków bo giną ludzie - to generalna zasada, giną też zwierzęta, o czym warto pamiętać. Zwłaszcza nie popieram niczego czego dotknął się ten zdemenciały psychopata Trump”.
Dr Joanna Kamińska, specjalistka ds. stosunków międzynarodowych, członkini władz centrolewicowych European Greens:
„Reżim w Teheranie od lat brutalnie tłumi własne społeczeństwo i ponosi odpowiedzialność za poważne naruszenia praw człowieka.
Jednocześnie jednostronne działania zbrojne, podejmowane bez jednoznacznego mandatu prawa międzynarodowego, stanowią groźny precedens i zwiększają ryzyko dalszej destabilizacji regionu.
Historia ostatnich dekad pokazuje, że interwencje militarne rzadko prowadzą do trwałej demokratyzacji. Częściej skutkują chaosem, przemocą wewnętrzną, radykalizacją oraz długotrwałą niestabilnością, której konsekwencje wykraczają daleko poza granice państwa objętego konfliktem.
Dla Europy oznacza to realne zagrożenia: wzrost cen surowców energetycznych, kolejne napięcia geopolityczne, ryzyko rozszerzenia konfliktu oraz presję humanitarną.
Zmiana w Iranie, jeśli ma być trwała i rzeczywista, może dokonać się jedynie poprzez społeczeństwo irańskie. Zadaniem wspólnoty międzynarodowej powinno być ograniczanie eskalacji, ochrona ludności cywilnej oraz konsekwentna obrona prawa międzynarodowego”.
Co ciekawe, dość podobnie wypowiada się także katolicki publicysta Tomasz Terlikowski:
„Można uważać reżim irański za zbrodniczy i przestępczy i jednocześnie odrzucać amerykańsko-izraelską akcję w tym kraju. I zawsze trzeba pamiętać, że jeśli coś mogą - poza prawem międzynarodowym i nie licząc się z jego zasadami - zrobić USA i jego sojusznicy, to mogą to zrobić także inni.
Destrukcja prawa i zasad nie służy państwom średnim i mniejszym. Szczególnie takim, jak te z Europy Środkowej, wobec których państwa zbójeckie wysuwają swoje geopolityczne postulaty”.
W efekcie nieśmiało chyba kiełkuje przekonanie, że to po prostu „nie nasza wojna”. Czyli paradoksalnie taka sama, jak narracja, którą w sprawie wojny w Ukrainie lansuje w polskim internecie moskiewska agentura.
No dobrze, a o co chodzi rządzącym w Izraelu i Ameryce? Netanjahu to wojenny jastrząb, któremu zarzuca się ludobójstwo w Gazie, a wcześniej demontaż demokratycznego państwa prawa w samym Izraelu.
Ale nawet Izrael pod bardziej umiarkowanym i demokratycznym przywództwem mógłby bronić decyzji o ataku. Całkiem niedawno Teheran ostrzeliwał bowiem terytorium Izraela, izraelskim władzom, jakie by one nie było, z pewnością zależy więc, żeby potencjał militarny Teheranu był słabszy.
A klika sprawująca władzę w USA? Trumpowi nie chodzi przecież o wolną i demokratyczną Persję, bo wolność i demokracja to pojęcia, których nie rozumie.
Mówi się, że Trump chce kolejną wojną przykryć aferę pedofilską, zapewne też jako narcyz i przemocowiec chce się zaprezentować światu i sobie jako silny człowiek.
A bezpieczniej jednak dla niego zaatakować kraj wrogi i niedemokratyczny niż Danię, Kanadę lub innego demokratycznego sojusznika z NATO.
Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że Trump dopiero co, wyjątkowo nachalnie i w mocno karykaturalny sposób, domagał się od Norwegii pokojowego Nobla.
To Trump, a jego otoczenie? Sekretarz wojny Pete Hegseth i sekretarz stanu Marco Rubio zapewniają, że nie chodzi o zmianę władzy w Teheranie, lecz o osłabienie potencjału militarnego perskiego reżimu.
Czy jednak naprawdę? Zabito przecież ajatollaha Chamenei’ego i nie tylko jego. Kiedy w Wenezueli Amerykanie porwali Maduro, liczyli na to, że jego zastępczyni Rodriguez może stać się „władzą przyjazną USA” i do pewnego stopnia pewnie tak się stało.
W Persji mogliby zaś na tej zasadzie liczyć na rządy bardziej ustępliwego ajatollaha lub na objęcie władzy przez Rezę Pahlawiego jako nowego szacha.
Trump nawet zaapelował do perskiego społeczeństwa, żeby rzeczone społeczeństwo wzięło się do roboty i obaliło osłabiony reżim.
Problem jednak w tym, że w Persji osłabione jest samo społeczeństwo obywatelskie; ajatollahowie spacyfikowali przecież masowe protesty społeczne, pozbawiając wolności lub mordując tysiące aktywistów.
Pozostaje także pytanie, czy po ostrzelaniu szkoły i zabiciu stu kilkudziesięciu dziewcząt, wrodzy ajatollahom Persowie nie staną się też nieprzyjaźni Ameryce.
Wyznawcy Trumpa w USA czy Polsce mogą sobie tłumaczyć, że atak na szkołę był przypadkowy i że to nieuniknione koszty wojny (bądźmy tu uczciwi: czy sami byśmy nie szukali tego typu usprawiedliwień, gdyby za atakiem stał Obama, Reagan lub Bush senior?), jednak rodziców dziewczynek i ich otoczenia takie tłumaczenia niekoniecznie przekonają.
Sam reżim w Teheranie nie jest też specjalnie skłonny do ustępstw prowadząc ostrzał w kierunku baz natowskich (amerykańskich, ale również brytyjskiej) na Bliskim Wschodzie i w rejonie Morza Śródziemnego.
Czy ajatollahowie próbują wciągnąć w konflikt cały Zachód i czy suma konfliktów regionalnych (Ukraina, Gaza, Grenlandia, Iran) nie przerodzi się w końcu w III wojnę światową? Eskalacja podobnie przecież stopniowo narastała przed I i II wojną…
Nawet jeśli (czego sobie wszyscy życzymy) rozsądek zwycięży i do wojny światowej nie dojdzie, kolejny, przeciągający się konflikt oznacza większy chaos na świecie, pogłębiającą się destabilizację i szkody gospodarcze. Rosną ceny ropy i gazu, a wyższe ceny paliw to wyższe ceny żywności i innych artykułów.
I na koniec. Z naszego, polskiego punktu widzenia nie bez znaczenia jest też sytuacja polskich turystów uwięzionych przez wojnę na Bliskim Wschodzie (na szczęście część z nich już wraca).
W mediach społecznościowych, nawet po stronie demokratów, dominują póki co drwiny z „celebrytów w Dubaju, którzy nie wiedzieli o wojnie, bo na TikToku o tym nie mówili”.
Jednak to spłycanie problemu, bo Zjednoczone Emiraty Arabskie to ogromny węzeł lotniczy, w którym utknęło wielu zwykłych turystów wracających z krajów Azji, do których to krajów udali się tydzień lub kilka tygodni temu.
Oni też nie musieli wiedzieć i najpewniej nie wiedzieli o skali zagrożenia. Ludzie nie dzielą się przecież na tych, którzy 24 godzinę na dobę siedzą na TikToku i na tych, którzy przez ten czas w skupieniu czytają OKO.press, „Wyborczą” i „New York Timesa”. Większość z nas jest gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami.
Autor: Krzysztof Ulanowski/KOD
Grafika: skan początku artykułu z ,,Rzeczypospolitej"
Linki do artykułów prasowych w komentarzach.