15/09/2025
15 września 2025
Rok po.
Przyznamy, że nie za bardzo „umiemy w promocję”, gdyby nie relacje naszej Ilonki (Ilony Rzeźnik) pewnie ostatnim naszym wpisem byłaby relacja z Festiwalu Street Art 2024. Jednak okrągła rocznica zobowiązuje. Uprzedzamy, będzie dłuuuugo, prawie tak, jak długi był ten rok.
Co wydarzyło się w tym roku?
Wspomnienie, podsumowanie, refleksje
Pauliny Bagińskiej, prezes TPZL
Zwykle liczymy upływające lata od pierwszego stycznia do 31 grudnia… Jednak nie tym razem, nie w Lądku-Zdroju. W Lądku zaczęliśmy dzielić czas na „przed” i „po” powodzi. Tak też jest w naszej organizacji i wśród jej członków. Do 15 września 2024 robiliśmy to co zwykle, organizowaliśmy wydarzenia kulturalne, wspieraliśmy lokalne inicjatywy, współpracowaliśmy z Centrum Kultury i Rekreacji i miejscowymi organizacjami w promowaniu naszego regionu, naszego miejsca na Ziemi.
15 września 2024 zastał nas w różnych okolicznościach. Ja dzień wcześniej (14 września) pojechałam do Starej Morawy aby tam poprowadzić animacje dla dzieci, niestety o godzinie 17:00 w sobotę już wiedziałam, że do domu nie wrócę, drogi zamknięte, po kilku godzinach – brak łączności. Byłam tuż przy tamie w Stroniu Śląskim na około pół godziny przed przerwaniem wału… Skarbnik stowarzyszenia, Robert, był w domu w Trzebieszowicach wraz z moimi rodzicami, którzy już musieli opuścić swój dom (tam woda wdarła się szybciej), nie wiedział że nastąpiła awaria zapory, dowiedział się wtedy, gdy woda z impetem wdarła się do salonu. Inni członkowie naszej organizacji wspierali swoich sąsiadów, niektórzy pomagali przy ewakuacji lub sami musieli się ewakuować.
Woda opadła. Ukazała ogrom zniszczeń, powalone budynki, mosty, zdewastowane drogi, tony naniesionego błota i śmieci. Pierwsze godziny to szukanie kontaktu do rodziny, przyjaciół, znajomych. Niepokój ściskający w żołądku i eksplozja radości i ulgi, kiedy mogliśmy rzucić się sobie w ramiona.
Kolejne dwa dni. Pospolite ruszenie, dźwięczy mi nadal głos Karoliny Sierakowskiej, dyrektor lądeckiego CKiR, „najpierw to my musimy tu posprzątać!”. No to sprzątaliśmy, najpierw wokół siebie, tak by jakoś przetrwać, później chcieliśmy pojechać sprzątać w Kawiarni Dom Klahra, łączności nie było, nie mogliśmy zadzwonić, zapytać, „co tam w firmie?”. W końcu, pożyczyliśmy paliwo od sąsiada i pojechaliśmy do Lądka (była chyba środa). Wtedy dowiedzieliśmy po raz kolejny co znaczy mieć Przyjaciół – wspaniali Ludzie: Patryk Kornak, Karolina Natanek, Bartłomiej Prorok, „Felini”, Przyjaciele Muzycy z grup Bardziej i Stan Surowy, i wielu, wielu innych… oni nam pomogli to jakoś ogarnąć, mamy poczucie, że nasze „dziękuję” nigdy nie będzie dość głośne.
Pierwsze działania stowarzyszenia
Najpierw był telefon do Stowarzyszenia TRATWA, to oni przecież powstali po powodzi w 1997 roku, znają się na rzeczy. Szybka rozmowa z prezesem organizacji Robertem Drogosiem, który mówi: „pakujemy się właśnie i jedziemy do Was, czekaliśmy na Wasz telefon”. Robert Król, skarbnik TPZL, idzie do urzędu z pytaniem, „gdzie robimy magazyny pomocy? Zaraz tu będzie mnóstwo transportów”, szybkie ustalenie dostępnych miejsc i działamy. W tym czasie w Kinoteatrze już działa Festiwal Górski tam też zaczyna pracę Anastazja Sosnowska ze Stowarzyszenia ArteWeda, Centrum Kultury i Stowarzyszenie Kultura u Źródeł ogarniają budynek przy placu Staromłyńskim i szybko przekształcają się w miejsce do którego można przyjść, napić się gorącej kawy i podładować telefon, uprać ubłocone ubrania i mundury, a nawet zjeść tosta! Nasza dwójka (ja i Robert) pomagamy w magazynie na terenie Lądeckich Usług Komunalnych, staramy się wesprzeć Łukasza Krysę, który w pierwszych, najtrudniejszych dniach wykonał wręcz tytaniczną pracę, przyjmując na siebie telefony z całego kraju i zza granicy, przyjmując ogromne transporty z pomocą. Dziękujemy, jesteś Łukaszu przykładem odpowiedzialności społecznej (także wynikającej z powagi pełnienia funkcji Radnego) i ludzkiej solidarności. Łukasz czasem idzie przespać się na 2-3 godziny, wtedy któreś z nas przejmuje jego telefon i obowiązki. Do dziś kiedy słyszę melodię ustawioną jako dzwonek, piosenkę „The Sound Of Silence” mam odruch stawania na równe nogi.
