15/02/2026
Ewa Wilczyńska neguję samo istnienie zmowy milczenia, a rzeczywistą przyczyną przewlekłości według niej był bałagan w organach ścigania. Jednak kiedy przytoczymy kilka sytuacji z akt i relacje osób bezpośrednio zaangażowanych w sprawę, teza o zwykłym chaosie staje się niewystarczająca.
W tej sprawie nie brakowało ludzi gotowych mówić, problem polegał na tym, że nikt nie traktował ich poważnie. Padały nazwiska funkcjonariuszy policji ,oraz synów lokalnego biznesmena.
– funkcjonariusze występujący jako osoby potwierdzające alibi, a jednocześnie uczestniczący w czynnościach związanych z tą samą sprawą;
– odmowy zlecenia badań DNA mimo zgłaszanych wątpliwości co do wiarygodności alibi;
–wypowiedź policjanta na którego podwórku znaleziono ciało Małgosi, że „sprawcy są już zatrzymani” i „nie należy się interesować sprawą”
– relacje o zastraszaniu świadka przez policjantów wykonujących czynności operacyjne, zakończone umorzeniem zawiadomień
– powtarzające się uchylenia decyzji o umorzeniu śledztwa;
– liczne zastrzeżenia co do zabezpieczania i badania dowodów w pierwszej fazie postępowania.
Każdy z tych elementów z osobna można jeszcze próbować tłumaczyć pechem, pośpiechem, niedopatrzeniem. Ale kiedy wszystkie te „zbiegi okoliczności” układają się zawsze w tę samą stronę, trudno mówić o przypadku. Przypadek ma to do siebie, że bywa chaotyczny tu natomiast był zdumiewająco konsekwentny.
Samo określenie „zbrodnia miłoszycka” nie jest przypadkowe, od początku sugerowało, że to nie był czyn przybysza, lecz wydarzenie zakorzenione w lokalnym środowisku. Że to stało się „u nas” i przez „naszych”. Ludzka niegodziwość rzadko przychodzi w spektakularnej postaci. Częściej rodzi się z lęku i z bardzo przyziemnej potrzeby przetrwania. Wystarczy poczucie zagrożenia, a zwłaszcza świadomość, że w grę mogą wchodzić ludzie władzy, środowisko policyjne, autorytety obecne tej samej nocy w tym samym miejscu by wielu zaczęło kalkulować, co im się bardziej opłaca: prawda czy bezpieczeństwo. I wtedy człowiek potrafi wyzbyć się wszystkiego w imię własnego bezpieczeństwa.
Absolutna negacja zmowy milczenia jest tylko i wyłącznie narracją prokuratury, która dryfuje między pożogą, a uśmiechem przyklejonym do pękniętej maski. Moralność nie polega na wybieraniu wersji wygodniejszej. Nie polega na zagłaskiwaniu zła, na rozmywaniu jego kształtu słowami o nieudolności i przypadku. Zło nie znika, gdy nada mu się łagodniejsze imię. Ono wtedy tylko zyskuje przestrzeń. W takim porządku życie zabójcy, jego reputacja, jego bezpieczeństwo, jego komfort prawny ,zaczyna ważyć więcej niż życie niewinnego człowieka, które zostało brutalnie przerwane. To jest moment, w którym śmierć zwycięża nie tylko raz, ale po raz drugi…
Prawda w tej sprawie jest jak lód osiadły ciasno na dnie serca. Kłuje, bo odbiera złudzenie, że instytucje są zawsze czyste. Boli, bo wymaga przyjęcia, że zawiedli ci, którym ufamy najbardziej. Ten chłód jest trudny do zniesienia, dlatego wielu woli go przykryć ciepłą narracją o błędach i pechu. Ale komfort nie jest synonimem uczciwości.
Najgłośniej krzyczy się zwykle nie w obronie prawdy, lecz w obronie własnego obrazu świata jak i również po to, aby wprowadzić tyle hałasu, by opinia publiczna przestała domagać się sprawiedliwości, a chaos informacyjny bywa równie skutecznym sprzymierzeńcem zbrodniarzy jak zmowa milczenia.
I wszystkie te intrygi, zastraszania i manipulacje w imię ochrony zdrowia i życia jelczańskiego pijaczka spod budki z piwem i chłopca stojącego na wejściu do dyskoteki za paczkę chrupków?
K.