Fundacja OPOR

Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: organizacja

Fundacja OPOR Fundacja OPOR to inicjatywa mająca na celu zapewnienie pomocy w działalności Ogólnopolskiego Por U.

Fundacja została powołana aktem notarialnym podpisanym w dniu 8 marca 2012 roku w Kancelarii Notarialnej w Warszawie. Osobowość prawną Fundacja uzyskała na podstawie wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego. Swoją działalność Fundacja finansuje z majątku uzyskanego między innym z prowadzonej działalności gospodarczej, do której uprawniona jest albowiem po za rejestrem fundacji została wpisana równocześnie do rejestru przedsiębiorców. Fundacja po za działalnością gospodarczą prowadzi również działalność odpłatną i nieodpłatną pożytku publicznego zgodnie z przepisami Ustawy o pożytku publicznym i wolontariacie. Ta nowa inicjatywa nie ma zastępować dotychczas istniejących organizacji, ma tylko ich działalność uzupełniać. Dodatkowo Fundacja ma finansować przedsięwzięcia, które nie znajdują wsparcia finansowego ze strony innych organizacji. Ważnym elementem działania Fundacji jest to, że Fundacja uzyskała, jako jedyna organizacja w sferze działalności organizacji radioamatorskich status podmiotu zawodowo wykonującego działalność lobbingową zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 7 lipca 2005 roku o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa (Dz. z 2005 roku, nr 169 poz. 1414 z późniejszymi zmianami) i została wpisana pod numerem 00244 w rejestrze podmiotów prowadzących działalność lobbingową. Elementem działalności Fundacji jest również uruchomienie niezależnego od jakiejkolwiek organizacji członkowskiej biura QSL QSL POLAND, które świadczy usługę dla wszystkich zainteresowanych bez względu na przynależność organizacyjną i nie wymuszającego konieczność bycia członkiem organizacji. Od 1 października 2014 roku fundacja ma status organizacji pożytku publicznego.

ATAK HACKERSKI NA SERWER I POCZTĘ ELEKTRONICZNĄ FUNDACJI OPORKTOŚ BARDZO CHCIAŁ ZAJRZEĆ DO POCZTY FUNDACJI OPORFundacja ...
03/09/2026

ATAK HACKERSKI NA SERWER I POCZTĘ ELEKTRONICZNĄ FUNDACJI OPOR
KTOŚ BARDZO CHCIAŁ ZAJRZEĆ DO POCZTY FUNDACJI OPOR

Fundacja OPOR informuje, że doszło do ataku hackerskiego wymierzonego w infrastrukturę informatyczną Fundacji, w tym serwer oraz system poczty elektronicznej.

Zdarzenie traktujemy bardzo poważnie. Atak na infrastrukturę organizacji społecznej nie jest wyłącznie problemem technicznym.

Może oznaczać próbę zakłócenia jej działalności, utrudnienia komunikacji, uzyskania nieuprawnionego dostępu do informacji albo sparaliżowania bieżącej pracy.

Obecnie trwa ustalanie zakresu incydentu, sposobu działania sprawców oraz jego możliwych skutków. W szczególności analizowane są logi serwera, próby logowania, aktywność dotyczącą kont pocztowych oraz inne zdarzenia mogące wskazywać na charakter i źródło ataku.

Incydent został już zgłoszony dostawcy usług odpowiedzialnemu za obsługę infrastruktury serwerowej i pocztowej Fundacji, a także Policji. Fundacja przekazała informacje o zdarzeniu w celu jego technicznego wyjaśnienia oraz podjęcia czynności zmierzających do ustalenia okoliczności ataku i jego sprawców.

Na tym etapie nie przesądzamy, kto odpowiada za zdarzenie ani jakie były jego motywy. Nie zamierzamy jednak bagatelizować sytuacji, zwłaszcza że Fundacja OPOR prowadzi działalność dotyczącą spraw publicznych, dostępu do informacji publicznej, postępowań przed organami administracji oraz kwestii związanych z funkcjonowaniem instytucji państwowych.

Każda próba uzyskania dostępu do korespondencji Fundacji, jej dokumentacji lub infrastruktury informatycznej bez uprawnienia będzie traktowana jako poważne naruszenie prawa.

Fundacja zabezpiecza obecnie dostępne dane techniczne związane z incydentem, w tym informacje mogące mieć znaczenie dowodowe. Materiały te będą mogły zostać wykorzystane zarówno przez dostawcę usług podczas analizy technicznej, jak i przez organy ścigania prowadzące czynności w sprawie.

Równolegle podejmowane są działania mające na celu dodatkowe zabezpieczenie infrastruktury, zmianę danych dostępowych, kontrolę integralności systemów oraz ograniczenie ryzyka kolejnych prób nieuprawnionego dostępu.

W związku z incydentem mogą również występować czasowe utrudnienia w działaniu poczty elektronicznej Fundacji OPOR. Jeżeli ktoś kierował do Fundacji wiadomość i nie otrzymał odpowiedzi albo wiadomość została zwrócona przez serwer, prosimy o jej ponowne przesłanie po przywróceniu pełnej sprawności systemu.

Atak nie wpłynie na kierunek działalności Fundacji.

Fundacja OPOR będzie nadal prowadzić swoje działania, zadawać pytania, korzystać z prawa dostępu do informacji publicznej i podejmować sprawy, które uznaje za istotne z punktu widzenia interesu społecznego.

Próba zakłócenia naszej działalności, niezależnie od tego, kto za nią odpowiada, przyniesie skutek odwrotny od zamierzonego: każdy taki przypadek będziemy dokładnie dokumentować, zgłaszać właściwym organom i konsekwentnie wyjaśniać.

