Ośrodek Myśli Politycznej

Wskazówki dojazdu Strona internetowa

Ośrodek Myśli Politycznej Jesteśmy stowarzyszeniem z Krakowa, Od 1992 r. zajmujemy się filozofią i myślą polityczną, stosunkami międzynarodowymi, historią. Debatujemy o polityce i ideach.

Wydajemy książki (ksiegarniaomp.pl). Można nas wesprzeć 1.5% podatku (KRS 0000076016).

"Moskwa czyha na rozkład cywilizacji zachodniej, czeka, aż wojnami domowymi, bratobójstwem społecznym osłabnie Europa, a...
11/10/2026

"Moskwa czyha na rozkład cywilizacji zachodniej, czeka, aż wojnami domowymi, bratobójstwem społecznym osłabnie Europa, aż świat wszystek zanękany krwi upływem niezmiernym i ubytkiem równie wielkim prawości, z mordów przerzuciwszy się w sprzedajność i zepsucie, jak Francja po 93‑cim roku, aż sam świat, mówię, zawezwie ją do siebie, podda się jej, jako Francja, terroryzmem zbezsilniona, poddała się Napoleonowi! Wtedy azjatycką stopą nastąpi na Europę i knut da do pocałowania suchotnikom europejskim, znędzniałym, wycieńczonym, leżącym na gruzach dymiących się wśród kałuż czerwonych! Poniżona natura ludzka wielu przerażeniami, chora z utraty zmysłu ku cnocie, nie odmówi żadnego pocałunku. Wtedy Moskwa, przekonana, że się już jej nic nie oprze, pewna, że wszystkie proroctwa Piotra Wielkiego spełnione, zacznie grasować, a tak obmierźle i nie po ludzku znów, że obudzi ostatnią rozpacz w Europie. Od tej chwili dopiero nawracać się zaczną myśli ludzkie ku zacnym, ku cnotliwym, ku miarowym, ku dobrym. Szukać będą po świecie poczciwego człowieka, nie faryzeusza przeszłości lub przyszłości, słowem, prawego, nie kłamcę, nie fałszerza, nie okrutnika, nie podchlebcę, nie podlca, jako zbawiciela! Tym bardziej szukać będą narodu, który by się był zachował jako ludzki wśród rozuzdanej i obłąkanej na czas ludzkości! I naród taki stanie się wonczas Europy i rodu człowieczego pocieszycielem prosto przez to, że zacnym pozostał, że w nim ukryło się i dochowało ziarno świętości i boskości na ziemi!
Oczywiście, że ten wieniec wieków Polszcze przeznaczon – jej wszystkie dzieje przeszłe, tysiącletnie – jej bezprzerwne męczeństwo od dnia śmierci, który jej uśmiercić nie zdołał, i ciągła miłość zmartwychwstania, paląca się w jej łonie nieziemskim płomieniem, to zwiastują, ręczą za to, przysięgają, że tak stoi w pomyśle Bożym o niej – że taki los jej ziemski i że chwila jej zupełnego odżycia – tą, nie inną drogą przyjść musi! Do niej, jako do wyobrazicielki piękna, dobra, szlachetności, obrócą się narody własnymi namiętności i obcym zniewolniczone uciskiem – a wonczas, gdy westchnie świat wszystek nie ku pysze, ale ku Bogu, gdy zatęskni nie do potęgi, ale do wszechmiłości, rozkruszy się moskiewski Babilon – a Polska, ona zacność, zachowana światu pod postacią narodu, tak jak Chrystus zmartwychwstał, zmartwychwstanie!"
(Polska wobec burzy)

Włodzimierz Bączkowski od mniej znanej strony - jako autor tekstów o polityce polskiej (też zagranicznej) w wyborze pism...
10/10/2026

Włodzimierz Bączkowski od mniej znanej strony - jako autor tekstów o polityce polskiej (też zagranicznej) w wyborze pism z serii Polskie Studia nad Totalitaryzmem. Ciekawy przypadek publicystki lat 1930-tych, gdy pesymistyczne wnioski z analizy rzeczywistości, wielce skomplikowanej, skłaniały do szukania i promowania idei nazwijmy je mobilizacyjnych, w których pesymizmowi diagnozy musiał (bo bez tego czynnik mobilizacyjny nie działałby) towarzyszyć optymizm zapewnień, że można coś z tym wszystkim zrobić, jest na to pomysł i są ludzie zdolni go wcielić w życie. Taka ówczesna odmiana napięcia - w dużym uproszczeniu i hasłowo - realizmu i romantyzmu, które liczni ówcześni autorzy starali się jakoś pogodzić: pisać, jak jest źle pod kątem zagrożeń i zarazem przekonywać, że jeszcze można im sprostać czynem wielkim, płynącym z narodowej mobilizacji. Cóż bowiem mieli robić ci, co nie wierzyli ani w propagandę (czasem ją zresztą, bez własnych złudzeń, współtworzący) o polskiej mocarstwowości już osiągniętej, ani w odłożenie na odległą przyszłość starcia z Niemcami i Sowietami? Im bliżej 1939, tym więcej było - przynajmniej w założeniu - mobilizującej wolę i podnoszącej morale agitacji, jak to przy rosnącej groźbie wojny. Również u Bączkowskiego.

