Poczet Wierzbięty z Krotoszyna

Poczet Wierzbięty z Krotoszyna Poczet Wierzbięty herbu Łodzia jest jedną z drużyn Stowarzyszenia Bractwo Rycerskie Ziemi Kaliskiej.

W swojej działalności rekonstrukcyjnej nawiązujemy do okresu lokacji miejskiej Krotoszyna w 1415 r. Początki drużyny sięgają 2002 roku, gdy grupa krotoszyńskich pasjonatów średniowiecza związała się z kaliskim Bractwem Rycerskim. W 2003 roku utworzono przy Młodzieżowym Klubie Środowiskowym "Rivendell" w Krotoszynie Chorągiew Świętego Jerzego - oddział zamiejscowy kaliskiego stowarzyszenia. Między

innymi dzięki Urzędowi Miejskiemu w Krotoszynie drużyna po dwóch latach przekształciła się w Poczet Wierzbięty z Krotoszyna. W ramach otwartych konkursów ofert miejscowy samorząd sfinansował i do dziś wspiera projekt rekonstrukcji pocztu krotoszyńskiego rycerza oraz średniowiecznej straży miejskiej. W ostatnim czasie, jednym z priorytetów Pocztu jest budowa rekonstrukcji średniowiecznych zabudowań wiejskich z przełomu XIV i XV stulecia. Władze Miasta oddały już drużynie w użyczenie stosowny dla takiej inwestycji teren. Poczet będzie się starał w miarę możliwości, wykonać jak największą część prac samodzielnie, kładąc jednocześnie nacisk na stosowanie rozwiązań średniowiecznych. Oddział zrzesza osoby w różnym wieku, zamieszkujące teren południowej Wielkopolski, głównie okolice Krotoszyna i Kalisza. Autorem znakomitej większości naszych zdjęć jest Bartosz Mnich.

772 lata temu, 8 maja 1254 roku, w Krakowie podczas kanonizacji św. Stanisława ze Szczepanowa po raz pierwszy wykonano h...
08/05/2026

772 lata temu, 8 maja 1254 roku, w Krakowie podczas kanonizacji św. Stanisława ze Szczepanowa po raz pierwszy wykonano hymn „Gaude Mater Polonia”. Stanowił on część nieszporów podczas rymowanego oficjum (religijnego przedstawienia) „Historia gloriosissimi Stanislai”, napisanego specjalnie na tę okazję przez Wincentego z Kielczy.

„Gaude Mater Polonia” („Raduj się, matko Polsko”) to hymn ku czci św. Stanisława i jeden z najstarszych religijnych utworów liryki polsko-łacińskiej. Najstarszy zapis dzieła zachował się w Antyfonarzu kieleckim z 1372 roku. Analiza zapożyczonych sekwencji utworu skłoniła jednak część badaczy do przesunięcia roku powstania hymnu na roku 1257. Dzieło powstało w klasztorze dominikańskim w Raciborzu, gdzie Wincenty z Kielczy był przeorem.

Utwór pełnił rolę nieformalnego hymnu państwowego. Był śpiewany przez rycerstwo zarówno podczas oficjalnych uroczystości, jak i po zwycięskich bitwach. Do dziś pierwszą ze zwrotek śpiewa się w czasie inauguracji roku akademickiego, zamiennie z również średniowieczną, zachodnioeuropejską pieśnią Gaudeamus igitur. Obecnie najczęściej śpiewa się pierwszą i dziesiątą zwrotkę „Gaude Mater Polonia”. Pierwsze zwrotki łacińskiego utworu przetłumaczył Leopold Staff.


Raduj się, Matko-Polsko,
w sławne potomstwo płodna!
Króla królów i najwyższego Pana wielkość
Uwielbiaj chwałą przynależną.
Albowiem z Jego łaskawości
Biskupa Stanisława męki
Niezmierne, jakie on wycierpiał,
Jaśnieją cudownymi znaki.
Potykał się za sprawiedliwość,
Przed gniewem króla nie ustąpił:
I staje żołnierz Chrystusowy
Za krzywdę ludu sam do walki.
Ponieważ stale wypominał
On okrucieństwo tyranowi,
Koronę zdobył męczennika,
Padł posiekany na kawałki.
Niebiosa nowy cud zdziałały,
Bo mocą swą Niebieski Lekarz
Poćwiartowane jego ciało
Przedziwne znowu w jedno złączył.
Tak to Stanisław biskup przeszedł
W przybytki Króla niebieskiego,
Aby u Boga Stworzyciela
Nam wyjednać przebaczenie.
Gdy kto dla zasług jego prosi,
Wnet otrzymuje zbawcze dary:
Ci, co pomarli nagłą śmiercią,
Do życia znowu powracają.
Choroby wszelkie pod dotknięciem
Pierścienia jego uciekają,
Przy jego świętym grobie zdrowie
Niemocnych wielu odzyskuje.
Słuch głuchym bywa przywrócony
A chromy kroki stawia raźno,
Niemowom język się rozwiązał,
W popłochu szatan precz ucieka.
A przeto szczęsny ty, Krakowie,
Uposażony świętym ciałem,
Błogosław po wsze czasy Boga,
Który z niczego wszystko stworzył.
Niech Trójcy Przenajświętszej zabrzmi
Cześć, chwała, sława, uwielbienie,
A nam tryumfy męczennika
Niech wyjednają radość wieczną.
Amen

Neustädter Kirche, Hannover – 06.09.2025To był piękny koncert i Poznańskiego Chóru Chłopięcego.Na zakończenie obydwa chóry połączy...

W nocy z 30 kwietnia na 1 maja przypada Bealtaine, celtyckie święto ognia związane ze zmianą pory roku. W czasach pogańs...
30/04/2026

W nocy z 30 kwietnia na 1 maja przypada Bealtaine, celtyckie święto ognia związane ze zmianą pory roku. W czasach pogańskich rok dzielono zasadniczo na dwie pory – Bealtaine stanowiło granicę zimy i lata. Drugim świętem było Samhain, obchodzone na przełomie października i listopada.

W wigilię święta Bealtaine gaszono wszystkie ognie i ziemię pokrywał „duchowy mrok” – wracał czas duchów i ciemnych sił. Tego dnia również „naprawiano granice”, co oznaczało obchodzenie gospodarstw i naprawę wszelakich ogrodzeń oraz czyszczenie kominków i palenisk, aby móc przyjąć „nowy ogień”. Z nadejściem pierwszego dnia lata druidzi krzesali nowe ognie, od których ponownie zapalano paleniska i ogniska, co symbolizowało powrót królestwa Słońca.

Hodowane bydło przepędzano pomiędzy ogniskami z pastwisk zimowych na wyżej położone łąki, a zaklęcia rzucane podczas tej procedury miały uchronić zwierzęta przed nieszczęściami i chorobami. Podczas związanych ze świętem obchodów skakano przez ogniska, w których palono dębowe drewno. Soki odbywały się nago – prawdopodobnie ze względów bezpieczeństwa. Wybierano też najpiękniejsza dziewczynę na „majową królową”

Symbolem święta był słup majowy o fallicznym kształcie symbolizującym boga i wieńcu u góry – symbolu bogini. Przystrajano go białymi i czerwonymi wstążkami, ponieważ barwy te oznaczały przejście ze stanu dziewictwa w kobiecość. Ważnym elementem celtyckich rytuałów było uroczyste palenie wielkiej kukły zwanej „Wicker mana”, co miało przynieść szczęście i urodzaje.

Rodzaje obrzędów i wierzeń różniły się w zależności od miejsca i nie wszędzie kultywowano wszystkie opisane tradycje. W czasach chrześcijańskich jak zwykle łączono wpływy starej wiary z nową religią. I tak na domach rysowano kredą krzyże, na podłodze układano skrzyżowane miotły, a przez miasta przeciągały procesje mieszkańców starających się robić możliwie dużo hałasu, by odstraszyć złe duchy. Zapewne nikogo nie zdziwi fakt, że niektóre z tych zwyczajów przetrwały do współczesności.

W tradycji germańskiej czas ten nazywano „Nocą Walpurgi” i była to dla nich noc zmarłych lub złych duchów. W nocy z 30 kwietnia na 1 maja miał odbywać się na górze Brocken w górach Harzu sabat czarownic, któremu przewodziła sama nordycka bogini śmierci Hel. Ważnymi miejscami owych „sabatów” były też góry określane jako „Blocksberg”, do których można zaliczyć również górę Kandel w Schwarzwaldzie. Czarownice zbierały się na Hexenplatz i na miotłach ruszały na szczyt Brocken by uczestniczyć w urządzanych tam orgiach. Tradycja nakazywała w ów czas rozpalać wielkie ogniska, głównie na wzniesieniach, by odstraszać czarownice i duchy.

Ze wspomnianą górą Brocken wiąże się ciekawe zjawisko „widma Brockenku”, zaobserwowane w XVIII w., a wcześniej uznawane zapewne za nadprzyrodzone. Cień osoby stojącej na górze powiększa się, będąc nierzadko otoczonym barwnymi kręgami (gloria). Głowę obserwatora otaczają pierścienie dyfrakcyjne tworząc coś na kształt aureoli. Tę ostatnią może ponoć zobaczyć jedynie osoba, do której należy cień, ponieważ tylko pod kątem prostym widać cień rzutowany na chmury lub mgłę.

Nazwa zwyczaju pochodzi od żyjącej w VIII w. św. Walburgi, zakonnicy z Devon, pomagając św. Bonifacemu w nawracaniu plemion germańskich na chrześcijaństwo.Po kanonizowaniu świętej Walpurgi noc obwołano jej świętem. U Słowian noc przełomu kwietnia i maja nazywano Czarodzielnicą.

Ilustracją jest fotografia ukazująca wschód słońca przy kamiennym kręgu Beltany w hrabstwie Donegal w Irlandii. Ta megalityczna konstrukcja powstała w epoce brązu, około 2000 lat przed naszą erą, a jej nazwa pochodzi właśnie od święta Bealtaine. Na południowym wschodzie kręgu umieszczono wyższy, wystający kamień, co sugeruje związek z kultem i/lub rytuałami związanymi ze wschodem słońca. W okolicy kręgu odnajdowane były także zabytki z epoki żelaza, co sugeruje rytualne wykorzystywanie tego miejsca przez kilka tysiącleci (za: www.myirishjeweler.com)

W ubiegłym tygodniu, wraz z Muzeum Regionalne im. Hieronima Ławniczaka w Krotoszynie, współorganizowaliśmy, jak co roku,...
28/04/2026

W ubiegłym tygodniu, wraz z Muzeum Regionalne im. Hieronima Ławniczaka w Krotoszynie, współorganizowaliśmy, jak co roku, konkurs poświęcony średniowiecznej historii - oto wyniki, gratulujemy uczestnikom doskonałej wiedzy o naszej ulubionej epoce :)

Tradycyjnie w sobotę, która jest najbliższa wspomnieniom Św. Jerzego służymy w parafii Piotra i Pawła w Krotoszynie 🔥
25/04/2026

Tradycyjnie w sobotę, która jest najbliższa wspomnieniom Św. Jerzego służymy w parafii Piotra i Pawła w Krotoszynie 🔥

749 lat temu, 24 kwietnia 1277 roku, doszło do bitwy książąt piastowskich pod wsią o malowniczo brzmiącej nazwie Stolec ...
24/04/2026

749 lat temu, 24 kwietnia 1277 roku, doszło do bitwy książąt piastowskich pod wsią o malowniczo brzmiącej nazwie Stolec ;)

Po śmierci księcia wrocławskiego Henryka III Białego, w roku 1266, władzę nad dzielnicą objął nieletni wówczas Henryk IV Probus. Opiekunem 8-9 letniego księcia został arcybiskup Salzburga – Władysław, stryj młodego Henryka i dotychczasowy współrządca wrocławski (stąd też jego przydomek). Duchowny jednak niespodziewanie zmarł w 1270 roku, jeszcze zanim Henryk IV osiągnął „wiek sprawny”. W tych dość zaskakujących okolicznościach opiekunem wrocławskiego księcia został czeski monarcha – Przemysł Ottokar II.

Tajemnicze i młode zgony zarówno Henryka III, jak i arcybiskupa Władysława wiązane są czasami z osobą księcia legnickiego Bolesława Rogatki. Ten dość ekscentryczny władca był najstarszym z synów Henryka II Pobożnego i starszym bratem obu wymienionych wcześniej postaci. Zapewne czuł się pokrzywdzony podziałem schedy po swoim ojcu, w wyniku którego w jego władaniu pozostała najmniejsza i do tego niezbyt zamożna ziemia legnicka. Niektórzy kronikarze sugerują, że książę Bolesław stał za otruciem sowich młodszych braci, jednakże nie ma na to żadnych przekonujących dowodów – zarówno na ich nienaturalną śmierć, jak i tym bardziej na domniemanego sprawcę.

Po śmierci Władysława Bolesław Rogatka wysunął roszczenia do 1/3 części spadku po Henryku III Białym. Pozostałe 2/3 według jego interpretacji przysługiwały ostatniemu z braci – Konradowi I i bratankowi – Henrykowi IV Probusowi. Młodziutki Henryk IV, wierząc w siłę swojego protektora – wspomnianego Przemysła Ottokara II, odrzucił wszystkie żądania stryja. Czeski monarcha w owym czasie skoncentrował się jednak bardziej na polityce niemieckiej i na bok odsunął kwestie księstw polskich. W tych okolicznościach Bolesław Rogatka uznał, że jest to dla niego szansa na odzyskanie należnej pozycji (i ziemi).

Śląskie kroniki wspominają, że 18 lutego 1277 roku zbrojni Bolesława napadli na śpiącego we dworze w Jelczu Henryka IV. Młody książę został porwany i wywieziony w góry Księstwa legnickiego – do zamku Wleń nad Bobrem – gdzie zamknięto go na jakiś czas w wieży. Z Wlenia przewieziono Henryka do Legnicy. Te same źródła odpowiedzialnością za domniemane otrucie obu wcześniej wymienianych Piastów obarczają poddanych Bolesława: m.in. Janusza z Michałowa kasztelana Niemczy, Jana Rzeżuchę – kasztelana Barda i niejakiego Tomasza. W tym samym czasie rycerstwo legnickie wkroczyło na zachodnią część księstwa wrocławskiego. Tragiczne położenie Henryka IV skłoniło także księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego oraz margrabiów Brandenburskich do wysunięcia własnych pretensji terytorialnych względem ziemi wrocławskiej.

Podopiecznego i jego władztwo próbował ratować Przemysł Ottokar II. Słane przez niego listy miały załagodzić konflikt i obiecywały sprawiedliwy arbitraż przy podziale ziem. Bolesław Rogatka zignorował wszystkie próby pokojowego rozwiązania konfliktu. Wstawiennictwo władcy Czech (a przede wszystkim zawarty z nim w 1273 sojusz) skłoniło księcia poznańskiego – Przemysła II i głogowskiego – Henryka III do wyruszenia Probusowi z odsieczą. Na czele naprędce zwołanych hufców rycerstwa poznańskiego, głogowskiego i wrocławskiego stanął młody wówczas Przemysł II.

Obie armie spotkały się 24 kwietnia 1277 roku pomiędzy wsiami Stolec a Zwróconą, koło Ząbkowic Śląskich. Niestety nie znamy liczebności obu armii ani stosunku sił, jednak wiele wskazuje, że bitwa miała dość znaczne rozmiary. Na czele rycerstwa legnickiego stanął sam Bolesław Rogatka, jednak w starciu uczestniczył też jego syn – Henryk V Brzuchaty, książę jaworski. Początkowo przewagę zdobyły wojska sprzymierzone. Już na pierwszym etapie potyczki książę Bolesław, w obawie przed klęską, zbiegł z pola bitwy. Dowództwo nad siłami legnickimi przejął wówczas Henryk V. Syn Rogatki wytrzymał presję i, w beznadziejnej zdawałoby się sytuacji, rozpoczął kontratak. Nie znamy przyczyny tak nagłego zwrotu akcji, ale Henryk Brzuchaty odniósł pełne zwycięstwo. Jan Długosz wspomina, że do niewoli trafił zarówno Przemysł II, jak i Henryk III, jednak jeśli tak się stało, to szybko zostali wypuszczeni, bo już około 20 maja Przemysł przebywał w Lubiniu. Cytując znów Długosza „zginęła w tej walce tak niezliczona liczba ludzi, że rycerze legniccy, chociaż zwycięscy, nie mogli szydzić ze zwyciężonych, bo krwawo zapłacili za zwycięstwo.

Klęska w bitwie pod Stolcem przesądziła o fiasku całej kampanii Przemysła i Henryka Głogowczyka. Bolesław Rogatka zdawał sobie jednak sprawę, że musi jak najszybciej zawrzeć jakieś porozumienie, gdyż stan wojny nie mógł trwać wiecznie. Co prawda siły Przemysła Ottokara cały czas były zaangażowane gdzie indziej, niemniej mogło się to wkrótce zmienić. Sam władca Czech również chciał uspokoić sytuację na Śląsku, tym bardziej w kontekście nadchodzącej konfrontacji z niemieckim królem Rudolfem Habsburgiem. Bolesław Rogatka zawarł zatem ugodę z czeskim monarchą podczas zjazdu w Opawie, do którego doszło przed 12 września 1277 roku. Henryk IV Probus miał zostać uwolniony wraz ze wszystkim wziętymi pod Stolcem jeńcami w zamian za przyznanie Bolesławowi II 1/6 księstwa wrocławskiego ze Środą Śląską. Przy okazji czeski król starał się pozyskać piastowskich książąt do wojny z Habsburgiem. Rogatka swoim zwycięstwem cieszył się krótko, zmarł w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia roku 1278.

Ilustracją jest współczesna fotografia ukazująca wieżę zamku Wleń (za: www.wikipedia.org).

Z okazji wspomnienia św. Jerzego wszystkim rycerzom i ich ciurom życzymy wszelkiej pomyślności :)Przy okazji wrzucamy rz...
23/04/2026

Z okazji wspomnienia św. Jerzego wszystkim rycerzom i ich ciurom życzymy wszelkiej pomyślności :)

Przy okazji wrzucamy rzeźbę ukazującą św. Jurka ze smokiem, datowaną na lata 1460-1470. Święty w tryumfalnej pozie, trzyma prawą stopę na szyi pokonanego smoka.

Święty Jerzy był żołnierzem rzymskiego cesarza Dioklecjana, którego panowanie przypadło na lata 284–305 i było jednym okresów największych prześladowań chrześcijan. Po przyjęciu wiary Chrystusowej Jerzy został aresztowany. Wybrał tortury i śmierć zamiast wyrzeczenia się chrześcijaństwa i poniósł śmierć męczeńską.

Co ciekawe, jako symbol odwagi był w średniowieczu niezwykle szanowany również w tradycji muzułmańskiej. Jedna z XIII-wiecznych legend wzmiankowała o tym, jak uratował całą ludność libijskiego miasta przed smokiem, pokonując go w pojedynkę. Z czasem stał się patronem krzyżowców i licznych zakonów rycerskich, w tym Orderu Podwiązki ustanowionego przez króla Anglii Edwarda III w 1348 roku.

Wykonana w lipowym drewnie niewielka (82.4 x 34 x 22cm) rzeźba powstała na południu Niemiec - w Szwabii. Obecnie znajduje się w zbiorach The Metropolitan Museum of Art w Nowym Yorku.
(za: www.https://www.metmuseum.org)

Dziś mijają 593 lata od rozpoczęcia oblężenia Żor przez husytów pod komendą księcia Bolka V Wołoszka (Husyty)W roku 1428...
17/04/2026

Dziś mijają 593 lata od rozpoczęcia oblężenia Żor przez husytów pod komendą księcia Bolka V Wołoszka (Husyty)

W roku 1428 wojska husyckie pod wodzą Walka Kudelnika wkroczyły na Śląsk i obległy należący przez Bolka V Wołoszka Głogówek. Książę, który przebywał w tym czasie w Gliwicach, nie tylko nie ruszył swojemu miastu z odsieczą, ale sam dołączył do husytów – zyskując w ten sposób kolejny przydomek.

Bolko V Husyta zsekularyzował zatem majątek kościelny na swoich ziemiach, a w 1429 sam zajął sąsiednie dobra biskupa wrocławskiego w kasztelanii nyskiej. Rok później, wraz z Czechami, wziął udział w wyprawie na Jasną Górę – leżącą już w granicach Królestwa Polskiego. Zaatakował również ziemię namysłowską, znajdującą się pod władaniem książąt brzeskich. Po zdobyciu Kluczborka próbował także opanować Namysłów, ten jednak obronił się między innymi dzięki pomocy mieszczan wrocławskich. W kolejnych latach Bolko z pomocą husytów podbijał kolejne śląskie domeny.

17 kwietnia 1433 roku Bolko Husyta zdobył Gliwice, zajął nieobwarowany Rybnik i rozpoczął oblężenie Żor. W Rybniku jedynym miejscem obrony był otoczony wodami i bagnami zamek, w którym przez dłuższy czas broniła niewielka załoga. Ostatecznie wyczerpani obrońcy porzucili twierdzę na pastwę nieprzyjaciela i przy pomocy tajnego tunelu wycofali się w kierunku lasów na Smolnej. W przypadku Żor na odsiecz miastu przyszedł Mikołaj V – książę raciborsko-karniowski oraz Kazimierz I – książę oświęcimski. Husyci odstąpili od oblężenia i ruszyli z powrotem w kierunku Gliwic. Wojska obu piastowskich książąt oraz mieszkańcy Żor ruszyli wówczas w pościg

Klęska pod Żorami zatrzymała ekspansję Bolka V i pozwoliła ostatecznie pokonać Piasta-husytę 13 maja 1433 roku pod Rybnikiem. Dziś zwycięstwo nad husytami upamiętnia kurhan w którym złożono szczątki poległych oraz kapliczka św. Urbana obecnie przy ulicy Gliwickiej 33 w Rybniku. Wydarzenia te opisał także Karol Miarka w opowiadaniu „Husyci na Górnym Śląsku. Powieść o zamordowaniu ks. Walentego, założeniu kościoła w Jankowicach i oblężeniu Żorów w roku 1433”. W 1881 roku w miejscu starcia ufundowano szpital psychiatryczny (oddany do użytku pięć lat później), podczas budowy którego odkryto sporą ilość kości oraz broni.

Na zdjęciu rekonstrukcja Bramy Dolnej w Żorach (za: www.wikipedia.org)

14/04/2026

Wszystkiego najlepszego z okazji dnia rekonstruktora ;P

Jutro minie 785 lat od węgiersko-mongolskiego starcia równinie Mohi.Podczas wielkiego najazdu na Europę Środkowo-wschodn...
10/04/2026

Jutro minie 785 lat od węgiersko-mongolskiego starcia równinie Mohi.

Podczas wielkiego najazdu na Europę Środkowo-wschodnią (również na księstwa piastowskie), Mongołowie główne siły rzucili na Węgry, wcześniej zwyciężając w trzech bitwach oddziały siedmiogrodzkie. 12 marca wojska Sübedeja i Batu przełamały węgierską obronę zorganizowaną na karpackich przełęczach i już trzy dni później przednia straż mongolska dotarła nad Dunaj.

Postawiony pod ścianą węgierski monarcha, Bela IV, w ciągu dwóch tygodni zebrał piętnastotysięczną armię rycerską. Całość sił szacuje się dziś na jakieś 70 tysięcy ludzi. Armia takich rozmiarów robiła zapewne wrażenie w warunkach zachodnioeuropejskich, jednak tutaj przeciwnikiem było około 50 tysięcy „piekielnych jeźdźców” z azjatyckich stepów. Niemniej same rozmiary Dunaju oraz potężne fortyfikacje Pesztu powstrzymały pochód Mongołów.

Na początku kwietnia armia Beli opuściła jednak Peszt i wyruszyła na wschód. Najeźdźcy, jak to mieli w zwyczaju, początkowo wycofali się – odciągając Węgrów aż 160 km na północny-wschód od twierdzy. Dopiero po kilku dniach intensywnego marszu – 10 kwietnia 1241 roku – na równinie Mohi nad rzeką Sajó napotkano niewielki mongolski oddział zajmujący znajdujący się nieopodal most.

Węgierski monarcha z marszu kazał zaatakować nieliczną załogę, a po zdobyciu mostu rozkazał utworzyć za nim silnie ufortyfikowany przyczółek, po czym rozstawił obozowisko na zachodnim brzegu rzeki – w pobliżu dzisiejszej wsi Muhi.

Jeszcze przed świtem następnego dnia na załogę wspomnianego przyczółka posypały się strzały oraz kamienie miotane z balist i katapult. Dla zwielokrotnienia efektu psychologicznego Mongołowie użyli także petard. Było to jednak tylko preludiom do zdecydowanego ataku. Obrońcy mostu szybko ulegli wściekle atakującym i przeważającym siłom nieprzyjaciela, po czym azjatycka fala runęła przez most na chrześcijański obóz.

Bitewny harmider już wcześniej ostrzegł obozujących Węgrów, którzy przyjęli atak poza umocnieniami obozu. Niestety zaangażowanie głównych sił Beli wykorzystał Sübedej, który jeszcze przed świtem rozkazał swoim formacjom przeprawić się przez rzekę na południe od mostowego przyczółka. Po przejściu Sajó walne siły mongolskie ruszyły wzdłuż rzeki na północ i uderzyły na prawe skrzydło i tyły Węgrów. Podczas wspomnianej przeprawy miał w rzecznym wirze utonąć Mongolski wódz Ba’atur, utożsamiany niesłusznie z Batu-chanem, co miało być dla Azjatów haniebną porażką, nawet w kontekście wielkiego zwycięstwa.

Wobec krytycznie trudnej sytuacji, król Bela IV nakazał wycofanie się do obozu. Około siódmej rano ukryci za umocnieniami Węgrzy znaleźli się już w całkowitym okrążeniu. Mongołowie przez kilka kolejnych godzin ostrzeliwali obrońców kamieniami, strzałami oraz pojemnikami z płonącą ropą naftową. Ostatecznie obrona załamała się. Dostrzegłszy lukę w wojskach Sübedeja Węgrzy rzucili się bo bezładnej ucieczki na zachód.

Luka owa powstała tylko dlatego, że część azjatyckich wojowników wycofała się by zmienić wierzchowce na świeże. Gdy tylko jeźdźcy wrócili na pole bitwy szybko zamknęli pierścień okrążenia i uderzyli na bezładną masę uciekających. Rozpoczęła się istna masakra i po kilku godzinach węgierska armia praktycznie przestała istnieć. Poległo około 50 tysięcy ludzi, między innymi dwóch kardynałów oraz wielu biskupów i możnowładców. Polskim wątkiem w tym kontekście była fakt śmierci Kolomana Halickiego, męża błogosławionej Salomei Piastówny, który zmarł kilka dni po bitwie w wyniku odniesionych ran. Beli IV udało się uciec i zachować życie.

Mongołowie nie wykorzystali swoich sukcesów. Co prawda ich zagony dotarły nawet do Wiednia i północnych Włoch, jednak na wieść o śmierci wielkiego chana Ugedeja wrócili do Azji. Należało wybrać nowego wielkiego chana, a książęta krwi dowodzący mongolskimi armiami mieli obowiązek wzięcia udziału w tej swoistej elekcji.

Ilustracją jest miniatura z dzieła Haytona z Corycus „La Flor des estoires de la terre d'Orient” („Kwiaty historii Krain Wschodu”), znajdującego się w Austriackiej Bibliotece Narodowej. Na miniaturze ukazano bitwę na moście pod Mohi (za: www.wikipedia.org).

Adres

Mały Rynek 1
Krotoszyn
63-700

Telefon

+48602611836

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Poczet Wierzbięty z Krotoszyna umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Poczet Wierzbięty z Krotoszyna:

Udostępnij