25/09/2026
O nowej książce.
Przy dobrej pogodzie, gdy smog nie spowija miasta i spełnionych jest kilka innych warunków, widzimy z Krakowa to, co w Słowacji najlepsze, a przynajmniej najpiękniejsze: Łomnicę, Lodowy Szczyt, Gerlacha, słowem Tatry Wysokie. Ich wyższą i rozleglejszą część niż Tatry po stronie polskiej. Jak wiadomo, są miejsca w Tatrach po tej naszej stronie niemożebnie zatłoczone, a symbolem tego bywa często droga do Morskiego Oka. Kto szuka w górach wytchnienia, ten raczej te rejony omija albo szuka rzadkich "okien", gdy tłumy są tam mniej prawdopodobne czy mniej pewne. Zawsze jednak ma do wyboru doliny, przełęcze i szczyty po stronie słowackiej - choćby równoległą (na pewnym odcinku) do Doliny Rybiego Potoku Dolinę Białej Wody, przepiękną, mającą nawet swe sceny w filmie Wernera Herzoga "Nosferatu wampir". Choć nie jest ona tak "bezludna", jak niektóre doliny Tatr Zachodnich - tych słowackich oczywiście - to kontrast turystycznego zainteresowania polskich turystów nią względem drogi do Morskiego Oka - nawet biorąc pod uwagę, że to ostatnie jest bardzo czytelnym punktem docelowym i łatwiejszym znacznie do osiągnięcia niż przełęcze na grani zamykającej Dolinę Białej Wody - jest uderzający. Zresztą - na szczęście, biorąc pod uwagę potrzeby poszukiwaczy górskiego wytchnienia.
Ta górsko-turystyczna opowieść niech będzie wprowadzeniem do informacji, że OMP wydał książkę o stosunkach polsko-słowackich. Nie tych górskich co prawda, a politycznych (tych najbardziej), społecznych, gospodarczych i kulturalnych, ale snuć tu można pewne analogie: Słowacja wśród naszych sąsiadów wzbudza na ogół zainteresowanie znacznie poniżej średniej. Oczywiście swoje robi jej waga polityczna - odpowiednia państwu małemu, które ma swoje problemy wewnętrzne, ale nie z gatunku tych, które od razu rzutują na jej otoczenie międzynarodowe. Znaczenie ma też to, że ze Słowakami nie mamy burzliwej historii wielowiekowych zmagań. Janosik nas nie podzielił - mimo że Słowacy dowodzą, iż od nich pochodził, a my mamy przecież cały serial dowodów na to, że buszował gdzieś u nas (nieudany film w kontrze do serialu też nas nie poróżnił, zresztą obie strony tu zawiniły). Słowacka "wizyta" w Polsce we wrześniu 1939 r. jest zaś mało u nas znana - no i w skali II wojny światowej niemal niezauważalna... Podobnie jak nie mówi się o Słowakach walczących w powstaniu warszawskim - dodajmy od razu dla jasności: po stronie powstańców. Nie mamy sprawy takiej jak ta Zaolzia - bo np. o odpowiedzialność za zastaw spiski możemy kłócić się, gdyby ktoś miał ochotę, z Węgrami, zaś wspomniane Morskie Oko trafiło do nas w ramach sporu w ramach jednej monarchii, w dodatku habsburskiej, no i nie siłą zbrojną, a wagą argumentów prawnych. Jak wkroczyły wojska Polski komunistycznej do Czechosłowacji w 1968 roku, to przecież na tereny czeskie. Po 1989 roku mieliśmy podobne cele strategiczne: UE i NATO (to ostatnie wśród Słowaków z mniejszym politycznym konsensusem), spełnione bez wielkich dramatów rywalizacji o nie - choć nieraz zgrzytało (a czasem sobie pomagaliśmy, jak my Słowakom w sprawie NATO. Nie eksportowaliśmy sobie problemów wewnętrznych w skali mogącej nas wzajemnie zaburzyć. A od kiedy do Austrii i dalej Włoch i Chorwacji można z Polski jechać autostradą przez Czechy, dajemy się Słowakom mniej we znaki także jako kierowcy (choć niestety bywają dramatyczne i haniebne wyjątki...). Zdarzało nam się rywalizować o "inwestycje zagraniczne", ale to jeszcze nie powód, by się ze sobą bardzo spierać. Powodem do sporu jest natomiast na pewno stosunek części słowackich polityków i społeczeństwa do Rosji. Ale to problem o skali europejskiej i nie Słowacja była i jest tu największym wyzwaniem.
Wszystko powyższe biorąc pod uwagę, nadal trzeba stwierdzić, że Słowacji poświęca się w Polsce za mało uwagi względem tego, ile tej uwagi powinna przyciągać. Skoro zaczęliśmy od turystyki, można wspomnieć, że poza aquaparkami i Tatrami warto dostrzec Małą i Wielką Fatrę, Słowacki Raj, Bańską Szczawnicę, Koszyce, zamki w Trenczynie czy Lietavie i różne inne piękne i ciekawe miejsca u sąsiadów. Ale też politycznie powinno się Słowację znacznie bardziej brać pod uwagę. Co dotyczy zarówno tych z nas, którzy polityką jedynie się interesują, starają ją śledzić w różnych wydaniach, wewnętrznych i międzynarodowych, jak i nade wszystko polityków, odpowiedzialnych za to, by polskie słabości na arenie międzynarodowej redukować, zaś nasze aktywa tam zwiększać. A ci ostatni właśnie o Słowacji zdają się nierzadko zapominać albo zadowalać tylko "numerycznym" oglądem wzajemnych relacji - liczbą spotkań na takim a takim szczeblu (też czasem poniżej potrzeb), a niekoniecznie już ich wynikami. To zaś ma praktyczne konsekwencje.
Prof. Piotr Bajda dokonał gruntownej analizy, co w relacjach polsko-słowackich działo się od 1993 roku, wyjaśnia różnice interesów i perspektyw, pokazuje, co działało dobrze czy nieźle, co zaś szwankowało albo bywało zupełnie zawalone. To bardzo ciekawa i pouczająca lektura. Mówiąca nie tylko o polsko-słowackich stosunkach (także od strony słowackiej), ale i generalnie mechanizmach ustalania priorytetów w polskiej polityce zagranicznej (i pokrewnych), dopasowywania do nich narzędzi i sposobów realizacji, a wreszcie samego politycznego działania, aby założone cele zostały osiągnięte - bądź niekiedy tego działania braku bądź jego kontrproduktywnych skutków.