20/02/2025
POLOWANIE NA RZEŹNIKA POLAKÓW
80 lat temu...
Był 12 lutego 1945 roku. Las koło wołyńskiej wsi Susk był przysypany śniegiem i, choć na świecie toczyła się szaleńcza wojna, to o tym lesie zdawała się już zapominać. Front przetoczył się wiele miesięcy temu. Porucznik Chabibulin, dowódca plutonu z 233. batalionu 20. brygady Wojsk Wewnętrznych NKWD wciągnął zimowe powietrze nosem. Nie, jednak wojna nie zapomina i o tym lesie. Czuć było zapach dymu.
Chabibulin wiedział, że dym ten jest sprawką celu operacji ''Szczur''. Niedługo wcześniej on i jego ludzie widzieli wyraźne ślady na śniegu, zmierzające na północ. Kazał im się udać tym tropem i był to dobry traf: znaleźli ślady małego ogniska. Chabibulin podzielił pluton na trzy grupy, które miały osaczyć uciekających. Sam na czele kilku żołnierzy szedł dalej tropem.
W końcu dostrzegli trzy ubrane w kożuchy postaci, brnące przez śnieg. Na plecach mieli pepesze, na głowach zaś czapki z daszkiem. Lejtant ryknął na cały głos:
- Stajat'! Brasajtie arużje!
W odpowiedzi na to, ''leśni'' otworzyli ogień i zaczęli uciekać w głąb lasu. Serie z pepesz przecięły powietrze, zastukały po pniach, zrzucając śnieg. Sowieci odpowiedzieli ogniem. Uciekinierzy wpadli jednak na jedną z dwóch grup oskrzydlających. Jeden z mężczyzn został trafiony i upadł, brocząc krwią. Dwaj pozostali kontynuowali ucieczkę. Jeden z nich został i wyraźnie osłaniał odwrót drugiego. I on zginął na miejscu, jednak wcześniej zabił jednego z NKWD-istów. Gdy Sowieci zbliżyli się do trzeciego uciekiniera, ten odwrócił się i strzelał do upadłego. Żołnierze NKWD nawoływali, by się poddał, ale ten nie słuchał. W końcu Sowieci ostrzelali go z dwóch stron, zabijając na miejscu. Przy zabitych znaleziono po trzy pistolety maszynowe i pistolety, sowiecki Order Czerwonego Sztandaru, odznaki Gwardii RKKA i torbę z dokumentami UPA.
Sowieci wiedzieli już, że dopadli jednego z najkrwawszych katów UPA. Taki był cel ich operacji - schwytać lub zabić ''Kłyma Sawura''.
* * *
Gdy Polacy myślą o Ludobójstwie Wołyńskim, pierwszym winnym, jakiego dostrzegają, jest Stepan Bandera. Jednak prawdziwymi mózgami tej upiornej operacji byli także inni ludzie.
Przede wszystkim - Dmytro Kłaczkiwski.
Ten urodzony w Zbarażu w 1911 roku student prawa z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, był wręcz modelowym członkiem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Większość swojego krótkiego, ledwo ponad 33-letniego życia, przeżył w II Rzeczpospolitej. Jak wielu ukraińskich nacjonalistów, uważał, że żyje pod okupacją. Nie przemawiała do niego ani współpraca z Polakami, ani kompromisy. Uznawał jedynie drogę terroru i zabójstw, zafascynowany m.in. irlandzką IRA, walczącą z Brytyjczykami i włoskim faszyzmem. Wśród osób go znających uchodził za energicznego, zdolnego organizatora i upartego dowódcę. Gardził pokoleniem swoich rodziców, które uznawał za ''zbyt miękkie''.
