30/07/2026
2026-07-26 Kąpielowa niedziela
Lato, upał zapowiadali, więc gdzie rajdersi pojechali? Oczywiście wkoło naszych ulubionych jezior turawskich, by się w lesie schować, a w wodzie schłodzić. Wyruszyło nas w podróż 12 osób, a ukończyło 2. Reszta wcześniej czy później zawróciła. Pierwszy postój był nad rzeczką w Zawadzie, gdzie Jacuś, Kazik i Sławomir nogi zamoczyli, reszta pogadała i się pośmiała, ciasteczkiem zagryzła i w dalszą drogę przez las się udała, bez Ani i Adama. Drugi postój wypadł nad Jeziorem Średnim w Turawie - Jacuś się wykąpał, a ja z Krystyną sprawdziłyśmy czy woda mocno wystygła. Tu zawrócił do domu Czesiek i Staszek, a my lasem, wałami pojechaliśmy na Jedlice, żegnając po drodze Bercika. W okrojonym składzie odwiedziliśmy nasze ulubione miejsce z wystającymi korzeniami drzew, gdzie Jacuś zgodnie z tradycją pozował do zdjęć w zastępstwie Eli, której dzisiaj nie było. Tu się wykąpać nie dało, bo do wody daleko, więc następne moczenie nóg było w rzeczce w Dylakach, gdzie dawnymi czasy jeden rower nam z mostu do wody spadł, ku uciesze reszty rajdersów, którzy o tym wciąż pamiętają i z właściciela topielca lekko się podśmiewają. Dalej lasem dotarliśmy nad Jezioro Duże i skonsumowaliśmy pyszne zapiekanki. Posileni udaliśmy się nad Jeziorko Srebrne, ale bez Krysi, która kąpać się nie chciała, a my i owszem. Woda za ciepła to nie była, ale po chwili można się przyzwyczaić i na drugą plażę z Jacusiem dopłynęliśmy. W tym czasie Sławomir penetrował pobliskie zarośla w poszukiwaniu skarbów i znalazł - całkiem fajne krzesełko turystyczne tylko lekko uszkodzone. Tu pożegnał nasz Kazimierz, który pojechał do domu asfaltem, a ja odprowadziłam Jacka i Sławka na leśną drogę denkmalową, żeby się nie zgubili i zawróciłam do wnuków, a jak się już z nimi pobawiłam to do domu wieczorem wróciłam.
TEwa.