28/09/2026
Rodzicielstwo zastępcze - prawdziwe pytania. 🤍
Czasem dom nie robi się większy dlatego, że przybywa w nim pokój.
Robi się większy, kiedy pojawia się w nim miejsce dla drugiego człowieka. ❤️🔥
Nina i Marek byli już rodzicami dwóch małych chłopców, kiedy zdecydowali się przyjąć do swojego domu Kasię - nastolatkę, którą Nina znała od wielu lat. Nie była to decyzja podjęta z dnia na dzień. Było w niej dużo rozmów, przygotowań i świadomości, że przed całą rodziną ważna zmiana. 🍀
Ich historia jest o bliskości, która buduje się każdego dnia. O tym, że bezpieczna przestrzeń nie musi być idealna, a miłość nie zawsze musi wyglądać tak samo. I o tym, że czasem wystarczy odważyć się zapytać, zamiast zakładać, że coś jest poza naszym zasięgiem.
To ostatnia rozmowa w naszej serii. Poznajcie Ninę i Marka. 🏡
Rozmowa powstała w ramach projektu „W Rodzinie”, współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego Plus w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Mazowsza 2021–2027.
RODZICE ZASTĘPCZY - PROJEKT „W RODZINIE”
Dom pełen krzeseł i uśmiechu.
Nina i Marek, młodzi rodzice dwóch małych synów ( 4 i 7 lat), a mimo to niecałe dwa lata temu zdecydowali się przyjąć do domu nastolatkę z pieczy zastępczej. W progu ich domu piętrzą się buty małe i duże, na wszystkie pory roku, a obok czeka wózek. Wszystko ma tu swoje miejsce, a jednak nic nie jest sztywne: to raczej porządek oswojony z życiem, ten pozytywny rodzaj rozgardiaszu, po którym od razu widać, że dom żyje. W kuchni stoi duży stół, miejsca starczy dla wszystkich. Marek wita mnie z uśmiechem, Nina częstuje kawą z pianką, naprawdę wyjątkowo dobrą, i w tej właśnie atmosferze, bez cienia pozy Nina i Marek opowiadają mi swoją historię.
P.S. Dodam, że są introwertykami jak mówią, ale ze względu na ważność tematu, przekraczają swoją strefę komfortu i udzielają wywiadu :).
Jak to się zaczęło
Magda: Macie dwójkę małych chłopców i pełne ręce roboty, a mimo to znaleźliście 2 lata temu w sobie i w swoim domu przestrzeń, żeby przyjąć do domu Kasię. Opowiecie o tym momencie?
Nina: Ten moment się zaczął właściwie dużo wcześniej. Moi rodzice byli rodziną zastępczą zawodową, a Kasia mieszkała u nich od czwartego roku życia, w sumie w pieczy zastępczej jest już dwanaście lat, z czego dziesięć spędziła u moich rodziców.
Magda: Byłaś już wtedy nastolatką, kiedy Kasia trafiła do domu Twoich rodziców?
Nina: Tak, byłam nastolatką, jak ona do nas przyszła. Później już właściwie więcej mnie nie było w domu niż byłam - studia, wyjazdy - ale często bywałam, jeździliśmy razem na wakacje. Jak rodzice gdzieś wyjeżdżali, to ja zostawałam z dziećmi. Ona po prostu z nami dorastała, a rodzice byli bliżej i bliżej emerytury, no i jak zostaliśmy małżeństwem... Możesz też coś mówić, nie muszę tylko ja. [Nina zwraca się do Marka śmiech]
Marek: Jak będzie mi źle, będę wetował. [śmiech]
Nina: No więc, przygotowywaliśmy się od początku naszego małżeństwa z taką myślą, że rodzice są starsi i to jest kwestia czasu, kiedy przejdą na emeryturę. Zastanawialiśmy się, co zrobić, żeby te dzieci miały dokąd pójść, gdyby nie wszystkie zdążyły się usamodzielnić.
Magda: Jak wyglądało to przygotowanie? Rozumiem, że zrobiliście kurs, zanim jeszcze wiedzieliście, czy w ogóle będzie potrzebny?