W 1937 roku trafił pierwszy raz do więzienia. W 1939 roku, po agresji sowieckiej na Polskę, natychmiast włączył się w pracę konspiracyjną pod sowiecką okupacją. OUN od początku przygotowywała się do powstania na wypadek wybuchu wojny, ale nim ukształtowały się poważniejsze struktury, NKWD rozbiło siatkę. Efektem były słynne procesy pierwszej i drugiej Egzekutywy OUN w 1940 i 1941 roku. Wówczas to Kłaczkiwskiego skazano po raz drugi. W śledztwie nikogo nie wydał i do niczego się nie przyznał. Ze względu na młody wiek, zamieniono mu karę śmierci na 10 lat więzienia. Tej nigdy nie odbył. 22 czerwca 1941 roku Wehrmacht rozpoczął operację ''Barbarossa'', która skruszyła mury więzień NKWD.
Kłaczkiwskiemu nie zapomniano postawy w śledztwie. Latem 1941 roku został mianowany szefem OUN-B we Lwowie, co było potwierdzeniem jego awansu. Zbiegło się to w czasie z aresztowaniami czołowych przywódców OUN i rozpędzeniem rządu Jarosława Stećki przez Niemców (co opisywałem, link w komentarzu). Kłaczkiwski i jemu podobni, mniej znani działacze, zyskali swoją szansę. Pozbawieni realnej konkurencji, zaczęli piąć się po szczeblach kariery. W styczniu 1942 roku na II. konferencji OUN Kłaczkiwski został prowidnykiem (przywódcą) OUN-B na terenach Wołynia i Polesia.
Ta decyzja okazać się miała brzemienna w skutkach.
Kłaczkiwski cały rok 1942 poświęcił na rozbudowę państwa podziemnego na Wołyniu i Polesiu, oraz na eliminowaniu konkurencji - przede wszystkim partyzantów powiązanych z Siczą Poleską Tarasa Bulby-Borowecia i OUN-M Andrija Melnyka, nie popierających metod banderowców. Aresztowanych konkurentów torturowano i mordowano skrycie. Organizowano nabór do sił wojskowych. Te nazywały się ''Samooboronni Kuszczowi Widdiły'' i stanowiły samoobronę ukraińskich wsi. Z 3-4 wsi formowano ''sotnię'' (kompanię), a z 3-4 sotni - ''kureń'' (batalion). 14 października 1942 roku powstała UPA - Ukraińska Powstańcza Armia. Kłaczkiwski miał w tym ogromną łatwość - niemiecki aparat policyjny był bardzo słaby na Wołyniu, w dodatku oparty głównie o ukraińskich policjantów.
* * *
W dniach 17-23 lutego 1943 roku k. Oleska odbyła się III konferencja OUN. Ta odbywała się po niemieckiej klęsce pod Stalingradem, co dawało wrażenie, że wojna skończy się niemiecką porażką. By zdołać wywalczyć ''samostijną Ukrainę'', zdecydowano o podjęciu działań zbrojnych przeciwko Niemcom i wywołaniu ogólnoukraińskiego powstania. To miało uwiarygodnić OUN-B w oczach Aliantów - Amerykanów i Brytyjczyków - i dać im poparcie. Przygotowaniem do powstania była masowa dezercja ukraińskich policjantów z batalionów Schutzmannschaft, trwająca od 15 marca do 10 kwietnia 1943 roku. Zdezerterowało wówczas ok. 4-5 tys. policjantów z ogólnej liczby 11 tysięcy. Ci nierzadko zabijali niemieckich przełożonych, zabierali broń i wypuszczali ukraińskich aresztantów. W ciągu kilku tygodni UPA z kilkuset ludzi zebranych z samoobrony, urosła do 6-8 tysięcy. Banderowcom było to na rękę: ukraińscy policjanci dotąd brali bardzo aktywnie udział w ludobójstwie Żydów i większość z nich zamordowała osobiście przynajmniej po kilka osób, głównie kobiet i dzieci. Mieli jako takie przeszkolenie wojskowe i nadawali się ''świetnie'' do pacyfikacji wsi, szczególnie, że nie mieli już oporów przed zabijaniem.
Terenowymi dowódcami UPA w tym czasie byli Kłaczkiwski i szef sztabu UPA, Wasyl Iwachiw ps. ''Sonar''. Ten drugi jednak zginął w maju 1943 roku w walce z Niemcami. Po jego śmierci Kłaczkiwski - występujący pod pseudonimem ''Kłym Sawur'' - panował niepodzielnie na Wołyniu i Polesiu jako dowódca Grupy (HWO) UPA-Północ (jednej z trzech grup UPA).
Mychajło Stepaniak, jeden z przywódców OUN-B, pisał później: ''W późniejszym czasie pod wpływem R. Szuchewycza polityka OUN w kwestii walki zbrojnej odeszła od postanowień konferencji i poszła w kierunku, który w praktyce zastosował na Wołyniu dowódca UPA , Dmytro Kljaczkiwśkyj ps. »Kłym Sawur« — tzn. walki przeciwko czerwonym (radzieckim) partyzantom i Polakom''.
Zbrodnie na Polakach nie były żadną nowością: pierwszego mordu UPA dopuściła się już 9 lutego 1943 roku w kolonii Parośla I, dwa tygodnie przed III konferencją OUN. Wspominałem to kilka dni temu. Do lipca 1943 roku UPA spaliła i wymordowała 56 polskich wsi.
Jednak to Klaczkiwski zdecydował o podjęciu zorganizowanej, skoordynowanej akcji przeciwko Polakom. Od początku herszt UPA na Wołyniu nie uważał za swoich wrogów Niemców, ale Polaków, Rosjan i Żydów. Swojej nienawiści do Polski nigdy nie ukrywał i na III. konferencji wielokrotnie podkreślał, że to Polacy są wrogami ''samostijnej Ukrainy''.
Zanim wydane zostały rozkazy o mordowaniu Polaków, ''Kłym Sawur'' rozpoczął bardzo szeroko zakrojoną akcję propagandową. Wskazywano, że Polacy ''bratają się z Sowietami i Niemcami'', rzekomo ''napadają na ukraińskie wsie'', a przede wszystkim ''ciemiężą Ukraińców od stuleci''. Obiecywał im bogactwa w polskich wsiach: plony, inwentarz, ziemię, narzędzia.
Jednocześnie watażka groził surowymi karami: w UPA za dezercję, odmowę wykonania rozkazu, współpracę z ''wrogiem'' karano bezwzględnie śmiercią. ''Kłym Sawur'' rozbudował też solidnie bezpiekę OUN - Służbę Bezpeky, która miała kontrolować nastroje wewnątrz organizacji. SB była niezależna od UPA, kierowano tam najbardziej fanatycznych nacjonalistów, najlepiej wykształconych. Wielu z nich kierowano na kursy doszkalające w szkołach oficerskich UPA. Wysyłano też informatorów do oddziałów UPA, którzy mieli zbierać informacje o sytuacji w oddziałach. Bojówki SB (BSB) były dobrze uzbrojone w broń maszynową i granaty. Posiadali także własne, ukryte więzienia i areszty, gdzie stosowali tortury na schwytanych wrogach "narodu ukraińskiego". Wykonywali też wyroki śmierci i służyli jako jednostki specjalne. W efekcie w UPA doszło do prawdziwej szpiegomanii. SB OUN dokonywała wielu skrytobójczych mordów, likwidując wszystkich podejrzanych - nie tych, którzy zdradzili, lecz tych, którzy mogli zdradzić.
W czerwcu 1943 roku Klaczkiwski wydał dyrektywę przeprowadzenia eksterminacji wybranych Polaków od 16. do 60. roku życia: „Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. (…) Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”.
Na dzień rozpoczęcia akcji wybrano niedzielę 11 lipca 1943 roku - celowo, gdy Polacy będą w domach, lub kościołach. Mimo, że mówiono o mordowaniu mężczyzn, to w praktyce eksterminowano wszystkich, w tym kobiety i dzieci. Zwłaszcza je.
Celem Klaczkiwskiego było wyłącznie wyrzucenie Polaków z Wołynia raz na zawsze. Wszelkie ślady polskości tych ziem miały zostać zatarte, wliczając w to kapliczki, kościoły i cmentarze. Ziemia i dobytek Polaków - rozparcelowane, miały trafić w ręce ukraińskiego chłopstwa. Ukraińskie chłopstwo w zamian miało czynnie uczestniczyć w zbrodniach, nawet pod groźbą śmierci. Miało to zjednoczyć naród w zbiorowym bestialstwie. Miała to być ''nowa koliszczyzna'' - rzekomo chłopski bunt, w nawiązaniu do powstania z XVIII wieku.
Co wydarzyło się upiornego 11 lipca 1943 roku - wiemy wszyscy.
* * *
Na pewną metę działania Klaczkiwskiego przyniosły skutek. Wieś faktycznie stała się bazą i oparciem UPA, będąc jej zapleczem i schronieniem w zamian za nadaną przez Klaczkiwskiego ziemię, zabraną zamordowanym Polakom. Wsie dostarczały banderowcom żywności, informacji, wozów, odzieży i nowych rekrutów. Stały się też ufortyfikowanymi obozami warownymi, w których istniała uzbrojona samoobrona. Jednocześnie na Wołyniu powstawały ukraińskie samorządy, szkoły, domy ludowe.
Wizytujący tereny Wołynia dowódca UPA, Roman Szuchewycz ps. "Taras Czuprynka", był pod wrażeniem tego, jak funkcjonuje region i nakazał ''kontynuowanie działalności'' - tym razem w Galicji. Klaczkiwski ''w nagrodę'' za swoje ''zasługi'' został 27 sierpnia 1943 r. na III. nadzwyczajnym zjeździe OUN mianowany szefem Głównego Dowództwa UPA i awansowany na majora UPA.
Nie wszyscy w OUN-B podzielali jego światopogląd i metody. Mykoła Łebed i Mychajło Stepaniak metody Klaczkiwskiego i jego kamratów nazwali ''bandyckimi''. Ale w obronie ''Kłyma Sawura'' stanął sam Szuchewycz.
* * *
Jednak ''wołyński eksperyment'' nie przetrwał długo. Wiosną 1944 roku na Wołyń wlała się Armia Czerwona: w lutym zajęła Równe, w kwietniu Kowel i Tarnopol, w lipcu Lwów i Stanisławów. Klaczkiwski, czując, że grunt osuwa mu się spod nóg, zaczął w kwietniu 1944 roku pisać memoranda do Niemców, żądając od nich wsparcia i uzbrojenia. Próbował z nimi dyskutować jak równy z równym. Żądał m.in. zwolnienia Bandery, niewtrącania się w działania UPA, dostarczenia dużej ilości broni i amunicji, oraz zaprzestania okupacji Galicji i Wołynia. Jednak Niemcy nie zamierzali spełniać zachcianek jakiegoś leśnego watażki i nie odpowiedzieli na jego apele. Także plany Klaczkiwskiego o powołaniu "antysowieckiego bloku" z Ukraińców, Tatarów, Azerów, Ormian i innych narodów w ramach UPA, spełzły na niczym.
Dla Sowietów pokonanie UPA stanowiło priorytet, a Wołyń był najtrudniejszym polem walki dla NKWD. Dzięki zdecydowanym działaniom kontrwywiadowczym Służby Bezpeky, Sowieci długo nie mogli przeniknąć w głąb UPA. Zostawało im tylko powolne przegryzanie się przez leśne bastiony banderowców, co zajęło im większość 1944 roku. Walki pod Hurbami, Urmaniem, Pniatyniem i Leszczawą Górną były dla NKWD kosztowne i wymagające. Ponadto trwały deportacje, ale póki trwała wojna, Sowieci nie mogli ich przeprowadzić ''całościowo''. Wiadome było, że pokonanie UPA na Wołyniu zależne jest od rozbicia jej kierownictwa. Dane Klaczkiwskiego udało się ustalić dopiero latem 1944 roku i Sowieci wiedzieli już na kogo polują. ''Sawur'' dostał kryptonim ''Szczur''.
Zadecydował przypadek.
26 stycznia 1945 roku koło wsi Jajno na Wołyniu 9. kompania 169. pułku NKWD natknęła się na kolumnę UPA. W walce zginęło 17 banderowców i jeden NKWD-zista. Jednak najistotniejsze było pojmanie żywcem Jurija Stelmaszczuka ps. ''Rudyj'', dowódcy Okręgu Wojskowego ''Turiw'' z HWO UPA-Północ, jednego z reżyserów ludobójstwa na Wołyniu.
Stelmaszczuk, podróżujący na saniach, chory na tyfus, próbował się ostrzeliwać, ale został ranny i pojmany. Była to bardzo cenna zdobycz - nie schwytano dotąd tak wysoko postawionego dowódcy UPA. Zdradził sowieckiej bezpiece, że spotkał się z Klaczkiwskim 30 listopada 1944 roku. Podał, że ''Kłym Sawur'' ukrywa się w rejonie Klewania i że unika on leśnych schronów. Opisał, że Klaczkiwski porusza się w towarzystwie 2-5 osobistych ochroniarzy, a ok. 1-1,5 km od niego zawsze znajduje się tzw. ''Oddział Specjalnego Przeznaczenia'' Wasyla Pawłoniuka ps. ''Uzbeka'', liczący 30-50 partyzantów.
Informacje te zelektryzowały sowiecką bezpiekę. 10 lutego rozpoczęto szeroko zakrojoną ''operację klewańską''. Tego dnia oddziały 20. i 24. brygady WW NKWD wykryły i zniszczyły oddział ''Uzbeka''. Zginęło 22 partyzantów. Następnego dnia funkcjonariusze NKWD zabili lub schwytali jeszcze 260 osób.
Wreszcie, 12 lutego wspomniany na początku pluton 233. batalionu NKWD dopadł samego ''Kłyma Sawura''. Śmiertelny strzał miał oddać sierżant Danilejczenko, Ukrainiec z Donbasu.
Pośmiertnie awansowano Klaczkiwskiego do pułkownika i nadano Złoty Krzyż Zasługi UPA. Ciała Klaczkiwskiego nigdy nie odnaleziono.
Stelmaszczuk złożył obszerne zeznania, zidentyfikował też ciało Klaczkiwskiego. Trzy dni po jego śmierci wydał odezwę do członków UPA, nawołując do ujawniania się.
Niewiele mu to dało. W listopadzie 1945 roku, gdy przestał już być potrzebny NKWD, został powieszony w Kijowie.
Ten jeden z niewielu razy, złowrogi miecz i tarcza - emblemat NKWD - symbol śmierci, krzywd i cierpienia milionów ludzi, niczym zepsuty zegar pokazujący właściwą godzinę - uczynił przypadkiem coś dobrego.
Pozbawiając życia bandytów, odpowiedzialnych za tysiące zamordowanych bestialsko ofiar.
* * *
Odtąd UPA na Wołyniu, utraciwszy dwóch najważniejszych dowódców, z każdym tygodniem stawała się coraz słabsza, i choć walka trwała aż do lat 50., to już rok po śmierci ''Kłyma Sawura'' UPA zaczęła dogorywać wskutek sowieckich masowych deportacji i akcji pacyfikacyjnych, a nader wszystko - Wielkiej Blokady Zimowej, obejmującej szczelnym kordonem sowiecką Ukrainę.
Ironią losu jest to, że osobnik, odpowiedzialny za mordowanie tysięcy ludzi, by wymazać ich istnienie, sam nie posiada dziś grobu. W zamian za to ma swoje liczne pomniki, aleje i place, m.in. w rodzinnym Zbarażu.
Na zdjęciu: Dmytro Klaczkiwski (w środku) na zebraniu OUN przed wojną. Koloryzacja: Kolor na froncie. Jeśli podobał Ci się ten wpis, zachęcam do udostępnienia i wspierania mnie przez Patronite lub BuyCoffee pod adresem "wojnawkolorze".