"Wbrew najcichszemu z cichych marzeń o pokoju pacyfistów polskich musimy z całą kategorycznością stwierdzić, iż milowymi krokami zbliżamy się do nowej zawieruchy wojennej. Nie odwróci jej nadejścia obawa przed upadkiem cywilizacji zachod­niej, nie odsunie jej wybuchu okropność wizji ataków bakteriologicznych, ani Genewa, ani wielkie demokracje nie zmienią tego porządku rzeczy, który przez fakt pokoju suponuje nie mniej realny fakt wojny. Polska nie jest władna (w znaczniejszym stopniu) zadecydować o wybuchu lub niewybuchu wojny. I nie aktywizm Polski w odsuwaniu groźby wojennej, lecz aktywizm w przygotowaniu się do wojny zadecyduje o przyszłości polskiej. Pacyfizm polski może być tylko taktyczny, militaryzm polski musi być realny".
(Twórzmy warunki zwycięstwa)

Dobre, bo polskie. Dobre, bo o Polsce. Tej z państwem i tej bez państwa, a przynajmniej państwa w pełni polskiego. Kopal...
06/10/2026

Dobre, bo polskie. Dobre, bo o Polsce. Tej z państwem i tej bez państwa, a przynajmniej państwa w pełni polskiego. Kopalnie inspiracji do rozważań o naszym losie dziejowym, tym, co nasi przodkowie robili dobrze i tym, co robili źle. A także o naturze i metodach polityki w różnych okresach. Tu jest o czym myśleć. I to myślenie może się przydać, gdy się dziś chce zredukować namysł nad polityką - i Polską - do banału i instrumentalnych "narracji" bądź mód. Dajemy narzędzia. Liczymy na ich częste przez Państwa używanie:).

Russell Kirk o tym, jak pisma Edmunda Burke'a i doświadczenia rewolucji francuskiej wpływały na utalentowane umysły prze...
04/10/2026