Marek: Zrobiliśmy sobie kurs na rodziny niezawodowe, żeby w razie czego być gotowi. Zaczęliśmy razem, ale w trakcie żona zaszła w ciążę i się źle czuła, więc ja go dokończyłem, a ona zrobiła swój kurs później, już w czasie pandemii - online.
Magda: A kiedy to się stało konkretną decyzją, nie tylko planem na przyszłość?
Nina: Przyszedł moment, że moi rodzice powiedzieli: no dobra, nie mamy już siły, musimy iść na emeryturę. I z całej czwórki, którą mieli pod opieką, została już tylko Kasia, jej starsza siostra była już dawno samodzielna.
Magda: Czy ktoś próbował Was zniechęcić, zanim się zdecydowaliście? Czy to była wyłącznie Wasza wspólna decyzja?
Marek: Na początku nikt nie wiedział, że podjęliśmy taką decyzję. Później, jak powiedzieliśmy rodzicom żony, to oni powtarzali, żebyśmy dobrze przemyśleli decyzję i zastanowili się 3 razy.
Nina: Mówili, że to jest po prostu trudna praca. Że są dzieci z trudnościami, z rzeczami nieprzepracowanymi. Że mamy już małe dzieci, które są bardzo absorbujące, a to jeszcze więcej pracy.
Nina: Ale zawsze dodawali, że będą po naszej stronie, że nam pomogą, że tylko chcą, żebyśmy dobrze to przemyśleli.
Pierwsze tygodnie
Magda: Kiedy Kasia zamieszkała z Wami na stałe, Wasi synowie mieli dwa i pięć lat. Baliście się czegoś, zanim się pojawiła?
Marek: Samej różnicy wieku się nie baliśmy, tylko trochę tego, że wskakujemy od razu w nastolatkę. Z małym dzieckiem uczymy się razem z nim, widzimy, co na nie działa, a co nie. A tu dostajemy nastolatkę, którą trochę znamy, ale nie od zawsze i wiemy, że zaraz zacznie dojrzewać, zmieniać się.
Magda: Jak sobie radziliście na początku? Co było największym wyzwaniem tych pierwszych tygodni?
Nina: Najmłodszy był jeszcze mały, drzemkowo-kontaktowy. Wieczorem, jak go położyłam, ciężko mi było wyjść z sypialni i jeszcze coś robić, a tam siedziała nastolatka, która chciała, żeby z nią pograć, porozmawiać, coś obejrzeć. Musieliśmy się nauczyć dzielić, że mąż idzie do starszego dziecka, a ja zostaję z młodszymi. I musieliśmy jej wytłumaczyć, że to, że nie spędzamy czasu tylko z nią osobno, nie znaczy, że jej czasu nie poświęcamy. Że wspólny czas całej piątki też jest czasem dla niej.
Kasia i chłopcy
Magda: Czuje się, że między Kasią a chłopcami powstała prawdziwa więź?
Nina: Kasia jest z naszym najstarszym synem od jego urodzenia. Byli w tym samym domu, u moich rodziców, zanim się wyprowadziliśmy. Ostatnio przeglądałam stare zdjęcia - ona jest na każdym z nich. Czytała mu książeczki, bawiła się z nim na macie. Ta relacja zawiązała się bardzo mocno, jeszcze zanim to się stało oficjalne. A teraz, kiedy starszy syn poszedł do pierwszej klasy, sama poprosiła, żebyśmy wpisali ją na listę osób, które mogą go odbierać ze szkoły. Wpisaliśmy ją jako siostrę, bo tak sobie tę relację nazywają. Jak jej nie ma, chłopcy modlą się za nią wieczorem, pytają, kiedy wróci. Jak wraca, rzucają się na nią.
Skąd ta miłość
Magda: Skąd macie w sobie tyle miłości i ciepła?
Nina: Od rodziców.
Marek: Oboje jesteśmy z wielodzietnych rodzin - po sześcioro rodzeństwa z każdej strony. Nasi rodzice są po prostu dobrymi ludźmi, którzy bardzo dużo robią dobrego. Stąd też się tego nauczyliśmy.
