26/05/2026
Widzę, jak dzisiaj FB zalewa morze wdzięczności i miłości do Mam…
A ja, cóż… Piszę dziś - 26.05 po raz pierwszy nie do Mamy i nie o Niej tylko właśnie tutaj - do Ciebie…
Bo może teraz patrzysz w gasnące oczy swojej Mamy, albo może tak jak ja - spędzasz ten dzień po raz pierwszy na Jej grobie.
Może dziś kłębią Ci się w głowie wspomnienia i nie wszystkie są takimi, jakie chcesz mieć. A „wewnętrzny dręczyciel” surowo Cię ocenia za to, czego nie zrobiłaś/eś, gdy jeszcze mogłaś/eś, albo za to co zrobiłaś/eś…
Jeśli tak się czujesz - mocno Cię przytulam. Wiem, jakie to trudne, gdy tak bardzo chcemy jak najlepiej, a nie zawsze mamy siłę, cierpliwość, energię.
Znam ten ciężar zwykłych dni - zmęczenie, bezradność, czasem ciszę, czasem złość i tygodnie, gdy choćby na chwilę chcesz uciec od tego, co uwiera za bardzo...
Gdybym tylko miała taką moc, zdjęłabym z Ciebie dziś to brzemię. Nie mam jej… Ale mam myśl, którą chcę się teraz z Tobą podzielić: miłości nie mierzy się idealnością. Wiem, że ostatnie, co moja czy Twoja Mama zabrałaby ze sobą to lista naszych błędów. I jednocześnie jestem pewna, że zabierają nasz głos, obecność, dotyk dłoni i te chwile, gdy byliśmy - w kontakcie i tej prostej obecności.
Właśnie dziś chcę Ci powiedzieć to, co sama mówię do siebie w chwilach smutku: że naprawdę wszystko jest tak, jak miało być… Że czasem kochamy najlepiej jak umiemy na dany moment i to po prostu wystarcza.
Jeśli więc w tym dniu, w myślach o Mamie z jakiegoś powodu towarzyszy Ci ból własnej niedoskonałości — możesz, jeśli chcesz, zrobić to co ja: przestać z nim walczyć… I zobaczyć, że ten ból jest utkany z miłości. ❤️ A ONA nie kończy się ani w trudzie odchodzenia ani przy grobie.