Russell Kirk o tym, jak pisma Edmunda Burke'a i doświadczenia rewolucji francuskiej wpływały na utalentowane umysły przełomu XVIII i XIX wieku, przyczyniając się do wkroczenia na konserwatywną drogę takich znaczących w polityce pierwszych dekad dziewiętnastego stulecia postaci - i świetnych pisarzy politycznych - jak Friedrich von Gentz i John Quincy Adams.
"Amerykanie w istocie zamierzali zachować swój stary porządek i bronić go przed zewnętrzną ingerencją, podczas gdy francuski zryw był tym, co Edmund Burke nazwał „rewolucją teoretycznego dogmatu”, mającą na celu obalenie starego reżimu i zastąpienie go czymś zupełnie nowym. (Jednak o to, czym ma być to coś nowego, francuskie frakcje rewolucyjne spierały się gwałtownie między sobą.)
W tym miejscu potrzebna jest dygresja. Jako jeden z pierwszych, najlepszej, krótkiej analizy rozróżniającej między tymi dwiema rewolucjami dokonał pisarz, który nie brał udziału w żadnej z nich – młody przedstawiciel kultury niemieckiej Friedrich Gentz. Często tak bywa, że perspektywa neutralnego obserwatora okazuje się trafniejsza niż wnioski kogoś osobiście zaangażowanego w sprawę.
W ostatnim roku osiemnastego wieku John Quincy Adams, mając zaledwie trzydzieści trzy lata, został ambasadorem pełnomocnym Stanów Zjednoczonych w Prusach. Adams kształcił się przez całe życie, a doskonaląc swój niemiecki podczas pobytu w Berlinie, przetłumaczył z „Berlin Historisches Journal” (numery kwietniowy i majowy z 1800 roku) długi esej o rewolucji amerykańskiej i francuskiej autorstwa Gentza, wówczas początkującego pruskiego literata, o trzy lata starszego niż przedwcześnie dojrzały Adams. Gentz był założycielem i redaktorem tego dziennika idei, a także jedynym autorem w nim publikującym. Zarówno on, jak i Adams byli ludźmi wybitnymi – Adams miał zostać szóstym prezydentem Stanów Zjednoczonych, a Gentz (jako współpracownik księcia Metternicha) głównym architektem odbudowy Europy po upadku Napoleona. W czerwcu 1800 roku Adams pisał do Gentza:
'Z pewnością każdy Amerykanin związany emocjonalnie ze swoim krajem ucieszy się, widząc, jak jego rewolucja została umiejętnie oczyszczona z zarzutu, że pochodzi od rewolucji francuskiej lub ma z nią cokolwiek wspólnego co do zasady'.
Gentz studiował u nowoczesnego filozofa Kanta, jednak to Rozważania o rewolucji we Francji Burke'a nawróciły młodego Prusaka na konserwatywne poglądy. Brzydząc się teoriami i konsekwencjami Wielkiej Rewolucji Francuskiej, Gentz przetłumaczył "Rozważania o rewolucji we Francji" na język niemiecki, wywierając w ten sposób swój pierwszy wpływ na politykę europejską i zyskując dobrą reputację. [...]
Adams [...] dostrzegł w eseju Gentza najbardziej zwięzły i mocny kontrast między umiarkowanym ustrojem kolonii amerykańskich (opartym na poszanowaniu nakazowych praw i zwyczajów) a zrównującymi teoriami francuskiego radykalizmu. Tylko słowo „republika” było wspólne dla obu nowych dominacji, stwierdzał Adams, jednak Republika Francuska zatraciła już wszelkie cechy prawdziwego rządu przedstawicielskiego. Tłumaczenie eseju Gentza dokonane przez Adamsa zostało opublikowane anonimowo w Filadelfii, w 1800 roku.
Tekst tego niewielkich rozmiarów dzieła na poziomie języka nosi wyraźne znamiona stylu Adamsa. Zaś w sposobie myślenia oraz strukturze pisarstwo Gentza posiada cechy "Rozważań o rewolucji we Francji" Burke'a, a także "Historii wojny trzydziestoletniej Schillera". Niebezpieczeństwo prawdziwej i gruntownej rewolucji stanowiło przedmiot myśli i działań Gentza od 1791 roku do końca jego życia. Siłą swego pióra nieznany Gentz (pół-Żyd z urodzenia, podobnie jak młodszy od niego Prusak, Karol Marks) wyrósł na współpracownika królów i pomysłodawcę koncertu Europy".

Kirka "Źródła amerykańskiego porządku" zostały przez nas wydane w serii Biblioteka Myśli Politycznej, w niej też ukazał się wybór pism Gentza, zawierający tak chwalony przez Kirka (i nie tylko przez niego) esej (przetłumaczony oczywiście z niemieckiego oryginału) porównujący rewolucje amerykańską i francuską. Klasyka myśli politycznej i kanon konserwatywnej refleksji o ideach i polityce. Warto czytać, warto mieć.

"My wszyscy, nie tylko Polacy, świat cały kształcony był w kulcie dla idei postępu. Kult ten stawał się niemal religią, ...
30/09/2026

"My wszyscy, nie tylko Polacy, świat cały kształcony był w kulcie dla idei postępu. Kult ten stawał się niemal religią, sam wyraz „postęp” budził zabobonną cześć. Dziś, po wojnie, świadkami jesteśmy ostatecznego bankructwa „religii” tej, która zresztą nigdy mocnej podstawy pod sobą nie miała z powodu dysproporcji, im dalej, tym bardziej rosnącej między postępem w nauce, wiodącym za sobą odkrycia i wynalazki w dziedzinie technicznej, o jakich przodkom naszym się nie śniło, a postępem moralnym. Tyle się mówiło i dziś jeszcze mówi o ciemności i barbarzyństwie wieków średnich. Przypomnijmy jednak, że nad epoką tą świeciła uniwersalistyczna idea chrześcijańska wielkiej rodziny narodów, której symbolami były tak Papiestwo, jak i Cesarstwo Niemieckie (das heilige romische Reich deutscher Nation). A idea ta działała łagodząco na namiętności polityczne. W w. XVI, wraz z początkiem Reformacji, miejsce uniwersalizmu chrześcijańskiego przywłaszczają sobie egoizmy państwowe i doprowadzają do kultu państwa, jako najwyższej świętości. Przeciwko temu z całą mocą natchnienia występuje w wieku zeszłym myśl polska. Państwu, temu tworowi wysiłków ludzkich, przeciwstawia ona narodowość, jako dzieło Boże i marzy o powszechnej harmonii na-rodów, gdyż narody w ludzkości tym są, czym nuty w akordzie, urzeczywistnienie zaś owej harmonii będzie, jak się wyrażał Krasiński, „przemienieniem sfery polityki w sferę religii”.
I nie tylko w Polsce; w Europie też snuto podobne marzenia aż do roku 1848. Potem następuje szybkie zwyrodnienie idei narodowościowej, która odtąd rozwija się nie w słońcu uniwersalistycznej idei chrześcijańskiej, lecz pod wyłącznym wpływem koncepcji państwa, jako tej formy, którą każda narodowość, usiłując wyzwolić się spod obcej prze-mocy czy opieki, przybrać musi. Słowem, naród-państwo staje się celem i zarazem przedmiotem kultu. A narody-państwa, im się czują silniejszymi, tym bardziej, nie poprzestając na zamknięciu się w granicach przyrodzonych, które zresztą są rzeczą więcej niż rzadką, dążą do rozszerzenia ich w imię rozmaitych, czy to politycznych, czy strategicznych, czy ekonomicznych konieczności. W tym zaborczo-imperialistycznym kierunku szły wielkie mocarstwa europejskie – i to wywołało straszną wojnę narodów.
Z tego powodu w czasie wojny i po wojnie, na kongresie wersalskim, obłudnie wysuwano przeciw wielkim narodom-państwom zasadę opieki nad narodami małymi, głoszono hasło „samostanowienia”. Niestety, proklamacja hasła tego tylko „rozpasała” – słowa Fr. W. Förstera – „wszystkie ciasne i bezgłowe egoizmy rozmaitych grup narodowościowych”..., które o tym wiedzieć nie chciały, że „wolność nakłada surowe obowiązki, przede wszystkim zaś obowiązek podporządkowywania osobistych pożądań wyższym koniecznościom ze współżycia narodów wynikającym”.
Mówiono nam o raju, który nastąpić miał po złamaniu militaryzmu niemieckiego; militaryzm ów złamano, a raju nie ma. Wręcz przeciwnie, zaostrzyły się i doszły do potęgi nieznanej dotychczas nienawiści i antagonizmy narodowe, nad wszystkimi zaś góruje antagonizm francusko-niemiecki, o usunięciu którego tak gorąco niegdyś marzył Ernest Renan, twierdząc, że dojście do skutku zgody Francji i Niemiec byłoby „wzajemnym odnalezieniem się obu połów duszy ludzkości...”. Wszyscy czujemy nową wojnę w powietrzu".

Tak pisał Marian Zdziechowski w tekście "Idea polska na Kresach". Ileż to rajów - różnie nazywanych: także związkami, uniami i innymi szyldami - zapowiadano po kolejnych upadkach idei czy iluzji postępu... Ileż to w ich imieniu popełniono błędów, ileż zbrodni... Zdziechowski dobrze czuł ducha dziejów, realistycznie odczytywał ludzką naturę. Był nazbyt pesymistyczny? Zbyt dużo dowodów na to, że jednak nie. Także dziś tak wiele ich wokoło.

Czy król-patriota, którego ideę w słynnym i ważnym traktacie politycznym przedstawiał Bolingbroke, mógłby się odnaleźć w...
29/09/2026

