Opolski Klub Turystyki Rowerowej Rajder

Opolski Klub Turystyki Rowerowej Rajder Klub Rajder jest stowarzyszeniem propagującym turystykę i rekreację rowerową.

Stowarzyszenie Rajder zostało założone 18 grudnia 2007 roku i zarejestrowane w KRS 25 lutego 2008 roku pod numerem 0000299944. Klub posiada 20 członków oraz ok. 20 sympatyków, mieszkańców Opola, którzy stale uczestniczą w naszych wycieczkach i imprezach.

2026-05-03 Majówka w Czechach. Dzień czwarty - zamek SoviniecTo ostatni dzień naszego pobytu, Januszek i Kazio wyruszyli...
10/05/2026

2026-05-03 Majówka w Czechach. Dzień czwarty - zamek Soviniec

To ostatni dzień naszego pobytu, Januszek i Kazio wyruszyli o 8 rano w drogę powrotną - najpierw Czesio zapakował ich na bagażnik auta i wywiózł za dwie najwyższe góry. A potem minęli jeszcze jedną i dalej już mieli tylko z górki z wiatrem, więc koło 13-tej dotarli na własnych kołach do Nysy, wsiedli w pociąg i szybciej od nas dotarli do domu. My mieliśmy czas, bo wracaliśmy samochodami, więc postanowiliśmy jeszcze pojeździć po okolicy. Ja się uparłam, że dość oglądania smerków i pięknej przyrody, pora na program kulturalno-oświatowy. Na wieży widokowej wpadł mi w oko zamek w Sovincu i koniecznie chciałam go zobaczyć. Ale było do niego 25 km przeważnie pod górkę, wiał silny wiatr co dla elektryków nie stanowi problemu, ale został nam Jacuś na zwykłym rowerze. Aby nie zostawać w tyle wypożyczył sobie elektryka i pojechaliśmy. Monika i Andrzej pojechali na zamek samochodem, gdyż Monia nie chciała męczyć kontuzjowanej ręki. Na elektrykach jechało się bardzo dobrze, Jacuś aż tak się rozpędził, a ja za nim, że nie zauważyliśmy, kiedy reszta skręciła w boczną drogę. Gdy się zorientowaliśmy i zawróciliśmy upłynęło sporo czasu i drogi, a nigdzie ich nie było widać, zadzwoniliśmy, okazało się, że są daleko z przodu. Nie pozostało nam nic innego jak ich gonić - spotkaliśmy się w najbliższym miasteczku. Zrezygnowaliśmy z oglądania ruin i pojechaliśmy od razu na Soviniec. I warto było, zamek jest piękny, warto go pozwiedzać, choć artefaktów jak to w czeskich zamkach za wiele nie ma, ale widok z murów i wieży przepiękny. Z zamku pojechaliśmy 3 km w dół zobaczyć Arboretum o wdzięcznej nazwie Maczu Pikczu, a po drodze mogliśmy podziwiać całe łąki usiane pierwiosnkami. Arboretum obejrzeliśmy z dołu, bo nie było czasu ani sensu drapać się pod górkę po alejkach, skoro z dołu wszystkie rośliny były dobrze widoczne. Wracając mogliśmy jeszcze raz podziwiać pierwiosnki i zamek z drugiej strony. Jacuś uparł się by nam pokazać Galerię u Pradziada i warto ją zobaczyć, bo jest po drodze w miejscowości Jirikov. Rzeźbiarz Jiri Holouszka prezentuje w tym miejscu swoje prace, których jest tutaj ponad 250. Siedziba znajduje się na fermie danieli, gdzie znaleźć można ogromną szopkę betlejemską w której znajdują się rzeźby naturalnej wielkości. Największą rzeźbą i kolejnym unikatem jest postać władcy gór - Dziada Pradziada, która ma 10 m i waży 15 ton. Kolejnym unikatowym dziełem jest gigantyczny obraz Rzeszy Pradziada, a wszystkie trzy są wpisane do czeskiej księgi rekordów. W galerii znajduje się też pracownia, gdzie można zobaczyć kolejne etapy twórcze oraz wiele innych ciekawych eksponatów, a wszystko pięknie w drewnie wyrzeźbione. Świetnie bawiliśmy się karuzeli i na placu zabaw, a Jacuś pograł w karty z diabłami w piekle. Gdy już wszystko obejrzeliśmy ruszyliśmy w drogę powrotną, Jacuś oddał elektryka, zapakowaliśmy swoje rowerki na hak, pożegnaliśmy Adama i Basię i ruszyliśmy do domu. Chcieliśmy pojechać przez Mesto Albrechtice, bo mamy tam swoją ulubioną knajpkę, ale Czesiowa nawigacja tak nas dookoła po górach ciągała, że ją zamknęli zanim dotarliśmy. Jacuś znalazł przed samą granicą w Tremesnej jeszcze lepszą polsko-czeską, gdzie podano nam pyszny smażeny syr, hranulki i o dziwo aż trzy sałatki - co w Czechach jest ewenementem - od razu widać, wpływy polskie. Najedzeni i zadowoleni z udanego wyjazdu bez przeszkód około godz. 20-tej dotarliśmy do domu. Trasa rowerowa w tym dniu to 57 km.

