06/07/2026
Zostaliśmy odblokowani, dlatego w końcu możemy odnieść się do opublikowanego wpisu.
Na wstępie chcemy jasno podkreślić, że nie popieramy gróźb, wyzwisk ani nękania nowych opiekunów zwierząt. Takie zachowania są niedopuszczalne i nie mają nic wspólnego z merytoryczną dyskusją.
Jednocześnie odnosimy wrażenie, że cały wpis został skonstruowany w taki sposób, aby sprowadzić wszelką krytykę i niewygodne pytania do „hejtu”, „pomówień” czy „bzdur”. To wygodna narracja, ale nie stanowi odpowiedzi na pytania, które od dłuższego czasu budzą społeczne wątpliwości.
Schronisko wykonuje zadania publiczne i odpowiada za los zwierząt. Ma więc nie tylko prawo prowadzić procedury adopcyjne według określonych zasad, ale także obowiązek działać w sposób przejrzysty oraz liczyć się z tym, że jego decyzje podlegają społecznej ocenie. Zadawanie pytań o procedury, długość pobytu zwierząt czy sposób prowadzenia konkretnych spraw nie jest hejtem. Jest elementem społecznej kontroli instytucji działającej w interesie publicznym.
Warto również zauważyć pewną niekonsekwencję. Schronisko regularnie zwraca się do mieszkańców o wsparcie – prosi o karmę, budy, posłania, koce, środki czystości, a nawet o pomoc przy sprzątaniu i opiece nad zwierzętami. Skoro oczekuje zaangażowania i zaufania społeczeństwa, powinno również rozumieć, że społeczeństwo ma prawo zadawać pytania dotyczące jego działalności.
W opublikowanym oświadczeniu zabrakło odpowiedzi na najważniejsze pytania. Zamiast rzeczowej argumentacji pojawiły się określenia takie jak „hejt”, „pomówienia”, „bzdury” oraz zapowiedzi zawiadomień do organów ścigania. Tak nie prowadzi się merytorycznej dyskusji. Najłatwiej jest przykleić komuś etykietę „hejtera”. Znacznie trudniej odpowiedzieć argumentami. A przecież w debacie publicznej to właśnie argumenty, dokumenty i fakty powinny mieć największą wartość, a nie etykiety.
Nowa opiekunka Łubina ma pełne prawo do prywatności i nikt nie powinien oczekiwać od niej publikowania zdjęć czy relacji z życia psa. Jednak nikt rozsądny nie oczekiwał ujawniania jej danych osobowych ani miejsca zamieszkania. W całej tej sytuacji naprawdę wystarczyło opublikować jedno lub dwa zdjęcia Łubina w nowym domu oraz krótko poinformować, że pies został adoptowany, jest bezpieczny, a procedura adopcyjna przebiegła prawidłowo. Taki komunikat, z pełnym poszanowaniem prywatności nowej opiekunki, najprawdopodobniej zakończyłby większość spekulacji i niepotrzebnych emocji.
Zamiast tego powstało obszerne oświadczenie, w którym więcej miejsca poświęcono zarzutom wobec osób zadających pytania niż udzieleniu konkretnych odpowiedzi. Czasami kilka prostych faktów uspokaja sytuację skuteczniej niż najdłuższy komunikat.
Transparentność nie polega na publikowaniu liczby adopcji ani na zapewnianiu, że „wszystko robimy dobrze”. Transparentność polega na gotowości do odpowiadania na pytania, przedstawiania faktów i rozwiewania wątpliwości – zwłaszcza wtedy, gdy są one niewygodne.
Instytucja, która jest pewna legalności i słuszności swoich działań, nie powinna obawiać się pytań. Powinna na nie odpowiadać. Zaufania społecznego nie buduje się poprzez blokowanie dyskusji, przypisywanie krytykom złych intencji czy zastępowanie argumentów emocjami. Buduje się je przejrzystością, rzetelnością i otwartością na dialog.
Bo argumentów nie obala się etykietami. Na argumenty odpowiada się argumentami. A milczenie wobec konkretnych pytań nigdy nie będzie bardziej przekonujące niż rzetelna, poparta faktami odpowiedź.
wśród fanów
Niektóre procesy adopcyjne jak i sama adopcja doszły do granic absurdu z uwagi na osoby, które pomawiają nas w sieci a w 90% nigdy nie byli w naszym schronisku.
To my jesteśmy odpowiedzialni za psy, i my sobie zastrzegamy wybór domu. Jeśli są wymagane spacery zapoznawcze i/lub dom bez zwierząt czy dzieci to takiego domu szukamy.
Pytania, skąd ktoś się dowiedział o psie do adopcji świadczą o niczym innym jako samym fakcie czy przeczytała ta osoba rzetelne informacje z naszej strony adopcyjnej a nie pokątne posty, za które nie odpowiadamy. A często mijają się z prawdą o psie. Chcąc adoptować psa należy sobie odpowiedzieć na pytanie: chcemy wiedzieć o psie prawdę czy posługiwać się manipulacją?
W ostatnim czasie mieliśmy telefony wręcz grożące nam a wyzywanie nas jest na początku dziennym od jakiegoś czasu🤦
Telefony z numerów zastrzeżonych, które zaczynają się od razu od słów"do kogo poszedł pies".
Są to osoby "napuszczane na nas" pod pretekstem faktycznie fałszywej adopcji psa. Mają na celu tylko na nas krzyczeć i wyzywać nas, że utrudniamy adopcję.
Sprawa Łubina nie jest jedyną sprawą, gdzie zostaliśmy oczernieni, że adopcja jest fejkowa a nowy dom pewnie jest zły. Są również komentarze, w których jest wręcz napisany wprost, że psu stała się krzywda a do adopcji nie doszło.
Niektórzy właściciele innych psów, z dobrego serca, wrzucają w sieć zdjęcia ze swoimi danymi, a potem są wręcz nękani wiadomościami od tych "pomagaczy" z narzuceniem opieki nad psem.
Czy tak wygląda "pomoc w promowaniu naszych psów"?
Ten koncert życzeń, którym jesteśmy już zmęczeni, doprowadził do poniższego oświadczenia obecnej opiekunki Łubina.
Całe szczęście jest to garstka osób, która napędzana jest przez jeszcze mniejszą garstkę osób.
Apelujemy o rozsądek w wysłuchiwaniu bzdur na nasz temat a tym samym fałszywych oskarżeń, które już w tym momencie kwalifikują się na złożenie zawiadomienia do organów ścigania.
P.S. 73 adopcje w pierwszym półroczu tego roku i nie każdy pies ma zdjęcie u nas z domu chociażby: Cezar, Delta, Tina,Pixi... To są tylko informacje, dla osób których naprawdę interesuje los naszych psów a nie afery.
Nie uważamy aby Łubin wymagał specjalnego traktowania, a tym samym specjalnego postu niż inne psy. Tym bardziej że jego powód w schronisku nie generował u niego stresu, gryzienia własnego ogona, chodzenia w kółko, notorycznie powracających biegunek wywołanych stresem. To takie psy wymagają szybkiego domu chociaż tymczasowego np. Omen...
"PROSZĘ O PUBLIKACJĘ MOJEGO OŚWIADCZENIA
Przez kilka lat Łubin czekał w schronisku na swój dom.
To na stronie adopcyjnej schroniska a potem osobiście poznałam Łubina. Nigdzie indziej.
Zdecydowałam się go adoptować świadomie, wiedząc, że jest psem seniorem i że aklimatyzacja nie będzie łatwa. Od lat opiekuję się starszymi psami, mam doświadczenie, możliwości finansowe i wiem, z czym wiąże się taka odpowiedzialność.
Próby " wyłudzenia" mojego adresu celem wysłania paczki są niepotrzebne- stan mnie na utrzymanie psa.
Przed adopcją rozmawiałam z urzędem na terenie którego został znaleziony pies, celem zabezpieczenia swojej anonimowości bo widzę co się dzieje w sieci,jakie obrzydliwe oszczerstwa są kierowane do schroniska
Rozmawiałam również że schroniskiem, ponieważ zależało mi na jednej rzeczy – aby po podpisaniu umowy adopcyjnej móc być po prostu opiekunem psa, a nie osobą zmuszaną do ciągłego udowadniania światu, że jestem wystarczająco dobra.
Ja nie jestem wszyscy i nie mam na imię każdy.
Nie mam potrzeby ani chęci upubliczniać swojego życia a Łubin jest teraz częścią mojego życia i to prawnie.
Tymczasem już następnego dnia po adopcji w mediach społecznościowych pojawiły się komentarze i insynuacje sugerujące, że adopcja jest "ustawką", że psu dzieje się krzywda albo, że schronisko działa nieuczciwie. To są bardzo poważne oskarżenia, rzucane bez jakichkolwiek dowodów.
Znam to schronisko od wielu lat. Wiem, ile serca pracownicy wkładają w opiekę nad zwierzętami i jak rzetelnie przeprowadzają procedury adopcyjne. Mimo mojego doświadczenia również przeszłam cały proces kwalifikacji ten spacer zapoznawcze .Nie było żadnych wyjątków ani taryfy ulgowej.
Nie oczekuję specjalnego traktowania ani wyjątkowych postów o Łubinie.
W schronisku jest wiele psów, które również czekają na swoje rodziny. Każda adopcja jest sukcesem i każda zasługuje na taką samą radość.
Nie zgadzam się natomiast na publiczne rozliczanie mnie z każdego dnia życia mojego psa, wymuszanie od schroniska a tym samym ode mnie publikowania zdjęć oraz relacji i ocenianie mnie przez osoby, które nigdy nie były odpowiedzialne za jego codzienną opiekę. Troska o zwierzę to jedno. Hejt, pomówienia i presja to coś zupełnie innego, ponieważ każdy z państwa mógł adoptować Łubina spełniając odpowiednie wymogi, o których ja teraz jestem świadoma na własnej skórze.
Nie jest miło , lekko i przyjemnie, więc domyślam się dlaczego adopcja psa tyle trwała. Jego powroty z domu też o czymś świadczą. Wszystko co zostało o nim powiedziane sprawdza się-jest psem zasobowym, negatywnie nastawionym zarówno do innych zwierząt w jak i moich sąsiadów, których widzi codziennie. W dniu wczorajszym ugryzł członka mojej rodziny, bez żadnego ostrzeżenia i powodu. Tak zachowuje się pies zasobowy.
Jeżeli dojdzie do sytuacji, w której dla zaspokojenia cudzej ciekawości lub internetowych teorii będę zmuszona nieustannie udowadniać, że Łubin ma dobrze, to będzie to oznaczało, że granice zostały przekroczone. Dziś jedno zdjęcie ,jutro zaraz będzie wymagane w sieci całe nagrania jak śpi,je ,spaceruje. To już jest absurd.
Adopcja nie polega na tym, aby nowy opiekun żył pod presją internetowego tłumu.
Czy ma wrócić do schroniska,abyście oglądali go zza komputera?
Łubin nie jest własnością Facebooka ani osób komentujących. Jest psem, który wreszcie dostał szansę na dom. Uszanujcie to.
Zezwoliłam na jednorazową publikację Łubina, na prośbę schroniska, licząc, że te szokujące dla mnie komentarze zakończą się. Zamiast szukać sensacji i tworzyć kolejne teorie, lepiej poświęcić energię tym zwierzętom, które nadal czekają za schroniskowymi kratami na swoją pierwszą i być może jedyną szansę."