Nina: To też jest fajne, że oni nie tylko o tym mówią, ale naprawdę są dla nas wsparciem, nie tylko przy Kasi, ale w całym naszym życiu. Mieszkamy teraz u rodziców Marka, remontujemy dopiero swoją część domu, i to dobro cały czas tu jest.
Co dalej
Magda: Kasia zbliża się do pełnoletności, kończy osiemnaście lat w marcu. Jak patrzycie na tę zmianę? Zostanie z Wami?
Marek: Spodziewamy się, że przynajmniej do końca roku szkolnego, w którym kończy 18 lat.
Nina: Mamy różne doświadczenia z domu moich rodziców. Jedno z dzieci trzeba było, brzydko mówiąc, popchnąć do usamodzielnienia i to był dobry wybór, bo dziś świetnie sobie radzi. Inne, w dniu swoich osiemnastych urodzin, miało już złożone papiery i się wyprowadziło. Różnie bywa. Kasia na razie chce zostać jeszcze trochę, ale już myśli do przodu - rozmawiała z koleżanką o wspólnym mieszkaniu po osiemnastce. Sama wybrała też zawodówkę, uczy się na cukiernika. Zawsze lubiła gotować, piec, to była jej pasja, nie nasz pomysł. Pokazaliśmy jej różne opcje, ale to ona wybrała tę drogę.
Magda: Czy był w tych dwóch latach moment, który był dla Kasi szczególnie ważny?
Marek: Do tej pory myślała, że jest jedyna - że tylko jej się tak trafiło, żeby mieć rodzinę zastępczą. W ramach jednego z projektów unijnych, wybierania drogi zawodowej, poznała inne dzieci w podobnej sytuacji, część nawet ze swojej szkoły, które znała z widzenia. Zobaczyła, że nie jest sama. To było bardzo ważne.
Co powiedzielibyście innym rodzinom
Magda: Co powiedzielibyście rodzinom, które wahają się przed przyjęciem nastolatka?
Marek: Trzeba mieć świadomość, że to jest nastolatek, który czasem zrobi coś głupiego - na pewno nie będzie najświętszym dzieckiem. Na wszystkich szkoleniach mówili nam, że jeśli dziecko zaczyna robić drobne wygłupy, to dobry znak, znaczy, że czuje się bezpiecznie. Gorzej, jeśli siedzi cicho w pokoju i wychodzi tylko na obiad.
Magda: A co powiedzielibyście rodzicom w ogóle, nie tylko przyszłym rodzinom zastępczym?
Nina: Rozmawiajmy z własnymi dziećmi o tym, że każde dziecko zasługuje na szacunek, życzliwość i akceptację - niezależnie od sytuacji rodzinnej. Wyjaśniajmy, czym jest piecza zastępcza, uczmy empatii i reagowania na dokuczanie.Tłumaczmy im, że dzieci z pieczy zastępczej nie są gorsze, żeby im nie dokuczały. To nie zawsze złośliwość, często zwykła niewiedza.
Magda: Zdarzyło się Wam samym z tym mierzyć, że trzeba było rozmawiać z własnymi synami?
Nina: Powiedzieliśmy im po prostu: wyobraźcie sobie, że nie macie rodziców. Jak byście się czuli, gdybyście nie mieli rodziców? Nie mieli mamy?
Marek: Młodszy się popłakał. Ale to wystarczyło. Te dzieci naprawdę dużo rozumieją, jeśli się z nimi rozmawia wprost, ale z sercem. Kilka miesięcy później starszy syn sam upomniał młodszego, kiedy ten znów zaczął o czymś wspominać przy Kasi: „Mieliśmy o tym nie rozmawiać, to dla Kasi bolesne” - i zmienił temat.
Magda ( do Marka): A co powiedziałbyś innym mężczyznom, którzy się wahają?
Marek: Tak, jak żona mówiła - bywa różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale jest to warte wysiłku. To dziecko potrzebuje miłości, którą możemy mu dać.