TEwa.

2026-05-02 Majówka w Czechach. Trzeci dzień - wjazd na PradziadaPogoda na majówkę udała nam się znakomicie, codziennie s...
10/05/2026

2026-05-02 Majówka w Czechach. Trzeci dzień - wjazd na Pradziada

Pogoda na majówkę udała nam się znakomicie, codziennie słońce i chociaż pierwszy dzień był trochę chłodny to później było już tylko lepiej, a nawet panował niezły upał. Zaplanowaliśmy więc wjazd na Pradziada w sobotę, bo widoczność bardzo dobra była a z małej Morawki to niedaleko, tyle że ciągle pod górkę. Nie przeszkadzało nam to wcale, ponieważ znaczna część grupy idąc zgodnie z duchem czasu i peselem przesiadła się na elektryki i tylko 3 osoby się pod górkę spociły. Wspinaczkę zaczęliśmy z parkingu Hvezda i po raz pierwszy wjazd mi się podobał, gdyż na elektryku to bajka - na płaskim wystarczy jechać na eco, pod górkę włączamy standard i samo jedzie, a my możemy podziwiać okolice zamiast się pocić i sapać. Straszne są tylko zjazdy - bo jak się maszyna rozpędzi to gna bez opamiętania i ręce cierpną od hamowania. Pierwszy odcinek drogi bardzo mi się podobał, bo ruch puszczany jest jednostronnie, więc ludzi i samochodów mało, tylko gnające i kurzące autobusy zakłócają sielankę. Gorzej jest od „Owczarni”, gdzie tłumy opuszczają samochody, autobusy, które je tam przywiozły i bez ładu, i składu lezą całą szerokością jezdni na szczyt. A rowerzyści muszą uprawiać slalom gigant między nimi, go pod górkę jeszcze jest w miarę, ale z górki to już bardzo kłopotliwe. Jako że podział na elektryki i „zwykłe” był znaczący to i na szczycie w różnym czasie dotarliśmy by zrobić społeczne foto. Gdy naoglądaliśmy się już pięknych widoków, Kazik z Czesiem opalali się na trawce, a ja z Januszkiem i Jacusiem wjechaliśmy windą na punkt widokowy by obejrzeć dalsze okolice. „Beskidki” w tym czasie zaczęły już zjazd i udali się swoją trasą do Suchej Rudnej, bo nie dali się zwieźć Jacusiowi tak jak ja - byłam pierwszy raz i uwierzyłam mu, że do Svyczarni jest asfalt. Owszem był, ale jaki, już bym wolała, żeby go wcale nie było, poszarpany i pourywany, kamienie, resztki śniegu i lodu. Ręce bolały od hamowania, więc pod schroniskiem udzieliłam mu stosownej reprymendy. Ale widoki były trzeba przyznać piękne, a na dodatek trafiła nam się ciekawostka - ślub w stylu Boho - para młoda z wiankami na głowie, panna młoda w haftowanej kwiecistej sukience, pan młody w garniturze i japonkach. Gdy się już napatrzyliśmy, odpoczęliśmy, zaczęliśmy zjazd slalomem między ludźmi, aż do Owczarni, potem spokojniej, ale ja kilka razy musiałam się zatrzymywać, bo ręce drętwiały od trzymania na hamulcu. I tu się wyjaśniło czemu Czesio nosi przydomek „Pirat” - zaliczył dwie niebezpieczne sytuacje. Najpierw jego własny termos wpadł mu pod koła wybijając go w górę, a potem o włos minął się z pędzącym w górę autobusem i do końca dnia był już spokojny. Gdy wszyscy spotkaliśmy się na parkingu pod Hvesdą Jacuś z Czesiem, którym było mało udali się okrężna drogą do domu przez Suchą Rudną i tam spotkali „Beskidki”, a ja z Januszkami najkrótszą do naszej ulubionej knajpki „Na Rychle” gdzie tym razem zamówiłam czosnkowa polevkę i knedle i nie byłam zawiedziona. Gdy już konsumowaliśmy dotarli do nas Jacuś i Czesio i też przysiedli się do stołu. Po obiedzie Jacuś znów pojechał po zastrzyk adrenaliny w „Bike Parku”, a my do domku. Dzisiejszy dystans to 47 km.

