24/07/2025
🏞 Kolonijny dziennik – DZIEŃ 5
czyli dzień, w którym Nutella zyskała status złota, a taniec „tunaka” połączył narody
🛏 Poranek rozpoczął się… a właściwie to nie chciał się zacząć. Pobudka trwała dłużej niż oczekiwanie na pizzę w sobotni wieczór.
– Proszę Pani… czy można jeszcze 5 minut snu?
– To będą najdłuższe 5 minut w moim życiu…
– Miśki, wstawanie!
– Ale my jesteśmy w trybie hibernacji!
🍽 Na śniadanie czekał szwedzki stół, ale nikt nie szukał śledzi. Największym powodzeniem cieszyły się pączki, gofry, placuszki, naleśniki i Nutella, której tempo znikania z miski przypominało odkurzacz przemysłowy.
– Proszę Pani, ja tylko jeden… talerz. Czwarty już dzisiaj!
👚 Następnie: modowy dramat – wybór garderoby na wyprawę na Słowację.
– To będzie zimno, czy gorąco, czy zimno, ale jak się idzie, to ciepło?
– Ubiorę wszystko warstwowo i zobaczymy, co zostanie po południu!
🚶♀️Wyruszyliśmy na Słowację, nad jezioro Tatliakowe. Widoki zapierały dech w piersiach… a podejście zapierało siły w nogach.
– Proszę Pani, czy to już szczyt?
– Nie, to jeszcze parking...
– Ale tu pięknie! Można by tu zostać na zawsze, tylko z Wi-Fi!
🍲 Po powrocie czekał na nas obiad: zupa pomidorowa, kasza, gulasz i ogóreczki – klasyka górskiego menu. Porcje znikały w tempie lodowca… sprzed epoki lodowcowej.
– Proszę Pani, mogę dokładkę? Ale bez kaszy, bez gulaszu i bez pomidorówki. Tylko ogórek!
📱 Potem długo wyczekiwany czas telefonów do rodziców. A raczej... czas YouTube’a, TikToka i nagrywania filmów z filtrem chomika.
– Cześć mamo, wszystko OK.
– Jak tam?
– Nie pamiętam gdzie byliśmy, ale jest super.
– Nie chce mi się rozmawiać, zaraz wrzucam vloga.
⛪ Msza Święta – wyjątkowy czas zatrzymania i refleksji. Ksiądz mówił o znakach, które codziennie daje nam Pan Bóg, ale nie zawsze je zauważamy.
– Proszę Pani, ja miałem znak! Mój naleśnik sam się zwinął, to był cud.
😂 Anegdota dnia: Jeden z uczestników, słysząc że idziemy do Żabki, ubrał się w pełen ekwipunek górski.
– A gdzie Twój plecak?
– Zabrałem tylko to, co najważniejsze – butelkę po Fanty i nadzieję, że będzie Oreo!
🛍 W Żabce – zakupowe szaleństwo. Hitem były wody smakowe: truskawkowa z chili, mango z pietruszką i „aromatyzowana wspomnieniami”.
Każdy wracał z zapasem 2 litrów… plus baton.
🍝 Kolacja – makaron z sosem z borówek zniknął szybciej niż długopis z biura wychowawców. Niektórzy oblizywali talerze, inni… języki kolegów.
– Proszę Pani, ja przez przypadek zjadłem nie swój widelec, ale sos był ten sam!
💃 Wieczorna integracja – czyli wszystko, co koloniści kochają najbardziej: „Tunak tunak”, „Belgijka”, zabawa w Osła, księżniczki i zamki. Tyle się działo, że inna kolonia zatrzymała swoje zajęcia, by… patrzeć i zazdrościć!
Na koniec – gra w piłkę nożną: mecz życia na lekko pochyłym boisku i z bramkami z plecaków. Emocje – jak w finale Ligi Mistrzów.
🚿 Toaleta wieczorna – klasyka zaginionych przedmiotów, życiowych negocjacji i higienicznych rebelii.
– Proszę Pani, a jutro idziemy w góry?
– Tak. Dlatego teraz idziemy spać, żeby odpocząć.
– Chciałbym iść w góry, ale nie chce mi się iść.
W łazience rozgrywały się dramaty obyczajowe:
– Dzisiaj się nie myję. To nie jest dzień kąpielowy!
– Nie chcę rozczesywać włosów, bo one się wtedy budzą i są złe!
– Nie myję ich, bo mama zabroniła!
– Nie będę się smarować, bo jak się posmaruję, to się ubrudzę!
Pasta do zębów znów wyciskana była wspólnym wysiłkiem trzech osób i dwóch kolan, a ręcznik – jak zawsze – zaginął.
– Proszę Pani, mój ręcznik zniknął!
– A co leży na Twojej głowie?
– Aaaa, to mój...
😴 Sen i wspomnienia dnia – każdy w swoim łóżku, z myślą o górach, Nutelli i tym, że może jutro znów będzie „Belgijka”… albo makaron z borówkami.
🧀 Sucharek dnia:
> Dlaczego nie można grać w chowanego na kolonii?
Bo dobre dzieci się nie chowają!
Do poczytania jutro- kolonijna ekipa z Poronina!