25/11/2025
Do Ciebie, która zawsze starałaś się być silna dla innych...
Nie ważne, ile dzisiaj masz lat 30,40,50… a może 28. Nie liczy się Twój status materialny, czy masz męża i dzieci czy jesteś singielką, czy podróżujesz co najmniej raz w miesiącu za granicę czy prowadzisz skromne życie. Wiek to tylko liczba wynikająca z daty urodzenia i nic nie mówi o doświadczeniach, które masz już za sobą. O doświadczeniach, które dźwigasz na swoich barkach może od wielu lat.
Być może pomimo upływających lat wciąż czujesz się odpowiedzialna za:
- ojca pogrążonego nałogiem chociaż wewnętrznie czujesz ogromną złość, rozczarowanie, żal, a nawet nienawiść za wszystko co zrobił, czy robi nadal,
- matkę, która nigdy nie potrafiła stanąć na wysokości zadania i stworzyć Ci bezpiecznych warunków, w których nie ma lęku, złości, agresji, braku zrozumienia, a jedyne co potrafi do perfekcji to wyszukiwanie kolejnych usprawiedliwień i ucieczka przed wzięciem odpowiedzialności oraz nakładanie tysiąca masek
- rodzeństwo, które nie radzi sobie z sytuacją, ale nie jest na tyle silne, aby postawić granicę, albo często też próbując zagłuszyć problem ucieka w podobne schematy
- przyjaciółkę/przyjaciela, który ma obecnie w życiu pod górkę i Ty próbujesz mu pomóc poświęcając w pełni swój czas i energię nie do końca może zdając sobie nawet sprawę, że to Twoja forma ucieczki przed własnymi problemami.
Być może od zawsze byłaś „tą odpowiedzialną”.
Tą, która ogarnia, wspiera, wybacza, tłumaczy, usprawiedliwia, łagodzi konflikty i spaja to, co się rozpada.
Tą, która rzadko prosi o pomoc, bo przecież „poradzę sobie” – nawet wtedy, gdy nocami płaczesz w ciszy.
Ale czy ktoś kiedyś zapytał: czy Ty też masz prawo się rozpaść?
Czy ktoś widzi Twoje zmęczenie, gdy wszyscy wokół czekają, aż znowu „dasz radę”? Aż znowu dasz „schronienie” poczucie bezpieczeństwa chociaż na chwilę.
Czy ktoś kiedyś zapytał Cię czy Tobie jest z tym okay?
Idziesz przez to życie w nieustannej postawie ratowniczki, bohaterki ubranej w pelerynę super bohatera gotowa do misji ratowania wszystkich wokół, do zbierania rozsypanych cudzych kawałeczków życia i prób posklejania ich w kompletną całość. Tak mijają dni, miesiące, a nawet i całe lata.
W końcu nadchodzi taki dzień, w którym
stajesz przed lustrem próbując wejść w dialog ze sobą, zadajesz sobie pytania:
Gdzie w tej całej układance jest przestrzeń dla mnie?
Czy ja potrafię usłyszeć swoje wnętrze i odpowiedzieć na potrzeby swojego wewnętrznego dziecka w zupełnej zgodzie ze sobą?
Może masz poczucie, że przez te wszystkie lata zupełnie zagubiłaś siebie i nie umiesz się w tym odnaleźć.
Czasem jedynym rozwiązaniem chociaż na początku niezwykle trudnym jest podjęcie decyzji, aby odciąć się od tego co toksyczne, od tego co niszczy. Dać przestrzeń, aby to wszyscy inni wzięli odpowiedzialność za swoje życie ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Początek będzie trudny, bo nie jest łatwo odciąć się z dnia na dzień zupełnie od schematu, w którym żyło się przez lata głownie z obawy przed odrzuceniem i karą w postaci ciszy. Będzie kusiło, aby wrócić, przejąć kontrolę nad sytuacją i szukać rozwiązań za kogoś. I może nawet wrócisz na chwilę, ale kiedy poczujesz, że sytuacja zaczyna być niewygodna, coś zacznie po raz kolejny uwierać i postawisz granicę, podejmiesz decyzję, że nie chcesz być już w tym miejscu ani chwili dłużej to już jest Twój pierwszy osobisty sukces.
Próba stawiania granic, kiedy nigdy wcześniej tego nie robiłaś, wymaga siły, determinacji i nauki uważności na siebie. Daj sobie czas. Powoli, małymi kroczkami dając sobie zgodę na to, że możesz zboczyć na moment, z tej drogi. Tak też jest okey.
Jesteś silna i wiem, że sobie poradzisz.