TEwa.

2026-05-01 Majówka w Czechach. Drugi dzień Karlova StudankaWyjazd 9.30 ostro pod górkę, aż do parkingu pod Hvezdą, tu si...
10/05/2026

2026-05-01 Majówka w Czechach. Drugi dzień Karlova Studanka

Wyjazd 9.30 ostro pod górkę, aż do parkingu pod Hvezdą, tu się rozdzieliliśmy, Basia i Monia pojechały krótszą trasą przez Karlovą Studankę do Vbrna, a reszta w przeciwnym kierunku. Początkowo było ok, ale potem Jacusiowa nawigacja przy pomocy Czesiowej pociągnęła nas w bezdroża, zjazd na łeb na szyję wąskimi koleinami, więc żałowałam, że z dziewczynami nie pojechałam. A na dodatek po chwili wyjechaliśmy na tej samej asfaltówce, więc moje męki całkiem bezsensowne były. Dalej jechaliśmy już bez przeszkód do Suchej Rudnej, zrobiliśmy postój w parku pod rakietą, potem obejrzeliśmy stary drewniany kościółek. Tu zaczęliśmy rowerową wspinaczkę do Andelskiej Hory, zrobiliśmy kilka fotek i ruszyliśmy ostro pod górkę do pokutnego kościoła św. Anny. „Elektryki” musiały trochę poczekać na „zwykłych” i gdy odpoczęliśmy chwilę zaczęliśmy zjazd leśnymi drogami do Vbrna, gdzie pod sklepem od dłuższego czasu czekały dziewczyny. Potem już razem wspinaliśmy się do Karlowej Studanki, zatrzymaliśmy się w parku pod pijalnią, nabraliśmy „wody mineralnej”, obejrzeliśmy rezydujące tam na uwięzi różne ptaki - sowy, jastrzębie i orła. Przespacerowaliśmy się ścieżką w parku między zgromadzonymi tam ogromnymi głazami z całego regionu i wylądowaliśmy pod pięknym wodospadem. Zrobiliśmy foto Cześkowym „kręciołkiem” spięliśmy rowery i poszliśmy do Bistro na obiad. Tu panowie się rozczarowali, bo gulasz z knedlami lepiej wyglądał niż smakował, za to smażeny syr z amerykanckimi hranulkami dobry był. Po obiedzie ruszyliśmy w drogę powrotną, a ja z Jacusiem wstąpiliśmy do Bike Parku w Kropivnej, bo mu mało adrenaliny dzisiejszy dzień dostarczył. Ja pilnowałam dobytku opalając się na słoneczku podziwiałam popisy „jeźdźców enduro” na swoich stalowych rumakach, a Jacuś wjechał wyciągiem na górę i próbował zjechać w dół łatwiejszą trasą. Ale jak to on kilka razy się pomylił i zajechał drogę wyczynowcom, co nie wzbudziło ich zachwytu. Gdy zjechał udaliśmy na kwaterę, gdzie reszta grupy integrowała się już z gospodarzami pod altaną. W tym dniu zrobiliśmy 44 km.

TEwa.

2026-04-30 Majówka w Czechach. Dziań pierwszy.Po raz kolejny na początku maja kilka osób z naszego klubu wraz z zaprzyja...
10/05/2026

2026-04-30 Majówka w Czechach. Dziań pierwszy.

Po raz kolejny na początku maja kilka osób z naszego klubu wraz z zaprzyjaźnionymi „Beskidkami” postanowiło pojeździć po czeskich górach. Jacuś wyszukał fajną metę w Małej Morawce - do dyspozycji mieliśmy dość spory dom i kilka sypialni z kuchnią, 3 łazienkami oraz bardzo miłymi właścicielami. Na miejsce wyruszyliśmy z rana samochodami, rowery na „haku”, a Kazimierz z Januszkiem pociągiem do Nysy - a dalej na kołach, co ich trochę zmęczyło, bo na końcówce dość mocno pod górkę było. „Samochodziarze” spotkali się po 11-stej w Razovej, postawili rowery na kołach i zwiedzali okolicę. Jacuś przygotował trasę i ciekawostki. Pierwszym punktem były skały wulkaniczne - Razovske tufity, a potem okrążyliśmy ścieżkami rowerowymi spory fragment jeziora przy zaporze Sleska Harta. Niestety musieliśmy zawrócić, bo dalsza trasa za bardzo oddalała się od jeziora i wiodła głównymi drogami, więc nie była już tak przyjemna. A nad jeziorkiem było pięknie, znaleźliśmy kilka fajnych miejsc do odpoczynku - szczególnie spodobał się nam ciekawy trójpalczasty pomost z kolistymi ławeczkami, gdzie Czesio „Pirat” wykorzystał swój nowy gadżet - kręconą na kiju kamerkę. Trochę trzeba przy tym uważać, aby nie dostać „kręciołkiem” w głowę - dobrze, że mieliśmy kaski, a radości przy tym było całkiem sporo. Gdy wróciliśmy na parking - rowery znów zawisły na haku i udaliśmy się na poszukiwanie noclegu do Małej Morawki. Jak zwykle nawigacja poprowadziła na koniec polną, dziurawą drogą, chociaż z drugiej strony był asfaltowy dojazd. Gdy się rozpakowaliśmy ruszyliśmy na poszukiwanie restauracji, bo zgłodnieliśmy już trochę. Basia wyszukała w Internecie najbliższą - niby 200 m, ale my zrobiliśmy 2x tyle, a na dodatek zamknięta była. Udaliśmy się na dalsze poszukiwania, ale niestety w kolejnej były tylko napitki, trzecia czynna w weekendy i dopiero w czwartej usiedliśmy i zjedliśmy. Wygrali ci co zamówili knedle z gulaszem, bo kotlety na hudbach twarde były. Tu znaleźli nas zmordowani trasą Januszek z Kazikiem i też chętnie się przysiedli, napili i zjedli. A wieczorem już „na chacie” odbyło się spotkanie integracyjne przy beczce piwa, które Adam sam uwarzył. Dzisiejsza trasa to 32 km.

TEwa.

2026-05-02 Strzelecki Rajd RowerowyOrganizatorzy to jak zwykle MOSIR w Strzelcach a prowadzenie trasy to niezawodni rowe...
10/05/2026

2026-05-02 Strzelecki Rajd Rowerowy

Organizatorzy to jak zwykle MOSIR w Strzelcach a prowadzenie trasy to niezawodni rowerzyści z PTTK „Kamienie Szlachetne” w Strzelcach, przy hojnym finansowaniu przez Gminę Strzelce Opolskie. Od nas pojechały 3 osoby. Niestety nie robili zdjęć, więc zdjęcia są ze strony FB organizatora. Przy pięknej pogodzie 58 osób przejechało ciekawą trasę. Trochę po wertepach, trochę asfaltami. Poprowadzili, nakarmili, obdzielili nagrodami i pucharami. Super rajd - jak zwykle.

Marek.

