14/05/2026
W połowie kwietnia weszło w życie nowe rozporządzenie dotyczące orzekania w poradniach psychologiczno-pedagogicznych.
Owszem, są tam zmiany, które można uznać za krok w dobrą stronę: uporządkowanie procedur, większy nacisk na diagnozę funkcjonowania dziecka, udział rodzica w posiedzeniu zespołu czy uwzględnienie potrzeb komunikacyjnych, w tym AAC.
Ale jednocześnie pojawiają się rozwiązania, które pokazują dokładnie, dlaczego tak bardzo potrzebna jest realna współpraca między ministerstwami.
Bo autyzm nie mieści się w jednym resorcie.
Przykład nr 1: zaświadczenie lekarskie
W przypadku orzeczenia lub opinii ze względu na autyzm, w tym zespół Aspergera, rodzic musi dołączyć zaświadczenie lekarskie z rozpoznaniem ICD, wydane przez lekarza specjalistę albo lekarza w trakcie specjalizacji w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży lub psychiatrii. (wcześniej na liście był również Neurolog)
I tu pojawia się proste pytanie:
czy Ministerstwo Edukacji Narodowej sprawdziło, jak wygląda realny dostęp do psychiatrii dzieci i młodzieży?
Bo jeśli państwo wymaga dokumentu od psychiatry, to państwo powinno też zapewnić realny dostęp do psychiatry.
W przeciwnym razie problem nie znika.
Problem przesuwa się z poradni psychologiczno-pedagogicznej do kolejki w ochronie zdrowia.
PPP widzi trudności.
Szkoła widzi trudności.
Rodzic widzi trudności.
Dziecko potrzebuje wsparcia.
Ale system mówi:
proszę donieść jeszcze jeden papier.
Nie kwestionujemy potrzeby rzetelnej diagnozy.
Kwestionujemy sytuację, w której państwo wymaga dokumentu od specjalisty, do którego samo nie zapewnia szybkiego i realnego dostępu.
Termin gwarantowany na Orzeczenie o kształceniu specjalnym 30/60 dni to dobry kierunek. Problem polega na tym, że w przypadku autyzmu licznik zaczyna działać dopiero wtedy, gdy rodzic dostarczy wymagane dokumenty. A jeśli jednym z tych dokumentów jest zaświadczenie od psychiatry, to realna ścieżka dziecka nadal może być zablokowana przez niewydolność systemu ochrony zdrowia.
Przykład nr 2: podpisy obojga rodziców
Nowe przepisy przewidują, że wniosek co do zasady powinien zawierać podpisy obojga rodziców.
Rozumiemy potrzebę uporządkowania procedury.
Ale wiemy też, jak wygląda życie wielu rodzin: rozwód, konflikt, brak kontaktu, przemoc, samotny rodzic, drugi rodzic nieobecny albo odmawiający współpracy.
Przepisy przewidują możliwość złożenia dodatkowych dokumentów albo oświadczenia, ale to nadal oznacza kolejne formalności po stronie rodzica, który często i tak samotnie niesie cały ciężar opieki.
I znowu pytanie brzmi:
czy w centrum procedury jest dziecko, czy dokument?
To rozporządzenie pokazuje, dlaczego potrzebna jest Międzyresortowa Grupa Robocza.
Bo nie wystarczy, że jeden resort uporządkuje swoje okienko, jeśli w drugim resorcie rodzic utknie w kolejce.
Nie wystarczy napisać procedury.
Trzeba sprawdzić, czy rodzina jest w stanie przez nią przejść.
Bo dziecko nie żyje w rozporządzeniu.
Dziecko żyje w domu, szkole, poradni i kolejce do specjalisty.
Zderzyliście się już z tymi nowymi wymogami w swoich poradniach? Dajcie znać w komentarzach.