Stowarzyszenie Narodowo-Patriotyczne im. Błyska

31/12/2025
Dnia 27.12.2025 w 107 rocznicę zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego członkowie oraz  prezes  naszego stowarzyszenia zł...
30/12/2025

Dnia 27.12.2025 w 107 rocznicę zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego członkowie oraz prezes naszego stowarzyszenia złożyli wiązanki w wielu miejscach upamiętniających to wydarzenie.
Poniżej krótka fotorelacja z tego dnia⬇️⬇️⬇️

18/11/2025
17/11/2025

"Będą tropić nas wilki skundlone
I za naszych podawać się braci
Lecz kto wybrał obrożę ten żyć z nami nie może
Bo za wolność krwią trzeba zapłacić
I nie zasną spokojnie myśliwi
W budach będą drżeć dusze sobacze
Gdy zmierzwionej cień sierści dech zatrzyma im w piersi
Gdy usłyszą nasz skowyt nad lasem" A. Kołakowski

77 rocznica aresztowania kpt. Romualda Rajsa "Burego"...

W nocy z 16 na 17 listopada 1948 roku, na skutek zdrady i donosu Józefa Surowiaka "Bohdana", w domu udzielającego schronienia Jerzego Jurasowa, ojca Włodzimierza "Wiarusa, aresztowany przez UB został kpt. Romuald Rajs "Bury", legendarny dowódca Narodowego Zjednoczenia Wojskowego i Szef Pogotowia Akcji Specjalnej, postrach Niemców, Sowietów, zaprzysięgły wróg czerwonych zdrajców i kolaborantów.

"Kto się boi śmierci, wystąp"... I nikt nie wystąpił.
Zdrada natomiast przybrała postać człowieka któremu kpt. "Bury" ufał, cenił i prawie powierzył własne życie. Zdrada czaiła się w mroku, by szybko unieść swą nikczemną głowę, wypływała potokiem z ust, wydawała w łapy komunistycznych oprawców legendę oporu przeciwko dwóm okupantom, z zimną krwią, pozbawiona sumienia, skazywała na pewną śmierć nieprzejednanego wroga zdrajców i czerwonych kolaborantów. Czy kpt. Romuald Rajs "Bury" wiedząc o zdradzie Surowiaka dałby temu wiarę? Czy uwierzyłby w tak haniebny czyn ze strony człowieka, którego miał za przyjaciela...? Jakby się zachował gdyby mógł spojrzeć w najgorszą z twarzy, twarz zdrady...?
Nic nie boli tak, jak nikczemność doświadczona od kogoś bliskiego