PZK we Friedrichshafen.Co Polski Związek Krótkofalowców pokaże na HAM RADIO 2026?Już za pięć dni rozpocznie się HAM RADI...
21/06/2026

PZK we Friedrichshafen.
Co Polski Związek Krótkofalowców pokaże na HAM RADIO 2026?

Już za pięć dni rozpocznie się HAM RADIO 2026 we Friedrichshafen, największa i najbardziej prestiżowa wystawa radioamatorska w Europie. Wśród setek wystawców z całego świata znajdzie się również stoisko Polskiego Związku Krótkofalowców.

Co ciekawe, na kilka dni przed rozpoczęciem wydarzenia trudno znaleźć na oficjalnych stronach internetowych i kanałach informacyjnych PZK szczegółowe informacje dotyczące planowanej zawartości stoiska. Tymczasem informacje o tym, co organizacja zamierza zaprezentować odwiedzającym, zostały opublikowane na oficjalnej stronie targów HAM RADIO.

Z opisu zamieszczonego przez organizatorów wystawy wynika, że Polski Związek Krótkofalowców zaprasza odwiedzających do zapoznania się z nową usługą, budżetowym zestawem do pracy przez satelitę QO-100 oraz kompletnym projektem przeznaczonym do samodzielnego montażu. W zapowiedzi mowa jest również o prezentacji globalnego wyzwania technicznego oraz projektu HF0PAS, określanego jako najbardziej na południe położona stacja wykorzystująca polski znak wywoławczy.

Według informacji zamieszczonych na stronie targów, PZK zamierza także promować wybrane wydarzenia radioamatorskie odbywające się w Polsce i zachęcać odwiedzających do ich poznania.

Warto jednak podkreślić, że są to informacje pochodzące z oficjalnej strony HAM RADIO, a nie z komunikatów publikowanych przez sam Polski Związek Krótkofalowców. Na obecnym etapie trudno więc ocenić, jak szczegółowa będzie prezentacja poszczególnych projektów oraz czy program stoiska będzie wyglądał dokładnie tak, jak opisano w materiałach organizatora targów.

Równie istotne jest przypomnienie, że stoisko PZK jest stoiskiem jednej z wielu organizacji działających w polskim środowisku radioamatorskim. Choć Polski Związek Krótkofalowców pozostaje największym stowarzyszeniem krótkofalowców w kraju, nie jest jedynym podmiotem reprezentującym polskich radioamatorów ani jedynym realizującym interesujące projekty związane z radiokomunikacją amatorską.

HAM RADIO od lat jest miejscem, gdzie spotykają się organizacje, kluby, grupy nieformalne oraz indywidualni radioamatorzy z całego świata. To właśnie różnorodność prezentowanych inicjatyw stanowi o wyjątkowości tej imprezy.

Na razie wiadomo więc, co według oficjalnej strony targów PZK zamierza pokazać we Friedrichshafen. Jak jednak będzie wyglądało stoisko w rzeczywistości, jakie projekty zostaną faktycznie zaprezentowane i jakie zainteresowanie wzbudzą wśród odwiedzających, okaże się dopiero na miejscu, gdy HAM RADIO 2026 otworzy swoje podwoje dla tysięcy radioamatorów z całego świata.

Krótkofalarstwo na zakłóconej częstotliwościPolskie krótkofalarstwo znalazło się w dziwnym momencie. Z jednej strony ma ...
18/06/2026

Krótkofalarstwo na zakłóconej częstotliwości

Polskie krótkofalarstwo znalazło się w dziwnym momencie. Z jednej strony ma za sobą piękną historię, ludzi z ogromną wiedzą, doświadczenie techniczne, społeczne zaangażowanie i potencjał, którego mogłaby pozazdrościć niejedna organizacja obywatelska. Z drugiej strony coraz częściej sprawia wrażenie środowiska zamkniętego w sporach, wzajemnych pretensjach i organizacyjnych rachunkach krzywd.

Zamiast rozmowy o przyszłości, coraz częściej słyszymy rozmowę o tym, kto kogo reprezentował. Zamiast dyskusji o szkoleniu młodych operatorów, pojawia się pytanie, czy dana osoba miała właściwe upoważnienie. Zamiast rozmowy o paśmie, antenach, mocach, modulacjach i realnym wpływie na prawo, pojawia się niekończący się spór o funkcje, organizacje, mandaty i osobiste intencje.
To nie jest problem jednej fundacji, jednego związku, jednego prezesa czy jednego wpisu na Facebooku. To problem znacznie głębszy. Polskiemu krótkofalarstwu zaczyna brakować wspólnej częstotliwości.

Przez lata środowisko radioamatorskie było postrzegane jako przestrzeń pasji, odpowiedzialności i praktycznej wiedzy. Krótkofalowiec nie był tylko człowiekiem z radiem. Był kimś, kto znał zasady pracy w eterze, rozumiał technikę, potrafił działać w sytuacjach kryzysowych, budował łączność ponad granicami i uczył się kultury rozmowy. Dziś ten obraz coraz bardziej blaknie. Nie dlatego, że brakuje pasjonatów. Oni nadal są. Problem w tym, że ich głos często ginie w szumie organizacyjnych konfliktów.

Szczególnie niepokojące jest to, że administracja publiczna coraz wyraźniej ogranicza swoje zaangażowanie w sprawy radioamatorskie. Gdy państwo robi krok w tył, naturalną reakcją środowiska powinno być zrobienie kroku w przód. Powinna pojawić się współpraca, wspólna strategia, wspólne stanowiska i mądry podział ról. Tymczasem zbyt często widać coś odwrotnego. Im mniej aktywna jest administracja, tym bardziej środowisko zaczyna zajmować się samo sobą.

Wtedy najważniejsze pytania schodzą na dalszy plan. Nie pytamy już, jak szkolić nowych krótkofalowców. Nie pytamy, jak odbudować prestiż służby radioamatorskiej. Nie pytamy, jak skutecznie rozmawiać z UKE i Ministerstwem Cyfryzacji. Nie pytamy, jak pokazać młodym ludziom, że radio to nie muzealny eksponat, ale fascynująca przestrzeń technologii, eksperymentu i wolności.
Zamiast tego pytamy, kto siedział przy stole, kto był z jakiej organizacji, kto miał prawo mówić, a kto nie powinien się odzywać.

Oczywiście formalna reprezentacja ma znaczenie. W relacjach z administracją nie da się działać wyłącznie na emocjach i dobrych chęciach. Potrzebne są organizacje, przedstawiciele, stanowiska, procedury i odpowiedzialność za słowo. Ale organizacje nie mogą stać się celem samym w sobie. Mają służyć środowisku, a nie zastępować środowisko. Mają wzmacniać głos krótkofalowców, a nie zamieniać go w rywalizację o pieczątki i funkcje.

Największym problemem nie jest więc sam fakt istnienia wielu organizacji. Pluralizm może być siłą. Problemem jest brak zaufania. Każda inicjatywa natychmiast bywa podejrzewana o drugie dno. Każde spotkanie można przedstawić jako układ. Każdą krytykę jako atak. Każdą niezależność jako próbę rozbijania środowiska. W takiej atmosferze nawet dobre pomysły tracą impet, bo zanim zostaną omówione, już zostają oblepione podejrzeniami.

To szczególnie groźne w momencie, gdy krótkofalarstwo potrzebuje otwarcia, a nie zamykania się w starych sporach. Potrzebuje młodych ludzi, ale młodzi nie przyjdą do środowiska, które na wejściu pokazuje im głównie konflikty starszych kolegów. Potrzebuje klubów, ale klubów żywych, otwartych, uczących praktyki i dających wsparcie, a nie tylko wspominających dawną świetność. Potrzebuje reprezentacji, ale reprezentacji opartej na zaufaniu i przejrzystości, nie na przekonaniu, że tylko jedna grupa ma prawo mówić w imieniu wszystkich.

W polskim krótkofalarstwie zbyt długo mylono dialog z reakcją na kryzys. Organizacje spotykają się najczęściej wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na projekt przepisów, konsultacje albo decyzje administracji. To za późno. Prawdziwy wpływ na prawo zaczyna się wcześniej. W rozmowach, analizach, przygotowanych propozycjach, kontaktach roboczych i konsekwentnym budowaniu relacji. Jeżeli środowisko budzi się dopiero wtedy, gdy projekt jest już na stole, to często może jedynie zgłaszać uwagi do czegoś, co zostało przygotowane bez niego.

To nie jest strategia. To jest gaszenie pożaru.

Dlatego polskie krótkofalarstwo potrzebuje dziś nie kolejnej wojny o to, kto jest ważniejszy, ale uczciwego rachunku sumienia. Potrzebuje stałego forum współpracy organizacji. Potrzebuje jawności spotkań i stanowisk. Potrzebuje programu szkolenia nowych operatorów, który będzie praktyczny, elastyczny i możliwy do wdrożenia zarówno w dużych, jak i mniejszych klubach. Potrzebuje odbudowy kultury rozmowy, w której spór nie oznacza od razu wrogości.

Najważniejsze jednak, by środowisko przestało szukać jednego winnego. Ani jedna fundacja, ani jeden związek, ani jeden prezes, ani jeden krytyczny głos nie są źródłem wszystkich problemów. Jeżeli środowisko rzeczywiście jest silne, powinno umieć przyjmować krytykę, odpowiadać argumentami i działać lepiej. Jeżeli jest słabe, będzie zawsze szukało wygodnego przeciwnika, na którego można zrzucić odpowiedzialność za własną bezradność.
Krótkofalarstwo nie potrzebuje dziś jednego zbawcy. Potrzebuje dorosłej rozmowy. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią różnić się bez niszczenia się nawzajem. Potrzebuje organizacji, które rozumieją, że ich siła nie wynika z zamknięcia, lecz z umiejętności współpracy. Potrzebuje powrotu do tego, co było w nim najcenniejsze: pasji, odpowiedzialności, wiedzy i otwartości.

Eter nie znosi pustki. Jeżeli krótkofalowcy nie opowiedzą sami, po co są Polsce potrzebni, zrobią to za nich inni. A wtedy może się okazać, że dla administracji, opinii publicznej i młodego pokolenia krótkofalarstwo stanie się tylko niszowym hobby ludzi pokłóconych o własną przeszłość.

A przecież mogłoby być inaczej. Krótkofalarstwo nadal może być szkołą techniki, obywatelskości, współpracy i wolności komunikacji. Ale żeby tak się stało, środowisko musi najpierw samo siebie usłyszeć. Bez zakłóceń. Bez insynuacji. Bez wiecznej walki o to, kto nadaje najmocniejszym sygnałem.
Bo najważniejsze pytanie brzmi dziś nie: kto reprezentuje krótkofalowców?

Najważniejsze pytanie brzmi: czy polscy krótkofalowcy potrafią jeszcze mówić wspólnym głosem wtedy, gdy naprawdę chodzi o przyszłość ich własnego środowiska?

O REPREZENTACJI, PLURALIZMIE I TYM, CZEGO NAPRAWDĘ DOTYCZYŁ TEKST I CELU NASZEJ PUBLIKACJIDziękujemy za obszerny i meryt...
14/06/2026

O REPREZENTACJI, PLURALIZMIE I TYM, CZEGO NAPRAWDĘ DOTYCZYŁ TEKST I CELU NASZEJ PUBLIKACJI

Dziękujemy za obszerny i merytoryczny komentarz pana Cezarego Zycha, Sekretarza Polskiego Związku Krótkofalowców oraz Koordynatora Klubów Łączności LOK. Cieszy nas, że opublikowany tekst wywołał dyskusję na temat reprezentacji środowiska radioamatorskiego w nowo powołanym zespole ds. radioamatorskich przy Urzędzie Komunikacji Elektronicznej.
Jednocześnie chcielibyśmy odnieść się do kilku kwestii poruszonych w komentarzu.

Przede wszystkim publikacja „KTO NAPRAWDĘ REPREZENTOWAŁ POLSKICH RADIOAMATORÓW?” nie miała na celu stawiania komukolwiek zarzutów, kwestionowania legalności reprezentacji poszczególnych organizacji ani sugerowania konfliktu interesów w znaczeniu prawnym czy etycznym.

W tekście zwrócono uwagę na zupełnie inną kwestię, mianowicie na problem reprezentatywności i pluralizmu opinii w ciałach konsultacyjnych tworzonych przez administrację publiczną.

Nie budzi żadnych wątpliwości, że przedstawiciel LOK posiadał stosowne umocowanie do reprezentowania tej organizacji.

Nie budzi również wątpliwości fakt, że przedstawiciel PK-UKF reprezentował organizację zgodnie z udzielonym mu mandatem.

Podobnie nie kwestionujemy prawa Prezesa PZK do reprezentowania Polskiego Związku Krótkofalowców.

Pytanie postawione w artykule dotyczyło jednak czegoś innego.
CZY SYTUACJA, W KTÓREJ CZĘŚĆ UCZESTNIKÓW REPREZENTUJE RÓŻNE ORGANIZACJE, POZOSTAJĄC JEDNOCZEŚNIE CZŁONKAMI WŁADZ LUB STRUKTUR TEJ SAMEJ ORGANIZACJI ŚRODOWISKOWEJ, ZAPEWNIA REGULATOROWI MOŻLIWIE SZEROKI DOSTĘP DO NIEZALEŻNYCH OPINII I PERSPEKTYW?

Nie jest to zarzut, lecz pytanie o model reprezentacji środowiska.
W komentarzu wskazano, że wielu członków LOK jest jednocześnie członkami PZK. W naszej ocenie nie podważa to zasadności postawionego pytania. Wręcz przeciwnie. Pokazuje ono skalę wzajemnych powiązań organizacyjnych występujących w środowisku radioamatorskim i tym samym uzasadnia debatę na temat różnorodności reprezentacji.

Podobnie wygląda kwestia PK-UKF. W tekście nie twierdzono, że Polski Klub UKF nie jest samodzielną organizacją. Wskazano jedynie na istniejące i powszechnie znane związki personalne oraz historyczne pomiędzy PK-UKF a PZK. Są to fakty publicznie znane i niepodlegające sporowi.

Odnosząc się do kwestii Fundacji OPOR, należy podkreślić, że nigdzie nie stwierdzono, iż Fundacja reprezentuje wszystkich polskich radioamatorów lub wszystkie organizacje działające w tej sferze.

Byłoby to twierdzenie nieprawdziwe.

Fundacja OPOR wielokrotnie podkreślała, że środowisko radioamatorskie tworzą dziesiątki organizacji i setki lokalnych inicjatyw. Właśnie dlatego od lat wskazuje na potrzebę uwzględniania także głosu mniejszych podmiotów, które nie zawsze są obecne w najważniejszych gremiach konsultacyjnych.
Nie chodzi zatem o zastępowanie jednych organizacji innymi ani o tworzenie nowych grup wpływu.
Chodzi o zapewnienie możliwie szerokiego spektrum opinii.

W komentarzu poruszono również kwestię stanowisk składanych przez różne organizacje podczas konsultacji publicznych rozporządzenia dotyczącego Krajowej Tablicy Przeznaczeń Częstotliwości.

W naszej ocenie nie jest to sytuacja analogiczna.

Jeżeli kilka odrębnych organizacji po przeprowadzeniu własnych analiz dochodzi do podobnych wniosków i samodzielnie przedstawia swoje stanowiska regulatorowi, jest to właśnie przejaw pluralizmu i aktywności obywatelskiej. Organ administracji otrzymuje wówczas informację, że określone rozwiązanie znajduje poparcie w różnych środowiskach.

Co więcej, trudno uznać za trafny argument, że podobieństwo formy dokumentów lub ich opracowanie przez te same osoby miałoby podważać samodzielność organizacji składających stanowiska. W sektorze organizacji społecznych korzystanie z tych samych ekspertów, prawników czy autorów opracowań jest zjawiskiem powszechnym. Istotne znaczenie ma to, kto ostatecznie podejmuje decyzję o poparciu danego stanowiska i bierze za nie odpowiedzialność.

ARTYKUŁ DOTYCZYŁ NATOMIAST SKŁADU OSOBOWEGO ZESPOŁU KONSULTACYJNEGO I SPOSOBU REPREZENTACJI POSZCZEGÓLNYCH ORGANIZACJI PODCZAS JEGO PRAC.

