10/08/2026
Drobnostka taka...
https://www.facebook.com/share/p/1G74ipQL66/
Przekop Mierzei kontra przekop budżetu. Polska płynie na kredycie
Pamiętacie jeszcze tę wielką narodową tragedię? Przekop Mierzei Wiślanej. Około 2,1 mld zł wydane za rządów P*S. Przez lata słyszeliśmy, że to „megalomania”, „fanaberia”, „wyrzucanie pieniędzy” i inwestycja, bez której Polska jakoś cudownie przeżyłaby kolejne sto lat.
Dwa miliardy! Dla polskiej polityki była to wtedy suma niemal astronomiczna. Można było urządzać konferencje, pisać komentarze i pytać, kto pozwolił wydać aż tyle pieniędzy na przekopanie kawałka ziemi. A dzisiaj? Dzisiaj mamy znacznie ciekawszy eksperyment ekonomiczny. Państwowy dług rośnie w tempie ponad miliarda złotych dziennie.
W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku zadłużenie Skarbu Państwa zwiększyło się o około 184 mld zł, czyli średnio ponad 1,2 mld zł dziennie. W samym maju było jeszcze ciekawiej — około 1,5 mld zł dziennie. Czyli inwestycja, którą przez lata przedstawiano jako symbol finansowego szaleństwa, kosztowała mniej więcej tyle, ile obecna machina zadłużania potrafi „wyprodukować” w niecałe dwa dni.
I tu pojawia się pytanie: co właściwie jest większą fanaberią? Jednorazowa inwestycja, którą można zobaczyć na własne oczy, czy miliardy dopisywane do rachunku państwa, których nie widać, bo nie stoją na zdjęciu lotniczym?
Przekop Mierzei ma beton, śluzy, drogi, most i kanał. Dług ma tylko jedną wadę — przychodzi z odsetkami. I nie można go przeciąć wstęgą.
Najbardziej fascynujące jest jednak to, jak zmieniają się standardy. Kiedy poprzednia władza wydawała miliardy na inwestycje, słyszeliśmy: „Skąd na to pieniądze?”. Kiedy obecna władza zwiększa zadłużenie państwa, słyszymy: „To konieczne”. Magiczne słowo. „Konieczne”. W Polsce wszystko może być konieczne: nowe wydatki, nowe programy, nowe pożyczki, nowe zobowiązania. A kiedy przyjdzie rachunek? Wtedy zapewne okaże się, że jego zapłacenie też będzie konieczne.
Bo obywatel ma tę cudowną cechę, że można mu powiedzieć: „Nie martw się, państwo się zadłuża”, a kilka lat później: „Musimy podnieść podatki, bo państwo jest zadłużone”. I wszystko się zgadza. Najpierw państwo bierze kredyt, potem obywatel dostaje rachunek.
Tymczasem przekop stoi. Można go sfotografować, można po nim przepłynąć, można dyskutować, czy był wart swojej ceny i krytykować jego opłacalność. Ale przynajmniej wiadomo, na co poszły te pieniądze. Z długiem jest inaczej. Dług jest najbardziej demokratycznym „produktem” III RP. Korzystają z niego politycy, a spłacają go wszyscy: ci, którzy głosowali za, ci, którzy głosowali przeciw, ci, którzy nie głosowali i ci, którzy dopiero się urodzą.
Dlatego proponuję nową polską jednostkę miary: „przekop”. Jeden przekop to około 2,1 mld zł. Wtedy możemy powiedzieć, że w maju 2026 roku Polska zadłużała się w tempie około 0,7 przekopu dziennie. Brzmi absurdalnie? I właśnie o to chodzi. Bo może gdyby zamiast abstrakcyjnych miliardów pokazywać ludziom „przekopy”, nagle lepiej zobaczylibyśmy skalę problemu.
Przez lata krzyczano: „P*S wydał 2 miliardy na przekop!”. Dzisiaj można więc zapytać: „Dobrze. A wy ile przekopów dokładacie do długu?”
I wtedy zaczyna się cisza.
Bo w polityce najłatwiej krytykować cudzy rachunek. Znacznie trudniej pokazać własny.
Jedni przekopali Mierzeję. Drudzy przekopują budżet.
Różnica jest tylko taka, że pierwszy przekop zostanie w Polsce na dziesięciolecia. A rachunek za drugi też zostanie...na pokolenia.