22/04/2026
W sierpniu 1939 roku, w przededniu agresji na Polskę, Adolf Hi**er miał podczas narady wojskowej wygłosić zdanie, które weszło do historiografii w kilku wariantach źródłowych i pozostaje przedmiotem dyskusji:
„Kto dziś jeszcze pamięta o zagładzie Ormian?”.
Niezależnie od dokładnej rekonstrukcji tej wypowiedzi, funkcjonuje ona jako syntetyczny wyraz logiki polityki negacji i bezkarności.
W sensie literackim odpowiedź na to pytanie została sformułowana wcześniej — w 1933 roku — i przybrała postać powieści „Czterdzieści dni Góry Musa”.
/Książka F. Werfela została wydana po polsku pod nazwą "Czterdzieści dni Musa Dah"/
FRANZ WERFEL i „CZTERDZIEŚCI DNI GÓRY MUSA" — POWIEŚĆ, KTÓRA OCALIŁA PAMIĘĆ
Istnieją książki, których się nie tylko czyta — lecz przechowuje w pamięci, przenosi między celami więziennymi, zakopuje w blaszanych puszkach, przywołuje z pamięci na tajnych naradach. „Czterdzieści dni Góry Musa” należy do tej rzadkiej kategorii.
Franz Werfel (1890–1945) należał w międzywojniu do najpoczytniejszych niemieckojęzycznych pisarzy Europy. Praski Żyd z asymilowanej rodziny, wychowany w kręgu, z którego wyszli także Franz Kafka i Max Brod, wiedeńczyk z wyboru, mąż Almy Mahler — Werfel był przede wszystkim poetą ekspresjonistycznym, autorem dramatów i powieści religijnych. O Ormianach dowiedział się przypadkiem. Z tego przypadku wyrosła jedna z najtrwalszych powieści XX wieku o ludobójstwie.
Z CZEGO NARODZIŁA SIĘ KSIĄŻKA
W zimie 1929–1930 Franz Werfel odbył z żoną Alma Mahler podróż przez Egipt, Palestynę, Liban i Syrię. W Damaszku odwiedził manufakturę dywanów, gdzie pracowały dzieci — wychudzone, chore, okaleczone. Były to ormiańskie sieroty, ocalałe z deportacji i masakr 1915 roku. Rozmowy przeprowadzone na miejscu skierowały jego uwagę ku wydarzeniom na Górze Musa (tur. Musa Dağı, orm. Musa Ler). Latem 1915 roku sześć ormiańskich wsi u jej podnóża odmówiło wykonania rozkazu deportacji. Około pięciu tysięcy mieszkańców, dysponujących ograniczoną liczbą broni palnej, wycofało się na górskie zbocza i przez pięćdziesiąt trzy dni stawiało opór oddziałom osmańskim. We wrześniu 1915 roku zostali ewakuowani przez okręty francuskiej eskadry śródziemnomorskiej.
Werfel nie zobaczył Góry Musa na własne oczy — jego statek przepływał wzdłuż wybrzeża w drodze do Stambułu. Ale temat go nie opuścił. Przez kolejne dwa lata pisarz prowadził badania, który w jego czasach miał charakter niemal historiograficzny. Rozmawiał z ocalałymi. Korzystał z archiwów mechitarzystów — ormiańskiego katolickiego zgromadzenia w Wenecji, które dysponowało dokumentacją oporu. Zapoznawał się z pracami niemieckiego pastora Johannesa Lepsiusa, najważniejszego zachodnioeuropejskiego świadka ludobójstwa. Studiował historię Kościoła apostolskiego, osmańską administrację wojskową, klimat i topografię Cylicji. Na marginesach brudnopisów zostawiał sobie przypomnienia: nie popadać w polemikę z Turkami, pamiętać również o ormiańskiej niechęci do nich, zachować proporcje.
Tę metodologiczną uczciwość widać w samej powieści. Werfel nie pisze w schemacie „dobry Ormianin, zły Turek". Ormiańscy bohaterowie mają wady, wątpliwości, wahania. Wśród postaci tureckich pojawiają się ludzie pomagający prześladowanym wbrew reżimowi. Centralny rozdział książki — zatytułowany „Intermezzo bogów" — rekonstruuje rzeczywistą rozmowę Lepsiusa z Enver Paszą, jedną z najbardziej wstrząsających scen w literaturze niemieckojęzycznej pierwszej połowy XX wieku.
PROROCTWO CZY INTUICJA
Werfel ukończył rękopis wiosną 1933 roku. Nie jest to data przypadkowa. W styczniu tego samego roku władzę w Niemczech objął Adolf Hi**er. W maju — gdy książka szła już do składu — pisarz przepisywał znaczne jej fragmenty, reagując na gwałtownie zmieniającą się rzeczywistość polityczną. Rewizje trwały niemal do druku.
Pytanie, czy „Czterdzieści dni Góry Musa” są alegorią hitleryzmu, pozostaje w literaturze przedmiotu otwarte. Franz Werfel w wypowiedziach publicznych konsekwentnie podkreślał, że jego zamiarem było „przyjście z pomocą narodowi ormiańskiemu przez opowiedzenie o nim światu”. Nie dystansował się od politycznych odczytań powieści, lecz też ich nie autoryzował jako własnej intencji autorskiej.
Współczesne badania przesuwają akcent interpretacyjny. Jak wskazuje m.in. Peter Stephan Jungk, utwór nie został pomyślany jako alegoria konkretnego systemu politycznego, lecz jako możliwie wierna rekonstrukcja procesu, który można opisać jako nowoczesne ludobójstwo: zorganizowane przez aparat państwowy, legitymizowane administracyjnie i realizowane przy udziale biurokracji. To właśnie precyzja tego opisu sprawiła, że czytelnicy lat 30. dostrzegali w nim analogie do aktualnych wydarzeń w Europie.
W tym sensie pytanie postawione później przez Elie Wiesel — skąd Werfel znał „słownik i mechanikę Zagłady” — znajduje odpowiedź nie w intuicji proroczej, lecz w doświadczeniu historycznym. Werfel opisywał bowiem pierwszy w XX wieku przypadek systemowego ludobójstwa, którego schemat — deportacja, izolacja, administracyjna dehumanizacja i fizyczna eksterminacja — został następnie rozpoznany i rozwinięty przez kolejne reżimy totalitarne.
Pierwsi czytelnicy nie mieli jednak wątpliwości. Louis Kronenberger, recenzując powieść w „New York Times Book Review" jesienią 1934 roku, pisał wprost o paraleli między losem Ormian pod młodoturkami a losem Żydów pod Hi**erem. John Chamberlain z „New York Timesa" nazwał książkę gorącym protestem przeciwko „młodotureckim skłonnościom ruchu nazistowskiego". Rok wcześniej, w lipcu 1933, detroicki rabin Leon Fram notował w prasie żydowskiej: „Hi**er osiąga to, co Turcy zamierzali, ale im się nie udało. (...) W biały dzień nazistowskie Niemcy przeprowadzają zagładę narodu — i nikt nic nie robi".
PODWÓJNA CENZURA
Powieść ukazała się w listopadzie 1933 roku. W ciągu kilkunastu miesięcy stała się międzynarodowym bestsellerem — w samych Stanach Zjednoczonych Book of the Month Club zapewnił jej sprzedaż rzędu stu pięćdziesięciu tysięcy egzemplarzy. Niemal równolegle z tym sukcesem rozwinęły się dwa procesy cenzurowania, zdumiewająco symetryczne.
W Niemczech książka została objęta zakazem i znalazła się w pierwszej fali publicznych spaleń „zdegenerowanej" literatury. Werfla usunięto z Pruskiej Akademii Sztuki. Organ SS „Das Schwarze Korps" oskarżył go o propagandę wymierzoną w sojuszniczą Turcję — powieść, jego zdaniem, wymyślała „rzekome tureckie okrucieństwa popełnione na Ormianach". Logika reżimu była prosta: negacja jednego ludobójstwa stanowiła wstęp do następnego.
W kemalistowskiej Turcji zakaz miał charakter równie bezwzględny — i został zinternalizowany głębiej, niż można by oczekiwać. Książka była palona nie tylko z woli państwa, lecz także przez część samej mniejszości ormiańskiej w Stambule, która dostosowała się do oficjalnej linii negacjonistycznej. Podobnie postąpiła stambulska gmina żydowska. Lęk mniejszości przed oskarżeniem o nielojalność wobec państwa okazał się w tym wypadku skuteczniejszy od każdej administracyjnej cenzury.
Prawdziwy dramat dyplomatyczny rozegrał się jednak nie wokół książki, lecz wokół jej ekranizacji. Już w 1934 roku wytwórnia Metro-Goldwyn-Mayer kupiła prawa filmowe; projektem zajął się Irving Thalberg, rolę głównego bohatera — ormiańskiego emigranta Gabriela Bagradiana — miał zagrać Clark Gable. Reżyserię przejmował stopniowo Rouben Mamoulian, amerykański reżyser ormiańskiego pochodzenia. Kiedy hollywoodzka prasa doniosła o projekcie, turecki ambasador w Waszyngtonie, Mehmed Münir Ertegün, otrzymał z Ankary polecenie: nie dopuścić, by film powstał.
Interwencja przebiegała trzema torami. Po pierwsze — dyplomatyczna presja na amerykański Departament Stanu, z sugestią, że produkcja filmu pogorszy relacje turecko-amerykańskie. Po drugie — bezpośrednia groźba pod adresem MGM: jeśli film zostanie wyprodukowany, Turcja rozpęta kampanię przeciwko wytwórni na wszystkich rynkach, na które ma wpływ. Po trzecie — medialna nagonka w prasie tureckiej, miejscami w tonie jawnie antysemickim (stambulska „Haber" pisała we wrześniu 1935 roku o konieczności „przymuszenia żydowskiej firmy MGM do rozumu"). Ankara zagroziła również zakazem wszystkich amerykańskich filmów na rynku tureckim — co dla przemysłu Hollywood, budującego właśnie globalną dystrybucję, było argumentem decydującym.
MGM wycofało się 27 września 1935 roku.
Projekt wracał później jeszcze kilkakrotnie — wśród zainteresowanych byli m.in. Sylvester Stallone i Mel Gibson — i za każdym razem upadał pod presją tureckich władz. Jedyną pełnometrażową ekranizacją powieści pozostaje niskobudżetowa produkcja ormiańskiej diaspory z 1982 roku w reżyserii S. Muradiana. Historię tego fiaska opisał w klasycznym już artykule „The Forty Years of Musa Dagh: The Film That Was Denied" Edward Minasian — i jest to jeden z najbardziej spektakularnych w dziejach kina przypadków politycznej blokady utworu literackiego przez państwo obce.
LEKTURA W GETTACH
Jest jednak coś, czego żadna cenzura nie była w stanie zatrzymać. Od końca lat trzydziestych powieść krążyła — w tłumaczeniach na polski i jidysz — po Europie Środkowo-Wschodniej, którą hitlerowskie Niemcy zamieniały właśnie w kontynent gett. Tam spotkała swoich najważniejszych czytelników.
Dokumentacja tego zjawiska jest zaskakująco bogata. W getcie warszawskim, jak odnotował w swoich zapiskach Emanuel Ringelblum, książka Werfla należała do najbardziej poszukiwanych pozycji. Marcel Reich-Ranicki, późniejszy czołowy krytyk literacki powojennych Niemiec, wspominał po latach, że powieść „odniosła w getcie warszawskim niespodziewany sukces" i przechodziła z rąk do rąk. Ringelblum — historyk świadomy tego, co pisze — zadawał w swoich notatkach pytanie, które brzmi dziś jak zapowiedź własnej śmierci i własnego archiwum: co też myśleli ludzie na Górze Musa?
Ze świadectwa współpracownika Janusza Korczaka wiadomo, że w lecie 1941 roku w Domu Sierot dyskutowano scenę z powieści, w której jeden z ormiańskich duchownych opuszcza powierzone mu dzieci, by ratować siebie (w dalszym ciągu powieści wraca). Korczak miał wtedy powiedzieć, że pod żadnym pozorem nie opuści swoich podopiecznych.
Podobne świadectwa pochodzą z getta wileńskiego. Bibliotekarz Herman Kruk raportował, że powieść Werfla była najczęściej wypożyczaną pozycją. Rachela Margolis, partyzantka przeżywająca wojnę w okolicznych lasach, pisała: „Największym powodzeniem cieszyły się książki o czymś podobnym do naszego życia. Na ‚Czterdzieści dni Góry Musa’ zapisywano się do kolejki".
Najostrzej sformułowane zostało to, co w powieści Werfla czytali w Białymstoku. W 1943 roku, podczas ostatnich dyskusji o strategii obrony getta, Mordechaj Tenenbaum — wysłany z Wilna, by organizować tam podziemie — zapisał zdanie, które wpisało się później w historię nie tylko literatury:
„Pozostaje nam tylko jedno: zorganizować zbiorowy opór w getcie, za wszelką cenę; uznać getto za naszą Górę Musa — i wpisać dumny rozdział żydowskiego Białegostoku oraz naszego ruchu w historię".
Zapiski białostockiego podziemia, zakopane w 1943 i odkryte po wojnie, wydano w zbiorze pod tytułem „Kartki z ognia" (Pages from the Fire). Redaktorzy tomu pisali, że „ze względu na podobieństwo losu obu narodów, Ormian i Żydów" powieść Werfla była wyjątkowo popularna wśród getto-młodzieży. Termin „zrobić Górę Musa" wszedł w tamtych miesiącach do słownika żydowskiego podziemia we wschodniej Europie. Icchak Cukerman, jeden z przywódców powstania w getcie warszawskim, miał — jak wspominają jego bliscy — powtarzać, że powstania warszawskiego nie sposób zrozumieć bez przeczytania książki Werfla.
CO TA POWIEŚĆ WŁAŚCIWIE ZROBIŁA
Kategoria „powieści, która zmienia historię", należy do najbardziej nadużywanych w krytyce literackiej. W wypadku „Czterdziestu dni Góry Musa" nadaje się jednak do empirycznego uzasadnienia. Książka nie zmieniła biegu II wojny światowej. Nie powstrzymała Zagłady. Nie wymusiła uznania ludobójstwa Ormian ani przez ONZ, ani przez żadne państwo Sojuszu w momencie, kiedy miało to największe znaczenie. Zrobiła jednak coś innego: trzymała w obiegu fakty, o których cenzury ówczesnych mocarstw pragnęły, by zniknęły.
Dla Ormian było to ocalenie pamięci od drugiej śmierci — od zapomnienia, które bywa groźniejsze od samej zbrodni, bo zdejmuje z niej ciężar odpowiedzialności. Dla Żydów europejskich — niespodziewany podręcznik oporu, napisany zanim wybuchła wojna, w której oni sami mieli odegrać rolę pisanych w powieści ofiar. Dla światowej literatury — dowód, że fabuła może pełnić funkcję, którą ówczesna dyplomacja porzuciła: funkcję świadka.
Werfel sam był postacią pełną sprzeczności — rozdartą między judaizmem, katolicyzmem i estetycznym indywidualizmem; politycznie chwiejną (historycy wskazują na jego krótkotrwałe próby układania się z nazistowską Akademią w 1933, podjęte zapewne w nadziei na utrzymanie niemieckiego rynku dla właśnie pisanej książki; próby te skończyły się fiaskiem w ciągu kilku tygodni, kiedy jego własne książki palono na placach Berlina). Po Anschlussie w 1938 roku uciekł najpierw do Francji, potem — gdy wojska niemieckie zajęły Paryż — dramatyczną trasą przez Pireneje do Stanów Zjednoczonych. Zmarł w Kalifornii w sierpniu 1945 roku, zaledwie kilka miesięcy po zakończeniu wojny, w wieku 54 lat. Nie dożył ani uznania ludobójstwa przez kolejne parlamenty, ani powrotu swoich książek do niemieckiego obiegu.
W wiedeńskim parku Schillera stoi jego pomnik, postawiony przez społeczność ormiańską, z inskrypcją: „z wdzięcznością i głębokim szacunkiem — naród ormiański". To prawdopodobnie najzwięźlejsza recenzja tej książki, jaką dotąd napisano.
POLSKA DROGA
Dzieje polskiej recepcji „Czterdziestu dni Góry Musa" są same w sobie opowieścią o tym, jak wielkie dzieła literatury o mniejszościach bywają wyciszane przez systemy polityczne z różnych powodów. Powieść krążyła w gettach okupowanej Polski w tłumaczeniach, których szczegółowa bibliografia wymaga jeszcze badań (zachowane wzmianki wspominają o wersjach polskiej i jidyszowej, ale nie istnieje — o ile wiem — systematyczne opracowanie ich pochodzenia). W Polsce Ludowej książka pozostawała poza głównym obiegiem przez kilka dekad: ani temat ludobójstwa Ormian, ani autor o żydowskim pochodzeniu i katolickich sympatiach, ani sam patos chrześcijańskiego oporu nie mieściły się w peerelowskiej polityce kulturalnej.
Pełne polskie wydanie ukazało się dopiero w 2013 roku nakładem poznańskiego wydawnictwa Zysk i S-ka. Dla polskiego czytelnika oznaczało to spóźnione o kilka pokoleń spotkanie z tekstem, który dla czytelnika wiedeńskiego, nowojorskiego, jerewańskiego czy jerozolimskiego od dawna funkcjonował jako klasyk XX wieku.
CO POZOSTAJE Z LITERATURY
Wiele powieści XX wieku aspirowało do roli świadka historii. Większości z nich udało się ją odegrać jedynie w obrębie krytyki literackiej. „Czterdzieści dni Góry Musa” wyróżniają się na tym tle w sposób szczególny: przekroczyły ramy recepcji i — niezależnie od intencji Franz Werfel — zaczęły funkcjonować jako narzędzie pamięci historycznej. Należą do rzadkich przypadków, w których pytanie „co może powieść?” otrzymuje odpowiedź empiryczną, udokumentowaną w źródłach.
W sierpniu 1939 roku, w przededniu agresji na Polskę, Adolf Hi**er miał podczas narady wojskowej wygłosić zdanie, które weszło do historiografii w kilku wariantach źródłowych i pozostaje przedmiotem dyskusji filologicznych: „Kto dziś jeszcze pamięta o zagładzie Ormian?”. Niezależnie od dokładnej rekonstrukcji tej wypowiedzi, funkcjonuje ona jako syntetyczny wyraz logiki polityki negacji i bezkarności. W sensie literackim odpowiedź na to pytanie została sformułowana wcześniej — w 1933 roku — i przybrała postać powieści „Czterdzieści dni Góry Musa”.