Jadłodzielnia-Mosina

Jadłodzielnia-Mosina Ratujemy żywność przed zmarnowaniem. Korzystamy z tego, co już zostało wytworzone. Pomagamy sobie i innym. Ograniczamy zaśmiecanie planety. Budujemy więzi.

07/11/2025

🥣 Zupa Wolności – wspólne działanie z sercem! ❤️🇵🇱

Kochani, włączamy się w inicjatywę Zupa Wolności w Poznaniu, która wspiera osoby w kryzysie bezdomności.
Tym razem przygotowania wzięły na siebie:

👩‍🍳 KGW Krajkowianki Krajanki – gotują pyszne danie ❤️🤗❤️
🥩 Gospodarstwo Rolne z Krajkowa – Michał Tomczak – podarowało 10 kg kaszanki
🍞 NieŚwięta Weronika oraz Sebastian Nowicki mają ogarnąc kanapki, Magdalena Skrzypczak zrobić przepyszne muffinki a Małgorzata Sobek w ramach wygranej licytacji na Gabrysie z Mosiny przez Katarzyna Kropka Czaińska upiecze chałki.

Chcemy, żeby to było nasze wspólne dzieło dobra ❤️
👉 Jeśli ktoś chciałby dołączyć – upiec placek, zrobić kanapki albo dorzucić coś od siebie – będzie nam ogromnie miło!

Dajcie znać w komentarzu lub w wiadomości prywatnej Sobek
Razem możemy zrobić coś naprawdę ważnego 🙏 09.11.2025 odbiorę skąd będzie trzeba lub do 15:00 zapraszam do mnie do Mosiny.

Niedziela na Letnim,Na Letnim niedziela...Za nami kolejne spotkanie z osobami w kryzysie bezdomności. Spotkanie pełne ci...
14/05/2025

Niedziela na Letnim,
Na Letnim niedziela...

Za nami kolejne spotkanie z osobami w kryzysie bezdomności. Spotkanie pełne ciepła, uśmiechów i smakowitości.
Dzięki wspaniałej akcji Szkoła Podstawowa im. Powstańców Wielkopolskich w Wirach udało się bowiem przekazać ogrom jedzenia potrzebującym.

Otrzymujący byli zaskoczeni i ilością, i starannością przygotowanych kanapek, ciast, owoców i wszelakich dobroci - to było niesamowite! Brawo młodzież, brawo rodzice. Dziękujemy!👏👏👏

Ukłony dla Alicja Walkowiak ze współpracownikami za przygotowanie tego pospolitego ruszenia💚💚💚

Kolejna niedziela z Zupa Wolności i jej niesamowitymi wolontariuszami znów przypomniała nam, że ludzi dobrej woli wokół jest więcej, dużo więcej. A ci, ze szkoły w Wirach są wyjątkowi!😍

🥚🥚🥚Kochani!Zdrowia i radości w ten świąteczny czas. Czas nadziei i dzielenia się. Czas dawania siebie💚💚💚Zapraszamy do Ja...
19/04/2025

🥚🥚🥚
Kochani!

Zdrowia i radości w ten świąteczny czas. Czas nadziei i dzielenia się. Czas dawania siebie💚💚💚

Zapraszamy do Jadlodzielni w Miasto Puszczykowo, zapraszamy do niemarnowania🐣

Dobrych Świąt!

Ps.
Ogromniaste podziękowania dla wolontariuszy opiekujących się puszczykowską Jadlodzielnią👌👏💚

I osobne ukłony dla Aga Ostrowska🔥

  5️⃣2️⃣9️⃣Kaliber 38 SpecialJakoś w ostatnich dniach, a właściwie już tygodniach, nie mija u mnie natchnienie na sięgan...
08/03/2025