2026-05-09 Relacja z Pielgrzymki Rowerowej na Górę Św. AnnyNa zbiórce o godz. 9.00 przed kościołem św. Ap. Piotra I Pawł...
10/05/2026

2026-05-09 Relacja z Pielgrzymki Rowerowej na Górę Św. Anny

Na zbiórce o godz. 9.00 przed kościołem św. Ap. Piotra I Pawła w Opolu stawiło się 32 rowerzystów. Reprezentowali m.in. Olesno, Brzeg, Polska Nowa Wieś, Chrząstowice, Lędziny, Narok, Żelazna, Niewodniki oraz Opole. Po błogosławieństwie od ks. proboszcza, pamiątkowych zdjęciach i przekazanie wszystkim uczestnikom trasę, miejsce postoju oraz zasady bezpiecznej jazdy w grupie. Piloci zabezpieczali płynny przejazd przez skrzyżowania by ułatwić jazdę rowerzystów. Na starcie również ks. prof. Marek robił zdjęcia i początek jazdy całej grupy do głównej ulicy. Pierwszy postój Malina /wiata/, skrzyżowanie w lesie przy krzyżu, Kamień Śląski, Ligota Dolna przy budynku muzeum. Tutaj część grupy pojechała szosą a pozostali przez Rezerwat Przyrody drogą kamienistą. Po trasie mijają nas liczne grupy rowerowe jadące w tym samym kierunku. Na Górę Św. Anny docieramy na godz. 12.40. Chwilą przerwy na odpoczynek, pieczątka w sekretariacie, pamiątkowe znaczki i degustacja hot dogów. Uroczysta mszą święta, powitanie Pielgrzymów, wygłoszone Słowo Boże, Błogosławieństwa oraz poświęcenie rowerów. Pamiątkowe zdjęcia i część artystyczna, konkursy z policją, gastronomia możliwość picia kawy oraz smaczne kołacze. Część z naszej grupy wraca do Opola indywidualnie. Naszą 18-to osobowa grupa wyrusza o godz. 16.00. W Opolu jesteśmy na godz. 18.10. Pogoda dopisała, idealna na rower I bez deszczu. Nie było żadnej awarii sprzętu i kolizji na trasie. Wszyscy uczestnicy zadowoleni i pełni wrażeń z jazdy w naszej grupie powrócili do domu. Maja ochotę na kolejne wyjazdy pielgrzymkowe. Trasa liczyła 72 km.

Grzegorz.

2026-05-03 Trasa klasyczna - przez Niwki nad Jezioro ŚredniePiękne Święto 3 Maja i piękna pogoda. A jednak dzisiejszej z...
10/05/2026

2026-05-03 Trasa klasyczna - przez Niwki nad Jezioro Średnie

Piękne Święto 3 Maja i piękna pogoda. A jednak dzisiejszej załodze nie za bardzo chciało się wyruszać w dłuższą trasę. Tak więc na lenia pojechaliśmy po prostu nad Jezioro Średnie przez Chrząstowice, czerwonym szlakiem leśnym do Niwek i nad jezioro. Z powrotem autostradą leśną do Zawady i do domów. W Chrząstowicach odwiedziliśmy wiekowy młyn nad uroczym stawkiem. W Niwkach, wiadomo, popas. Adam M. serwował chleb z pyszną pastą swojej roboty. Nad jeziorem tłumy, więc za długo nie zabawiliśmy. Pożegnaliśmy tu kilkoro uczestników „eskapady”. Jeszcze pomoczyliśmy strudzone nogi w wodach Chrząstawy w Zawadzie, jeszcze powalczyliśmy z wiatrem na polach oraz wysłuchaliśmy śpiewu słowików dochodzącego z polnych zadrzewień.

TEla.

Od najbliższej niedzieli 10 maja zmieniamy godzinę zbiórki wycieczki rowerowej ;) Do kwietnia jeździliśmy od 10-tej. Ter...
04/05/2026

Od najbliższej niedzieli 10 maja zmieniamy godzinę zbiórki wycieczki rowerowej ;) Do kwietnia jeździliśmy od 10-tej. Teraz już jest cieplej i dzień długi, a więc spotykamy się godzinę wcześniej - o 9-tej i wyruszamy ok. 9:15 z placu Mickiewicza :) Trasy będą nieco dłuższe czasowo i kilometrowo. Jak ktoś będzie chciał wrócić wcześniej, na obiad, to się odłączy i zawróci do domu swoją trasą ;) Kierunek wycieczki ustalamy zawsze dopiero na zbiórce :) bo już wiadomo skąd wieje i jaka będzie pogoda.