Nina: Chociaż miłość to duże słowo. Nie trzeba czuć dokładnie tego samego, co do własnego dziecka, żeby było dobrze. Najważniejsze jest to, żeby dać bezpieczną przestrzeń, czułość, opiekę. Ale to i tak jest miłość, tylko innego rodzaju.
Marek: Już to, że chcesz dać dziecku bezpieczną przestrzeń, to już jest rodzaj miłości, to już jest wyjście ze swojej strefy komfortu, to już jest danie z siebie. A przecież danie z siebie to jest miłość. Tylko trzeba to zdefiniować w jakiś tam sposób. Może właśnie definicja miłości jest różna.
Mity, które warto obalić
Ta rozmowa miała już swój naturalny koniec, podziękowania, dopijanie pysznej kawy i chowanie mikrofonu…. Ale zanim wyszłam, Nina i Marek zaczęli mówić dalej i to, co mówili, wydało mi się zbyt ważne, żeby zostało tylko między nami. Włączyłam nagrywanie jeszcze raz.
Nina: Do tych rodzin, które się boją, bo mają za małe mieszkanie - niech nie boją się przyjść i porozmawiać z placówką. Czasem można dostać pomoc w wynajmie większego mieszkania, dopłatę do czynszu.
Marek: W okolicy jest nawet gotowy dom, do którego szuka się rodziny, żeby poprowadziła w nim rodzinny dom dziecka. Dostaje się cały dom, trzeba tylko w nim zamieszkać z dziećmi.
Magda: A co z wiekiem? To też częsty powód wahania.
Nina: Moi rodzice zaczęli być rodziną zastępczą, jak mieli po pięćdziesiątce.
Magda: A jeśli chodzi o standard życia, warunki mieszkaniowe?
Nina: Dla tych dzieci dużo ważniejsza niż wystrój jak z reklamy jest bezpieczna przestrzeń. Dla nich lepiej jest spać na kanapie, która ma już kilka lat, ale mieć przy sobie kogoś bezpiecznego, niż mieć nowe łóżko za kilka tysięcy złotych i nikogo.
Marek: Dla niektórych dzieci to, że ktoś nazywa zwykłą kanapę „brakiem standardów”, może być prawdziwym szokiem, bo te dzieci bywają różne, czasem naprawdę mają za sobą dużo trudniejsze warunki.
Magda: A finansowo? Rodziny często obawiają się, że same nie udźwigną kosztów.
Nina: To nie jest tak, że zostajesz zupełnie sam. Jest wsparcie na przyjęcie dziecka, czasem dofinansowanie do wakacji, dostęp do 300+ i 800+, mimo że to nie jest rodzina biologiczna, bo faktyczna opieka jest sprawowana u nas. A rodziny zawodowe dostają wynagrodzenie, zależne od liczby dzieci pod opieką. Niewielkie, ale jest.
Marek: Trzeba tylko wiedzieć, jakie wnioski złożyć i je składać.
Rozmowa kończy się tak, jak zaczęła - przy dużym stole, wśród gwaru domu, w którym nigdy nie brakuje krzeseł.
Magda: Bardzo wam dziękuję za tę piękną, inspirującą historię i za to, że idzie ona już drugim pokoleniem w waszej rodzinie.
Nina: Dziękujemy bardzo.
Marek: Dziękuję.
Podsumowanie
Historia Niny i Marka pokazuje, że rodzicielstwo zastępcze rzadko zaczyna się od zera - czasem to kontynuacja czegoś, co zaczęło się pokolenie wcześniej. To opowieść o dwojgu bardzo młodych ludzi, którzy świadomie przygotowywali się na decyzję, zanim jeszcze zapadła, o cierpliwym uczeniu dzieci, tych małych i tej już prawie dorosłej, czym jest bezpieczna przestrzeń, czym jest miłość. I o tym, że najważniejszych mitów na temat rodzicielstwa zastępczego - o pieniądzach, o wieku, o standardzie mieszkania - wcale nie jest trudno obalić. Wystarczy zapytać.
Rozmawiała: Magda Trebert - psycholożka i reżyserka. Materiał w ramach projektu „W Rodzinie”, współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego Plus w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Mazowsza 2021-2027.