5️⃣2️⃣9️⃣

Kaliber 38 Special
Jakoś w ostatnich dniach, a właściwie już tygodniach, nie mija u mnie natchnienie na sięganie do muzyki lat 80-tych. Dzieje się tak z wielu powodów: na lekcjach w ósmej klasie mówię właśnie o tym okresie, o Solidarności, o jej ikonie – Lechu Wałęsie, pojawiają się kolejne reedycje klasycznych albumów tamtego okresu z okazji ich okrągłych rocznic wydania. Jednak głównym powodem jest melodia. Ona stanowi główną oś tego cudownego choć czasem kiczowatego, wyjątkowego choć czasem usłanego kolejkami do sklepów (szczególnie mięsnych), syntezatorowego choć jednocześnie kwieciście rockowego świata. W muzyce 80-tych lat każda nuta była wstawiona w odpowiednim miejscu, każdy dźwięk wybrzmiewał w stosownym momencie, tak, aby słuchaczowi, fanowi, a może wręcz czasem melomanowi dawać pełnię satysfakcji z obcowania z dokonaniami spod znaku Polihymnii (muzy pieśni i poezji chóralnej). Odpowiedni dobór instrumentarium, stosowne współbrzmienie nietuzinkowych fraz i zastosowanie wyjątkowej sekcji rytmicznej wzbogaconej o charakterystyczne chórki stanowiło przepis na sukces. Jednak w tym wszystkim precyzja była istotna.
Precyzja jest wpisana w pewne zawody: chirurg, stomatolog, złotnik czy rusznikarz. Szczególnie pewnie w tym zestawieniu dziwi Was ta ostatnia profesja, ale przecież przy produkcji i naprawie broni potrzebna jest precyzja. Gdy dodamy do tego pracę przy produkcji amunicji to horyzont zastosowania pewnych rąk i wytrawnego oka jeszcze bardziej się powiększa. I dzisiaj właśnie o pociskach będzie mowa, a dokładnie o kalibrze .38 Special. Jako broń nabój ten powstał w 1902 roku w amerykańskiej firmie Smith & Wesson. 73 lata później nazwę tę zastosowali i przyjęli jako swoją muzycy z Jacksonville (Floryda). 38 Special pierwotnie grali southern rock, któremu blisko było do Lynyrd Skynyrd, co jest całkowicie zrozumiałe, gdyż współzałożycielem tego zespołu był Donnie Van Zant, czyli brat Ronniego Van Zanta – wokalisty Lynyrdów. Drugim pomysłodawcą utworzenia rockowego tworu był Don Barnes, który na swoim koncie ma także jedną płytę solową (oczywiście posiadam ją i polecam wszystkim miłośnikom rockowego melodyjnego grania). Prawdziwy rozkwit twórczości 38 Special przypada jednak na lata 80-te XX wieku. Wówczas ich muzyka nabrała ukochanej przeze mnie melodii. Oprócz wyrazistych, ale czasem suchych gitar, słychać było bluesowe wstawki oraz AORowe klimaty, charakterystyczne dla tzw. rocka stadionowego. Panowie mogli sobie piątkę przybić z takimi wielkimi amerykańskiego grania jak Journey, Styx czy Boston. Wspaniały mariaż bluesa, country i smakowitego AORowo – hardrockowego grania zaowocował przebojami. Polecam szczególnie: energetyczny „Caught Up In You”, balladę brzmiącą trochę jak Police czy Rod Stewart „Second Chance”, a’la Men At Work „Back Where You Belong”, rozpędzający się niczym walec „If I’d Been The One”, lekko uduchowioną z ostrym pazurem a’la Blue Oyster Cult z „Don’t Fear The Reaper” „Like No Other Night” – po prostu z muzyki i tekstu kipi seksem, czy wspaniały, skoczny „Somebody Like You”.
Powyższą wyliczankę mógłbym jeszcze dość długo prowadzić, bo przecież płyt na koncie Pocisku Kalibru 38 jest wiele, jednak dobra muzyka (a ta taką jest, bo przecież ja słabej nie posiadam, ani nie słucham) broni się sama. Więc na przedostatni zimowy (mam nadzieję, że tylko z nazwy) weekend proponuję posłuchać dokonań melodyjno – rockowych specjalistów z Florydy.
Kto uwielbia rocka, a czasem lubi także posłuchać bluesa –
powinien zapuścić swe ucho na dźwięki spod znaku Van Zanta i Barnesa!
I tym rymowanym, lekko satyrycznym akcentem, zachęcam Państwa do zbrojenia się w czasie niepewności wojennej, w czasie nieprzewidywalności ewentualnych działań administracji Trumpa i zakusów dyktatorskich Putina, w kaliber .38 Special. Proszę mieć go jednak tylko na srebrnych nośnikach (ewentualnie czarnych płytach). Proszę przypadkiem nie wkładać do rewolwerowego bębenka. Proszę umieścić w kieszeni swojego odtwarzacza i wcisnąć spust, tzn. play… bo muzyka łagodzi obyczaje i może pojednać także ludzi.