Odnosząc się do kwestii ZHR, przyjmujemy do wiadomości informację zawartą w komentarzu, że przedstawiciel ZHP nie był formalnie upoważniony do reprezentowania Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Jeżeli tak było, oznacza to jednocześnie, że ZHR nie posiadał własnej reprezentacji podczas pierwszego spotkania zespołu, co dodatkowo pokazuje, jak ważne jest precyzyjne określenie zasad reprezentacji poszczególnych środowisk.

Jednocześnie warto zauważyć, że informacja o zaproszeniu ZHR nie była publicznie znana w chwili publikacji artykułu. Jeżeli rzeczywiście zarówno ZHP, jak i ZHR otrzymały odrębne zaproszenia, jest to cenna informacja pokazująca, że intencją UKE było zapewnienie udziału obu organizacji harcerskich. Tym bardziej szkoda, że przedstawiciel ZHR nie uczestniczył w pierwszym spotkaniu.

W pełni zgadzamy się natomiast z jednym z głównych wniosków komentarza.

Nie jest możliwe zgromadzenie przy jednym stole przedstawicieli wszystkich organizacji posiadających pozwolenia radiowe i działających w obszarze radioamatorstwa. Taki postulat nigdy nie był formułowany ani przez nas, ani przez Fundację OPOR.

Skoro jednak nie da się zaprosić wszystkich, tym większego znaczenia nabiera pytanie o to, czy skład zespołu zapewnia możliwie szeroką reprezentację różnych środowisk, doświadczeń i punktów widzenia.

To właśnie było głównym przesłaniem opublikowanego tekstu.

Nie był on wymierzony przeciwko LOK, PZK, PK-UKF, ZHP ani żadnej innej organizacji. Jego celem było zwrócenie uwagi na znaczenie pluralizmu i różnorodności opinii w procesie konsultacji prowadzonych przez regulatora.

Mamy nadzieję, że dalsze prace zespołu ds. radioamatorskich będą przebiegały w atmosferze współpracy, wzajemnego szacunku oraz otwartości na głosy pochodzące zarówno z największych organizacji, jak i z mniejszych podmiotów współtworzących polskie środowisko radioamatorskie.

Na marginesie dziękujemy za zwrócenie uwagi na nieścisłości dotyczące wykorzystanych znaków graficznych. Warto jednak zauważyć, że grafika miała charakter wyłącznie ilustracyjny i nie stanowiła głównego elementu publikacji. Istotą artykułu była dyskusja o reprezentacji środowiska radioamatorskiego w pracach zespołu przy UKE, a nie analiza identyfikacji wizualnej poszczególnych organizacji. Niemniej uwaga dotycząca poprawności wykorzystanych logotypów jest słuszna i została uwzględniona poprzez wprowadzenie stosownych korekt do grafiki.

Nie zmienia to jednak faktu, że kwestia użytych znaków graficznych pozostaje zagadnieniem całkowicie pobocznym wobec zasadniczego tematu publikacji, którym była reprezentacja środowiska radioamatorskiego oraz zapewnienie pluralizmu opinii w pracach zespołu doradczego przy UKE.

Kto naprawdę reprezentował polskich radioamatorów?Kilka refleksji po spotkaniu w UKEPięć organizacji, jeden stół. Czy UK...
10/06/2026

Kto naprawdę reprezentował polskich radioamatorów?
Kilka refleksji po spotkaniu w UKE

Pięć organizacji, jeden stół. Czy UKE usłyszało wszystkie głosy polskich radioamatorów?

10 czerwca 2026 roku w siedzibie Urzędu Komunikacji Elektronicznej w Warszawie odbyło się pierwsze spotkanie zespołu ds. radioamatorskich. Sam fakt powołania takiego forum należy ocenić pozytywnie.
Od wielu lat środowisko radioamatorskie oczekiwało miejsca, w którym przedstawiciele organizacji społecznych mogliby bezpośrednio rozmawiać z regulatorem o przyszłości służby amatorskiej, kierunkach zmian przepisów oraz rozwoju krótkofalarstwa w Polsce.

Do udziału w spotkaniu zaproszono przedstawicieli ZHP, PZK, LOK, OPOR oraz PK-UKF.

Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że przy stole zasiadło pięć różnych organizacji reprezentujących szerokie spektrum środowiska radioamatorskiego. Jednak bliższa analiza składu uczestników prowadzi do interesujących wniosków.

Polski Związek Krótkofalowców reprezentował jego Prezes. Jest to sytuacja całkowicie naturalna i niebudząca żadnych wątpliwości. Organizacja została zaproszona i delegowała swojego statutowego przedstawiciela.

Znacznie ciekawiej wygląda jednak kwestia pozostałych uczestników.

Ligę Obrony Kraju reprezentował Sekretarz Polskiego Związku Krótkofalowców.

Polski Klub UKF reprezentował Menedżer UKF Polskiego Związku Krótkofalowców.

Z kolei przedstawiciel Związku Harcerstwa Polskiego występował nie tylko w imieniu ZHP, ale również reprezentował środowisko Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, które nie posiadało własnego miejsca przy stole.

Formalnie nie oznacza to oczywiście żadnego naruszenia zasad funkcjonowania zespołu choć idea była inna. W wielu organizacjach te same osoby działają równocześnie w kilku podmiotach.
Pytanie dotyczy jednak nie formalności, lecz rzeczywistej reprezentatywności i pluralizmu opinii.