2026-05-02 Majówka z TTHJak co roku, tradycyjnie 2 maja, jeździmy na rowerach udekorowanych flagami, aby uczcić przede w...
03/05/2026

2026-05-02 Majówka z TTH

Jak co roku, tradycyjnie 2 maja, jeździmy na rowerach udekorowanych flagami, aby uczcić przede wszystkim „Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej" ale także kolejną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3-go Maja. Henryk Gałkowski (Tułowickie Towarzystwo Historyczne) pomysłodawca i kierownik imprezy przygotował treściwy informator z programem i okolicznościowymi informacjami. Po godz. 10-tej zebrani na Rynku w Niemodlinie rowerzyści wyruszyli najpierw pod pomnik Obrońców Przebraża, aby złożyć kwiaty i odśpiewać Rotę. Dalej asfaltem objechaliśmy Lipno i drogami polnymi, lasami, pojechaliśmy w kierunku poligonu w Łambinowicach. Dawno w tamta stronę nie było trasy. Po drodze postój nad stawami na kawę. Pod pomnikiem Powstańców Warszawskich złożyliśmy kwiaty i dalej do Łambinowic. Kolejny pomnik na cmentarzu wojennym. Stamtąd przez Sowin do Przysieczy gdzie w pizzerni był dłuższy postój na pizzę i lody. Stamtąd, już szybko, pod pomnik w Tułowicach. Kwiaty, modlitwa, hymn i w drogę do wiaty w lesie. Stoły zastawione dzięki tym co przyjechali przed nami, ognisko płonie i grzeją się kaszanki. Pośpiewaliśmy z Heńkiem na nutę biesiadną i patriotyczną. Bardzo udany rajd - pogoda, trasa i ognisko.

Marek.

2026-04-26 Wycieczka na Stawy SangówDzisiejszy dzień zapowiadał się bardzo wietrznie, więc postanowiliśmy się schować w ...
28/04/2026

2026-04-26 Wycieczka na Stawy Sangów

Dzisiejszy dzień zapowiadał się bardzo wietrznie, więc postanowiliśmy się schować w lesie, co wcale łatwe nie było, bo trzeba do niego dojechać zgodnie z naszą tradycją - czyli pod wiatr. Ruszyliśmy przez wyspę Bolko, Chmielowice, Żerkowice do wiaty w Chróścinie Opolskiej koło uroczego pałacyku. Tu odpoczęliśmy dłuższą chwilkę po tych wietrznych zmaganiach, a głodomory konsumowały to co miały. Po przerwie ruszyliśmy dalej w kierunku Dąbrowy, a Bercik i Czesiek P. do Opola. W kolejnym parku przy zamku w Dąbrowie pogrzaliśmy się trochę w słoneczku, pogadaliśmy dłuższą chwilkę podziwiając wiosenne kwiatki. Potem jechało się już przyjemniej, bo w lesie wiatr przestał nam dokuczać. Gdy znaleźliśmy się na „bieliźnianej drodze” zaczęliśmy szukać intymnych części garderoby wiszących wysoko na drzewach. Z biegiem lat coraz trudniej je znaleźć, gdyż niszczeją, zmieniają kolor zlewając się z otoczeniem. A swoją drogą zawsze nas to zastanawia kto, jak i po co je tak wysoko tam zawiesił. Lasem jechaliśmy, aż do Stawu Sangów, gdzie podziwialiśmy duże grupy łabędzi na wodzie i jeszcze większe „stada” kijanek w wodzie. Gdy kolejne głodomory się posiliły ruszyliśmy w trasę by okrążyć jezioro, a ci co się nie najedli próbowali pomagać bobrom, które nie dokończyły swojego śniadania. Okrążając jezioro mieliśmy nadzieję, że coś się zmieniło, gdy nas tu nie było i wyjedziemy w jakimś fajnym miejscu, ale niestety wylądowaliśmy na ruchliwej „krajówce”, którą wcale nie chcieliśmy jechać. Zawróciliśmy by poszukać spokojniejszej drogi i się nam poszczęściło, bo po raz pierwszy udało nam się spotkać skaczącą po lesie kunę. Co prawda kłóciliśmy się trochę czy to kuna czy łasica, ale sprawdziłam w necie i wyszło na to, że kuna, bo jest dużo większa od łasicy. Dalsza droga po wyjeździe z lasu prowadziła przez Gościejowice, Skarbiszowice i Szydłów, a z wiatrem jechało się już całkiem dobrze. Na leśnym parkingu za Szydłowem odpoczęliśmy, pogadaliśmy po raz ostatni w tym składzie i w trzech podgrupach wracaliśmy do Opola - ci co zgłodnieli najbardziej pognali najszybciej, a reszta turlała się w swoim tempie. My z Adamem i Januszkiem domu byliśmy koło 17- tej, a zrobiliśmy ok. 75 km.

