Ad Arma

Ad Arma Fundacja Ad Arma jest oddana idei prawa do legalnej obrony życia i prawa do posiadania broni dla wszystkich obywateli
(203)

Polskie służby uruchomiły projekt „Trydent” – program, który ma przygotować nasze państwo na zalew nielegalnej broni, kt...
13/05/2026

Polskie służby uruchomiły projekt „Trydent” – program, który ma przygotować nasze państwo na zalew nielegalnej broni, która „zgubiła się” na Ukrainie. Jak pisze Gazeta Prawna: „służby przewidują, że po zakończeniu działań wojennych może dojść do wielokrotnego wzrostu przemytu. Mowa nawet o kilkudziesięcio- lub kilkusetkrotnym zwiększeniu skali procederu.”

Wedle ostatnich doniesień medialnych, od początku wojny na Ukrainie miało „zaginąć” blisko 800 000 sztuk broni palnej. W sumie na Ukrainie ma brakować w oficjalnych statystykach ponad miliona sztuk broni. Tylko w trwającym obecnie 2026 roku miało „zniknąć” prawie 150 000 egzemplarzy.

Komentarz Fundacji Ad Arma:

Na Ukrainie więcej broni się oficjalnie „zgubiło” niż w Polsce jest legalnej broni na pozwolenie w rękach obywateli (z czego w Polsce ponad 400 000 egzemplarzy z nieco ponad miliona to broń myśliwska).

Ostatnie lata to „eldorado” dla bandytów i przestępców, w szczególności zorganizowanych mafii.

Po zakończeniu wojny na czarny rynek w Polsce i Europie trafi gigantyczna ilość broni.

W tym samym czasie praworządny obywatel Polski musi przechodzić weryfikację służb i kilkumiesięczną procedurę w ministerstwie dziwnych kroków, aby otrzymać zezwolenie państwa na posiadanie jednostrzałowego KBKSu.

Jest to urągające godności Polaków i dobitnie pokazuje stosunek elit rządzących III RP wobec własnego narodu.

Niedawno do mediów trafiła informacja, jakoby jeden z właścicieli legalnej broni w Polsce miał utracić pozwolenie, gdyż włamano się do jego domu i skradziono mu broń. Włamywacze ukradli broń razem z… szafą pancerną, którą zamkniętą mieli wynieść z domu. Ofiara włamania nie dość że straciła broń, to również zezwolenie na nią, które urzędnicy mieli odebrać.

Korzystając z okazji Fundacja Ad Arma przypomina – w kontroli dostępu do broni nie chodzi o broń. Chodzi o kontrolę.

Dostęp do broni w Polsce ma obecnie charakter przywileju nadawanego przez państwo w postaci pozwolenia. Przywilej ten w każdej chwili może zostać odebrany lub mogą się zmienić zasady jego przyznawania.

Jednocześnie bandyci, przestępcy, terroryści i mafiozi korzystają z okresu prosperity i zbroją się na potęgę, ignorując prawo, egzaminy, licencje i czerwone książeczki.

Dlatego Fundacja Ad Arma przypomina - na broń nie powinno być żadnych pozwoleń. Każdy człowiek ma wynikające z natury prawo do życia, a w związku z tym prawo do obrony tego życia w sytuacji zagrożenia.

Jeżeli dodatkowo zakładamy, że:

- grozi nam wojna,
- może dojść do załamania lub paraliżu struktur państwa,
- rosła będzie przestępczość (zwłaszcza zorganizowana) i tzw. „imigracja”,
- mogą wystąpić zjawiska takie jak blackout, powódź lub inne klęski żywiołowa (szabrownicy),

to tym bardziej system państwowego nadzoru i kontroli nad dostępem do broni palnej powinien być jak najszybciej zniesiony po to, aby jak najwięcej osób mogło szybko i swobodnie stać się posiadaczami współczesnej broni palnej.

Po raz kolejny apelujemy do wszystkich środowisk w Polsce o pilne i zdecydowane działania na rzecz uwolnienia dostępu do kolejnych rodzajów broni spod systemu państwowych pozwoleń, przywilejów i urzędniczej reglamentacji.

Jesteśmy w sytuacji realnie narastającego zagrożenia. Idą gorsze czasy i Polacy powinni mieć swobodny dostęp do środków zabezpieczających własne zdrowie, życie i mienie. Dostęp do środków umożliwiających skuteczną obronę to przyrodzone prawo każdego człowieka oraz realna poprawa bezpieczeństwa nas wszystkich.

Jeżeli zgadzacie się Państwo to:

1. Uświadamiajcie innych na temat pilnej potrzeby uwolnienia dostępu do broni w Polsce.
2. Sami posiadajcie broń i noście ją przy sobie.
3. Wesprzyjcie działania Fundacji Ad Arma na rzecz przywrócenia powszechnego dostępu do broni:

Numer konta: 64 1020 5011 0000 9802 0292 2334
Fundacja Ad Arma

Prezes Fundacji Ad Arma Jacek Hoga wygłosił niedawno wykład na konferencji zorganizowanej przez Biuro Bezpieczeństwa Nar...
24/04/2026

Prezes Fundacji Ad Arma Jacek Hoga wygłosił niedawno wykład na konferencji zorganizowanej przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego na temat: „Wyzwania związane z przywróceniem poboru”. Zamieszczamy krótkie streszczenie tego wystąpienia.

Słuchaczom zaprezentowano problemy do pokonania przed wprowadzeniem obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej, bez której, w ocenie Fundacji, nie da się aktualnie wygenerować niezbędnych zdolności.

Pierwszym z nich była realność szkolenia oraz przywrócenie infrastruktury i niezbędnych do tego szkolenia środków, których aktualnie nie mamy. Rozwiązaniem tych problemów jest np. rozpoczęcie przywracania ZSW od jednego oddziału jako jednostki eksperymentalnej.

Kolejnym, ogromnym problemem całych Sił Zbrojnych, jest fałszywa sprawozdawczość. Fundacja od lat wskazuje, że jest to jedna z największych bolączek Wojska Polskiego. Przywołuje przy tym liczne znane Fundacji przykłady żołnierzy, którzy np. mają odpowiadać za łączność, ale nigdy w ręku nie mieli radia, celowniczego RKM-u, który ani razu z niego nie strzelał czy certyfikowanego celowniczego moździerza, który nigdy nie widział moździerza. Jednak „na papierze” wszystko się zgadza. Jest problem wszystkich rodzajów sił zbrojnych i jeżeli tego problemu nie zaadresujemy to próbowanie przywrócenia zasadniczej służby wojskowej jest bez sensu. Koniecznym rozwiązaniem jest w ocenie Fundacji bezwzględne wyciąganie konsekwencji służbowych za fałszowanie wyników szkolenia i samego faktu prowadzenia szkolenia oraz nowelizacja Części Wojskowej Kodeksu Karnego przez dodanie rozdziału normującego przestępstwa przeciwko gotowości bojowej z co najmniej jednym przestępstwem dotyczącym fałszywej sprawozdawczości w zakresie szkolenia żołnierzy.

Kolejny omówiony temat to związanie szkoleń żołnierzy z macierzystą jednostką wojskową. Zdaniem Fundacji szkolenie specjalistyczne poza jednostką powinno być realizowane dopiero, kiedy dana jednostka nie posiada sił i środków na takie szkolenie lub ze względów organizacyjno-finansowych byłoby to niecelowe. Wszystko powinno odbywać się zgodnie z zasadą: szkolisz, dowodzisz, odpowiadasz.

Następną kwestią był rozdział szeregowych zawodowych i służby zasadniczej. W ocenie Fundacji, powinno się całkowicie rozdzielić jednostki, które będą miały szeregowych z poboru i szeregowych zawodowych, bo jedni będą wpływać na drugich nadzwyczaj demoralizująco. Prezes Fundacji zwrócił przy tym uwagę na fakt, że NATO uważa, iż jednostki w pełni zawodowe mogą być mobilizowane w czasie do 30 dni. Pokazuje to, na jakim poziomie upadku jest na dzień dzisiejszy NATO, gdyż armie mobilizowane z rezerwy w ubiegłym wieku były w stanie to zrobić w ciągu dwóch, trzech dób w jednostkach wysokiej gotowości. Gotowość niemieckiej obrony terytorialnej przed dojściem do władzy Hitlera to było do 7 godzin, gdzie łączność zapewniali 15-letni chłopcy na rowerach. Jednym z rozwiązań tej kwestii jest według Fundacji wprowadzenie do jednego oddziału jednego związku taktycznego jako jednostki eksperymentalnej.

W dalszej części wykładu prezes Fundacji Ad Arma wskazał na potrzebę związania czasu służby zasadniczej z realną zdolnością do wyszkolenia żołnierza specjalisty. Czas min. 9 miesięcy daje szansę i nadzieję na to, żeby wyszkolić nie tylko strzelców i wartowników, ale również żołnierzy konkretnych specjalizacji, najbardziej przydatnych dla Wojska Polskiego. Zasadnicza służba wojskowa z naszej perspektywy ma dwa cele. Pierwszy to jest wyszkolenie rezerw, drugi to jest uzyskanie gotowości. Im dłuższy jest czas tym wyższe mamy gotowości, im krótszy tym bardziej się skupiamy wyłącznie na szkoleniu – powiedział Jacek Hoga.

W trakcie wykładu poruszono również takie zagadnienia jak uelastycznienie czasu służby kadry zawodowej oraz uposażenie żołnierzy ZSW. W tej ostatniej Fundacja proponuje m.in. podział kwoty żołdu na dwie części 50/50 – jedna za pełnienie służby, a druga za spełnienie wymagań na stanowisku czyli wyników w szkoleniu.

Swoje wystąpienie prezes Fundacji Ad Arma podsumował tak:

- wprowadzenie ZSW będzie bolało i będzie trudne,

- będą liczne błędy,

- będzie to jednak również okazja do wprowadzenia i wypróbowania systemowych rozwiązań dla całych Sił Zbrojnych,

- armia ochotnicza nie nadaje się do prowadzenia długotrwałego konfliktu o dużej intensywności,

- jeżeli uważamy, że taki konflikt nam grozi, nie ma innego rozwiązania jak przywrócenie poboru.

Cały wykład można odsłuchać m.in. na kanale Fundacji Ad Arma na Youtube - „Wyzwania związane z przywróceniem poboru”.

Fundacja podkreśla przy tym ciągłość swoich analiz i ekspertyz w tym zakresie. Dla porównania warto przeczytać zapis wykładu Jacka Hogi wygłoszonego w 2022 roku dla jednej z instytucji centralnych dotyczący stanu Wojska Polskiego. Tekst dostępny jest na stronie Fundacji.

Ministerstwo Sportu Federacji Rosyjskiej uznało niedawno strzelectwo długodystansowe i snajperskie za oficjalną dyscypli...
09/04/2026

Ministerstwo Sportu Federacji Rosyjskiej uznało niedawno strzelectwo długodystansowe i snajperskie za oficjalną dyscyplinę sportu. Władza chce w ten sposób stworzyć „solidny fundament, na którym będzie się rozwijać i rozkwitać powszechna kultura snajperska”. Zmiana jest wspierana przez Russian Combat Sniping Federation, a nowe regulacje mają pomóc m.in. wprowadzić strzelectwo długodystansowe do szkół sportowych oraz organizować zawody na różnych poziomach zaawansowania. Wśród nowych dyscyplin sportowych znajduje się m.in. strzelanie z karabinów o masie powyżej 12 kg na dystansie do 3500 m.

W mniej więcej tym samym czasie, o czym już niedawno wspominaliśmy, Rosjanie tworzą nowy, osobny rodzaj sił zbrojnych - Wojska Systemów Bezzałogowych. Wedle różnych źródeł, Rosja ma już teraz kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy w jednostkach dronowych. Nowe informacje pojawiające się w mediach mówią o tym, że do końca 2026 roku ma zostać zrekrutowanych 78 000 kolejnych „droniarzy”. Rekruci mają pochodzić m.in. ze studentów uczelni wyższych i uczniów techników oraz absolwentów kursów operatorskich dronów. Preferowani mają być kandydaci z doświadczeniem w lotnictwie, modelarstwie, IT, elektronice, grach komputerowych i e-sporcie.

Komentarz Fundacji Ad Arma:

Czytając powyższe doniesienia warto zadać publicznie szereg pytań.

Co państwo polskie realnie robi, aby wspierać strzelectwo wśród uczniów, dzieci i młodzieży oraz rozwijać powszechną rywalizację sportową w strzelectwie, z pożytkiem zarówno dla społeczeństwa jak i potencjału obronnego kraju?

Co w tej sprawie robi Polski Związek Strzelectwa Sportowego?

Jak wydawane są środki z budżetu PZSS na promocje, upowszechnianie i rozwój strzelectwa wśród dzieci i młodzieży?

Skoro PZSS ma przywileje w postaci monopolu, nieruchomości i pieniędzy, to jakie bonusy i profity państwo polskie ma z tej uprzywilejowanej pozycji Związku?

Dlaczego buduje się kolejne „wirtualne strzelnice” do strzelania z atrap broni palnej, kosztujące podatników wiele milionów złotych, skoro za ułamek tej kwoty można zbudować prawdziwe, realne strzelnice kulowe w każdym powiecie? (Za PRL uczniowie na lekcjach PO wyjmowali KBKSy ze szkolnej kanciapy i szli strzelać do piwnicy albo improwizowanej strzelnicy w pobliżu szkoły. W III RP, jak powiedział jeden z byłych ministrów, mają w zamian wirtualne strzelanie, które „daje wrażenie realności”).

Jak wygląda aktualnie rozwój sportu dronowego w Polsce oraz szkolenie uczniów z obsługi dronów?

Czy w szkołach organizowane są zawody takie jak np. wyścigi dronów FPV? Czy istnieje rywalizacja międzyszkolna lub ligi wojewódzkie?

Czy w szkołach sportowych planuje się tworzenie klas dronowych lub strzeleckich?

Tego typu pytania można mnożyć, lista jest długa. Spójrzmy zamiast tego na omawiane kwestie z perspektywy historycznej. Jeszcze w XIX wieku sport służył z jednej strony wszechstronnemu rozwijaniu kultury fizycznej, ale z drugiej składał się często z praktycznych umiejętności i dyscyplin, których trenowanie miało realne przełożenie militarne w tamtych czasach. Dla przykładu, pięciobój nowoczesny miał symulować najważniejsze umiejętności żołnierskie (jazda konna, bieg, strzelanie, szermierka, pływanie). Olimpijskie strzelectwo sportowe jeszcze na początku XX wieku oparte było przede wszystkim o strzelanie z broni wojskowej, w tym o strzelanie długodystansowe z karabinu wojskowego. Z kolei początku biathlonu wywodzą się z treningu skandynawskich żołnierzy.

Tymczasem po ponad 35 latach istnienia III RP w kraju ze świecą szukać chociażby 50-metrowych strzelnic do treningu z KBKSów, nie mówiąc już o obiektach pozwalających strzelać na dłuższe dystanse. Absurdalne przepisy hamują rozwój strzelectwa, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, oraz utrudniają budowę prywatnych strzelnic.

Sytuacja nie zmieniła się ani nie przyspieszyła w żaden istotny sposób po ponad 4 latach wojny na Ukrainie. Uczniowie w Rosji mają strzelać z karabinów wyborowych na 3500m, uczniowie w Polsce będą mieć „wrażenie realności” na wirtualnych atrapach.

Gdy Ukraińcy i Rosjanie werbują dziesiątki tysięcy żołnierzy do wojsk bezzałogowych i rozwijają produkcję dronów na poziomie setek tysięcy sztuk miesięcznie, a w swoich analizach militarnych podkreślają, że straty na froncie w personelu i sprzęcie zadane przez drony dochodzą już do 70% wszystkich strat i że masowe zastosowanie dronów wywróciło do góry nogami wcześniejsze koncepcje prowadzenia wojny, w Polskiej obronności temat dronów praktycznie nie istnieje.

Powszechna i swobodna dostępność rozmaitych dronów, części, osprzętu i akcesoriów oraz komputerowych symulatorów FPV aż błaga o to, aby wykorzystać ten potencjał do masowego szkolenia, nauki, sportu i rekreacji, co w aktualnej sytuacji bezpośrednio przekłada się na kluczowe zdolności wojskowe. Jest to również ogromna przestrzeń do rozwoju lokalnego przemysłu. Ukraina, w warunkach wojennych, planuje wyprodukować w 2026 roku ponad 7 milionów dronów. Nad Wisłą o produkcji dronów nikt nawet nie słyszał.

Błogosławionych Świąt Wielkanocnych życzy Fundacja Ad Arma!
05/04/2026

Błogosławionych Świąt Wielkanocnych życzy Fundacja Ad Arma!

Na trafiających do internetu nagraniach z walk na Ukrainie coraz częściej widać, jak drony atakują żołnierzy. Już nie ty...
04/04/2026

Na trafiających do internetu nagraniach z walk na Ukrainie coraz częściej widać, jak drony atakują żołnierzy. Już nie tylko czołgi, systemy artyleryjskie, pojazdy czy okręty, ale pojedynczych żołnierzy.

Wedle publikowanych oficjalnie informacji oraz dostępnych szacunków, SZ Ukrainy zużywają obecnie ok. 200 000 - 300 000 dronów fpv miesięcznie.

Ukraińskie plany na 2026 rok zakładają produkcję dronów fpv na poziomie ok. 7 milionów (ok. 580 000 miesięcznie). Praktycznie cała produkcja przeznaczana jest od razu na front.

W podobnym kierunku idzie Rosja, gdzie od końca 2025 roku systemy bezzałogowe zostały przekształcone w osobny rodzaj sił zbrojnych, do którego, wedle informacji medialnych, Rosjanie planują zwerbować w 2026 roku 78 000 osób. Bez przerwy rozwijana jest także produkcja dronów. W ostatnim czasie media informowały m.in. o rozpoczęciu seryjnej produkcji nowego modelu rosyjskiego drona światłowodowego o zasięgu 50 km. Szacowana produkcja tylko tego konkretnego modelu drona to obecnie ok. 50 000 sztuk miesięcznie.

Komentarz Fundacji Ad Arma:

Jesteśmy w sytuacji, w której sposób prowadzenia wojny zarówno ofensywnej jak i defensywnej znacząco się zmienił.

Warunki panujące w poprzednich kilkudziesięciu latach (lub i nawet 100 ostatnich latach) uniemożliwiały stworzenie skutecznych sił zbrojnych państwu średniej i mniejszej wielkości. Państwa wielkości Polski, Rumunii czy nawet Hiszpanii nie miały szans na stworzenie sił zbrojnych umożliwiających powstrzymanie napaści silniejszego przeciwnika, a co za tym idzie ulegały nieformalnym wpływom potencjalnych agresorów z obawy przed zniszczeniem.

Aktualne konflikty na Ukrainie i Bliskim Wschodzie pokazują, że rozwój rozpoznania i tanich środków uderzeniowych w postaci dronów ułatwia walkę zarówno na poziomie taktycznym jak i operacyjnym czy strategicznym. Podkreślić przy tym należy bardzo niski koszt wejścia w produkcję tego typu środków uderzenia i rozpoznania.

Polska z podziwem ogląda, jak odjeżdża jej ten pociąg…

Nie budujemy zdolności od dołu, czyli lekka piechota, tanie środki uderzenia, tanie środki rozpoznania, tylko od góry – śmigłowce szturmowe, drogie samoloty i ciężki sprzęt kupowany za granicą.

Jest to idealny sposób na bankructwo bez uzyskania prawdziwych zdolności. To jak inwestowanie w ceglane zamki w dobie artylerii oblężniczej.

Jaki jest z tego wniosek?

Pomimo wielu dobrych chęci, państwo polskie jest strukturalnie niezdolne nie tylko do reformy służby zdrowia czy reformy Sił Zbrojnych, ale nawet do utrzymania zdolności w zakresie przestarzałej taktyki wojskowej.

Każdy ojciec rodziny czy zatroskany obywatel musi wziąć pod uwagę to, że nasze państwo być może jeszcze długo nie uzyska zdolności do tworzenia realnych kompetencji państwowych.

Biorąc pod uwagę to, że od 36 lat mamy deficyty państwowego budżetu, zbankrutujemy nie mając kompetencji w żadnym z kluczowych aspektów istnienia państwa, doprowadzając jednocześnie do zniszczenia w przyszłości narodu poprzez promowanie i nie tępienie ideologii występujących przeciwko rodzinie i macierzyństwu.

Zmierzch obecnej formy konstytucyjnej nie oznacza oczywiście końca naszego narodu i państwa. Jest wręcz okazją do stworzenia struktur bardziej profesjonalnych w oparciu o wiedzę i doświadczenie oparte o to, co nie wyszło. Jednak aby było to możliwe, trzeba mówić jak powinny wyglądać relacje państwo-obywatel i jak powinny wyglądać siły zbrojne, a nie jak je tylko trochę zmodyfikować i upudrować tak, aby nie naruszało to sondaży partii politycznych.

W tym celu istnieje Fundacja Ad Arma - informujemy o realnym stanie Wojska Polskiego i obronności naszego kraju oraz proponujemy merytoryczne analizy i rozwiązania. Większość naszych prac i publikacji dostępna jest za darmo na naszej stronie w dziale biblioteka.

Działamy dalej pomimo trudnej sytuacji i gorąco zachęcamy do tego, aby w tym wszystkim nie tracić nadziei i nie popadać w zwątpienie.

Rzeczpospolita ma już ponad tysiąc lat i zdarzały się w naszej historii zarówno chwalebne, jak i trudne oraz dramatyczne momenty. Miłość do ojczyzny nie polega na tym, że kochamy ją wtedy, kiedy jest dobrze, łatwo i wspaniale, ale najbardziej przejawia się właśnie wtedy, gdy jest ciężko, a wszystko wydaje się stracone.

Wiele osób komentuje w internecie, że dla takiej Polski jak obecnie (socjalistycznej, biurokratycznej, duszącej wolność i zarządzanej przez zaprzedane elity) nie zamierzają się starać. Czytając tego typu wpisy można odnieść wrażenie, że wiele osób chciałoby, aby wszystko samo się naprawiło, a wtedy oni przyjdą na gotowe i chętnie będą zbierać owoce zwycięstwa oraz cieszyć się dobrobytem i wolnością.

Nie tędy droga. Skorzystajmy z nadchodzących Świąt Wielkanocnych, aby umocnić naszą wiarę, nadzieję i miłość oraz skłonność do bezinteresownych poświęceń dla innych i dobra wspólnego. Na ten nadchodzący czas Fundacja Ad Arma życzy wszystkim Czytelnikom błogosławionych i rodzinnych Świąt.

Fundacja Ad Arma

W USA dużą popularnością cieszy się program na platformie YouTube, prowadzony przez byłego żołnierza Shawna Ryana. Gospo...
01/04/2026

W USA dużą popularnością cieszy się program na platformie YouTube, prowadzony przez byłego żołnierza Shawna Ryana. Gospodarz zaprasza do studia rozmaitych gości na długie rozmowy. Tradycją programu stało się to, że prowadzący wręcza zaproszonemu gościowi w prezencie broń palną. Najczęściej jest to pistolet marki Sig Sauer, z którą to firmą Ryan współpracuje.

W trakcie jednego z ostatnich programów prowadzący po raz kolejny wręczył podarunek swojemu rozmówcy. „Słyszałem, że nosisz?” – powiedział prowadzący, wręczając gościowi broń. „Tak” – odpowiedział z uśmiechem gość ciesząc się z prezentu, po czym dodał, że jak tylko wróci do domu to wypróbuje pistolet.

Cała ta sytuacja, podobnie zresztą jak w przypadku innych gości zapraszanych na tym kanale, wyglądała i przebiegała jak coś najnormalniejszego w świecie. Zupełnie tak, jakby zaproszony gość dostał od prowadzącego wkrętarkę i odpowiedział, że jutro wypróbuje ją w swoim przydomowym warsztacie. Pełna swoboda, naturalność i brak jakiejkolwiek sztucznej sensacji.

Dlaczego o tym piszemy i dlaczego zwróciliśmy na to uwagę?

Bo w Polsce wiele osób twierdzi, że mamy rzekomo nad Wisłą „Teksas Europy” jeśli chodzi o dostęp do broni.

Mówione to jest w sytuacji, kiedy aby stać się posiadaczem choćby jednostrzałowego KBKS-u do sportowego treningu strzeleckiego dla dzieci i młodzieży, dorosły, praworządny obywatel musi przejść przez weryfikację służb, policyjny wywiad, kilka miesięcy procedur i badań oraz wydać kilka tysięcy złotych na papierologię i atestowaną szafę. Dopiero wtedy, po przejściu przez ministerstwo dziwnych kroków, możemy dostać od państwa przywilej w postaci POZWOLENIA na posiadanie broni.

Broni, która de facto nie jest naszą własnością, chociaż zapłaciliśmy za nią z własnych pieniędzy, bo w świetle prawa wolno nam z nią zrobić tylko to, na co łaskawie zezwalają nam rządzący.

Czy któryś polski Youtuber, który prowadzi popularny kanał o broni i strzelectwie, może dać gościowi nieposiadającemu pozwolenia na broń pistolet, tak jak robią to swobodnie na wizji Amerykanie...?

Broni nie możemy dać komuś, kto nie ma na to uprzedniego zezwolenia od państwa. Nie możemy też dać własnej broni w spadku własnym dzieciom. Nie wolno nam również tak po prostu wypróbować jej na własnej działce lub innym prywatnym terenie, który doskonale by się do tego nadawał. Na wszystko to w systemie reglamentacji potrzeba zgód, pozwoleń i arbitralnych decyzji administracyjnych aparatu państwowego.

Jaki to w takim razie jest „Teksas Europy”...?

Fundacja Ad Arma nie potrzebuje i nie chce żadnego „Teksasu Europy”, ponieważ w Rzeczpospolitej istniał powszechny dostęp do broni na wieki przed tym, zanim Teksas w ogóle zaistniał na mapie świata. Przez większość historii naszego kraju i narodu dostęp do broni był PRAWEM, które państwo rozpoznawało i chroniło, a nie PRZYWILEJEM, które państwo łaskawie i warunkowo nadawało.

Fundacja Ad Arma istnieje, działa i walczy właśnie po to, aby przywrócić w Polsce powszechny dostęp do broni, zgodnie z naszą wielowiekową kulturą, tradycją i historią. Dostęp powszechny, czyli niereglamentowany i nieograniczany przez państwo oraz jego urzędników. Broń to narzędzie, do którego wolny człowiek powinien mieć swobodny dostęp.

Jeżeli zgadzacie się Państwo z nami to:

1. Uświadamiajcie innych na temat pilnej potrzeby uwolnienia dostępu do broni w Polsce spod systemu państwowych pozwoleń.

2. Sami posiadajcie broń i noście ją przy sobie.

3. Wesprzyjcie działania Fundacji Ad Arma na rzecz przywrócenia powszechnego dostępu do broni:

Numer konta: 64 1020 5011 0000 9802 0292 2334
Fundacja Ad Arma

Brytyjski rząd ogłosił wszczęcie procedur wobec każdego dziecka, które zostanie przyłapane na noszeniu przy sobie noża. ...
26/03/2026

Brytyjski rząd ogłosił wszczęcie procedur wobec każdego dziecka, które zostanie przyłapane na noszeniu przy sobie noża. Pod pretekstem walki z przestępczością władze zapowiadają narzucenie „indywidualnego wsparcia”, co w praktyce oznacza przymusową reedukację i skierowanie sprawy każdego takiego dziecka do państwowych służb. Młody człowiek ma być poddany nadzorowi, aby - jak twierdzi brytyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości - „rozwiązać pierwotne przyczyny” chęci posiadania przy sobie noża. Za odmowę „reedukacji” mają grozić poważne konsekwencje, w tym zarzuty karne.

Komentarz Fundacji Ad Arma:

Kolejne zmiany w Wielkiej Brytanii pokazują kierunek przemian ideowo-politycznych zachodniego świata. Skutkiem tych przemian ma być całkowite rozbrojenie społeczeństw, zarówno praktyczne, jak i przede wszystkim mentalne i moralne. Zwolennicy współczesnej odmiany niewolnictwa chcą wychować kolejne pokolenia ludzi całkowicie pozbawionych chęci posiadania „niebezpiecznych” przedmiotów codziennego użytku takich jak nóż. Niewolnicy XXI wieku mają nie tyle nie mieć broni, co w wyniku tresury i prania mózgów mają bać się broni oraz w ogóle nie dopuszczać czegoś takiego, jak możliwość jej posiadania.

Dla kontrastu warto przypomnieć, jak jeszcze niedawno wyglądała normalność. W USA jeszcze do lat 70-tych XX wieku dzieci mogły swobodnie kupować broń palną oraz zamawiać ją np. z katalogu wysyłkowego z dostawą prosto do domu. Do dzisiaj fora dyskusyjne w USA przepełnione są wspomnieniami ludzi, którzy w wieku ok. 10 lat dostali swój pierwszy karabin lub strzelbę, a następnie szli wypróbować broń w ogrodzie pod opieką ojca lub dziadka. Był to całkowicie naturalny proces oswajania dzieci (szczególnie młodych chłopców) z bronią i wychowywania ich do brania osobistej odpowiedzialności.

Z kolei w Polsce, nawet za czasów PRL i pomimo ścisłej regulacji i kontroli dostępu do broni przez komunistów, KBKSy były powszechne w szkołach. Strzelano z nich w szkolnych piwnicach lub na improwizowanych strzelnicach na dworze. Nikt nie robił z tego żadnego problemu, podobnie zresztą jak z faktu, że dzieci posiadały na podwórkach własne noże, finki i scyzoryki. Nawet twardogłowym komunistom nie mieściło się w głowie, aby karać harcerza za posiadanie noża, lub nastolatka na ulicy za składany scyzoryk.

Dzisiaj w Wielkiej Brytanii, która mieni się państwem „dojrzałej demokracji”, de facto zakazana jest samoobrona, a dziecko za posiadanie scyzoryka ma być kierowane na państwową reedukację. W głowach funkcjonariuszy i rządzących zapala się alarm na widok jakiegokolwiek „niebezpiecznego” przedmiotu w rękach obywateli. Śladami Wielkiej Brytanii posłusznie idą zresztą kraje takie jak Australia, Kanada, Niemcy oraz inne „dojrzałe demokracje” Zachodu, przodujące w tworzeniu nowoczesnych, XXI-wiecznych gułagów.

„Postępy” Brytyjczyków czy Australijczyków w rozbrajaniu własnego społeczeństwa pokazują jasno, że zwolennicy totalitaryzmu nie cofną się przed niczym. Trzeba pamiętać o fundamentalnej zasadzie: zło, które nie natrafia na opór, rośnie w siłę.

Dlatego Fundacja Ad Arma po raz kolejny apeluje do wszystkich środowisk w Polsce o pilne i zdecydowane działania na rzecz uwolnienia dostępu do kolejnych rodzajów broni spod systemu państwowych pozwoleń, przywilejów i urzędniczej reglamentacji. Jeżeli będziemy dalej betonować status quo, cieszyć się z nadanych przez państwo przywilejów i twierdzić, że w Polsce jest wspaniale (rzekomy „Teksas Europy”! i nie trzeba nic zmieniać, to za jakiś czas obudzimy się w nowej rzeczywistości. Będziemy mieć nad Wisłą dokładnie to samo, co Brytyjczycy, a kolejne pokolenia Polaków (o ile się w ogóle urodzą...) będą bały się nawet pomyśleć o czymś takim, jak posiadanie własnego scyzoryka.

Jak już wielokrotnie pisaliśmy, nawet prawo UE dopuszcza, aby w Polsce dostępna bez pozwoleń była m.in. cała broń historyczna zaprojektowana przed 1900 rokiem (a więc np. rewolwery produkowane do dziś przez S&W takie jak Model 10, Mausery, Mosiny, Lebele i inne rodzaje broni powtarzalnej oraz strzelby). Należy także uwolnić dostęp do takich przedmiotów jak kastety, nunczaka, ukryte ostrza, kusze czy mocne wiatrówki.

Jeżeli zgadzacie się Państwo to:

1. Uświadamiajcie innych na temat pilnej potrzeby uwolnienia dostępu do broni w Polsce.

2. Sami posiadajcie broń i noście ją przy sobie.

3. Wesprzyjcie działania Fundacji Ad Arma na rzecz przywrócenia powszechnego dostępu do broni:

Numer konta: 64 1020 5011 0000 9802 0292 2334
Fundacja Ad Arma

Kolejne statystyki płynące z USA wskazują na rosnącą, ogromną popularność broni bocznego zapłonu, najczęściej w kalibrze...
17/03/2026

Kolejne statystyki płynące z USA wskazują na rosnącą, ogromną popularność broni bocznego zapłonu, najczęściej w kalibrze .22LR. Oczywiście nie ma dostępu oficjalnych danych z uwagi na brak rejestracji broni. Jednak trendy sprzedażowe oraz informacje pochodzące od dużych sprzedawców i portali branżowych wskazują jednoznacznie na gigantyczny popyt.

Wielką popularnością cieszą się m.in. rewolwery Single Action w kalibrze .22LR, takie jak R***r Wrangler (obecny na rynku od 2019 roku) czy Heritage Rough Rider. Ich szacowana sprzedaż to kilka milionów egzemplarzy tylko w ostatnich latach. To bestsellery na amerykańskim rynku. Amerykanie masowo kupują sobie tego typu broń do zabawy, taniego treningu, nauki posługiwania się bronią oraz oswajania z nią dzieci i młodzieży.

Zwraca uwagę niezwykle przystępna cena tego typu broni. W zależności od wersji, R***r Wrangler kosztuje ok. 200 dolarów, a za Heritage Rough Rider trzeba zapłacić zaledwie ok. 100-200 dolarów. To broń na każdą kieszeń.

Warto w tym miejscu przypomnieć też, że od lat numerem jeden, jeśli chodzi o popularność sprzedaży w kategorii „rifles” na amerykańskim rynku, jest R***r 10/22. To tania, prosta w obsłudze, poręczna, celna i samopowtarzalna broń strzelająca tanią i ogólnodostępną amunicją. W dodatku oferowana w dziesiątkach rozmaitych wersji.

A jak wygląda sytuacja w Polsce?

W naszym kraju, aby praworządny obywatel mógł stać się posiadaczem zabawki, jaką jest replika kowbojskiego rewolweru SA na amunicję .22LR lub prostego, jednostrzałowego KBKSu, musi przejść przez weryfikację służb, badania lekarskie i psychologiczne, kilkumiesięczne biurokratyczne procedury w ministerstwie dziwnych kroków oraz zdać egzaminy. Dopiero po przejściu tego upokarzającego toru przeszkód można uzyskać od państwa łaskawe pozwolenie - a w istocie przywilej - na posiadanie tego typu przedmiotu.

Jakie są tego realne koszty? Na polskim rynku nowy rewolwer typu Heritage Rough Rider kosztuje ok. 1000 zł, R***r Wrangler ok. 1400 zł, a karabinek R***r 10/22 ok. 1800 zł (na rynku wtórnym można je kupić jeszcze taniej). Jednak aby móc w ogóle pomyśleć o zakupie takiej rzeczy, najpierw trzeba wydać ok. 2000 zł na samo uzyskanie pozwolenia, a potem kolejny 1000 zł na szafę S1.

Koszty urzędniczego nadzoru, procedur i wymogów państwa kilkukrotnie przewyższają wartość samej broni, co skutecznie blokuje wiele osób przed jej posiadaniem oraz blokuje rozwój rynku.

Czy ktokolwiek, kto ma kontakt z rzeczywistością, nazwałby ten patologiczny stan rzeczy „Teksasem Europy”…?

W USA notuje się wielomilionową sprzedaż samych tylko rewolwerów .22LR i KBKSów kupowanych do zabawy, nauki, treningu czy polowania na małą zwierzynę. W Polsce po kilkunastu latach od likwidacji uznaniowości w wydawaniu pozwoleń, mozolnie osiągnęliśmy w 2025 roku sumarycznie zaledwie milion sztuk zarejestrowanej broni w rękach obywateli - z czego w dodatku prawie połowa z tej liczby to broń myśliwska przeznaczona do celów łowieckich.

Jeżeli chcemy budować w Polsce autentyczną kulturę posiadania broni oraz na poważnie myśleć o stworzeniu realnego rynku na broń palną, to musimy uwolnić kolejne rodzaje broni spod urzędniczego i biurokratycznego nadzoru państwa.

KBKSy mogłyby być dostępne w Polsce dla każdego bez pozwoleń nawet w świetle socjalistycznego prawa UE, gdyby tylko była ku temu jakakolwiek wola polityczna. Dlatego Fundacja Ad Arma gorąco zachęca kolejne środowiska i organizacje do podejmowania zdecydowanych działań w kierunku uwolnienia dostępu do broni, a Państwa - drodzy Czytelnicy - do osobistego posiadania broni i zarażania potrzebą jej posiadania swoich znajomych oraz bliskich.

Jeżeli zgadzacie się Państwo z nami, prosimy o wsparcie:
Numer konta: 64 1020 5011 0000 9802 0292 2334

Adres

Ulica Dolina Drwęcy 4
Krobia
87-162

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ad Arma umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Ad Arma:

Udostępnij