Muzyka życia Szymon Gogolewski

  2️⃣5️⃣8️⃣O OMD i nie tylko…„Ejtynsy” to najlepszy czas. To moment mojego dzieciństwa, dorastania, nabywania świadomośc...
01/03/2025

2️⃣5️⃣8️⃣

O OMD i nie tylko…

„Ejtynsy” to najlepszy czas. To moment mojego dzieciństwa, dorastania, nabywania świadomości, pierwszych miłości, a nawet poznawania smaku „zakazanych owoców” (czytaj: papierosy, piwo, wino marki wino). Lata 80-te XX wieku to także wspaniała muzyka, a co z tym związane pojawienie się wielu, czasem kompletnie odmiennych, subkultur. Jednak z tych wszystkich trendów najlepiej przyswajalna była i jest dla mnie nadal scena synth – popowa, newwave’owa czy newromantyczna. Nie wiem ile to już razy słuchałem i coraz mocniej wsłuchiwałem się, tonąc w głębinach muzycznego oceanu, w dokonaniach takich wielkich twórców, jak: Classix Nouveaux, Visage, Japan, Kajagoogoo, The Human League, Red Box, Alphaville czy Ultravox. Jednak z tych wszystkich wielkich gwiazd elektronicznej sceny popowej dziewiątej dekady minionego stulecia najbliższy memu sercu jest chyba duet OMD.