TEwa.

P.s.
Niedziela słoneczna, choć o świcie było koło zera... Potem się ociepliło, ale i tak uczucie chłodu pogłębiał baaaaardzo mocny wiatr. Mimo, że wyruszyliśmy bokiem do wiatru, to wrażenie było, jakbyśmy cały czas jechali pod wiatr. Biada cykliście, który pojedzie na wycieczkę z wiatrem, a potem mu przyjdzie wracać mając "wmordewind". Pojechaliśmy przez Chróścinę, Dąbrowę nad staw Sangów. Na granicy Dąbrowy schowaliśmy się w lesie i zrobiło się miło i przyjemnie. Przejechaliśmy przez "Majtkową Aleję" wypatrując okazów bielizny zawieszonej wysoko na pniach drzew ;). Na Sangowie majestatycznie pływają łabędzie, a żaby "czują wolę Bożą", dzięki czemu woda na płyciznach aż rusza się od plemnikopodobnych kijanek. Bobry zgłupiały już zupełnie i "rzucają się z zębami" na drzewa tak grube, że objąć ich nie sposób! Gdy opuściliśmy gościnne połacie Borów Niemodlińskich znowu dostaliśmy wiatrem w twarz. Na szczęście szybko zmieniliśmy kierunek i z wiatrem w plecy lub z boku, przez Gościejowice, Michałówek, Grodziec i Grodziec Drugi, Skarbiszowice, Szydłów wróciliśmy do Opola.

Spisał Sławek.

2026-04-26 W Żmigrodzie rodzinnie i rekreacyjnieRajd rodzinny, zorganizowany i prowadzony przez Dolnośląską Krainę Rower...
27/04/2026

2026-04-26 W Żmigrodzie rodzinnie i rekreacyjnie

Rajd rodzinny, zorganizowany i prowadzony przez Dolnośląską Krainę Rowerową, był zwieńczeniem pikniku rodzinnego, który odbywał się w Żmigrodzie od piątku. Na starcie około 20 osób w tym kilkoro dzieci. Pani Marta z DKR była pilotem i przewodnikiem na trasie – niedługiej i po ścieżce rowerowej. Po drodze kilka postojów, gdzie pani Marta opowiadała o lokalnych ciekawostkach, a także o bezpieczeństwie jazdy i przygotowaniu roweru. Przy ruinie pałacu dzieci miały konkurs terenowy z nagrodami. Stamtąd pojechaliśmy do Rynku, gdzie był pokaz pana Kamila Stuntsa. Na początku jego porady eksploatacji roweru a następnie akrobacje na rowerze. To było niesamowite co on wyczynia na rowerze! Pojeździłem jeszcze po mieście i do pociągu. Rekreacyjny dzień – w sumie tylko 63 km.

Marek.

Adres

Oleska 23/4
Opole
45-052

Telefon

+48696880305

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Opolski Klub Turystyki Rowerowej Rajder umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Opolski Klub Turystyki Rowerowej Rajder:

Udostępnij