Szczególnie interesująco wygląda sytuacja Polskiego Klubu UKF. Organizacja ta posiada własną osobowość prawną i własne struktury organizacyjne. Jednocześnie uczestniczący zdalnie jej przedstawiciel którym podczas spotkania był Prezes PK UKF a zarazem Menedżer UKF Polskiego Związku Krótkofalowców. Co więcej, w oficjalnym logo PK-UKF widnieje charakterystyczny znak Polskiego Związku Krótkofalowców. Świadczy to nie tylko o historycznych i organizacyjnych związkach obu środowisk, które od dziesięcioleci współpracują ze sobą.

Sam fakt umieszczenia znaku PZK w logo PK-UKF oczywiście nie przesądza o braku samodzielności tej organizacji. Pokazuje jednak skalę wzajemnych powiązań. W konsekwencji pojawia się zasadne pytanie, czy stanowisko prezentowane przez przedstawiciela PK-UKF było rzeczywiście niezależne od stanowiska prezentowanego przez Prezesa PZK.

Podobne pytanie można postawić w odniesieniu do reprezentacji Ligi Obrony Kraju. Jeżeli organizację reprezentuje osoba będąca jednocześnie jednym z najważniejszych przedstawicieli władz PZK, trudno całkowicie pominąć kwestię potencjalnej zbieżności prezentowanych stanowisk.

Jeszcze bardziej interesująca jest sytuacja po stronie organizacji harcerskich. Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej nie został bowiem odrębnie zaproszony do udziału w pracach zespołu, a jego interesy miał reprezentować przedstawiciel Związku Harcerstwa Polskiego. Choć oba związki harcerskie prowadzą działalność radioamatorską i często współpracują, pozostają odrębnymi organizacjami posiadającymi własne struktury, własne cele i własne spojrzenie na wiele kwestii dotyczących wychowania oraz działalności technicznej. Powstaje więc pytanie, czy jedno miejsce przy stole rzeczywiście pozwalało na pełne przedstawienie stanowisk obu organizacji.

W efekcie można odnieść wrażenie, że spośród uczestników spotkania jedynie Fundacja OPOR występowała jako podmiot całkowicie niezależny od pozostałych organizacji obecnych przy stole.
Oznacza to, że znacząca część dyskusji mogła być prowadzona przez osoby związane organizacyjnie lub środowiskowo z tym samym kręgiem działaczy i jednej i tej samej organizacji.

Nie oznacza to oczywiście, że przedstawiane stanowiska były błędne lub niewłaściwe. Problem dotyczy czegoś innego. Celem konsultacji i prac zespołów doradczych nie jest bowiem jedynie zgromadzenie przedstawicieli różnych szyldów organizacyjnych. Ich zadaniem jest zapewnienie regulatorowi dostępu do możliwie szerokiego katalogu niezależnych opinii.

Jeżeli kilka miejsc przy stole zajmują osoby związane z tym samym środowiskiem organizacyjnym, istnieje ryzyko, że formalna różnorodność uczestników nie będzie oznaczała rzeczywistej różnorodności prezentowanych poglądów. A właśnie ta różnorodność jest fundamentem skutecznych konsultacji.

Pierwsze posiedzenie zespołu ds. radioamatorskich niewątpliwie było ważnym wydarzeniem dla całego środowiska. Pozostaje jednak pytanie, które warto postawić już na początku jego działalności: czy zespół ma być miejscem rzeczywistej wymiany różnych poglądów, czy też forum, na którym część uczestników będzie występowała pod różnymi szyldami, prezentując w istocie bardzo podobne stanowiska?

Od odpowiedzi na to pytanie może zależeć, czy nowy zespół stanie się rzeczywistą platformą dialogu całego środowiska radioamatorskiego, czy jedynie miejscem potwierdzania opinii dominujących już wcześniej grup wpływu.

O czym nie pisze PZK?Wiedeń 2026 i pytania bez odpowiedziWiedeń 2026 może zdecydować o przyszłości krótkofalarstwa w Eur...
27/05/2026

O czym nie pisze PZK?
Wiedeń 2026 i pytania bez odpowiedzi

Wiedeń 2026 może zdecydować o przyszłości krótkofalarstwa w Europie

Gdy czyta się oficjalne komunikaty dotyczące 27 Konferencji Generalnej I Regionu IARU w Wiedniu, można odnieść wrażenie, że to jedynie kolejne spotkanie delegatów, kilka prezentacji i formalne głosowania. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

To właśnie tam, w dniach 19–23 września 2026 roku, będą zapadały decyzje dotyczące przyszłości krótkofalarstwa w Europie, Afryce, na Bliskim Wschodzie i części Azji. I właśnie o tym w Polsce mówi się zdecydowanie za mało.

Konferencja organizowana wspólnie z austriackim ÖVSV ma zgromadzić delegacje organizacji członkowskich IARU z całego Regionu 1 IARU. Już dziś wiadomo, że będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń krótkofalarskich ostatnich lat.

Ale problem nie polega wyłącznie na samej konferencji.

Problem polega na tym, jak mało informacji otrzymują polscy krótkofalowcy.

To nie jest zwykły wyjazd działaczy PZK, Konferencja Generalna IARU Region 1 to w praktyce pewnego rodzaju parlament europejskiego krótkofalarstwa.

To tam ustalane są:
• kierunki polityki częstotliwościowej,
• zmiany bandplanów,
• zasady contestingu,
• stanowiska wobec regulatorów i ITU,
• kwestie emisji cyfrowych,
• standardy współpracy międzynarodowej,
• kierunki rozwoju młodzieży i nowych technologii.

To decyzje, które później wpływają na codzienne funkcjonowanie krótkofalowców w całej Europie.

Już dziś w materiałach konferencyjnych pojawiają się tematy dotyczące zmian w contestingu VHF/UHF, self-spottingu czy nowych zasad technicznych. A to dopiero początek dyskusji.

Kto będzie reprezentował Polskę?

I tutaj pojawia się pytanie, którego praktycznie nikt publicznie nie zadaje.

Według dostępnych informacji PZK a nie Polskę na konferencji mają reprezentować:
• Krzysztof SP5E – Prezes PZK,
• Tomasz SP5CCC – jednak publicznie nie wskazano dokładnie, w jakiej roli występuje,
• Michał SP2J – również brak jasnej informacji dotyczącej formalnej funkcji podczas konferencji,
• SQ6QV – UKF Manager PZK oraz Prezes Stowarzyszenia SP UKF Klub, które kiedyś było strukturą organizacyjną PZK.

I właśnie tutaj pojawia się problem przejrzystości.

Bo konferencja IARU nie jest prywatnym wyjazdem ani spotkaniem koleżeńskim.

To reprezentowanie części środowiska krótkofalarskiego skupionego w organizacji pożytku publicznego wobec organizacji międzynarodowej.

Naturalnym pytaniem jest więc:
• kto został oficjalnie delegowany,
• na jakiej podstawie,
• jakie posiada umocowanie,
• jakie stanowiska będzie prezentował,
• oraz czy prowadzono jakiekolwiek konsultacje środowiskowe.

Gdzie są konsultacje z krótkofalowcami?

Na stronach konferencji dostępne są terminy składania dokumentów, propozycji zmian i oficjalnych stanowisk.

Termin zgłaszania dokumentów upływa już 15 czerwca 2026 roku.

A mimo to przeciętny polski krótkofalowiec a tym bardziej członek PZK nadal nie wie:
• jakie propozycje przygotowuje PZK,
• jakie zmiany PZK chce popierać,
• jakie kwestie uważa za kluczowe,
• czy środowisko miało możliwość zgłaszania uwag.

- Nie widać szerokiej debaty.
- Nie widać konsultacji.
- Nie widać transparentności.

A przecież decyzje podejmowane w Wiedniu mogą mieć wpływ nie tylko na krótkofalowców z PZK ale na krótkofalarstwo w Polsce przez kolejne lata.

Wiedeń 2026 będzie konferencją przełomową. Konferencja odbywa się w czasie ogromnych zmian technologicznych i regulacyjnych.

Krótkofalarstwo coraz mocniej styka się z:
• cyfryzacją,
• automatyzacją,
• sztuczną inteligencją,
• presją komercyjną na pasma,
• zmianą modelu aktywności młodych ludzi,
• kryzysem organizacji członkowskich.

Coraz częściej pojawiają się pytania:
• czy obecny model działania IARU nadal odpowiada rzeczywistości,
• czy organizacje krajowe rzeczywiście reprezentują całe środowisko,
• czy decyzje nie zapadają w coraz węższych grupach działaczy.

I właśnie dlatego transparentność ma dziś ogromne znaczenie.

Środowisko ma prawo wiedzieć

Polscy krótkofalowcy mają pełne prawo wiedzieć a w szczególności członkowie PZK:
• kto jedzie do Wiednia,
• kto finansuje wyjazd,
• jakie są koszty delegacji,
• jakie stanowiska będą prezentowane,
• kto opracowuje dokumenty,
• oraz czy delegaci reprezentują stanowisko środowiska, czy jedynie własnych grup i środowisk organizacyjnych.

Bo konferencja IARU Region 1 nie jest wydarzeniem marginalnym.

To miejsce, gdzie podejmowane są decyzje wpływające na przyszłość europejskiego krótkofalarstwa.

I właśnie dlatego wokół Wiednia 2026 powinno być więcej otwartości, dyskusji i uczciwej informacji ze strony PZK.

A nie ciszy.

Polskie krótkofalarstwo przegrywa nie z technologią, ale samo ze sobąJeszcze kilkanaście lat temu krótkofalowcy byli pos...
16/05/2026

Polskie krótkofalarstwo przegrywa nie z technologią, ale samo ze sobą

Jeszcze kilkanaście lat temu krótkofalowcy byli postrzegani jako środowisko techniczne, dobrze zorganizowane, posiadające realne kompetencje i zdolność współpracy z państwem w sytuacjach kryzysowych. Dziś coraz częściej administracja publiczna patrzy na polski ruch krótkofalarski jak na grupę skłóconych organizacji, osób i interesów, które nie potrafią mówić jednym głosem nawet w sprawach fundamentalnych.

I właśnie tutaj znajduje się sedno problemu.

Brak jednolitej reprezentacji

Największą słabością środowiska krótkofalarskiego w Polsce nie jest brak pieniędzy, sprzętu czy ludzi. Jest nią brak jednolitości.

Administracja państwowa, niezależnie czy jest to Urząd Komunikacji Elektronicznej, ministerstwo czy komisja sejmowa, oczekuje partnera, który:
• przedstawia spójne stanowisko,
• reprezentuje szerokie środowisko,
• potrafi wypracować kompromis,
• bierze odpowiedzialność za swoje deklaracje.

Tymczasem po drugiej stronie często widzi:
• wzajemnie zwalczające się organizacje,
• publiczne konflikty personalne,
• wojny internetowe,
• rozdrobnienie środowiska,
• brak wspólnej strategii,
• sprzeczne postulaty wysyłane do urzędów.

Dla urzędnika jest to sygnał bardzo prosty:
„Skoro sami nie wiedzą, czego chcą, to dlaczego mamy traktować ich jako poważnego partnera?”

Problemem staje się także coraz mniejsza liczebność środowiska

Do problemu braku jednolitości dochodzi jeszcze jedna kwestia, o której mówi się zdecydowanie za mało: środowisko krótkofalarskie w Polsce po prostu się kurczy.

Liczba aktywnych krótkofalowców nie rośnie w tempie, które dawałoby realną siłę społeczną i organizacyjną. Co gorsza, bardzo często brakuje długofalowych działań mających przyciągać:
• młodzież,
• studentów kierunków technicznych,
• pasjonatów nowych technologii,
• osoby zainteresowane łącznością kryzysową,
• środowiska makerspace, robotics czy IT.

W praktyce wiele organizacji skupia się głównie na utrzymywaniu obecnego stanu, zamiast budować nowe pokolenie krótkofalowców.

Administracja patrzy także na liczby

To brutalna rzeczywistość, ale administracja publiczna patrzy nie tylko na argumenty, lecz także na skalę środowiska.

Jeżeli dane środowisko:
• jest nieliczne,
• podzielone,
• wewnętrznie skonfliktowane,
• nie rozwija się,
• nie posiada silnego zaplecza społecznego,

to jego siła oddziaływania politycznego i administracyjnego automatycznie maleje.

Urzędnicy doskonale wiedzą, że łatwiej ignorować grupę liczącą kilka czy kilkanaście tysięcy rozproszonych osób niż środowisko dynamicznie rozwijające się i posiadające realne poparcie społeczne.

Każdy mówi we własnym imieniu

W Polsce praktycznie każdy większy podmiot próbuje występować jako „głos środowiska”. Problem polega na tym, że tych głosów jest kilka, a czasem kilkanaście.

W efekcie administracja otrzymuje:
• kilka różnych opinii do tego samego projektu,
• wzajemnie wykluczające się stanowiska,
• osobne pisma od różnych organizacji,
• publiczne podważanie kompetencji innych przedstawicieli środowiska.

To powoduje kompletną utratę siły negocjacyjnej.
Bo państwo nie będzie prowadziło wielomiesięcznych sporów z grupą, która sama nie potrafi ustalić wspólnego minimum.
Zamiast otwierania się na nowych ludzi pojawia się hermetyczność
Jednym z największych błędów środowiska jest także zamykanie się we własnym gronie.

Nowe osoby bardzo często trafiają na:
• skomplikowane wewnętrzne konflikty,
• niezrozumiałe podziały,
• atmosferę wzajemnych pretensji,
• brak nowoczesnej komunikacji,
• archaiczny sposób działania organizacji.

Młodzi ludzie zainteresowani technologią oczekują dziś:
• otwartości,
• nowoczesności,
• współpracy,
• realnych projektów technologicznych,
• obecności w mediach społecznościowych,
• dynamicznych działań edukacyjnych.

Jeżeli tego nie widzą, bardzo szybko odchodzą do innych środowisk technologicznych.

Zamiast strategii są emocje

Kolejnym problemem jest dominacja emocji nad profesjonalizmem.

W wielu dyskusjach krótkofalarskich:
• zamiast argumentów pojawiają się personalne ataki,
• zamiast analiz prawnych pojawiają się oskarżenia,
• zamiast długofalowej strategii są chwilowe konflikty,
• zamiast budowania pozycji środowiska trwa wewnętrzna walka o wpływy.

Administracja publiczna bardzo szybko wyczuwa takie rzeczy.

Urzędnicy mogą nie znać techniki radiowej, ale doskonale rozpoznają środowiska niestabilne organizacyjnie. A takich partnerów zwyczajnie się omija.
Środowisko przestało budować autorytet

W wielu krajach Europy organizacje krótkofalarskie:
• prowadzą profesjonalny dialog z administracją,
• przygotowują eksperckie analizy,
• uczestniczą w konsultacjach jako partner techniczny,
• budują relacje z uczelniami, wojskiem i służbami,
• pokazują społeczną wartość krótkofalarstwa.

W Polsce zbyt często energia idzie w wewnętrzne konflikty.

Efekt jest taki, że:
• środowisko przestaje być postrzegane jako eksperckie,
• maleje jego znaczenie społeczne,
• administracja konsultuje decyzje bez realnego udziału krótkofalowców,
• głos środowiska staje się łatwy do pominięcia.

Problemem nie jest brak ludzi. Problemem jest brak wspólnego celu

Polscy krótkofalowcy nadal mają ogromny potencjał:
• techniczny,
• organizacyjny,
• edukacyjny,
• kryzysowy,
• międzynarodowy.

Ale ten potencjał jest rozproszony i niewystarczająco rozwijany.

Bez:
• otwarcia na nowych ludzi,
• realnej pracy z młodzieżą,
• wspólnej reprezentacji,
• nowoczesnej komunikacji,
• współpracy ponad podziałami,

nie będzie:
• skutecznego rzecznictwa,
• silnej pozycji wobec administracji,
• realnego wpływu na przepisy,
• odbudowy znaczenia krótkofalarstwa w Polsce.

Największy paradoks

Najbardziej paradoksalne jest to, że krótkofalarstwo opiera się na komunikacji.
A właśnie komunikacji najbardziej dziś brakuje wewnątrz samego środowiska.

Bez odbudowy wzajemnego szacunku, zdolności do kompromisu i wspólnej strategii rozwoju, polskie środowisko krótkofalarskie będzie stopniowo traciło znaczenie nie dlatego, że przegra technologicznie.
Ale dlatego, że organizacyjnie samo odbierze sobie siłę.

Adres

Ochota
02-042

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Fundacja OPOR opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Fundacja OPOR:

Skróty

Udostępnij