Orchestral Manoeuvres In The Dark powstał w roku moich narodzin, czyli 1978, za sprawą połączenia sił Andy’ego McCluskey’a oraz Paula Humphreysa. Ci młodzi wówczas Brytyjczycy byli pod wielkim wpływem dokonań muzyki elektronicznej, szczególnie takiej spod szyldów Briana Eno oraz Kraftwerku. Postanowili sami tworzyć synth-popową muzykę, co zaowocowało już w 1980 i 1981 wydaniem trzech wspaniałych albumów: „Orchestral Manoeuvres In The Dark”, „Organisation” oraz „Architecture & Morality”. To z nich pochodzą takie wspaniałe utwory, jak: „Enola Gay”, „Electricity”, „Messages”, „Souvenir”, „Joan Of Arc” czy „Joan Of Arc (Maid Of Orleans)”. Szczególnie ten pierwszy doprowadził do wstąpienia OMD do panteonu synth – popowych gwiazd, co w sumie zadziało się w dość niespodziewany sposób nawet dla samego zespołu. „Enola Gay” opowiada o Boeingu B-29 Superfortress, którego nazwa przeszła do historii II wojny światowej nie z powodu jego konstrukcji, a ładunku, który przewoził. Na jego pokładzie był „Little Boy”, czyli bomba atomowa zrzucona na Hiroszimę. Samolot pilotował Paul Tibbets, którego mamą była Enola Gay Tibbets i stąd nazwa własna pojazdu, która przeszła do historii. Opowieść o bombie atomowej, która zakończyła istnienie ponad 70 tys. istnień ludzkich, jest prawdziwą tragedią. To ludobójstwo wykonane na cywilach amerykańskimi rękoma w imię nauki, postępu, nowych odkryć stanowi, wg wielu historyków i socjologów, zwrotny punkt w dziejach naszej cywilizacji. Choć szczerze mogę napisać, że tych przełomowych momentów, które miały dać nam – ludzkości do myślenia, które miały nas naprostować i zawrócić ze zwodniczej ścieżki zmierzającej do samozagłady miało być wiele. I niestety okazywało się po wielokroć, i pewnie będzie nadal się to okazywać, że osób o dyktatorskich zapędach na Ziemi niestety nigdy nie zabraknie. Tekst „Enola Gay” jest smutny, tragiczny, katastroficzny, ale warstwa muzyczna stanowi wspaniałą dyskotekową, energiczną materią, która podbiła listy przebojów na początku lat 80-tych XX wieku w wielu krajach, zwłaszcza tam gdzie władanie językiem angielskim nie było na wysokim poziomie (szczególnie Francja, Portugalia, Włochy i Hiszpania). Mimo wymowy antywojennej i antynuklearnej, który zbliżał dokonanie OMD do twórczości Rogera Watersa, szczególnie z okresu wydania „The Final Cut”, „Enola Gay” stała się wielkim hitem, królową dyskotekowych parkietów, co przyniosło McCluskey’emu i Humphreysowi sławę.
Ja oczywiście te pierwsze dokonania OMD poznałem znacznie po czasie, bo pierwszy mój kontakt z ich twórczością był za sprawą zakupienia, niestety pirackiej kasety (takie wtedy były czasy, gdy na polskim rynku fonograficznym pojawiały się nielicencjonowane płyty zachodnich artystów, wydawane pod takimi szyldami, jak Takt czy Leo Records) „Sugar Tax” (1991). To z niej pochodziły hity: „Sailing On The Seven Seas” i „Pandora’s Box”. Później dopiero zacząłem nadrabiać zaległości w dyskografii OMD oraz innych noworomantycznych i synthpopowych artystów.
Dzisiaj zauważamy wielki powrót do kultury, stylizacji i muzyki rodem z lat 80-tych. Nie chodzi tylko o powrót sentymentalny mojego pokolenia, ale myślę tu bardziej o przywoływaniu elektroniki i wybijaniu rytmu przez automaty perkusyjne w dokonaniach współczesnych artystów. I to jest piękne! Co więcej nie tylko do synth-popu, ale także do twórczości heavymetalowej czy glamrockowej nawiązują także współczesne bandy, które dodatkowo stosując przejaskrawiony, czasem wręcz karykaturalny makijaż przywodzą na myśl lidera Twisted Sister - Dee Snidera.
04.02.2020 miałem przyjemność uczestniczyć w koncercie OMD w warszawskiej Progresji, gdzie udałem się w doborowym towarzystwie żony i ukochanego kuzyna – kompana wielu koncertowych wypraw. Było to wspaniałe przeżycie, tym bardziej, że stanowiło wyjątkowy czas w zalanym pandemią świecie, w pandemicznej izolacji.
Ten weekend jest pod znakiem „ejtynsów”. Impreza w tym duchu – to najlepsze co może mnie spotkać w kontekście lekko spóźnionego karnawałowego szaleństwa. Będę odpowiednia muzyka (także OMD), będą stroje z epoki i gadżety przypominające tamte czasy, gdy cieszyliśmy się ze zwykłych – niezwykłych gum Turbo, kiedy kolekcjonowaliśmy puste puszki po zagranicznych napojach, kiedy banany i pomarańcze były prawdziwym rarytasem rzucanym na półki sklepowe tylko dwa razy do roku – na święta. Cieszmy się więc z tego, co mamy, a także z możliwości słuchania wspaniałej synth – popowej, elektronicznej i rockowej muzyki sygnowanej latami 80-tymi.

Muzyka życia Szymon Gogolewski

  2️⃣5️⃣7️⃣KOSMOS „Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się filozofom”. Słowami Williama Shakespeare można b...
21/02/2025