28/10/2025

W ciągu 40 dni 166 polskich ułanów pokonało w zimie 1400 kilometrów przez Rosję. Chcieli dołączyć do formującego się Wojska Polskiego i bić się o niepodległość Polski. Podczas marszu walczyli z bolszewikami, bandami chłopskimi i rosyjską zimą. Odparli atak i rozbili bolszewicki oddział w sile 2 tys. żołnierzy, który miał ich zniszczyć. Ich wyczyn przeszedł do legendy polskiego wojska!
23 stycznia 1918 r. naprędce sformowany oddział polskich ułanów był gotowy do wymarszu. Jego dowódcą został rotmistrz Konstanty Plisowski: Kawał chłopa, chyba ponad 180 cm, szeroki w ramionach, na nieco (ale tylko nieco!) pałąkowatych nogach. Bardzo przystojny. Miał ciemną cerę, czarne i groźne oczy, czarne brwi i bardzo krótko podstrzyżony cień wąsów. Włosy zawsze strzygł maszynką na zero. Twarz w ogóle nie polska, ale w żadnym razie nie rosyjska, ani mongoloidalna. Węgierska raczej, czy wręcz czerkieska? – pisał o nim jego kolega Franciszek Skibiński. Rotmistrz ustawił się na czele kolumny marszowej i dał rozkaz do wymarszu. Za nim ok. 170 ułanów, ustawionych dwójkami, minęło rogatki Odessy. Wszyscy myśleli o tym, co ich spotka podczas tej karkołomnej wyprawy. Dowódcy nawet przez myśl nie przeszło, że ta akcja przyniesie jemu i jego ułanom nieśmiertelną sławę.
Po wybuchu rewolucji bolszewickiej, w Rosji panował totalny chaos. Armia rosyjska uległa rozkładowi. Polacy zamieszkujący w Rosji, rozpoczęli organizować polskie oddziały wojskowe złożone z Polaków – byłych żołnierzy rosyjskich. Jedną z tych jednostek był I Korpus Polski, dowodzony przez generała Józefa Dowbora-Muśnickiego. Organizował on polskie wojsko w Bobrujsku (teren dzisiejszej Białorusi). Do tego miasta ściągali Polacy, którzy chcieli walczyć o niepodległość Polski. Wieść o tym szybko rozeszła się po całej Rosji. O tworzącym się polskim wojsku dowiedzieli się nawet Polacy w rejonie Odessy, czyli prawie 1000 kilometrów od Bobrujska! Najstarszym polskim oficerem był tam rotmistrz Konstanty Plisowski. Zorganizował on polski szwadron złożony z ochotników i postanowił udać się do Bobrujska. Zadanie należało do najbardziej niebezpiecznych. Ułani Plisowskiego musieli przejść w ciągłym okrążeniu ponad 1000 kilometrów. W trakcie drogi musieli się liczyć z obecnością wrogich im chłopskich band, rosyjskich maruderów i wojsk bolszewickich, które kontrolowały ten teren. Jak pisał historyk Bohdan Dobrzyński: bolszewizm i anarchia panoszyły się wokoło; wszystko kotłowało się i wrzało. Resztki wojska rosyjskiego włóczyły się i grabiły, tworząc zbójeckie bandy. Każda wioska była uzbrojona nieraz nawet w armaty. Dodatkowo marsz miał odbyć się przy trzaskającym mrozie legendarnej rosyjskiej zimy. Na pomysł przejścia 1000 kilometrów w takich warunkach, mógł wpaść tylko ktoś o ułańskiej fantazji!
Po szybkich przygotowaniach, na „start” marszu stawiło się 9 oficerów i 157 ułanów na wybiedzonych koniach. Do dyspozycji mieli 4 wozy taborowe. Wyżywienie na najbliższe dni zapewnili sobie z własnych środków. Konie zdecydowano prowiantować na bieżąco podczas wyprawy. Nie brano dużych zapasów, żeby nie spowalniać marszu. O powodzeniu musiały zadecydować: dobre dowodzenie rotmistrza, manewrowość oddziału oraz bohaterska postawa ułanów.
Szwadron, po wymarszu z Odessy, sprawnie manewrował w terenie i dzięki sprytowi dowódcy unikał większych starć z przeciwnikiem. Polscy ułani szybko przemieszczali się bocznymi drogami, przeprawiając się przez skute lodem rzeki. W dzień rotmistrz rozsyłał wiele czujek, które raportowały, gdzie jest przeciwnik i miały go wprowadzać w błąd, co do realnej siły polskiego oddziału, położenia i kierunku jego marszu. W nocy, żeby nie zostać rozbrojonym, wystawiano silne posterunki. Kwaterowano głównie w polskich dworach. Ich właściciele traktowali polskich ułanów niemal jak wyzwolicieli i z entuzjazmem pomagali polskiemu wojsku.
Przez całą drogę oddział stoczył wiele starć i potyczek. Na terenie Ukrainy grasowały bandy chłopskie uzbrojone w broń ręczną i maszynową, a nawet miały do dyspozycji artylerię. Zrewoltowani chłopi, często pod wpływem alkoholu, grabili i palili okoliczne dwory. Polski oddział bez rady żołnierskiej, traktowali jako „burżujski” i zdecydowanie im wrogi. Z tym przeciwnikiem Polacy spotykali się niemal codziennie. Jednak do największej potyczki doszło, kiedy szwadron był już na terenie dzisiejszej Białorusi, we wsi Babczyn. Przeciwnikiem byli tutaj już bolszewicy, którzy postanowili zniszczyć „burżujski” oddział. Zmobilizowali przeciwko Polakom prawie 2 tysiące żołnierzy z karabinami maszynowymi. Stosunek sił był 1:10, ale nie robiło to wrażenia na Plisowskim. Po otrzymaniu informacji od okolicznych Polaków o szykowanej akcji, przygotował pułapkę na bolszewików. Bolszewicy sądzili, że mają szwadron w pułapce, obsadzając wszystkie drogi. Główne siły bolszewickie szły traktem. 3 plutony szwadronu rozwinięto w tyralierę i zaczęto prażyć nieprzyjaciela ogniem. 1 pluton ze skrzydła rozpoczął ostrzeliwanie kolumn nieprzyjacielskich na tyłach. Bolszewicy zupełnie stracili głowę i w bezładzie porzucili wszystko, salwując się ucieczką na wschód i północ do lasów – pisał historyk Henryk Bagiński. Bolszewicy stracili wielu żołnierzy i sprzętu wojennego, który wpadł w ręce Polaków.
3 marca, po 40 dniach marszu szwadron zameldował się w Bobrujsku. Podczas wyprawy polscy ułani pokonywali dziennie średnio ok. 35 kilometrów. Łącznie przeszli ok. 1400 km. Dowódca I Korpusu Polskiego gen. Józef Dowbor-Muśnicki podziękował za ten czyn brawurowy Plisowskiego przed frontem szwadronu i awansował go do stopnia podpułkownika. Szwadron wcielono do formującego się 3 pułku ułanów. Rotmistrz Konstanty Plisowski służył bohatersko w polskiej armii podczas wojny polsko-bolszewickiej. Należał do najbardziej znanych oficerów w całym odrodzonym Wojsku Polskim. Dosłużył się generalskich szlifów. W 1940 r. został zamordowany przez Sowietów. Do dzisiaj nie wiadomo jak i gdzie zginął.