Czy król-patriota, którego ideę w słynnym i ważnym traktacie politycznym przedstawiał Bolingbroke, mógłby się odnaleźć we współczesnym świecie politycznym?
"Król-patriota nie zaniedba ani nie poświęci interesu swego kraju. Żaden inny interes, czy to zagraniczny, czy krajowy, czy to publiczny, czy prywatny, nie będzie wpływał na jego sposób rządzenia. Nie będzie mnożył podatków wedle własnego uznania ani utrzymywał niepotrzebnie tych, które wprowadzono z konieczności, aby móc utrzymać zastępy poborców. Nie będzie kontynuował praktyki zadłużania narodu przez wszelkiego rodzaju polityczne i nie tylko polityczne rozdawnictwo ani też, co jeszcze bardziej niegodziwe, przez rozmyślny zamiar uciskania i zubożenia ludu, aby móc z łatwością przekupywać niektórych i rządzić całością, wedle dyktatów własnej namiętności i arbitralnej woli. Książę taki stale będzie miał na uwadze nade wszystko wspieranie i ułatwianie pracy krajowych manufaktur, chronienie i poparcie handlu zagranicznego, troskę o rozwój posiadanych przez naród kolonii, a także licznych rodzimych gospodarstw rolnych. Bogactwo narodu słusznie postrzegał będzie jako własne bogactwo, potęgę narodu jako własną potęgę, a narodowe bezpieczeństwo i honor jako bezpieczeństwo i honor jego samego – im lepsze środki zastosuje, by zatroszczyć się o pierwsze i drugie, tym skuteczniej zachowa trzecie i czwarte, tylko bowiem dzięki tym środkom można dobrze wykorzystać i polepszyć wielce korzystną sytuację tego królestwa".
Zostawmy na boku króla-patriotę (tzn. czytajmy traktat o nim, lecz nie łudźmy się, że taką monarchię nam przywrócą...). Czy jakikolwiek polityk z (przynajmniej mniej więcej) demokratycznego nadania myśli takimi kategoriami ponad swym bądź swej formacji czy otoczenia partykularyzmem? Odpowiedzi same się cisną, choć zbyt łatwą - i błędną - próbą ich udzielenia byłoby zwalenie wszystkiego na populizm, którym straszy (wcale nie w dobrej wierze) tzw. główny nurt. Problem jest, jak widać, ponadczasowy. Choć w czasach Bolingbroke'a - bardzo interesujących z uwagi na wykuwanie się modelu władzy, jaki z Anglii, wtedy tam się kształtujący, zaczął potem promieniować na inne kraje - te wszystkie złe kroki, przed jakimi przestrzegał, przynajmniej nie wynikały z bieżącej sondażowej potrzeby, żeby zdobyć tu i tu trochę poparcia.

O nowej książce.
25/09/2026

O nowej książce.

Przy dobrej pogodzie, gdy smog nie spowija miasta i spełnionych jest kilka innych warunków, widzimy z Krakowa to, co w Słowacji najlepsze, a przynajmniej najpiękniejsze: Łomnicę, Lodowy Szczyt, Gerlacha, słowem Tatry Wysokie. Ich wyższą i rozleglejszą część niż Tatry po stronie polskiej. Jak wiadomo, są miejsca w Tatrach po tej naszej stronie niemożebnie zatłoczone, a symbolem tego bywa często droga do Morskiego Oka. Kto szuka w górach wytchnienia, ten raczej te rejony omija albo szuka rzadkich "okien", gdy tłumy są tam mniej prawdopodobne czy mniej pewne. Zawsze jednak ma do wyboru doliny, przełęcze i szczyty po stronie słowackiej - choćby równoległą (na pewnym odcinku) do Doliny Rybiego Potoku Dolinę Białej Wody, przepiękną, mającą nawet swe sceny w filmie Wernera Herzoga "Nosferatu wampir". Choć nie jest ona tak "bezludna", jak niektóre doliny Tatr Zachodnich - tych słowackich oczywiście - to kontrast turystycznego zainteresowania polskich turystów nią względem drogi do Morskiego Oka - nawet biorąc pod uwagę, że to ostatnie jest bardzo czytelnym punktem docelowym i łatwiejszym znacznie do osiągnięcia niż przełęcze na grani zamykającej Dolinę Białej Wody - jest uderzający. Zresztą - na szczęście, biorąc pod uwagę potrzeby poszukiwaczy górskiego wytchnienia.
Ta górsko-turystyczna opowieść niech będzie wprowadzeniem do informacji, że OMP wydał książkę o stosunkach polsko-słowackich. Nie tych górskich co prawda, a politycznych (tych najbardziej), społecznych, gospodarczych i kulturalnych, ale snuć tu można pewne analogie: Słowacja wśród naszych sąsiadów wzbudza na ogół zainteresowanie znacznie poniżej średniej. Oczywiście swoje robi jej waga polityczna - odpowiednia państwu małemu, które ma swoje problemy wewnętrzne, ale nie z gatunku tych, które od razu rzutują na jej otoczenie międzynarodowe. Znaczenie ma też to, że ze Słowakami nie mamy burzliwej historii wielowiekowych zmagań. Janosik nas nie podzielił - mimo że Słowacy dowodzą, iż od nich pochodził, a my mamy przecież cały serial dowodów na to, że buszował gdzieś u nas (nieudany film w kontrze do serialu też nas nie poróżnił, zresztą obie strony tu zawiniły). Słowacka "wizyta" w Polsce we wrześniu 1939 r. jest zaś mało u nas znana - no i w skali II wojny światowej niemal niezauważalna... Podobnie jak nie mówi się o Słowakach walczących w powstaniu warszawskim - dodajmy od razu dla jasności: po stronie powstańców. Nie mamy sprawy takiej jak ta Zaolzia - bo np. o odpowiedzialność za zastaw spiski możemy kłócić się, gdyby ktoś miał ochotę, z Węgrami, zaś wspomniane Morskie Oko trafiło do nas w ramach sporu w ramach jednej monarchii, w dodatku habsburskiej, no i nie siłą zbrojną, a wagą argumentów prawnych. Jak wkroczyły wojska Polski komunistycznej do Czechosłowacji w 1968 roku, to przecież na tereny czeskie. Po 1989 roku mieliśmy podobne cele strategiczne: UE i NATO (to ostatnie wśród Słowaków z mniejszym politycznym konsensusem), spełnione bez wielkich dramatów rywalizacji o nie - choć nieraz zgrzytało (a czasem sobie pomagaliśmy, jak my Słowakom w sprawie NATO. Nie eksportowaliśmy sobie problemów wewnętrznych w skali mogącej nas wzajemnie zaburzyć. A od kiedy do Austrii i dalej Włoch i Chorwacji można z Polski jechać autostradą przez Czechy, dajemy się Słowakom mniej we znaki także jako kierowcy (choć niestety bywają dramatyczne i haniebne wyjątki...). Zdarzało nam się rywalizować o "inwestycje zagraniczne", ale to jeszcze nie powód, by się ze sobą bardzo spierać. Powodem do sporu jest natomiast na pewno stosunek części słowackich polityków i społeczeństwa do Rosji. Ale to problem o skali europejskiej i nie Słowacja była i jest tu największym wyzwaniem.
Wszystko powyższe biorąc pod uwagę, nadal trzeba stwierdzić, że Słowacji poświęca się w Polsce za mało uwagi względem tego, ile tej uwagi powinna przyciągać. Skoro zaczęliśmy od turystyki, można wspomnieć, że poza aquaparkami i Tatrami warto dostrzec Małą i Wielką Fatrę, Słowacki Raj, Bańską Szczawnicę, Koszyce, zamki w Trenczynie czy Lietavie i różne inne piękne i ciekawe miejsca u sąsiadów. Ale też politycznie powinno się Słowację znacznie bardziej brać pod uwagę. Co dotyczy zarówno tych z nas, którzy polityką jedynie się interesują, starają ją śledzić w różnych wydaniach, wewnętrznych i międzynarodowych, jak i nade wszystko polityków, odpowiedzialnych za to, by polskie słabości na arenie międzynarodowej redukować, zaś nasze aktywa tam zwiększać. A ci ostatni właśnie o Słowacji zdają się nierzadko zapominać albo zadowalać tylko "numerycznym" oglądem wzajemnych relacji - liczbą spotkań na takim a takim szczeblu (też czasem poniżej potrzeb), a niekoniecznie już ich wynikami. To zaś ma praktyczne konsekwencje.
Prof. Piotr Bajda dokonał gruntownej analizy, co w relacjach polsko-słowackich działo się od 1993 roku, wyjaśnia różnice interesów i perspektyw, pokazuje, co działało dobrze czy nieźle, co zaś szwankowało albo bywało zupełnie zawalone. To bardzo ciekawa i pouczająca lektura. Mówiąca nie tylko o polsko-słowackich stosunkach (także od strony słowackiej), ale i generalnie mechanizmach ustalania priorytetów w polskiej polityce zagranicznej (i pokrewnych), dopasowywania do nich narzędzi i sposobów realizacji, a wreszcie samego politycznego działania, aby założone cele zostały osiągnięte - bądź niekiedy tego działania braku bądź jego kontrproduktywnych skutków.

Przy dobrej pogodzie, gdy smog nie spowija miasta i spełnionych jest kilka innych warunków, widzimy z Krakowa to, co w S...
25/09/2026

Przy dobrej pogodzie, gdy smog nie spowija miasta i spełnionych jest kilka innych warunków, widzimy z Krakowa to, co w Słowacji najlepsze, a przynajmniej najpiękniejsze: Łomnicę, Lodowy Szczyt, Gerlacha, słowem Tatry Wysokie. Ich wyższą i rozleglejszą część niż Tatry po stronie polskiej. Jak wiadomo, są miejsca w Tatrach po tej naszej stronie niemożebnie zatłoczone, a symbolem tego bywa często droga do Morskiego Oka. Kto szuka w górach wytchnienia, ten raczej te rejony omija albo szuka rzadkich "okien", gdy tłumy są tam mniej prawdopodobne czy mniej pewne. Zawsze jednak ma do wyboru doliny, przełęcze i szczyty po stronie słowackiej - choćby równoległą (na pewnym odcinku) do Doliny Rybiego Potoku Dolinę Białej Wody, przepiękną, mającą nawet swe sceny w filmie Wernera Herzoga "Nosferatu wampir". Choć nie jest ona tak "bezludna", jak niektóre doliny Tatr Zachodnich - tych słowackich oczywiście - to kontrast turystycznego zainteresowania polskich turystów nią względem drogi do Morskiego Oka - nawet biorąc pod uwagę, że to ostatnie jest bardzo czytelnym punktem docelowym i łatwiejszym znacznie do osiągnięcia niż przełęcze na grani zamykającej Dolinę Białej Wody - jest uderzający. Zresztą - na szczęście, biorąc pod uwagę potrzeby poszukiwaczy górskiego wytchnienia.
Ta górsko-turystyczna opowieść niech będzie wprowadzeniem do informacji, że OMP wydał książkę o stosunkach polsko-słowackich. Nie tych górskich co prawda, a politycznych (tych najbardziej), społecznych, gospodarczych i kulturalnych, ale snuć tu można pewne analogie: Słowacja wśród naszych sąsiadów wzbudza na ogół zainteresowanie znacznie poniżej średniej. Oczywiście swoje robi jej waga polityczna - odpowiednia państwu małemu, które ma swoje problemy wewnętrzne, ale nie z gatunku tych, które od razu rzutują na jej otoczenie międzynarodowe. Znaczenie ma też to, że ze Słowakami nie mamy burzliwej historii wielowiekowych zmagań. Janosik nas nie podzielił - mimo że Słowacy dowodzą, iż od nich pochodził, a my mamy przecież cały serial dowodów na to, że buszował gdzieś u nas (nieudany film w kontrze do serialu też nas nie poróżnił, zresztą obie strony tu zawiniły). Słowacka "wizyta" w Polsce we wrześniu 1939 r. jest zaś mało u nas znana - no i w skali II wojny światowej niemal niezauważalna... Podobnie jak nie mówi się o Słowakach walczących w powstaniu warszawskim - dodajmy od razu dla jasności: po stronie powstańców. Nie mamy sprawy takiej jak ta Zaolzia - bo np. o odpowiedzialność za zastaw spiski możemy kłócić się, gdyby ktoś miał ochotę, z Węgrami, zaś wspomniane Morskie Oko trafiło do nas w ramach sporu w ramach jednej monarchii, w dodatku habsburskiej, no i nie siłą zbrojną, a wagą argumentów prawnych. Jak wkroczyły wojska Polski komunistycznej do Czechosłowacji w 1968 roku, to przecież na tereny czeskie. Po 1989 roku mieliśmy podobne cele strategiczne: UE i NATO (to ostatnie wśród Słowaków z mniejszym politycznym konsensusem), spełnione bez wielkich dramatów rywalizacji o nie - choć nieraz zgrzytało (a czasem sobie pomagaliśmy, jak my Słowakom w sprawie NATO. Nie eksportowaliśmy sobie problemów wewnętrznych w skali mogącej nas wzajemnie zaburzyć. A od kiedy do Austrii i dalej Włoch i Chorwacji można z Polski jechać autostradą przez Czechy, dajemy się Słowakom mniej we znaki także jako kierowcy (choć niestety bywają dramatyczne i haniebne wyjątki...). Zdarzało nam się rywalizować o "inwestycje zagraniczne", ale to jeszcze nie powód, by się ze sobą bardzo spierać. Powodem do sporu jest natomiast na pewno stosunek części słowackich polityków i społeczeństwa do Rosji. Ale to problem o skali europejskiej i nie Słowacja była i jest tu największym wyzwaniem.
Wszystko powyższe biorąc pod uwagę, nadal trzeba stwierdzić, że Słowacji poświęca się w Polsce za mało uwagi względem tego, ile tej uwagi powinna przyciągać. Skoro zaczęliśmy od turystyki, można wspomnieć, że poza aquaparkami i Tatrami warto dostrzec Małą i Wielką Fatrę, Słowacki Raj, Bańską Szczawnicę, Koszyce, zamki w Trenczynie czy Lietavie i różne inne piękne i ciekawe miejsca u sąsiadów. Ale też politycznie powinno się Słowację znacznie bardziej brać pod uwagę. Co dotyczy zarówno tych z nas, którzy polityką jedynie się interesują, starają ją śledzić w różnych wydaniach, wewnętrznych i międzynarodowych, jak i nade wszystko polityków, odpowiedzialnych za to, by polskie słabości na arenie międzynarodowej redukować, zaś nasze aktywa tam zwiększać. A ci ostatni właśnie o Słowacji zdają się nierzadko zapominać albo zadowalać tylko "numerycznym" oglądem wzajemnych relacji - liczbą spotkań na takim a takim szczeblu (też czasem poniżej potrzeb), a niekoniecznie już ich wynikami. To zaś ma praktyczne konsekwencje.
Prof. Piotr Bajda dokonał gruntownej analizy, co w relacjach polsko-słowackich działo się od 1993 roku, wyjaśnia różnice interesów i perspektyw, pokazuje, co działało dobrze czy nieźle, co zaś szwankowało albo bywało zupełnie zawalone. To bardzo ciekawa i pouczająca lektura. Mówiąca nie tylko o polsko-słowackich stosunkach (także od strony słowackiej), ale i generalnie mechanizmach ustalania priorytetów w polskiej polityce zagranicznej (i pokrewnych), dopasowywania do nich narzędzi i sposobów realizacji, a wreszcie samego politycznego działania, aby założone cele zostały osiągnięte - bądź niekiedy tego działania braku bądź jego kontrproduktywnych skutków.

Kontynuujemy wydawniczą wędrówkę po różnych wątkach polskiej historii. Tym razem z książką o tym, jak wykorzystywano his...
24/09/2026

Kontynuujemy wydawniczą wędrówkę po różnych wątkach polskiej historii. Tym razem z książką o tym, jak wykorzystywano historię - czy jej spreparowane opisy i interpretacje - w imię polityki i ideologii w komunistycznej Polsce. Joanna Lubecka i Maciej Zakrzewski zebrali mocną ekipę autorów, którzy pokazują rozmaite przykłady tych praktyk.

Jak wykuwała się historia. Polityka historyczna w komunistycznej Polsce w latach 1945-1989.

Książka o ideologicznych podstawach i praktycznych przejawach polityki historycznej w komunistycznej Polsce. Ukazuje ona kolejne etapy realizowania tej polityki – od okresu stalinizmu po lata 80. – i różne obszary, na których ją prowadzono: ogólnopolskie, regionalne i lokalne. Przedstawia wykorzystywanie polityki historycznej w walce z Kościołem katolickim oraz innymi instytucjami i środowiskami zwalczanymi przez władze peerelowskie. Wskazuje, jakimi metodami posługiwali się komuniści, narzucając swą wizję historii. Pokazuje, jak czynili to za pomocą prasy i publicystyki oraz w świecie nauki. Prezentuje sposoby instrumentalnego wykorzystywania polskich dziejów i ich aktorów w propagandzie komunistycznej. Analizuje też zmiany w narracjach na ich temat, np. w stosunku do żołnierzy AK i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie czy w kwestii relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej.

Joanna Lubecka, Maciej Zakrzewski, Jak wymyślić Polaków na nowo? / Adam Dziuba, Imaginarium. Produkt historiopodobny w polskiej polityce historycznej w czasach stalinizmu / Michał Wenklar, Więcej, ale nie wszystko. Polityka historyczna w okresie odwilży 1956 r. / Tomasz Leszkowicz, Dobrzy żołnierze, źli dowódcy – strategia „jedności walki z faszyzmem” dojrzałego PRL w publicystyce płk. Zbigniewa Załuskiego / Rafał Juściński, Krakowskie obchody 70-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę jako przykład realizacji założeń polityki historycznej PRL / Roman Gieroń, Prasa w służbie PZPR. Okupacyjne stosunki polsko-żydowskie na łamach „Gazety Krakowskiej” 1949-1986 (zarys problemu) / Rafał Opulski, „Kościół jako antypolska siła hamująca postęp”. Wybrane aspekty polityki historycznej Polski pod rządami komunistów wobec Kościoła katolickiego w latach 1945-1956 /Ariel Orzełek, Cenzura w Polsce Ludowej wobec historycznych narracji ugrupowań katolików świeckich w latach 1945-1980 / Bogusław Tracz, „Śląsk odnalazł w Polsce Ludowej miejsce godne tradycji jego ludu”. Polityka historyczna PZPR a kształtowanie pamięci zbiorowej na Górnym Śląsku / Krzysztof Żarski, Polska germanistyka powojenna we Wrocławiu i polityka historyczna lat 1945 1989. Zarys problematyki

21/09/2026

8000 obserwujących! Świetnie. Następny cel, zgodnie z konserwatywną rozwagą i realizmem - 8100. A po pierwsze - nie stracić.
;)

Adres

Basztowa 3
Kraków
31-134

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Ośrodek Myśli Politycznej opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij