11/06/2026
„UD80 – reforma pisana ponad głowami tych, którzy nie mogą się bronić
UD80 to projekt ustawy o instrumentach wspieranego podejmowania decyzji, który ma zastąpić obecny system ubezwłasnowolnienia nowymi formami wsparcia dla osób pełnoletnich mających trudności z samodzielnym prowadzeniem swoich spraw. Według autorów projektu celem jest zwiększenie podmiotowości i realizacja prawa do samostanowienia osób z niepełnosprawnościami.
Jednak w przypadku osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną, które nie komunikują swoich potrzeb, nie rozumieją konsekwencji prawnych i nie są w stanie samodzielnie zgłosić nadużyć, projekt budzi poważne obawy wielu rodzin i opiekunów.
Najłatwiej mówi się o godności ludziom, którzy nigdy nie musieli przez dwadzieścia cztery godziny na dobę opiekować się osobą całkowicie zależną od innych.
Najłatwiej mówi się o samostanowieniu ludziom, którzy nigdy nie karmili dorosłego dziecka łyżeczką, nie zmieniali pieluch trzy razy w nocy, nie dźwigali bezwładnego ciała do wanny i nie zastanawiali się każdego dnia, co stanie się z ich synem lub córką po ich śmierci.
Dla urzędników UD80 może być reformą.
Dla wielu rodzin może stać się kolejnym źródłem lęku.
Bo rodzice osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną nie proszą o slogany. Nie proszą o konferencje, broszury i prezentacje. Od lat proszą o realne wsparcie.
O miejsca w placówkach.
O opiekę wytchnieniową.
O specjalistów.
O bezpieczeństwo swoich dzieci po własnej śmierci.
I przez lata słyszeli, że nie ma pieniędzy.
Dzisiaj pieniądze nagle się znajdują.
Nie na system wsparcia.
Na system nadzoru.
Nie na ludzi, którzy będą codziennie pomagać.
Na ludzi, którzy będą oceniać, kontrolować i prowadzić procedury.
To właśnie budzi największy gniew.
Bo państwo przez dziesięciolecia korzystało z darmowej pracy rodziców. Milionów godzin pracy, których nikt nie policzył i nie wycenił.
Rodzice byli pielęgniarkami.
Terapeutami.
Kierowcami.
Psychologami.
Prawnikami.
Rzecznikami swoich dzieci.
Całym systemem, którego państwo nie stworzyło.
A teraz słyszą, że potrzebny jest ktoś jeszcze.
Ktoś, kto będzie wspierał.
Ktoś, kto będzie oceniał.
Ktoś, kto będzie uczestniczył w podejmowaniu decyzji.
I wielu rodziców zadaje pytanie, które powinno wybrzmieć bardzo głośno:
Gdzie byliście przez ostatnie dwadzieścia lat?
Gdzie byliście, kiedy brakowało miejsc w ośrodkach?
Gdzie byliście, kiedy rodzice umierali ze zmęczenia?
Gdzie byliście, kiedy osoby z niepełnosprawnościami były zamykane w czterech ścianach, bo nie było dla nich żadnej alternatywy?
Dlaczego najpierw nie zbudowano wsparcia, a dopiero później zabrano się za reformowanie prawa?
Najbardziej bezbronni ludzie w Polsce nie potrzebują eksperymentów.
Nie potrzebują kolejnych procedur.
Nie potrzebują nowych urzędniczych konstrukcji.
Potrzebują bezpieczeństwa.
A bezpieczeństwo nie rodzi się z deklaracji.
Bezpieczeństwo rodzi się z odpowiedzialności.
Jeżeli ktoś ma uczestniczyć w prowadzeniu spraw osoby z niepełnosprawnością, społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jakie będą zabezpieczenia.
Jakie będą kwalifikacje.
Jaka będzie odpowiedzialność za błędy.
Jak będzie chroniony majątek osoby zależnej.
Jak chronione będą osoby niemówiące, które same nigdy nie powiedzą, że dzieje im się krzywda.
Bo historia uczy jednego.
Największe krzywdy zawsze dzieją się wtedy, gdy system zaczyna wierzyć, że wie lepiej od rodzin żyjących z problemem każdego dnia.
UD80 może być przedstawiany jako projekt wolności.
Ale dla wielu rodziców brzmi jak ostrzeżenie.
Bo człowiek, który nie mówi.
Który nie rozumie pieniędzy.
Który nie rozumie dokumentów.
Który nie jest w stanie sam zgłosić nadużycia.
Nie potrzebuje większej liczby osób decydujących o jego życiu.
Potrzebuje większej liczby osób gotowych wziąć za niego odpowiedzialność.
A tego w projekcie wielu rodzin po prostu nie widzi.
Dlatego nie milczą.
Dlatego protestują.
Dlatego pytają.
I mają do tego pełne prawo.
Bo kiedy państwo reformuje system dotyczący ludzi, którzy sami nie potrafią się obronić, obowiązkiem obywateli jest zadawanie trudnych pytań.
Zanim będzie za późno.”
Coraz bardziej zaczynamy bać się nowych zmian☹️