11/08/2026
Kiedy nikogo już nie zastajemy
Od lat w każdy czwartek wyjeżdżamy w miejsca niemieszkalne. Z czasem przestajemy spotykać „osoby w kryzysie bezdomności”. Spotykamy Elę, pana Bogdana, Mariana. Siadamy obok, pytamy, co słychać.
Mirelka była jedną z osób, które znaliśmy najdłużej. Trudno było jej nie zauważyć. Charakterystyczna fryzura, wymalowane – najczęściej różowe – paznokcie, żywa gestykulacja. Jedna z naszych wolontariuszek mówi o niej tak: “Była bardzo zadbana, co w warunkach, w których przyszło jej żyć, zawsze budziło nasz podziw. Była zaradna. Miała w sobie dużo radości i trochę szaleństwa. I ogromną czułość do zwierząt.”
Wolontariusze nazwali ją „kolorowym ptakiem”. I chyba trudno o lepsze określenie.
Kiedy mieszkała jeszcze w altance na ogródkach działkowych, po śmierci sąsiadki przygarnęła jej kotkę. Dokarmiała też jeża, który przychodził do jej namiotu – i bardzo ją te wizyty cieszyły.
Byliśmy z Mirelką, kiedy jej partner chorował, a później zmarł. Ostatnio odliczaliśmy razem czas do jej emerytury. Miała dać jej szansę, żeby wreszcie przenieść się z namiotu do bezpieczniejszego miejsca. Ten moment był coraz bliżej.
Tydzień temu podczas czwartkowego wyjazdu nie zastaliśmy Mirelki w jej namiocie. Od sąsiada dowiedzieliśmy się, że bardzo źle się poczuła i trafiła do szpitala. Dziś wiemy już, że nie wróci.
Justyna, która znała ją od lat, napisała: „Trudno mi mówić o niej w czasie przeszłym. Trudno pogodzić się z myślą, że już nie będzie kolejnego spotkania i rozmowy. Będzie mi jej brakować.”
Nam wszystkim będzie Cię brakować, Mirelko. 🖤