Fundacja Miejsce Pamięci Obrzyce/ Gedenkstätte Obrawalde

O PIELĘGNIARKACH Z OBRZYC W PSZCZEWIE8 maja 2026 r. w bibliotece w Pszczewie odbyła się prelekcja Katarzyny Sztuby-Frąck...
21/05/2026

O PIELĘGNIARKACH Z OBRZYC W PSZCZEWIE

8 maja 2026 r. w bibliotece w Pszczewie odbyła się prelekcja Katarzyny Sztuby-Frąckowiak pt. "Grzeczne dziewczynki poszły do piekła. Tragiczny los pielęgniarek ze Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach".
Słuchacze mogli obejrzeć prezentację multimedialną z unikatowymi zdjęciami z polskich, niemieckich i radzieckich archiwów oraz wysłuchać wykładu, jak trening posłuszeństwa zmienił zwykłe wiejskie kobiety w seryjne morderczynie.
Na koniec prelekcji rozważana była teza Dietricha Bonhoeffera, który uważał, że zło potrzebuje uległości. Kiedy zło dochodzi do władzy, niemal zawsze wykorzystuje ludzi, szczególnie tych, którzy wyłączyli własne myślenie.Taka sytuacja miala miejsce nie tylko w III Rzeszy, ale widzimy ją też współcześnie.

W niedzielne popołudnie zachęcamy do przeczytania artykułu Katarzyny Sztuby-Frąckowiak o dyrektorze Szpitala Psychiatryc...
17/05/2026

W niedzielne popołudnie zachęcamy do przeczytania artykułu Katarzyny Sztuby-Frąckowiak o dyrektorze Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach, Walterze Grabowskim.
Link w komentarzu.

WSPOMNIENIE O PIELĘGNIARCE HILDEGARDZIE KOSMOWSKIEJDzisiaj 12  maja świętujemy Dzień Pielęgniarki i z tej okazji przypom...
12/05/2026

WSPOMNIENIE O PIELĘGNIARCE HILDEGARDZIE KOSMOWSKIEJ

Dzisiaj 12 maja świętujemy Dzień Pielęgniarki i z tej okazji przypominamy sylwetkę zasłużonej pielęgniarki z obrzyckiego szpitala.

Wydawałoby się, że Pani Hildegarda Fabian, po mężu Kosmowska była w Obrzycach od zawsze. Rodzina Fabian mieszkała na tej ziemi już przed wojną, zanim przyjechali nowi osadnicy z innych części Polski. Można powiedzieć, że ta niezwykła a zarazem skromna kobieta była Obrzyczanką z krwi i kości.

Pani Hilda urodziła się 14 października 1929 r. na Oddziale IV (położniczym) w szpitalu obrzyckim. Mieszkała z rodzicami w domku na "wiosce pielęgniarskiej" (dzisiejsza ul. Leśna). Jej mama pracowała w szpitalnej kuchni od 1908 r. aż do emerytury.
Mała Hilda chodziła do niemieckiej szkoły podstawowej, która mieściła się w budynku naprzeciwko dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 4. Od dziecka przyjaźniła się ze swoją rówieśniczką i imienniczką Hildą Boche (po mężu Nowak).

Gdy wybuchła II wojna światowa była małą dziesięcioletnią dziewczynką. Pytana o czasy wojny odpowiadała, że niewiele pamięta z tego, co się działo w szpitalu, ponieważ szkoła była zamknięta i dzieciom nie wolno było wchodzić na teren zakładu leczniczego. Ba, nawet nie można było patrzeć za płot w stronę szpitala, kiedy się szło Czarną Drogą.

W 1945 r. młodziutka Hildegarda miała 16 lat, kiedy do Obrzyc 29 stycznia wkraczali Rosjanie. W srogim mrozie jechała wozem wraz z siostrą i mamą oraz innymi uciekinierami na dworzec w Międzyrzeczu, aby zdążyć na ostatni pociąg. Wywieziono je hen, aż za Berlin. Pani Hilda nie wspominała dobrze tego czasu, ponieważ ona i jej krewne były traktowane z niechęcią jako "niepełne" Niemki.
Szybko, bo już w czerwcu 1945 r. zdecydowały się wrócić do rodzinnych Obrzyc.

Wiele się tu zmieniło!

Zniknął niemiecki personel, szpitalem niepodzielnie rządzili Rosjanie. Kobiety często musiały barykadować się w domu w obawie przed pijanymi żołdakami.

Po wojnie, 1 lipca 1945 r. siedemnastoletnia panna Fabian zaczęła pracę jako pomocnica w ogrodnictwie przy szpitalu. Ogrodnictwem zajmował się już od lipca Pan Franciszek Szudra, który został zatrudniony w podobnym czasie, co ona.

Od lipca 1945 r. władzę nad szpitalem przejęła od Rosjan polska administracja. Nastąpił czas wielkich przemian, zmiany personelu z niemieckiego na polski, przyjęcia polskich pacjentów.

Pani Hilda skończyła pracę w ogrodnictwie 29 lutego 1948 r. Zaliczyła specjalny kurs i od 1 marca 1948 do 31 lipca 1953 była zatrudniona jako sanitariuszka. Nadal się edukowała i w 1953 roku ukończyła kurs pielęgniarstwa w Branicach (Branice, to wieś w województwie opolskim, gdzie znajdował się szpital psychiatryczny). Tam zdała egzamin państwowy na ocenę bardzo dobrą i uzyskała prawo do wykonywania zawodu pielęgniarki.

1 sierpnia 1953 została pielęgniarką oddziałową na Oddziale IV lub VI (zmiany w tym czasie następowały tak błyskawicznie, że czasami trudno jest zapamiętać szczegóły). Z powodów zdrowotnych musiała jednak chwilowo zrezygnować.

Wkrótce poznała swojego przyszłego męża Mieczysława Kosmowskiego, który przyjechał do Obrzyc, aby odwiedzić rodziców pielęgniarzy. W kwietniu 1957 r. wyszła za niego za mąż. Skromny ślub odbył się w kościele pw. Św. Jana Chrzciciela w Międzyrzeczu.
Pani Hilda wkrótce urodziła 2 córki. Od 1 sierpnia 1958 do 15 marca 1963 miała przerwę w zatrudnieniu związaną z wychowywaniem dzieci. Wróciła do pracy dopiero wtedy, kiedy znalazło się miejsce dla dziewczynek w przedszkolu zakładowym w Obrzycach (budynek koło administracji).

Od 16 marca 1963 r. do 31 marca 1985 r. pracowała na Izbie Przyjęć. Potem na Oddziale Subrejonowym nr X, gdzie ordynatorem była dr Halina Szwedkowicz. Tutaj w 1965 r. dr Szwedkowiczowa powołała eksperymentalny oddział koedukacyjny, chociaż początkowo budził on wiele obaw. W wielu badaniach naukowych pomagała dr Szwedkowiczowej właśnie Pani Hilda.

Później pracowała na oddziale, gdzie ordynatorem był dr Stanisław Kostrzewski, pielęgniarzem oddziałowym był wtedy Pan Owsian, a pielęgniarką oddziałową Pani Tulatycka. Dr Kostrzewski bardzo sobie cenił profesjonalizm swojego zespołu.

Pani Hilda Kosmowska była honorowym gościem na obchodach 30-lecia szpitala, wśród innych pracowników zatrudnionych od 1945 r., między innymi: Hildegardy Nowak czy Franciszka Szudry.

Na przełomie roku 1978/79 przeniosła się wraz z rodziną z wioski pielęgniarskiej do podwójnej willi w Obrzycach (gdzie dawniej za czasów niemieckich mieszkała naczelna pielęgniarka i naczelny pielęgniarz).
Po wielu latach pracy w trudnym zawodzie pielęgniarki przeszła na emeryturę w 1985 r. w wieku 55 lat. Zajęła się uprawą warzyw i kwiatów w swoim ukochanym ogródku oraz wychowywaniem wnuczek.

Pani Hilda Kosmowska odeszła w wieku 92 lat cichą i spokojną śmiercią, otoczona do końca miłością i opieką.

Imię „Hildegarda” oznacza „ta, która chroni przed wojną”. I taka była Pani Hilda, opiekuńcza, bogobojna, chroniąca swoje dzieci. Najważniejsza była dla niej rodzina: ukochane córki, mąż, mama.
Ze zdjęć patrzy na nas skromnie spod swojego czepka pielęgniarskiego prawdziwa Obrzyczanka z dziada pradziada.


Fot. Rodzinne archiwum rodziny Kosmowskich. Dziękujemy za udostępnienie.

SPACER HISTORYCZNY PO ZAKŁADZIE LECZNICZYM W STRALSUNDZIEPodczas wyjazdu do Stralsundu 29 maja 2026 mieliśmy okazję ucze...
09/05/2026

SPACER HISTORYCZNY PO ZAKŁADZIE LECZNICZYM W STRALSUNDZIE

Podczas wyjazdu do Stralsundu 29 maja 2026 mieliśmy okazję uczestniczyć w zwiedzaniu Zakładu Leczniczego w Stealsundzie. Spacer historyczny prowadził badacz historii pomorskiego zakładu, dr Jan Ambruster. Zapoznał nas z architekturą i kolejami losu tej placówki.
W 1912 r. w Stralsundzie otwarto Czwarte Pomorskie Sanatorium Prowincjonalne, przeznaczone dla osób chorych psychicznie.
W czasach nazistowskich ta placówka uczestniczyła w tzw. "Akcji eutanazji". Początkowo wybranych pacjentów przewożono do innych placówek, głównie na wschodzie Rzeszy, gdzie wielu z nich było systematycznie mordowanych. Później pacjentów przewożono do nazistowskiego ośrodka eutanazji w Bernburgu, w którym znajdowała się komora gazowa. Po zakończeniu tych początkowych transportów, mordowanie pacjentów w Stralsundzie kontynuowano, stosując połączenie głodzenia i podawania śmiercionośnych leków, podobnie jak w Obrzycach. Pomnik na terenie szpitala i kamienna tablica przed nim upamiętniają ofiary nazistowskiej eutanazji.
Dziękujemy dr Janowi Ambrusterowi i dr Kathleen Haack za ogrom przekazanej wiedzy.

POCHODY I MAJÓWKI W OBRZYCACH1 maja, w Święto Pracy, w odległych czasach  PRL, wszyscy pracownicy Szpitala Psychiatryczn...
01/05/2026

POCHODY I MAJÓWKI W OBRZYCACH

1 maja, w Święto Pracy, w odległych czasach PRL, wszyscy pracownicy Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach byli zobowiązani do wzięcia udziału w pochodzie. Personel ubrany odświętnie, z łopoczącymi sztandarami i transparentami, na których widniały hasła: "Sercem i umysłem służymy socjalistycznej Ojczyźnie" lub "Zdrowie psychiczne dla wszystkich" zbierał się pod budynkiem administracji.
Z orkiestrą dętą na czele, pochód ruszał przez bramę szpitalną, kroczył dumnie ulicą Poznańską aż dotarł do stadionu w Międzyrzeczu, gdzie finisz miały pochody z innych placówek publicznych lub zakładów produkcyjnych.
Po wielu przemówieniach lokalnych notabli, przypinaniu orderów, występach zespołów tanecznych oraz solistów, Obrzyczanie mogli wrócić na teren szpitala i odłożyć flagi.
Teraz nadchodził czas potańcówki na "patelni". „Patelnia”- tak z powodu jego okrągłego kształtu, nazywano obrzycki plac do tańczenia, położony w pobliżu basenów. Później w latach 80-tych wybudowano obok Ośrodek Wypoczynkowy „Nad Obrą”, jednak my dzisiaj powspominamy szalone lata sześćdziesiąte.
Początkowo „Patelnia” była drewniana. Scena do tańczenia i podest dla zespołu były starannie zbite z desek przez obrzyckich stolarzy. Z czasem, szybko próchniejące w wilgotnym lesie deski, zamieniono na wylewkę betonową. Podwyższenie dla zespołu muzycznego również wykonano z trwałego betonu.
W latach 60-tych te zabawy cieszyły się w Obrzycach ogromną popularnością. Ludzie byli spragnieni rozrywki w tych siermiężnych czasach PRL-u. Kiedy tylko usłyszano pierwsze dźwięki kapeli, kto żyw pędził w stronę basenów. Do tańca przygrywał zespół big-beatowy, którego członkowie należeli do obrzyckiej orkiestry dętej. W latach 60- tych grali w nim następujący Panowie (chociaż skład czasami ulegał zmianie): na saksofonie Bolesław Perz, na klarnecie Joachim Boche, Jan Drożyński na akordeonie, a rytm na perkusji podawał Andrzej Madajczak. Jedyną kobietą w zespole była wokalistka Elżbieta Luc. Zespół wykonywał najmodniejsze szlagiery z lat 60, przeboje Filipinek, Skaldów, Czerwonych Gitar. Nikogo wtedy nie trzeba było namawiać do tańca, wszystkim aż się nogi same rwały do pląsów. Na parkiecie wirowały pary w każdym wieku, od młodzieży po emerytów. Nawet kiedy pogoda nie sprzyjała i bardziej trzeba było założyć ciepłe wełniane palto niż zwiewną sukienkę w groszki, to i tak pracownicy szpitala przychodzili z całymi rodzinami i świetnie się bawili. Nikomu nie przeszkadzał deszczyk psujący natapirowaną fryzurę i rozmazujący się tusz do rzęs. Komu już się odechciało pląsów na parkiecie, mógł odpocząć i porozmawiać przy stolikach albo na kolorowych ławkach.
Siedząc przy stoliku można też było z sąsiadami wychylić toast przyniesioną z domu wódeczką, popić oranżadą i zakąsić pajdą chleba ze smalcem i kiszonym ogórkiem.
Przy innych stolikach mężczyźni grali w karty, najczęściej w kopę, oczko, a nawet pokera. Dobierali się w 4 osoby: pielęgniarze, lekarze, pracownicy administracji.
Kobiety częstowały się wzajemnie przyniesionym z domu ciastem i rozmawiały o codziennych problemach. Młodzież tańczyła albo całowała się po krzakach a zaaferowane dzieciaki podglądały i leciały donieść matkom. To był niezapomniany urok starych potańcówek, na których gromadziła się cała społeczność Obrzyc, bez względu na wiek i pełnioną funkcję.
Tak wspominał te imprezy Pan Waldemar Darmosz: „To był 1964 lub 65 rok. Byłem małym chłopcem. Stałem przy oknie, wychylając się przez parapet. Z oddali dobiegały dźwięki popularnej piosenki Filipinek: „Walentyna, Walentyna/ już gwiazd kraina ją dobrze zna/ były kwiaty dla Gagarina/ a Walentyna twista ma”. Nie mogłem się doczekać, kiedy my dzieci pójdziemy tam z rodzicami.
-Mamo, mamo czy mogę już iść?- pytałem matki, niecierpliwie przebierając nogami.
-Biegnij, biegnij…my z tatą zaraz tam przyjdziemy”. Kiedy zapadał zmrok, zapalała się duża latarnia nad „patelnią” i impreza trwała w najlepsze do późnych godzin nocnych. W ciemności słychać było śmiech, muzykę i okrzyki. Nikomu nie chciało się iść do domu. Orkiestra bisowała wiele razy.
To były piękne czasy, ludzie byli sobie jakby bliżsi i życzliwsi. Dzisiaj po tych potańcówkach nie zostało już nic. Tylko betonowa wylewka z dziwnym podestem w lesie nad Obrą, przy nieistniejących już basenach. A muzykę z tamtych lat możemy usłyszeć już tylko w swoich wspomnieniach.
Fot. Powiatowa.

NA SPOTKANIU Z HISTORIĄ W POMMERSCHES LANDESMUSEUM GREIFSWALD28 kwietnia 2026 mieliśmy przyjemność uczestniczyć w wieczo...
01/05/2026

NA SPOTKANIU Z HISTORIĄ W POMMERSCHES LANDESMUSEUM GREIFSWALD

28 kwietnia 2026 mieliśmy przyjemność uczestniczyć w wieczorze poświęconym trudnej historii Prowincji Pomorze w czasach II wojny światowej, zorganizowanym przez Muzeum Pomorza w Greifswaldzie.
Wydarzenie rozpoczęło się od promocji książki dr Kathleen Haack z Uniwersytetu w Rostock "Vom Anstaltboom zum NS-Krankenmord". Dr Haack jest historykiem medycyny i ekspertem strony niemieckiej w projekcie INTERREG Międzyrzecz-Charlottenburg, dotyczącym rewitalizacji cmentarza w Szpitalu Psychiatrycznym w Obrzycach. Dr Haack przedstawiła interesującą prezentację dotyczącą roli 5 placówek psychiatrycznych (Stralsund, Ueckermünde, Lauenburg, Treptow, Meseritz-Obrawalde) w planach eutanazyjnych Gauleitera Pomorza, Franza Schwede-Coburga.
Następnie wysłuchaliśmy poruszającej historii Birgit Rambalski o poszukiwaniach losów jej dziadka, malarza Waltera Nordheima, który stał się ofiarą eutanazji w szpitalu psychiatrycznym Ueckermûnde.
Na koniec wysłuchaliśmy wspaniałego koncertu pieśni skomponowanych przez Luise Greger, wykonanych przez Mechtild Kornow, której akompaniowała przy fortepianie Olga Bille.
Po wydarzeniu nastąpiła bardziej nieoficjalna część. Pracownicy muzeum i zaproszeni historycy przenieśli się do lokalnej restauracji na rozmowy o wspólnych planach.
Dziękujemy za zaproszenie do Landesmuseum Greifswald Dorothea Makrutzki i gratulujemy świetnej organizacji.

11/04/2026

W ramach Biblioteki Regionu zapraszamy na prelekcję Katarzyny Sztuby-Frąckowiak pt. "Znani i nieznani pacjenci Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach".
Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Międzyrzeczu-Obrzycach to nie tylko placówka medyczna, ale również jedno z miejsc pamięci w województwie lubuskim.
Szpital powstał w 1904 r. na gruntach byłego majątku ziemskiego rodziny Jokisch. Przeszedł drogę z placówki o profilu psychiatrycznym do ośrodka wielospecjalistycznego, w którym znajduje się również oddział rehabilitacji neurologicznej, oddział terapii uzależnienia od alkoholu czy oddział leczenia zaburzeń nerwicowych i osobowości. Na przestrzeni dziejów szpitala zdarzyła się także ciemna karta. Podczas II wojny światowej do Obrzyc przewieziono chore psychicznie osoby z głębi Niemiec.
Nazistowska akcja T-4 – masowe morderstwa ponad 10 tys. osób chorych – była przeprowadzona w latach 1940 -1941. Pamięci ofiar zbrodni jest poświęcony obelisk wzniesiony w 1966 r. na terenie ośrodka oraz stała wystawa w Izbie Pamięci w budynku admi-nistracyjnym szpitala.

Katarzyna Sztuba-Frąckowiak - autorka książki o historii lecznicy „Szpital Psychiatryczny w Obrzycach 1904-1945. Cienie z przeszłości”. Absolwentka historii i języka francuskiego Uniwersytetu Zielonogórskiego i oraz studiów doktoranckich na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kierownik ds. naukowych w Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej, członkini niemieckiego stowarzyszenia naukowców zajmujących się zagładą pacjentów psychiatrycznych Arbeitkreis Gedenkort T4 w Berlinie, prezeska Fundacji Miejsce Pamięci Obrzyce / Gedenkstätte Obrawalde.

Podczas spotkania będzie możliwość zakupu książek.

ZAJĄCZEK WIELKANOCNY NA ODDZIALE  XIX 🐰4 kwietnia 2026 fundacje: "Miejsce Pamięci Obrzyce" oraz "Wygrywanie Mamy w Sercu...
09/04/2026

ZAJĄCZEK WIELKANOCNY NA ODDZIALE XIX 🐰

4 kwietnia 2026 fundacje: "Miejsce Pamięci Obrzyce" oraz "Wygrywanie Mamy w Sercu" wspólnie zorganizowały odwiedziny z okazji świąt wielkanocnych u podopiecznych Oddziału XIX.
Na zaproszenie obu fundacji przybyli motocykliści z grup Born To Ride MC Poland oddział Międzyrzecz i Motoklasyczni Międzyrzecz oraz motocykliści niezrzeszeni. Przejechali przez bramę oddziału, aby spędzić czas z chłopcami na rozmowach i pokazie możliwości motocykli na boisku.
Z wizytą duszpasterską przybył także ks. Proboszcz Andrzej Kugielski i poświęcił koszyczki wielkanocne, przygotowane dla chłopców z oddziału. Podzielił się z nami również swoimi wspomnieniami z czasów, kiedy lubił jeździć motocyklem.
Zapaśnicy Monika i Tadeusz Michalik w pogadance z podopiecznymi z oddziału opowiadali o swojej drodze sportowej, odnalezieniu pasji, treningach, wyjazdach na olimpiady w Rio i Tokio, konieczności współpracy z trenerem, psychologiem i dietetykiem a przede wszystkim o niepoddawaniu się.
Chłopcy zadawali mnóstwo pytań a następnie mogli obejrzeć ciężkie olimpijskie medale i otrzymać zdjęcie z autografem.
Dziękujemy bardzo za wsparcie i zbiórkę słodyczy klubom motocyklowym, pracownikom Dino Pszczew oraz Dawidowi Kawiorskiemu i Marii Kawiorskiej-Duda z Lewiatana Pszczew.
Dziękujemy również za życzliwość ordynatorowi Barhamowi Barhamowi, doktorowi Igorowi Grodzińskiemu, oddziałowej Ewie Walczak, sekretarce Izabeli Bugaj-Piątyszek, psychologom i personelowi medycznemu a także opiekunom z oddziału, którzy wraz z szefem ochrony Markiem Śmiałkiem dbali o bezpieczeństwo chłopców.
Wszyscy razem możemy więcej💪

Adres

Ul. Poznańska 109
Miedzyrzecz
66-300

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fundacja Miejsce Pamięci Obrzyce/ Gedenkstätte Obrawalde umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij