Ośrodek Myśli Politycznej

Ośrodek Myśli Politycznej Jesteśmy stowarzyszeniem z Krakowa, Od 1992 r. zajmujemy się filozofią i myślą polityczną, stosunkami międzynarodowymi, historią. Debatujemy o polityce i ideach.

Wydajemy książki (ksiegarniaomp.pl). Można nas wesprzeć 1.5% podatku (KRS 0000076016).

Konflikt pokoleń? Czasem próbuje się go wykreować jako główną oś podziału ideowo-politycznego we współczesnej Polsce. Cz...
10/05/2026

Konflikt pokoleń? Czasem próbuje się go wykreować jako główną oś podziału ideowo-politycznego we współczesnej Polsce. Czy słusznie, nie miejsce tu roztrząsać. Za to można zauważyć, że w II RP faktycznie miał on miejsce, choć nie objął całości sceny, a głównie jej prawicowy nurt, a najbardziej ten endecki. Dość wspomnieć skrót ONR.
Ferment wynikał z dwóch podstawowych przesłanek (poza klasycznym szukaniem dróg awansu przy cokolwiek skostniałej hierarchii): rosnącej popularności idei 'totalistycznych', tych o prawicowym rodowodzie, dla wielu atrakcyjnych z uwagi na ostre wystąpienia przeciwko totalizmowi komunistycznemu i niestabilnej demokracji; oraz sytuacji polskiej, gdzie im więcej czasu upływało od zamachu majowego, tym bardziej endecja miotała się w koncepcjach, jak radzić sobie z sanacyjnym monopolem (Obóz Wielkiej Polski nie okazał się odpowiednim rozwiązaniem). Wielu młodych endeków uważało, że 'starzy' w ich obozie nie mają pomysłu na nowe czasy - te europejskie i te pomajowe polskie - że nie wyczuwają tych czasów ducha, choćby owych totalistycznych tendencji, którym wszakże młodzi chcieli nadawać polskie oblicze.
Kto chce poznać, jakie formy publicystyczne przybierał oenerowski totalizm czy inne z tego nurtu - szybko dalej dzielącego się na rywalizujące ze sobą stronnictwa i środowiska (co było swoistym podsumowaniem wartości tych 'totalistycznych' formuł na gruncie polskim) - płynące idee, może sięgnąć po wydane przez nas wybory pism Jana Mosdorfa i Bolesława Piaseckiego, a także ogłoszony już w czasie II wojny światowej traktat Stanisława Kasznicy pt. Piastowy szlak. Poniżej jednak cytat z autora, który choć też kwestię totalizmu rozważał, to jednak zajmował odrębne stanowisko od tych oenerowskich. Także w innej perspektywie ujął spór generacyjny.
Gdy w 1937 r. Stanisław Piasecki ogłaszał swój tekst o "Dyscyplinie bez ideałów", jako 37-latek nie był już przedstawicielem najmłodszej postendeckiej generacji - w tej roli mogli występować działacze i publicyści tacy jak Bolesław Piasecki (wtedy 22-latek) - ale jednak nadal występował z pozycji głosu młodych. Zresztą stworzył dla nich bardzo dobrą arenę wstępowania na scenę polskiej debaty - tygodnik "Prosto z mostu", gdzie drogę ku sławie zaczynali także autorzy o poglądach (zwłaszcza później) nieendeckich, a w zasadzie antyendeckich, np. młodsi od niego o odpowiednio 9 i 10 lat Jerzy Andrzejewski i Jerzy Waldorff. Tak Piasecki ujął źródła generacyjnego konfliktu:
"Kiedyś mieliście ideał, ideał wielki, starczący na wypełnienie życia: ideał niepodległości Polski. A kiedy ten ideał został urzeczywistniony, nie umiecie go niczym zastąpić. Odmieniacie we wszystkich przypadkach: państwo. Dodajecie do tego: karność i dyscyplina. Nie wiecie i uważacie, że to zbędne wiedzieć: w imię czego karność, w imię czego dyscyplina? Wyżyliście się bez reszty w ideale, który został spełniony: nie macie dziś żadnych ideałów. To byłaby tylko tragedia spełnienia marzeń; ale do niej dołącza jeszcze klęska: nie rozumiecie potrzeby ideałów.
W tym jest istotna, groźna, nieusuwalna różnica między generacją niepodległościową a generacją wolnej Polski. Dlatego nie możemy znaleźć wspólnego języka. Nie rozumiemy się po prostu. I bodaj – nie zrozumiemy się.
Dla nas nie do pojęcia jest, że można nie mieć ideałów, że można bez nich żyć. Was drażni, że my je mamy. Uważacie je za niepotrzebne. Był tylko jeden ideał: niepodległość Polski, a teraz jest obowiązek posłuszeństwa i dyscypliny wobec tych, którzy za tę niepodległość walczyli. Wam wystarcza, że jest Polska. Dla nas to grubo za mało. Chcemy wiedzieć i wiemy, jaka ta Polska ma być. Jaka jest jej misja dziejowa w świecie, jakie zadania na wewnątrz państwa".
(Dyscyplina bez ideałów, 1937)

Polecamy obszerny wybór pism Stanisława Piaseckiego pt. Prosto z mostu.

Czy Państwo też uwielbiacie czytać o tym, jak się wykuwały w przeszłości idee, zasady i koncepcje polityczne, jak się zm...
09/05/2026

Czy Państwo też uwielbiacie czytać o tym, jak się wykuwały w przeszłości idee, zasady i koncepcje polityczne, jak się zmieniały przez wieki, jak przybierały coraz to nowe formy, aktualizując się w zależności od okoliczności, potrzeb czy mocy sprawczej aktualizującego, jak więc pojawiali się czy to myśliciele polityczni, czy to praktycy polityczni, chcący pchnąć państwa czy wspólnoty polityczne na nowe drogi, z różnymi tego skutkami? Jeśli tak, to poniżej fragment o takich właśnie losach idei zderzanych z rzeczywistością, a dużo więcej w słynnej książce J. G. A. Pococka, z której on pochodzi, jeszcze zaś więcej w innych naszych książkach, choćby Quentina Skinnera czy Ferenca Hörchera, choć przykładów takich naszych dzieł moglibyśmy podać jeszcze bardzo wiele, tu jedynie poprzestając na tych trzech i nieśmiało znów kierując Państwa uwagę na ksiegarniaomp z pl po kropce, gdzie można ich znaleźć, no właśnie, bardzo dużo.
„[…] gdy pojmuje się społeczeństwo polityczne jako wspólnotę działających osób, wówczas można spodziewać się przejawów przeciwieństwa cnoty i fortuny oraz – biorąc pod uwagę rozpowszechnienie w Europie florenckiej literatury – prawdziwego zrozumienia i podzielania najważniejszych dylematów Machiavellego. Założyliśmy jednak, że w poreformacyjnej Anglii tego rodzaju świadomość musiałaby rywalizować z innymi ideami – hierarchią rang, wspólnotą zwyczajów, narodem wybranym – określającymi miejsce jednostki w przestrzeni publicznej i zarazem umieszczającymi jej działalność na poziomie znacznie poniżej tego, na którym Machiavelli uznał życie człowieka za zależne od jego własnej cnoty. Tak długo, jak długo wspomniane typy świadomości dominowały, trudne – lub wręcz zbędne – byłoby przedstawianie Anglika jako obywatela w rozumieniu Machiavellego, bądź też Anglii jako odmiany makiawelowego Rzymu. Tak długo, jak długo zakładano poruszanie się jednostki w obrębie stabilnego etycznie schematu władzy, świadomość problematyki Machiavellego byłaby ograniczona do niepokojących i etycznie wywrotowych aspektów jego myśli (wypaczając jego myśl). Wypaczenie to można by dodatkowo wyjaśnić przy pomocy hipotezy, iż etycznie wywrotowy charakter nauki Machiavellego można w pełni zrozumieć, tylko rozumiejąc i uwzględniając jego republikanizm. Poddani chrześcijańskich książąt występujący przeciwko niegodziwemu autorowi Il Principe nie mieli zbyt wielu szans na zyskanie właściwej perspektywy.
Jeśli przyjąć, że prawdziwy makiawelizm można znaleźć tam, gdzie społeczeństwo polityczne staje się wysoce świadome, że jego vita jest activa w stopniu dopuszczającym stworzenie własnej moralności, wówczas okaże się, że pierwszymi angielskimi makiawelistami byli dworzanie. Poreformacyjna Anglia wciąż była społeczeństwem monarchicznym, zaś społeczny mikrokosmos otaczający księcia był tym środowiskiem, w którym ludzie zyskiwali najmocniejszą świadomość siebie jako aktywnych uczestników władzy. W optymalnych warunkach wyobrażenie dworu na swój własny temat miało charakter platoński, odsyłający do rang i wykorzystujący metaforę planet krążących wokół centralnego słońca po wyznaczonych orbitach. Gdy już okazało się, że Greenwich i Whitehall nie były pięknymi i nieszkodliwymi miejscami w rodzaju Urbino, lecz niespokojnymi, bezwzględnymi i sadomasochistycznymi wirami władzy, starsza perspektywa zapewniła, iż Koło Fortuny pozostało średniowieczną metaforą życia dworzanina. Upadał on tylko dlatego, iż starał się wznieść”.
J. G. A. Pocock, Moment Makiawela

Orwell pisał o roku 1984. On wreszcie nadszedł, ale nie był przecież końcem historii. Zgodnie z nieubłaganymi prawami dz...
07/05/2026

Orwell pisał o roku 1984. On wreszcie nadszedł, ale nie był przecież końcem historii. Zgodnie z nieubłaganymi prawami dziejowymi, po 1984 nastąpił rok 1985. A w nim źli ludzie, przed którymi Orwell przestrzegał, mieli się nadal dobrze. Np. w Czechosłowacji. Byli też ludzie dobrzy i odważni, którzy tym złym się opierali. U naszych południowych sąsiadów prawdziwą legendą oporu był przywódca prawicowego, katolickiego nurtu opozycji antykomunistycznej Václav Benda. Tak m.in. pisał o represywności czechosłowackiego systemu - czy komunizmu w czechosłowackim wydaniu - w tymże 1985 r. w tekście, który zatytułował wymownie "Rok pierwszy po Orwellu":

"Mój przyjaciel Jirka Gruntorád*** wrócił z więzienia na tydzień przed Wigilią. Przesiedział cztery lata, trochę również dlatego, że nie chciał przestać być moim przyjacielem, ale oficjalnie za przepisywanie wierszyków i nagrywanie piosenek. Jest chyba ostatnim skazanym, który ma w wyroku Seiferta, bo jakoś w tym czasie wydano jego tomik oficjalnie. Był za to pierwszym więźniem politycznym, któremu dorzucili też nadzór prewencyjny (ochranný dohled); od razu dali mu maksimum – trzy latka. W zakładzie poprawczo-wychowawczym poprawiali go usilnie, również biciem, a on, przyjemniaczek, jeszcze skargi składał. Dodali mu za to czternaście miesięcy, podobno sam się zranił, żeby oczernić porządnych strażników.
Żyjemy jednak w czasach rządów humanitarnych. Jirka mógł wrócić do swojego robotniczego zawodu, tylko z murarza został przeniesiony na stanowisko palacza, przecież w tych mrozach pilnie potrzeba palaczy, ostatecznie, obsługując trzy kotłownie, nie miał się kiedy podrapać. Warunki jego nadzoru prewencyjnego nie były dużo surowsze niż zwykle dostają najgorsi i najbardziej uparci kryminaliści. Pozwolono mu nawet spędzić z nami Sylwestra. Nazajutrz po Trzech Królach sąd uwolnił go jednak od tych dodatkowych czternastu miesięcy więzienia: podobno nie można wykluczyć, że był jednak troszkę bity.
Humanitarna władza, która dba raczej o swoje dobre chęci i dobrą reputację niż o prawo, ma jednak również swoich wykonawców obdarzonych znaczną władzą. Ten wyrok najwyraźniej przelał czarę ich cierpliwości. W piątek, jedenastego dnia pierwszego miesiąca pierwszego roku po Orwellu, niebo nad moim przyjacielem nagle zachmurzyło się. W południe w ciągu godziny wyrzucono go z pracy, w której jeszcze poprzedniego wieczora uznawano go za niezbędnego. Stu lokatorów przez kilka dni kuli się w kocach przy kuchenkach gazowych, ale to bagatelka, z punktu widzenia ważniejszych interesów. Po południu zostały mu przekazane nowe warunki nadzoru prewencyjnego, tym razem tak ostre, jak wiatr z północy wiejący nad pustą równiną.
Musi zgłaszać się na policję dwa razy dziennie. Nie może opuszczać swojej dzielnicy, a tuż pod oknami ma Most Nuselski, który zachęca do spacerów. Trudno powiedzieć, gdzie przebiega wyimaginowana granica praskich dzielnic, ale na drugim końcu mostu niewątpliwie Jirka będzie już groźnym przestępcą. W nocy nie wolno mu w ogóle opuszczać mieszkania, w ciągu dnia może wyjść tylko wtedy, jeżeli policja wcześniej zatwierdzi miejsce i cel jego przechadzki. Restauracje w najbliższej okolicy są całkowicie zakazane, na odwiedzenie innych trzeba wcześniej uzyskać zgodę. Jirka zawsze bardziej wolał przesiadywać z książką niż w knajpie, więc ten ostentacyjnie nielegalny zapis wydaje się raczej niepotrzebny. Bezpieczniacy dodali go najwyraźniej w nadziei, że uspokoją sumienia swoich mundurowych kolegów – bezprecedensowa surowość nadzoru stanie się bardziej zrozumiała, jeżeli zasygnalizuje się, że należy powstrzymać knowania niebezpiecznego pijanicy i łobuza. Do tego wszystkie inne ograniczenia, które normalnie są częścią nadzoru prewencyjnego. Chciałbym zaznaczyć, że relacjonuję tak, jak to ogłoszono. Jeżeli komuś wydaje się to wszystko trochę nielogiczne lub przesadne, nie musi przekonywać mnie, ale właściwe organy. [...]".

*** Jiří Gruntorád (ur. 1952) – sygnatariusz Karty 77, wydawca i kolporter publikacji niezależnych. W serii „Popelnice” wydawał między innymi książki Bohumila Hrabala, Jaroslava Seiferta i Egona Bondego. Po 1989 r. był dokumentalistą czeskiego samizdatu.

Czy targowiczanin Rzewuski miał trochę racji - nie gdy zdradzał, ale wcześniej? Czy dziewiętnastowieczny apologeta Wielo...
07/05/2026

Czy targowiczanin Rzewuski miał trochę racji - nie gdy zdradzał, ale wcześniej? Czy dziewiętnastowieczny apologeta Wielopolskiego może zmienić naszą opinię o Margrabim? Czy przedstawiciel lewego nurtu Wielkiej Emigracji może chłostać błędy polityczne I RP równie mocno, jak czynili to później konserwatywni stańczycy - i czy ma rację? Czy lepszy ideał króla patrioty Bolingbroke'a od Behemota Hobbesa? I czy Behemot pozwala nam lepiej zrozumieć Lewiatana? Czy krytycy komunizmu z XX w. uczą nas czegoś także o współczesnych chorobach ideowych? Czy konserwatyści mają jakiś pomysł na czasy niekonserwatywne, poza ich kontestowaniem? Czy w naszym myśleniu politycznym są jeszcze głęboko zakorzenione jakieś pierwiastki renesansowej myśli włoskiej? A czy jest w nim jeszcze, gdzieś w zakamarkach najbardziej zakrytych przed nami samymi, jakiś łącznik nas z tym, który dał nam królestwo, słowem jakiś impuls chrobrowski? Itd. itp. Mnóstwo pytań. Mnóstwo odpowiedzi. Ponad 400 książek już wydanych. Kolejne w drodze. O te nowe będzie łatwiej, jeśli Państwo te stare...;)

Warto czytać o Sokratesie. Nowa książka o nim prof. Ryszarda Legutki już gotowa. Polecamy, podobnie jak książkę o presok...
06/05/2026

Warto czytać o Sokratesie. Nowa książka o nim prof. Ryszarda Legutki już gotowa. Polecamy, podobnie jak książkę o presokratykach.

Polecamy uwadze środową konferencję organizowaną przez Akademię Mazowiecką w Płocku. OMP jest jednym z partnerów wydarze...
04/05/2026

Polecamy uwadze środową konferencję organizowaną przez Akademię Mazowiecką w Płocku. OMP jest jednym z partnerów wydarzenia. Link do strony z programem w komentarzu.

Kuszące są spekulacje, że gdyby nie było Konstytucji 3 maja, a zatem potem Targowicy, II rozbioru, powstania kościuszkow...
03/05/2026

Kuszące są spekulacje, że gdyby nie było Konstytucji 3 maja, a zatem potem Targowicy, II rozbioru, powstania kościuszkowskiego, III rozbioru i RP dotrwała do wojen napoleońskich, okrojona, uzależniona od sąsiadów, a zwłaszcza od Rosji, ale jednak jakoś nadal odrębna, to miałaby wielkie szanse na przetrwanie, a nawet odrodzenie. Piękna perspektywa, nieprawdaż? Tyle tylko, że to wszystko obarczone jest nazbyt wielkim 'gdyby'.
Czasem drobne z pozoru wydarzenie zmienia bieg dziejów w skali ostatecznie potężnej. Nazwano to nawet efektem motyla. Cóż zatem powiedzieć o wydarzeniach tak doniosłych, jak to z 3 maja? Wykreślenie go ze scenariusza dziejowego rozpisuje ów scenariusz dalej zupełnie inaczej i wprowadza liczne wielkie znaki zapytania. Skąd na przykład pewność, że do wojen napoleońskich by doszło i dałyby one efekt mniej więcej (do czasu) podobny, czyli pokonania przez Francję Austrii i Prus, a wreszcie do stanięcia przez nią do ostatecznej rozgrywki z Rosją? Nawet zakładając, że postaci o takim talencie i charyzmie jak Napoleon pisana była niechybnie wielkość, a nie np. jakaś zabłąkana kula na wczesnym etapie jego drogi na szczyt...
Wszystko to są scenariusze z gatunku historii alternatywnej. One nie są czymś złym z natury. Pozwalają ćwiczyć myślenie polityczne, dostarczają też po prostu rozrywki. Co by się dalej działo, gdyby - np. - Cezar nie szedł sobie do senatu bez porządnej obstawy albo Bona nie jechała na nieszczęsne polowanie, spodziewając się dziecka, którym - jak się wskutek wypadku okazało - był brat Zygmunta Augusta? Ciekawe, prawda? Ale jednak tworzenie konstrukcji, w której krytykuje się twórców Konstytucji 3 maja za to, że zepsuli przez swą popędliwość i brak długodystansowej przenikliwości politycznej tak doskonale się rysujący scenariusz dla upadającej RP, to już zbyt duża spekulacja. Do realnego namysłu nad ówczesną polityką polską niewiele wnosi, jeśli cokolwiek.
Choć, oczywiście, różne sprawy związane z Konstytucją można rozważać: tryb jej uchwalania, pomysły i plany na to, co po uchwaleniu, wreszcie same zapisy. Taki na przykład wariant rozważał - widzący i dobre, i słabe jej strony - Waleryan Kalinka:
"[...] konstytucja 3 maja lepiej byłaby odpowiedziała sytuacji, zapisując nie sukcesję tronu, ale proste następstwo. Z królem, chociażby elekcyjnym do czasu, Polska miałaby przed sobą 20 do 30 lat ubezpieczonej egzystencji, a w tym periodzie niejedno ziarno rzucone na sejmie byłoby dojrzało, niejedna z reform dopiero zaczętych byłaby skończona, a na ostatek niejedna przeszkoda byłaby ustąpiła ze świata. „Przetrwajmy Katarzynę, mawiał Chreptowicz, z jej śmiercią wiele rzeczy sią odmieni”. Że tak się nie stało – tym razem nie zawinili Ateńczycy. Winien był Solon, który prawo doskonale zbyt wcześnie napisał".
Tu też pojawia się wybiegnięcie w przyszłość, ale jednak bardziej realistycznie (co nie znaczy, że trafnie, a już na pewno nie przesądzająco) osadzone: dyskusja z konkretnym zapisem Konstytucji. Dla wielu jej krytyków - w tym tych, którzy przeciw niej czynnie wystąpili, w targowickim akcie sprzeniewierzenia się czy wręcz zdrady - właśnie kwestia zniesienia wolnej elekcji i sukcesji tronu była fundamentalną. Bo podnosili - tak, błędnie, ale jednak wielu szczerze - że wolna elekcja to fundament wolności RP, z którego nie wolno rezygnować. Wyraz takiemu stanowisku dawał choćby Seweryn Rzewuski - choć on równie mocno, a właściwie na poziomie emocji to chyba jeszcze bardziej (bo dotyczyło go to osobiście, jako hetmana polnego koronnego), za jej filar uznawał władzę hetmańską. Emocje tej strony też trzeba brać pod uwagę. Nie żeby ją usprawiedliwiać, ale żeby mieć przed oczyma całość obrazu. Ostatecznie Konstytucję uchwalano podstępem, w okrojonym składzie celowo tak zebranym, żeby miało to szansę się powieść. A to miało wielki wpływ na to, co wydarzyło się później. Zresztą za to - tryb uchwalenia - twórców i politycznych akuszerów Konstytucji nierzadko krytykowano. I znów to Kalinka może sprawę rozjaśnić:
"W mowach i w pismach opozycji i w depeszach ministrów, oskarżano większość sejmową, że projekt swój wniosła z pominięciem form obowiązujących, z wywróceniem porządku sejmowania, z pogwałceniem praw kardynalnych, pół rokiem wprzódy jednomyślnie uchwalonych, jednym słowem, że zrobiono rzecz nielegalną, prawdziwy zamach stanu. Spierać się o to nie będziemy. Zamachy stanu wyjątkowo bywają tak konieczne, jak burze o skwarnej porze. La légalité nous tue, mawiano we Francji w naszym wieku. Przepisy prawne, obwarowania konstytucyjne, sprawiają niekiedy atmosferę tak duszącą, że w niej życie ustaje i nadchodzi jakaś senność chorobliwa, a wtedy nawałnica, choćby z piorunami, witana bywa jakby dobrodziejstwo. Wszystko zależy od tego, jaka po burzy nastanie pogoda. Sejm przez trzy lata ugrzązł w formułkach i gadulstwie, i nie było żadnej nadziei, przy zwykłym zaprzęgu, wyciągnąć go na lepszą drogę. Zamach stanu był nieodzowny, a radość, z jaką dość powszechnie go przyjęto, dowodzi, że większość sejmowa, pomijając formy prawne, nie zgrzeszyła tym razem przeciw woli narodu. I owszem, uznać trzeba tak dobrze zręczność i przezorność, jak ludzkość i umiarkowanie, z którymi rzecz była przeprowadzona. Gdzie indziej przy takich zamachach nie obywa się bez krwi rozlewu, napełniają się więzienia i spadają głowy z karku. U nas jednej szyby nie wybito nikomu".
Za ten tryb gruntownej zmiany dzieło reformatorów polskich chwalił wtedy Edmund Burke:
„Ale w jaki sposób zamieniono ten chaos w porządek? Zastosowane metody były tyle uderzające dla wyobraźni, co zadowalające rozum i kojące przekonania. Czyniąc refleksję nad tą zmianą, ludzkość ma wszelkie powody do radości i chluby, żadnych zaś do wstydu i ubolewania. W zakresie, w jakim się ona dokonała, była prawdopodobnie najczystszym dobrem publicznym, jakie kiedykolwiek przyznano ludzkości [...] Obie rewolucje [francuska i polska] głoszą wolność jako swój cel, ale w dążeniu do niego jedna zmierza od anarchii do porządku, a druga od porządku do anarchii. Pierwsza zabezpiecza swoją wolność przez ustanowienie własnego tronu, druga buduje swoją wolność na obaleniu własnej monarchii”.
Budujące słowa. Dużo mniej budujący ciąg dalszy. Szyb nie wybijano, ale jednak dokonała się dużo gorsza Targowica. Porządek zaś okazał się nader nietrwały. Niemniej ciężko było o inny scenariusz, z realnie istniejących. Zatem, jak na to zwracano uwagę już w XIX w., RP i tak by pewnie upadła, ale jej upadek bez Konstytucji 3 maja mógłby być dużo bardziej sromotny, gdyby dokonał się bez mobilizacji myśli i czynu.

Kilka cytatów na 3 maja. Tu Adam Jerzy Czartoryski i Jan Gwalbert Pawlikowski."Gdziekolwiek znajdują się Polacy (a podob...
03/05/2026

Kilka cytatów na 3 maja. Tu Adam Jerzy Czartoryski i Jan Gwalbert Pawlikowski.

"Gdziekolwiek znajdują się Polacy (a podobno nie ma na ziemi zakątku tak zapadłego, krainy tak odległej, za jednym i drugim Oceanem, aby tam naszych biednych rozproszonych ziomków nie było), wszędzie: czy w kraju, czy daleko od swoich, dzień 3 Maja jest przez nich obchodzony; wszędzie dla uczczenia jego pamiątki, albo zbierają się, jak my i jak w Londynie, w większe lub mniejsze koła, albo też samotnie przypominają sobie dawne czasy; dziś więcej o Ojczyźnie myślą, więcej jej żałują, więcej do niej tęsknią. Między odznaczonymi w dziejach naszych dniami, 3 Maja jest ten, który najpowszechniej, jeśli się nie mylę, najzgodniej, wzrusza i połączą serca, uczucia, wspomnienia, a dodam, i nadzieję Polaków.
Nie jest to dziwnym, i łatwo da się wytłumaczyć.
Pamiętne bowiem cztery lata, których dzień 3-go Maja jest wyrazem, były od końca XVII wieku, po dziś dzień, przez długie sto kilkadziesiąt lat, jedyną zbyt krótką porą, w której Polska nasza znalazła się w posiadaniu najdroższej swojej własności, największego skarbu każdego narodu, którego przed wszystkim bronić i pielęgnować powinien, w posiadaniu pełnej, swobodnej, od świata uznanej niepodległości. [...]
W czasie zaś czteroletniego Sejmu, rozognił się na nowo czysty, światły, poświęcony, bezinteresowny patriotyzm, który potem tyle czynów bohaterskich zrodził. Przez te lata wszyscy wrócili do stroju polskiego; zamiłowano więcej rodzime zwyczaje, dawne podania
i pamiątki narodowe; nastała większa odraza od cudzoziemszczyzny. Potępienie bezwarunkowe spadło na stosunki osobiste, z intrygą dworów sąsiednich, na wpisanych do ich stronnictw, na zbrodnicze wciąganie ich do naszych spraw, i uległość dla nich, na odbierane od nich pensie, którymi niektórzy dygnitarze nawet, śmieli bezwstydnie się szczycić. Krzyk powszechny opinii potępił na zawsze te ohydne zarazy. Uczucia i pojęcia narodu rozjaśniły się i wywyższyły do razu. Zasada równości przed prawem weszła do przekonań i do ustaw naszych, gdzie jej nie było. Otworzyły się dla wszystkich wrota, przystęp do obywatelstwa; miasta zasiadły na ławach sejmowych; Stany Rzeczypospolitej zajęły się polepszeniem bytu włościan, ich obroną od nadużyć, o czym przez kilka wieków nie było rzetelnego starania, i co przed kilkunastu latami było przyczyną odrzucenia, nawet bez żadnych rozpraw, przez Sejm, podanego Kodeksu przez najszanowniejszego Kanclerza Jędrzeja Zamojskiego. Razem handel, przemysł, które były mniej więcej w omdleniu; literatura, wymowa, dzienniki, wolne wydawnictwo, nauki, edukacja, zażywiły się odświeżonym i wzmagającym się popędem.
Były to zaiste, jak na te czasy i w krótkich latach, wielkie postępy".
Adam Jerzy Czartoryski, Zagajenie sesji publicznej Towarzystwa Historycznego Polskiego w Paryżu dnia 3 maja, 1853 roku

"Teraz zaczynamy rozumieć, co to jest to pismo, czym jest ten testament Rzeczypospolitej. Przypominają nam się słowa Stanisława Potockiego, wyrzeczone do posłów: „Spojrzyjcie na ten zbiór współrodaków, którzy do was wznoszą ręce, abyście ich dźwignęli z przepaści klęsk dawnych, nieładu i upodlenia”. I te ostrzegające słowa królewskie, że za dwie niedziele może już być za późno. Uświadamiamy sobie, że to była próba ostatnia ocalenia Rzeczypospolitej, chylącej się do upadku; że słowa tej Konstytucji zaprzysięgając, naród stwierdzał tym, że chciał żyć.
I rozumiemy teraz, że to jest rzecz święta".
Jan Gwalbert Pawlikowski, W rocznicę Konstytucyi 3 Maja. Przemówienie na uroczystym wieczorze dnia 2 maja [1908] w sali ratuszowej we Lwowie

"Rosja stworzyła typ pielgrzyma, który poszukując Prawdy Bożej, pędzi żywot tułaczy w nieustannych wędrówkach od jednych...
01/05/2026

"Rosja stworzyła typ pielgrzyma, który poszukując Prawdy Bożej, pędzi żywot tułaczy w nieustannych wędrówkach od jednych miejsc świętych do drugich. Trubecki opowiada, że spotkał kiedyś w Konstantynopolu grupę takich pielgrzymów; gdzie oni nie byli? Na górze Athos, w Jerozolimie, doszli do brzegów Morza Czerwonego; zawrócili; byli w Rzymie i w Bari; chcieli wiedzieć, gdzie się wcieliła Prawda Boża, gdzie żyją ludzie doskonali w doskonałym Kościele. Nie znaleźli, czego szukali, ale nie opuściła ich wiara, że jednak gdzieś, na wyspie jakiejś zapanowało już Królestwo Boże, nowe Jeruzalem. Wrócimy teraz do domu – mówili – wypoczniemy, a potem znowu pójdziemy szukać.
Pielgrzym, którego goni po świecie szerokim żądza oglądania Królestwa Bożego, to jeden biegun duszy i myśli rosyjskiej, na przeciwległym biegunie widzimy bolszewika krzyczącego z pianą na ustach, że Boga nie ma i że śmierć tym, co w Boga wierzą. Rosjanie są maksymalistami z usposobienia: albo wszystko, albo nic; równowagi w narodzie tym nie ma, przerzucają się z jednej ostateczności w drugą, od Boga do diabła. Potwierdzał to sam Dostojewski, pomimo że był fanatykiem mesjanicznej wiary w Rosję, niezachwianie wierząc, że w końcu pierwiastek Boży zwycięży i że Rosja zbawi nie tylko siebie, zbawi świat cały.
„Głęboka żądza wiary – pisał ks. Grzegorz Trubecki – stworzyła nasze obrzędy kościelne, równych którym nie ma na świecie; są one natchnionym dziełem geniusza religijnego Rosji, są dla nas, wygnańców, arką przymierza z Bogiem; one krzepią nas i tylko w świątyniach naszych czujemy, że jesteśmy w ojczyźnie naszej duchowej, doznajemy uczucia dziecka tulącego się do piersi matczynej, znajdujemy owo Królestwo Boże, o które modlimy się, aby zeszło na świat”.
Czy zejdzie? Teraz Rosja jest królestwem diabła. W końcu stycznia 1923 r. odbył się w klubie garnizonu moskiewskiego sąd nad Panem Bogiem w obecności Trockiego i Łunaczarskiego. Ponieważ podsądny nie zjawił się, więc zaocznie skazany został na śmierć. Świadkiem tego nieprawdopodobnego koszmaru był Niemiec, który to opisał w „Berliner Tageblatt”. „Naród rosyjski – kończył – nie wybaczy tego poniewierania najświętszych jego uczuć. Przyjdzie chwila, w której powstanie on, niby słup ognisty w Biblii, i potężną ręką wymierzy czerwonej małpie policzek, od którego zadrży cała kula ziemska”.
Jakże do tego daleko! „O czym nie pomyśleli – pisze o. Rigaux – imperatorowie rzymscy, którzy od Nerona aż do Juliana Apostaty wytrwale w ciągu trzech stuleci dążyli do zniszczenia chrześcijaństwa, co nie przeszło przez głowę ani Alaryka, ani Attyli, ani muzułmańskich zdobywców Hiszpanii, co daremnie próbowali wprowadzić drogą dekretów i gilotyny jakobini z r. 1793 – i to nie wszyscy – to władze sowieckie postanowiły urzeczywistnić w jak najkrótszym przeciągu czasu, stawiając sobie za cel wytworzenie nowej rasy ludzi, rasy ateistycznej, na wszystkie zamki zamkniętej w ciasnocie i zaduchu materii”.
Do dzieła tego zabrali się z szatańską przebiegłością, rozumiejąc, że w starszym pokoleniu, nawet wśród ludzi obojętnych w rzeczach religii, nie znajdą posłuchu, a natrafić mogą na opór. Więc zdobyć dusze dziecięce, przede wszystkim organizacje tzw. małych pionierów. Ci mają ateizm już wpojony sobie i, dzięki temu, pisał Bucharin64, „ich małe, słabe rączki powoli niszczą tę najmocniejszą twierdzę wszystkich obrzydliwości starego reżymu, jaką jest rodzina”.
Najskuteczniej zaś niszczą – dodamy od siebie – drogą delatorstwa, bo mają sobie przez władze szkolne nakazane donosić, co rodzice robią, z kim obcują, o czym mówią".
Marian Zdziechowski, Czerwony terror

"Coś niecoś o zasięgu oddziaływania legendy Chrobrego, w tym zwłaszcza w owym niepodległościowym wątku koronacyjnym, mów...
30/04/2026

"Coś niecoś o zasięgu oddziaływania legendy Chrobrego, w tym zwłaszcza w owym niepodległościowym wątku koronacyjnym, mówią nam zeznania świadków w tzw. krakowsko-poznańskim procesie polsko-krzyżackim toczonym w latach 1422-1423. Spośród dwudziestu dziewięciu polskich świadków, aż dziesięciu – i to niezależnie od siebie – powoływało się na koronację Bolesława jako akt konstytutywny dla polskiego królestwa, a zarazem świadczący o jego niezależności od cesarstwa. A wśród nich byli zarówno duchowni i szlachta, jak i mieszczanie. Jeden z nich, niejaki Mikołaj Szatkowski, zeznał nawet, że ma 150 lat, a jego żyjący o pięćdziesiąt lat dłużej ojciec na własne oczy widział wręcz tego Bolesława Chrobrego! Co dla nas ważne, świadkowie, choć różnili się w obszerności podawanych wiadomości i szczegółach, to przedstawiali dość spójny zestaw informacji na temat panowania Bolesława i początków państwa polskiego, sugerujący, że wiedza ta była relatywnie powszechna wśród polskich elit szlacheckich i mieszczańskich jeszcze przed połową XV w. Różnice między zeznaniami jasno pokazują bowiem, że o wcześniejszym „zbriefowaniu” świadków przez co bardziej lotniejszych członków polskiej delegacji nie może być mowy. Udział w tym miała być może dość szeroko zakrojona propaganda królewska, w której Chrobry odgrywał istotną rolę [...]".

I tak nie dość, że państwo polskie wzmocnił, osadził w środku Europy tak trwale, że nawet przy różnych wielkich przesileniach nie dało się go z niej usunąć, że uczynił je królestwem, co też na przyszłość wielce - mimo przerw - procentowało, to jeszcze pomagał zza grobu w tak doniosłych sprawach, jak wyżej opisana. Chrobry zatem, ale i Wielki, jak go też niegdyś nazwano, choć akurat to mniej się potem przyjęło. A nie musiał nawet ruszać w pole ze swymi śpiącymi wojami, o których - łącznie ze związanymi z tym niejednoznacznościami - także w książce Michała Gniadka-Zielińskiego, obok szeregu innych frapujących opowieści o polskiej historii i tradycji, miejscu w nich Bolesława, o tym, jak go - w tym po wielu wiekach - na różne sposoby opisywano i wykorzystywano: dla polityki, dla ducha narodowego, dla celów komercyjnych wreszcie, choć nierzadko idących w parze z dużej jakości walorami artystycznymi czy literackimi. Oby i nam cel komercyjny tu się ziścił, obyśmy i my byli beneficjentami - choćby poprzez ksiegarniaomp z pl po kropce - bolesławowego dziedzictwa:).

Jako że rychło pocznie trafiać pod strzechy, przypominamy: nowa książka prof. Ryszarda Legutki "Sokrates - filozof konse...
29/04/2026

Jako że rychło pocznie trafiać pod strzechy, przypominamy: nowa książka prof. Ryszarda Legutki "Sokrates - filozof konsekwencji" jest na wyciągnięcie ręki drogą zakupu w ksiegarniaomp z pl po kropce. Polecamy też pakiet z pięcioma dialogami Platona (cztery z nich w przekładzie i z komentarzem prof. Legutki): Obroną Sokratesa, Kritonem, Eutyfronem, Fedonem i Hippiaszem Mniejszym (w tłumaczeniu i z komentarzem Marcina Bizonia). W dobrej cenie, zwłaszcza jak na tak fundamentalne znaczenie tych dzieł. Szlak do zakupu wytyczamy w odpowiedzi.

Adres

Basztowa 3
Kraków
31-134

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ośrodek Myśli Politycznej umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij