19/10/2025
Czas na prawdziwą dekomunizację Mielca
Mielec to miasto o bogatej historii, które wielokrotnie potrafiło podnieść się po ciosach dziejowych. To także miejsce, w którym pamięć o przeszłości bywa trudna — pełna zawiłości, półcieni i wciąż nierozliczonych spraw. Nic dziwnego, że każda kolejna decyzja dotycząca nazw ulic, rond czy honorowych obywateli wzbudza emocje. Bo przecież te symbole mówią o tym, kim jesteśmy i kogo chcemy pamiętać.
Kiedy rondo w Mielcu otrzymuje imię Tadeusza Ryczaja, a ulica nosi nazwę Feliksa Borodzika, trudno nie zadać pytania: czy naprawdę nie mamy w historii miasta innych postaci, które zasługują na upamiętnienie? Ryczaj był funkcjonariuszem aparatu władzy komunistycznej, podobnie jak Borodzik — działacz lojalny wobec systemu, który przez dziesięciolecia tłumił wolność, prześladował ludzi wierzących i niezależnie myślących.
W czasach, gdy Polska próbuje ostatecznie uporządkować swoją pamięć po PRL-u, takie decyzje wyglądają jak krok wstecz.
Nie chodzi o ślepe wymazywanie historii. Wręcz przeciwnie — chodzi o uczciwe nazwanie rzeczy po imieniu. Dekomunizacja to nie akt zemsty, lecz element moralnego oczyszczenia. To próba powiedzenia młodszym pokoleniom: „z tej drogi już zeszliśmy i nie chcemy na nią wracać”. Bo przecież rondo, tablica, nazwa ulicy — to nie tylko beton i metal. To deklaracja wartości.
Kontrowersje budzi też ostatnia decyzja o nadaniu rondu imienia ks. Feliksa Podgórniaka. Mimo że Kuria Tarnowska kolejny raz wydała negatywną opinię, mieleccy radni postanowili inaczej. I znów wracamy do pytania — czy lokalna pamięć ma prawo być wybiórcza? Czy powinniśmy honorować postać mimo sprzeciwu instytucji kościelnej, której był częścią? Nie chodzi tu o ocenę samego księdza, lecz o szacunek dla procedur i powagę decyzji, które wpływają na wizerunek miasta.
Podobnie dyskusyjna pozostaje sprawa honorowego obywatelstwa Lecha Wałęsy. Bez względu na polityczne sympatie, dokumenty ujawnione po latach przez historyków pokazują złożoność tej postaci. To, że wątek jego kontaktów z SB — w tym także z mieleckim działaczem Józefem Szulerem — pojawia się w źródłach, wymaga spokojnej i poważnej refleksji. Może to już czas, by Mielec, jako miasto o wielkim przemysłowym i patriotycznym dziedzictwie, miał odwagę zrewidować ten tytuł? Nie w akcie nienawiści, lecz w imię prawdy i spójności pamięci historycznej.
Dekomunizacja w Mielcu nie powinna być walką, ale procesem dojrzewania. Oczyszczaniem przestrzeni publicznej z symboli, które przypominają o zniewoleniu, a nie o wolności. Prawdziwa tożsamość miasta nie rodzi się z kompromisu z przeszłością, lecz z odwagi spojrzenia jej prosto w oczy.
Bo jeśli nie potrafimy nazwać zła po imieniu, nie potrafimy też naprawdę docenić dobra.
M&M