Magazyny zaczynają pękać w szwach, trzeba to wszystko posegregować i poukładać. Ktoś pisze apel na Facebooku: „potrzebujemy rąk do pracy”. Każdego ranka stawia się coraz więcej osób. Większość to kobiety: nauczycielki, przedsiębiorczynie, mamy, babcie, nastolatki… w przerwie zupka chińska, albo jakiś baton i dalej, do pracy.
Współpraca ze Sztabem Kryzysowym
Dowodzenie akcją usuwania skutków klęski żywiołowej przejmuje Państwowa Straż Pożarna, zbiera się Sztab Kryzysowy, obecne na nim są Służby (Wojsko, PSP, OSP, Policja, Straż Miejska…) oraz osoby zarządzający kluczowymi jednostkami (m.in. Wodociągi czy Ośrodek Pomocy Społecznej), przedstawiciele Samorządu oraz Organizacje Pozarządowe, w tym Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lądeckiej. Zostajemy przydzieleni do działu Logistyki i Pomocy Humanitarnej. Stajemy się częścią działającej machiny, wykonujemy rozkazy, proponujemy rozwiązania, mówimy o tym okresie jak o „służbie”. Kolejne dni wyglądają tak: wstajemy skoro świt, jedziemy na poranną odprawę (godz. 8:00), następnie 10 godzin pracy (część z nas w terenie, część w magazynach), w międzyczasie jakaś przekąska w CKiR lub w Hotelu LIDO i tak aż do wieczornej odprawy o godzinie 18:00. Później prysznic u Anastazji Sosnowskiej, my nie mamy nadal prądu w domu, co za tym idzie także wody… Codzienny kryzysowy kierat postanawia nam wszystkim osłodzić Bartek Hudziec wraz z licznymi muzycznymi przyjaciółmi, zaczyna organizować koncerty w pracowni przy cmentarzu. Pomimo zmęczenia każdy potrzebuje chwili oddechu, czasem odwiedzają nas także żołnierze, czujemy się trochę jak w filmie wojennym, jakby to wszystko przydarzało się nie nam ale jakimś książkowym postaciom.
Mijają dni, wraz z służbami organizujemy kolejne magazyny, musimy rozdzielić żywność od środków chemicznych, ubrania od narzędzi, trzeba przygotować się na dostawy pralek, lodówek, mebli… Wprowadzamy identyfikatory wolontariuszy i koordynatorów, opracowujemy i wdrażamy kartę powodziową, w tym wszystkim współpracujemy z Polską Akcją Humanitarną, Fundacją Kordon, Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, Fundacją To Proste (i programem Mapuj Pomoc), Funduszem Lokalnym Masywu Śnieżnika, Polską Misją Medyczną i wieloma innymi organizacjami.
Łyżka dziegciu
Służby (PSP i Wojsko) wciąż się rotuje, są w Lądku tydzień, później zmiana, jedynie generał Kamieniecki pozostaje dowodzącym przez cały czas trwania stanu klęski żywiołowej, pozostali, od dowódców po szeregowych wciąż się zmieniają. My nie mamy zmian. Jesteśmy stąd. Nie mamy odpoczynku. U moich rodziców nadal dużo do ogarnięcia (woda była na wysokości 160 cm.), u nas luksus, ledwie pół metra wody, czyścimy wszystko (przy nieocenionej pomocy Rodziny i Przyjaciół) i jakoś mieszkamy. Na pytanie „jak u was?”, odpowiadamy „dobrze” i idziemy do pracy. Już w czasie drugiej zmiany, jeden z dowódców po porannej odprawie podchodzi do nas i pyta, „czy wy jesteście jakoś umówieni z urzędem w kwestii finansowania waszej działalności?”, „nie, nie zastanawialiśmy się nad tym” – odpowiadamy. „W takim razie trzeba to jakoś ustalić, przecież my stąd zaraz wyjedziemy, nie wiadomo jak długo będzie Wojsko, ktoś musi prowadzić te magazyny, tą pomoc, wy wiecie jak to robić ale to praca na pełen etat, nie da się tego robić z doskoku”. Zaczęły się rozmowy z Samorządem, kolejna zmiana służb, dowódcy wśród zadań do wykonania mają także doprowadzenie do końca zlecenia publicznego na koordynacje pomocy dla jednego lub kilku stowarzyszeń lokalnych. Otrzymujemy List Polecający od Sztabu Kryzysowego podpisany przez starszego brygadiera Radosława Pełki (skan w załączeniu do postu). Nie udało się. Pewnie wzruszylibyśmy ramionami i robilibyśmy swoje, gdyby nie nagły hejt, który spadł nam na głowy. Hejt, jak to zwykle bywa, wygenerowany przez kilka nieszczęśliwych osób, rozlał się niczym szlam z Białej Lądeckiej i dotknął nas do żywego. Mimo wszystko postanowiliśmy się nie poddawać. Musieliśmy jakoś zdobyć finansowanie – na co? Na noclegi i wyżywienie dla przyjezdnych wolontariuszy, na wypożyczenie wózka widłowego, na to by koordynatorzy i pracownicy specjalistyczni (tacy jak operatorzy wózka widłowego i kierowcy) mogli spełniać swoje zadanie, nie poza godzinami, wolontariacko ale w pełnym wymiarze godzin, codziennie, i przy tym by nie martwili się o to czy mają za co żyć.
Na szczęście przyglądały się temu także inne, dużo większe organizacje, jak i Narodowy Instytut Wolności oraz Urząd Marszałkowski, którzy rozumieli jaką pracę wykonujemy. Najpierw otrzymaliśmy wsparcie z Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej w ramach programu Pop Fund, dzięki któremu mogliśmy pokryć koszty wynajmu magazynu w tzw. „Starym Rossmanie” na ulicy Ogrodowej w Lądku-Zdroju, wynagrodzenie dla koordynatora i operatora wózka widłowego. Kolejne wsparcie udzieliła Fundacja Pomagam pl., dzięki temu (i kilku mniejszym darowiznom) mogliśmy zacząć bezpośrednio i konkretnie pomagać powodzianom, kupowaliśmy materiały budowlane i wyposażenie, opłacaliśmy noclegi ekip remontowych, które bezpłatnie pomagały przy odbudowie domów i instytucji. Następne wsparcie udzieliła nam Polska Akcja Humanitarna i Fundacja ORLEN dla Pomorza. Przy zarządzaniu darowiznami (zarówno finansowymi, jak i rzeczowymi) pracy jest dużo, część to praca w terenie, często fizyczna, trzeba przecież to zapakować wydać, przewieźć, zrobić wywiad u potrzebujących, część natomiast to „papierologia” – trzeba spisać protokoły, umowy darowizny, aktualizować stan magazynowy… A do tego trzeba przecież pisać kolejne wnioski, aplikować do kolejnych programów, przecież potrzeby się nie kończą… Robimy to, wspólnie z innymi organizacjami, m.in.: Stowarzyszeniem Działań Kreatywnych ArteWeda, Festiwalem Górskim, Stowarzyszeniem Kultura u Źródeł, Stowarzyszeniem Wspieram Arboretum… tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu…
Bywało ciężko ale były też chwile piękne. Szczególnie miło wspominamy świąteczną kolację z Fundacją ORLEN dla Pomorza, czy tą zorganizowaną przez Urząd Marszałkowski, w trakcie której lokalni działacze, w tym członkowie TPZL, otrzymali listy wyrażające wdzięczność za pracę społeczników. Dziękujemy.
Dziękujemy także Ochotniczej Straży Pożarnej w Lądku-Zdroju, która odznaczyła nasze stowarzyszenie Medalem za Pomoc i Współprace, choć tak naprawdę, to każdy z Was Druhowie i Druhny, powinien zostać obsypany medalami za Waszą ciężką pracę.
W końcu dziękujemy Maćkowi Sokołowskiemu i całej załodze Festiwalu Górskiego za zorganizowanie wspaniałego spotkania Bardzo Wielka Woda, w czasie którego mogliśmy powspominać ten trudny ale także pełen pięknych postaw czas. Szczególnie miło było znowu zobaczyć się i porozmawiać z gen. Kamienieckim i innymi przedstawicielami PSP i Wojska Polskiego.
Nie tylko pomoc humanitarna…
Nie porzuciliśmy także naszych podstawowych zadań statutowych. Wielu z nas zaangażowało się w powstanie tradycyjnego już spektaklu świątecznego, później zaczęliśmy planować coroczne wydarzenia: Noc Poetów, Noc Świętojańska, Street Art Festival. Wszystkie się odbyły, dziękujemy Wam, drodzy Lądczanie, że pomimo wszystko w nich uczestniczyliście.
Czy wszystko idzie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli?
Nie. Robiąc analizę naszych sił wyszło nam, że musimy zrezygnować z prowadzenia Herbaciarni Pod Filarami, na szczęście jej właściciele Jola i Darek Terepka wraz z Anią Wichlińską zajęli się odbudową tego pięknego miejsca. Trzymamy mocno za Was kciuki!
Także prywatnie czekamy nadal na rozpoczęcie remontu w Kawiarni Dom Klahra (lokal jest gminny więc remont przeprowadzić ma Gmina).
A hejt? Tak, nadal czasami się zdarza, zwykle nie odpowiadamy, choć czasem musimy. Ludzi dobrej woli jednak jest więcej. Nie musimy w to wierzyć, my to wiemy.
Co dalej?
Mamy poczucie, że to początek naszej nowej drogi. Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lądeckiej oczywiście nadal będzie stowarzyszeniem „od kultury” i „od promocji regionu” ale poza tym będzie też organizacją „od kryzysu” i „od pomocy”.
Dzięki wsparciu Polskiej Akcji Humanitarnej tworzymy Ośrodek Działań Teatralnych w Trzebieszowicach, gdzie na co dzień będziemy prowadzić naszą działalność edukacyjną, kulturalną i artystyczną, a w razie potrzeby w ciągu kilkunastu godzin przekształcimy się w centrum pomocowe, ponieważ kryzysy się zdarzają, różne, albo będziemy choć trochę przygotowani albo damy się zaskoczyć, wolimy to pierwsze.
Wczoraj, tj. 14 września 2025 roku braliśmy udział w odsłonięciu rzeźby przytulającego się lwa i niedźwiedzia, heraldycznych symboli Lądka-Zdroju i Stronia Śląskiego. Symbol ten zrodził się w głowie Radka Pietragi, który zaprojektował logo, Łukasz Kus wyprodukował magnesy – cegiełki, TPZL zajęło się organizacją ich dystrybucji (dzięki zebranym pieniądzom zakupiliśmy bony do sklepów budowlanych dla powodzian oraz wsparliśmy OSP w Lądku i Stroniu). Później pojawił się pomysł Krystiana Takuridisa i Pani Bogumiły Mikity Gułaj, by powstał pomnik jako wyraz wdzięczności i solidarności, inicjatywę sfinansowali mieszkańcy obu gmin wpłacając datki na internetowej zrzutce. Po raz kolejny się udało. Wprawdzie pomnik nie stoi jeszcze tam, gdzie będzie stał docelowo, bo nawieziony na Wyspę Młyńską dwa dni wcześniej humus okazał się zbyt grząski, koncert zaśpiewała Julia Mikołajczak, bo Moises się pochorował, a planowany piknik na skwerku pod muralem, ze względu na deszcz, zamienił się w kawiarenkę w Centrum Kultury… Ale wiecie co? I tak było tak, jak miało być – byliśmy razem, kto tego nie rozumie, temu szczerze współczuję. Zawsze można ugrząźć w błocie swoich uraz i poczucia niesprawiedliwości i wciąż się w nim obracać lub wziąć głęboki oddech i poczekać aż błoto zaschnie i samo odpadnie. Wolę to drugie.
Czego nauczył nas ten rok?
1. Że wspólnota to największa siła jaką mamy;
2. Że czasem, nawet jak staniesz na rzęsach, i tak znajdą się tacy, którzy nazwą Cię qur*ą i złodziejem 😉;
3. Że jak już wydarzy się punkt 2. Należy wstać, otrzepać się i robić swoje;
4. Że każda kałuża odbija niebo.
Dziękujemy za ten rok.
Paulina Bagińska
Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lądeckiej