08/12/2025
Psy, które żyją na uwięzi, gryzą najdotkliwiej. To psy sfrustrowane, pozbawione ruchu i kontaktu z ludźmi. I to właśnie one stanowią największe zagrożenie. - mówi Izabela Kadłucka, psycholożka zwierząt i współautorka raportu o pogryzieniach psów. W 2024 roku oficjalnie zgłoszono ponad 35 tysięcy pogryzień. To więcej niż przed pandemią. Warto zaznaczyć, że na wsiach zanotowano o 20% więcej pogryzień niż w miastach.
"Z mojego doświadczenia jako biegłej sądowej wynika, że psy na wsiach gryzą bardziej dotkliwie. Najczęściej, jak dzwoni do mnie policjant albo prokurator w sprawie zlecenia sporządzenia opinii po pogryzieniu dziecka, to okoliczności sprawy są podobne: pies zerwał się z łańcucha i pogryzł dziecko, albo pies wydostał się z kojca i pogryzł dziecko. Większe kojce to nie luksus, ale element bezpieczeństwa publicznego. A prezydenckie porównanie ich do kawalerek?
– Zmniejszenie wielkości kojców to nie zadbanie o rolników, jak twierdzi prezydent, to narażanie nas wszystkich, a zwłaszcza dzieci, na pogryzienia przez psy. To właśnie dzieci gryzione są najczęściej na wysokości twarzy. Czasem konieczne są przeszczepy skóry, a czasem długa rekonwalescencja – przestrzega Izabela Kadłucka.
– Proszę pamiętać, że ludzie ze swojej kawalerki wychodzą na zewnątrz, a psy czasem z kojca nie wyjdą nigdy, więc ogólnie to nie jest trafne porównanie.
Radczyni prawna Agata Jędroś, mówi, że głowa państwa minęła się z prawdą. – Prezydent mówi, że osób źle traktujących zwierzęta jest niewiele. Niestety, to nieprawda. Jest ich dużo, a my i tak słyszymy tylko o części przypadków – stwierdza i opierając się na statystykach raportu Ekostraży i Fundacji Czarna Owca Pana Kota dodaje, że statystyczny sprawca znęcania się nad zwierzętami to właśnie mieszkaniec wsi. Być może wynika to z tego, że przykładowo psy często nadal są tam traktowane w sposób użytkowy, niestety z tego względu także często w sposób przedmiotowy. Pies ma pilnować posesji i nie sprawiać problemu, spełniać rolę „żywego alarmu”. Potrzeby takiego zwierzaka, poza nakarmieniem i podaniem wody – a czasem nawet i z tym jest problem – nie mają często większego znaczenia.Dodaje, że choć w większych miastach zjawisko złego traktowania zwierząt także jest widoczne, to ludzie są i tak częściej skłonni zareagować i zgłosić nieprawidłowości do właściwych organów. – Mieszkańcy miast nie dbają tak o opinię obcych im często sąsiadów, jak osoby z mniejszych społeczności, w których panują zupełnie inne, długoletnie zależności, ludzie się dobrze znają i żyją blisko siebie, boją się działań odwetowych. Sam sposób życia większości mieszkańców miast wymusza chociażby to, że z psem raczej trzeba wychodzić na zewnątrz, aby przykładowo załatwił potrzebę fizjologiczną, na osiedlach psy sąsiada są bardziej widoczne niż ukryte na posesjach wokół domów jednorodzinnych czy zabudowań gospodarskich psy na terenach wiejskich.
Prezydent Karol Nawrocki, odrzucając tzw. ustawę łańcuchową zaproponował własną. Fundacja Viva! zwraca uwagę na jedno z najniebezpieczniejszych sformułowań w prezydenckim projekcie ustawy: zapis o „dostosowaniu istniejącej budy”.
– W praktyce może to oznaczać, że kojce będą mogły być tak małe, iż nie zapewnią psom minimalnych potrzeb ani realnego poprawienia ich warunków życia – ostrzega Anna Zielińska, wiceprezeska Vivy!.
Agata Jędroś dodaje do tego szerszy kontekst. – Problemem nie są tylko przepisy. Problemem jest to, że organy ich nie egzekwują. Spotkałam się z policjantami, którzy po raz pierwszy czytali ustawę o ochronie zwierząt… po 20 latach jej obowiązywania – wyznaje."
Cały artykuł w komentarzu.