15/10/2025

🇵🇱 Litwini i bolszewicy – sojusz przeciwko Polsce (1920) 🇱🇹☭

Rok 1920. Polska stoi na krawędzi – walczy z bolszewickim potopem, który niesie śmierć, głód i zniewolenie. Armia Czerwona zbliża się do Warszawy, a Lenin wzywa do „marszu przez trupa Polski” w stronę Zachodu. W tej godzinie próby, gdy los Ojczyzny wisi na włosku, za naszą północną granicą dzieje się coś, co do dziś woła o gniew i pamięć: Litwa zawiera pakt z diabłem.

12 lipca 1920 roku w Moskwie podpisano traktat litewsko-bolszewicki – układ hańby, w którym Litwini, zamiast stanąć po stronie cywilizacji chrześcijańskiej i wolnych narodów, wyciągnęli rękę do czerwonego okupanta. W zamian za fałszywe obietnice i papierowe uznanie granic, przyjęli „dar” w postaci Wilna – miasta, które nigdy do nich nie należało i którego nie potrafili ani wywalczyć, ani zdobyć.

Ten układ był czymś więcej niż dyplomatyczną umową. To był sojusz przeciwko Polsce, utrata honoru na zawsze. Litwini zgodzili się, by Armia Czerwona przeszła przez ich ziemie, korzystała z ich kolei, magazynów i dróg. Otworzyli bolszewikom bramy do ataku na Polskę od północy, a sami – jak hieny – ruszyli za nimi, by zagarnąć Suwalszczyznę, Sejny i Augustów.

Gdy polski żołnierz ginął pod Radzyminem i Ossowem, broniąc nie tylko Warszawy, ale całej Europy przed komunizmem, litewskie oddziały atakowały polskie transporty, rozbrajały nasze patrole i współpracowały z sowieckim wywiadem. Każdy strzał w plecy Polski był dla Moskwy prezentem, dlatego Litwini byli tacy "hojni".

Wilno – serce naszej historii, ziemia Mickiewicza, Traugutta i Piłsudskiego – stało się monetyzowaną kartą targu między Kownem a Kremlem. Litwini przyjęli je jak łaskę od cara w czerwonym mundurze, nie jak dar historii, lecz jak zapłatę za zdradę.
Nie zdobyli Wilna, nie wyzwolili go. Dostali je od bolszewików – tych samych, którzy za dwadzieścia lat spalili ich kraj i wymordowali ich elity. Ups...

W 1920 roku Litwa stanęła nie po stronie Boga, lecz po stronie bezbożnego imperium, nie po stronie Europy, lecz Moskwy. Wierzyli, że zdrada Polski przyniesie im zysk.

A przecież historia już wtedy szykowała sprawiedliwość – bo rok 1940 pokazał, czym kończy się układ z diabłem. Szkoda, że współcześni Polacy nic nie wiedzą o Litwie...

🇵🇱 Nie zapominamy. W 1920 roku Polska walczyła w obronie swoich granic i ducha Europy – a Litwa sprzedała duszę diabłu.

Na zdjęciu polscy żołnierze w niewoli litewskiej.

13/10/2025
13/10/2025

Jesienią 1943 roku dwóch żołnierzy z oddziału „Sztafeta-Podkowa”, dowodzonego przez kapitana Bolesława Kontryma, legendarnego cichociemnego „Żmudzina”, ukradło opancerzoną limuzynę marki Mercedes, należącą do wysokiej rangi funkcjonariusza RSHA, bawiącego właśnie z wizytą w okupowanej Warszawie. Ponieważ Niemcy z obstawy dygnitarza, z obawy o własną skórę, bardzo chcieli odzyskać pojazd, wśród Akowców pojawił się pomysł, aby skorzystać z okazji i wymienić go na Polaków więzionych na Pawiaku. Któregoś dnia na biurku oficera Sicherheitspolizei w al. Szucha 25 rozdzwonił się telefon:

”- Czy dostał pan naszą listę?
- Tak, ale…
- Czy pańscy zwierzchnicy akceptują propozycję wymiany?
- W zasadzie nie stawiają przeszkód, ale…
- A więc tak czy nie?
- Tak.
- W porządku. Jutro do godziny piętnastej wszyscy z przesłanej listy mają być wolni. Nie wolno ich śledzić, represjonować otoczenia ani ograniczać ich ruchów.
- A samochód? Zwolnimy ich dopiero po otrzymaniu samochodu. Daję panu na to słowo honoru niemieckiego oficera.
- Pan wybaczy, ale o tym słowie mam wyrobioną opinię. A więc wypuścicie ludzi jutro do piętnastej, a po trzech dniach, gdy nie niepokojeni przez nikogo usuną się w bezpieczne miejsce, dam panu znać, gdzie odebrać wóz.
- Jaką ja mam gwarancję, że pan dotrzyma słowa?
- Taką, że mówi to panu polski oficer.” *
Telefonującym był kapitan Bolesław Kontrym. Wymiana przebiegła bez zarzutu.
---
1️⃣3️⃣ października 1️⃣9️⃣4️⃣8️⃣ roku major Bolesław Kontrym został aresztowany przez funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki. Przez cztery lata był przetrzymywany w więzieniu i poddawany brutalnym torturom. 26 czerwca 1952 roku, w ramach tzw. „procesu kiblowego”, został skazany na karę śmierci. Proces był pokazowy, polityczny, prowadzony przez prokuratora Beniamina Wajsblecha, znanego z oskarżenia m.in. gen. Augusta Fieldorfa „Nila”. Wajsblech pochodził z zamożnej, żydowskiej rodziny kupieckiej. W II RP ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Przed wybuchem wojny sprzedał majątek, pieniądze lokując w szwajcarskich bankach. Po agresji Sowietów na Polskę we wrześniu 1939 roku udał się do Lwowa, gdzie podczas okupacji pracował jako prokurator. Po zakończeniu wojny, w Polsce „ludowej” pracował jako prokurator w Departamencie Specjalnym Generalnej Prokuratury.

Kontryma oskarżono m.in. na podstawie:
• Art. 5 ust. 2 Dekretu KRN o odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia państwowego (z 22 stycznia 1946 r.),
• Art. 1 pkt. 2 Dekretu PKWN o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy i zdrajców Narodu Polskiego (z 31 sierpnia 1944 r.)

Wyrok na jednym z największych polskich bohaterów narodowych wykonano 2 stycznia 1953 roku przez powieszenie w więzieniu na warszawskim Mokotowie.
---
* Źródło: Norman Davies, Powstanie 44, Wydawnictwo Znak Kraków 2006.

Adres

Strzelecka 41
Odolanów
63-430

Telefon

694452474

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Stowarzyszenie Narodowo-Patriotyczne im. Błyska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Stowarzyszenie Narodowo-Patriotyczne im. Błyska:

Udostępnij