2️⃣5️⃣7️⃣

KOSMOS

„Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się filozofom”. Słowami Williama Shakespeare można byłoby podsumować ostatnie zdarzenia na firmamencie niebieskim. Spadająca rakieta (nalężąca do Elona Muska), która wyniosła na orbitę kilkanaście satelitów, wywołała wielkie poruszenie na terenie Wielkopolski. Jej fragmenty zderzyły się z gruntem w Komornikach i Wirach. Na szczęście nikomu fizycznej krzywdy nie wyrządziły, choć pewnych zniszczeń w mieniu dokonały. Zjawisko wpadających w atmosferę ziemską fragmentów rakiety uchwyciło kilku internautów. Działo się to krótko przed 5:00, stąd świadków owego akustyczno – wizualnego przedstawienia było niewielu. Mnie co prawda hałas i rozchodzące się dookoła zawirowania powietrza, które wprawiły w rezonans dach mojego domu, obudziły, jednak rozbłysków a’la przelatująca kometa nie było mi dane podziwiać.
Kurz po owym zdarzeniu jeszcze nie opadł, jeszcze władze MONu nie zdążyły zdymisjonować odpowiedzialnych za brak informacji o zagrożeniu osób, a już w radiu gruchnęła informacja o zbliżającym się w stronę Ziemi asteroidzie, który za około 5 lat może na swej trajektorii lotu napotkać naszą planetę. Jeśli to nastąpi (około 2% szans na taki scenariusz) to siła zderzenia i wytworzonej z tego tytułu energii będzie ponoć równa 50 bombom zrzuconym na Hiroszimę. No… marne szanse przeżycia, a raczej należy się pogodzić, że ludzkość podzieli los dinozaurów.
Jeśli to nas nie unicestwi, to i tak wróżę taki koniec za sprawą wewnętrznej ludzkiej, acz nie humanitarnej, destrukcji. „Człowiek człowiekowi wilkiem” – znów jakże adekwatne stają się te słowa. Znów propaganda bierze górę nad rozumem. Znów mały człowieczek karmi swoje wielkościowe żądze i odradza świat bilateralny, w którym Stany Zjednoczone jako symbol Zachodu bratają się z Rosją, będącą symbolem Wschodu, a cierpi na tym obszar buforowy. Dzisiaj jest to Ukraina, za chwilkę może być Polska, a z czasem i Europa. Stary Kontynent odchodzi do lamusa, bo jest on formą skostniałą o braku jednolitością, a w Rosji i USA rządzi zawsze indywiduum, niczym w czas komunizmu Pierwszy Sekretarz, któremu często oddawano kult, z tytułu idei „kultu jednostki”.
Dzisiaj powiedzielibyśmy na te wszystkie sytuacje: „co za kosmos?!?” lub „ale kosmos!”. W muzyce proste skojarzenie z kosmosem stanowi tzw. space rock, czyli choćby Hawkwind. Jednak, jak wiecie, jak nie lubię prostych skojarzeń… więc mógłby być to rockowy zespół o znaczącej nazwie – UFO (czyli: unidentified flying object – niezidentyfikowany latający obiekt). Jednak to znów „pudło”. Bo dla mnie „komos” w muzyce to coś jedynego, niepowtarzalnego, wybitnego. I…
…w ostatnich dniach mam takie dwie płyty, które powstały pod skrzydłami całkiem różnych artystów.
Pierwsza to soczysty, rockowo – melodyjna produkcja Skandynawa, czyli „Back To Yesterday”, autorstwa Emila Sigfridssona. Już sama nazwa płyty wskazuje na typ muzyki. Jest to powrót do lat 80-tych XX wieku, do popowo – rockowych utworów, które były choćby okrasą dla filmów „Back to Future”, do którego tytuł płyty, jak i jej okładka nawiązują. CD to jest trzecią w dorobku tego szwedzkiego artysty, ale jednocześnie pierwszą anglojęzyczną (posiadam ją z autografem – cieszę się, że taką mam, ale wolałbym mieć autograf na osobnej kartce, niż popisaną okładkę – zboczenie, wiem, ale tak już mam!). Emil urodził się przynajmniej o 20 , jeśli nie o 30 lat za późno. Jego muzyka idealnie wkomponowałaby się w dokonania Stana Busha, Styx czy Bad English. Każdy z utworów zaprezentowanych na tym krążku to prawdziwe arcydzieło rockowo – melodyjnego grania. Otwierający całość „We’re Gonna Rock Tonight” to wspaniała rockowa petarda, a za nią już podąża „My Life”, którą na pewno mógłby wykonywać wspomniany już Stan Bush lub Lou Gramm. Dalej poziom melodyjnego grania i falsetowego śpiewania jest nadal wysoki, bo „Be Gentle” mógłby wykonywać frontman Survivor, czyli Jimi Jamison; czysta poezja rockowo – melodyjna. I tak moglibyśmy analizować utwór po utworze, minutę po minucie i dźwięk po dźwięku. Jednak nie to jest najważniejsze – zwyczajnie zaufajcie mi – tę muzykę warto poznać.
Drugi zespołem, który dla mnie w ostatnich dniach / miesiącach jest prawdziwym kosmosem, nieosiągalną ludzkim rozumem i możliwościami percepcji formą artystycznej twórczości jest projekt Dero Goi. Jego mózgiem, a tym samym pomysłodawcą jest muzyk (wokalista) Oomph! – Stephan Musiol (ma polskie korzenie; zresztą do jednego z teledysków Oomph! zaprosił też swego czasu polską modelkę Joannę Tuczyńską, a było to w teledysku do utworu „Sex Hat Keine Macht”). Płyta pod tytułem „1984” jest najlepszym dowodem synth – popowej współczesnej stylistyki, gdzie następuje pełna współpraca między rockiem a popem, między riffami gitarowymi i aparatem perkusyjnym. Stąd śmiało mogę powiedzieć, że ta muzyczna działalność stanowi niezły, wspaniały, fenomenalny i niepowtarzalny mariaż muzyki ciężkiej z melodią, szorstkich basów z anielskim głosem, kobiety z mężczyzną. Dodatkowo wszystko okraszone jest stylistyką depechowską, a takie utwory, jak: „The First Stone”, tytułowy „1984” czy najwspanialszy dla mnie „Saturday” naprawdę wymiatają.
Kosmos jest niepoznany i pewnie długo jeszcze nie będzie. Ścieżki ludzkiego mózgu też mogą zdroworozsądkowego człowieka przyprawić o zawrót głowy, szczególnie gdy takie ślepe uliczki będące połączeniami neuronowymi choćby Donalda Trumpa są werbalizowane. Kosmos! Przyszłość jest niepewna. Czy spadnie meteoryt? Czy pojawi się deszcz szczątków rakiet? Czy wojna ogarnie Europę? Wolę się nie zastanawiać… wolę posłuchać kosmicznie cudownej muzyki!

Muzyka życia Szymon Gogolewski

  2️⃣5️⃣6️⃣GOLDEN FARM Największym przekleństwem jest rzekomo piątek trzynastego, ale tylko ponoć. Feralność tej daty ma...
16/02/2025

2️⃣5️⃣6️⃣

GOLDEN FARM

Największym przekleństwem jest rzekomo piątek trzynastego, ale tylko ponoć. Feralność tej daty ma swoją etymologię we francuskim średniowieczu, gdy 13 października 1307 roku król Francji Filip IV Piękny nakazała aresztować templariuszy, a ich ostatni mistrz Jacques de Molay przeklął monarchę i papieża Klemensa V. Obaj dostojnicy umarli w przeciągu roku. Stąd właśnie każdy „trzynasty” wypadający w piątek nigdy nie zwiastuje nic dobrego. Na szczęście w 2025 roku jest tylko jeden taki dzień, w czerwcu. Mamy jeszcze nadal luty.
Natomiast w lutym, 2025 roku w piątek wpada dzień 13+1 miesiąca, czyli Święto Zakochanych – Walentynki. Któż z nas nie był, nie jest lub nie chciałby być zakochany? Pytanie oczywiście retoryczne. Nawet najwięksi malkontenci, nawet największe zgredy chodzące po tym świecie pragną mieć inną, bliską sobie osobę. Szczęściarzami są ci, co już stan ten uzyskali. Pozostałym pozostaje poszukiwać lub czekać, aż samo to nastąpi. I chyba, moim zdaniem, tak druga opcja jest lepsza. Gdy szukasz, gdy bardzo pragniesz, gdy dążyć do posiadania – rzadko kiedy wychodzi. Natomiast, gdy odpuścisz wówczas najczęściej samo przychodzi to, co wydawało się nieosiągalne. Święty Walenty pochodził z włoskiej Terni. Był lekarzem i duchownym. Przeciwstawił się cesarzowi Klaudiuszowi II Gockiemu, który zabronił młodym mężczyznom (między 18. a 37. rokiem życia) żenić się, gdyż wtedy ich myśli nie były rozporoszone na polu walki. Walenty ten zakaz łamał i błogosławił ich śluby, za co został wtrącony do więzienia, gdzie zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika. Ta ich miłość doprowadziła to uzdrowienia i dziewczyna zaczęła widzieć, jednak cesarz nakazał wykonać karę śmierci na Walentym dnia 14 lutego 269 roku (końcówka daty to „69” – swoją drogą ciekawe…).
W taki miłosny dzień najlepiej smakuje miłosna nuta, czyli Behemoth, Cradle Of Filth, Dimmu Borgir czy Marduk, oczywiście… Jednak tym razem nie będzie black metalu, ale muzyka spod hiszpańskiego słońca. Zespół Golden Farm wydał jedną płytę, która nosi tytuł „Angel’s Tears”. Natrafiłem na nią całkiem przypadkowo, zamawiając z tzw. second handu inne płyty i idąc po okładce pomyślałem – „na pewno za tymi łzami i wielkimi oczyma ukryta jest piękna muzyka”. Nie pomyliłem się. Muzyka jest cudowna! Wspaniała! A zespół pochodzi z Hiszpanii, a właściwie z Minorki. Gra hardrock, rock stadionowy, czy AOR, który w ogóle mi do tych ciepłych klimatów nie pasje. Jednak płyta jest ŚWIETNA. Ma w sobie styl Journey w połączeniu z Deep Purple i elementami Dire Straits oraz Queen. Jednak zaczynając od początku. „Angel’s Teras” to debiutancki i jednocześnie ostatni album tej formacji. Wspaniałymi utworami są tu: „Tears Of Loving”, „Everything Sometimes”, „I Neew Your Love”, „All Night Long” czy „Why These Years”. Jak jeszcze bym opisał tę muzykę? Jako wspaniałe ballady, cudowną melodykę i melancholię rodem z Bad English. Naprawdę z ręką na sercu polecam płytę. A najpiękniejszym utworem jest dla mnie zamykający album „When The Morning Sun”, który brzmi jak kolejne dokonanie Dare.
Takie przypadkowe odkrycie dowodzi jednego – im więcej masz (płyt), tym więcej ci (ich) brakuje, im więcej znasz – tym więcej nie znasz. Muzyczne rewiry są czasem tak bardzo odjechane, tak bardzo odległe niczym podróż z jednej do drugiej galaktyki w nadprzestrzeni. To jest jednocześnie irytujące, jak i stanowiące sens dalszych muzycznych poszukiwań.
Walentynki są Świętem Zakochanych. Miłość uskrzydla człowieka. Miłość jest najlepszym tematem opowieści muzycznych, zarówno w zakresie muzyki, jak i tekstu. Walenty na pewno w dniu swojej śmierci łkał, a jego łzy można byłoby określić mianem „Tears Of Loving”. Idealnie się składa, bo te „Łzy Miłości” to jeden z utworów Golden Farm.
Kochajcie się! Całujcie! Pieście! Miłujcie! Słuchajcie muzyki! Dobrej muzyki! Melodyjne rockowe granie to najlepszy gatunek muzyczny na tym ziemskim padole. Hiszpańska Minorka to nie tylko wyspa imprez, chilloutu, drinkowania i młodości. Jest ona także miejscem twórczej pracy AORowego bandu. Wspaniale!
Kocham muzykę! Kocham ludzi! Kocham Was! Kochajcie się! Najlepszego w Święto Walentego!
Wasz Szymon – Walenty!

Muzyka życia Szymon Gogolewski

Dziękujemy: Przyjęcia Leśna - Dominika Markiewicz Czyż za wspaniałą zupę, Agnieszka Nowicka i Sebastian Nowicki, Asia Ję...
09/02/2025

Dziękujemy: Przyjęcia Leśna - Dominika Markiewicz Czyż za wspaniałą zupę, Agnieszka Nowicka i Sebastian Nowicki, Asia Jędrzejczak-Jackowska, Bernadetta, Ewa, Wolfranowi i każdemu, kogo nie wymieniliśmy a, dzięki komu była możliwa dzisiejsza Zupa Wolności.
Za ogrom kanapek, placków, babek i wszystkiego dobrego, co można dać drugiemu. To bardzo miłe jak bezinteresownie pomagają ludzie ludziom. "Bogatym nie jest ten, kto posiada, lecz ten, kto daje." św. Jan Paweł II

Adres

Mosina

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Jadłodzielnia-Mosina umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Jadłodzielnia-Mosina:

Udostępnij