25/01/2026
Była sobota, wieczorem. Szybka decyzja. Impuls. Zrobimy jednak ten bigos na WOŚP.
Chyba szykują się warsztaty z tej tematyki...
Nie ma dwóch takich samych bigosów, dlatego dokładnej receptury i proporcji nie będzie.
Natomiast na dzień dzisiejszy przekazujemy ogólne wytyczne.
Kapusta – baza, nie tło
Kapusta kiszona, bez płukania, tu nie ma miękkiej gry.
Mięso – konkret.
Kiełbasa, boczek, mięsko – wiadomo. Najpierw obsmażyć osobno, aż będzie kolor i zapach. Tłuszcz zostaje, bo to nie sałatka.
Cebula i pieczarki.
Cebula drobniej, pieczarki grubo. Cebula na złoto, pieczarki aż puszczą sok i lekko odparują. Dopiero wtedy dołączają do reszty ekipy w garze.
Mandarynki, banany i jabłko.
Mandarynki: obrane, bez pestek, podzielone na cząstki. Dorzucane pod koniec, żeby oddały aromat, ale nie zniknęły.
Banany: dojrzałe, ale nie breja. Krojone w grube plastry. Też końcówka gotowania – mają dać delikatną słodycz i zaskoczenie, nie deser.
Jabłko - obojętnie.
To się musi tuszyć.
Przyprawy.
Ziele angielskie, liść laurowy - NIE WRZUCAMY, to jest jakaś zemsta teściowych i uprzykrzanie życia zięciom, tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie a potem grzebać się trzeba i wyciągać jak z ryby ości. Tu liczy się smak składników, a nie wyławianie śmieci z talerza.
Bigos gęsty, aromatyczny, z lekką słodyczą i owocowym twistem. Taki, który prowokuje pytania, ale znika z gara szybciej, niż zdąży się zacząć dyskusja, „czy tak wolno?”. Jeszcze jak!
Pamiętajcie, Drogie Panie, głowna zasada dobrej, męskiej kuchni- żeby było ciepłe.