27/05/2026
To było niezwykle poruszające spotkanie. 💚
Dziękujemy za rozmowę o nadziei, sile i sensie oraz za tak ciepłe przyjęcie historii Urszuli Smok.
Dziękujemy wszystkim obecnym za uważność, wzruszenie i dzielenie się swoimi historiami. Cieszymy się, że mogliśmy być częścią tego wydarzenia. Takie chwile zostają z człowiekiem na długo. 💚
„Nie myślałam o życiu po przeszczepie; myślałam o tym, by wrócić do domu. Czasami nawet śniło mi się to, ale za każdym razem się budziłam się w szpitalu” – to była odpowiedź na jedno z pytań dr. Romana Soleckiego.
Słowa te należą do Urszuli Smok, założycielki Fundacji „Podaruj Życie”, która sama chorowała na przewlekłą białaczkę szpikową. Dowiedziała się o niej od bliskich w wieku 22 lat.
Białaczka jest bardzo trudną diagnozą, ale nie przesądzającą. Perspektywa spędzenia tak dużej ilości czasu w szpitalu w tak młodym wieku załamałaby kompletnie niejedną osobę. Jednak pani Urszula, mimo trudu i lęku, pozostała ufna losowi, choć miała poczucie znalezienia się w „szklanym więzieniu”. Pięć miesięcy – całe dnie będąc zbyt słabą, by nawet czasami podnieść telefon, w ogromnej tęsknocie za ludźmi, doświadczeniem normalnego, zwykłego życia i marząc o tym, by zjeść skórkę chleba.
Dużą rolę w jej chorobie odegrało wsparcie najbliższej rodziny oraz wiara, nawet w momencie fizycznego poczucia nadchodzącego końca. „Była jedna noc, kiedy czułam, że śmierć jest koło mnie. Cały ten czas przepłakałam, nie spałam, pisząc w myślach listy do bliskich i wyobrażając sobie mój pogrzeb. Jednak nad ranem powiedziałam Panu Bogu, że to jeszcze nie mój czas, mam tyle rzeczy do zrobienia, że dołączę do niego później. Dopiero wtedy ok. godz. 5 rano usnęłam”.
Przeszczep odbył się w 1998 r. we Wrocławiu. Podjął się go prof. Andrzej Lange – był to bardzo trudny zabieg, jako jeden z nielicznych w skali światowej, który zakończył się sukcesem. Takie alternatywne przeszczepy szpiku przy niepełnej zgodności genetycznej, były w tych latach przeprowadzane tylko w trzech miejscach na świecie: w Grecji, USA i w Polsce we Wrocławiu. Szansa na powodzenie u pani Urszuli wynosiła jeden na milion. Dawcą został brat Mariusz. Trzy lata później, w 2001 r., zarejestrowana została wyżej wspomniana fundacja, która do dziś daje ogromne wsparcie osobom walczącym z chorobami krwi oraz ich rodzinom.
Roman Solecki porównał doświadczenie szpitalnego życia pani Urszuli do pobytu Viktora Frankla – założyciela nurtu logoterapii – w Auschwitz. Frankl przeżył tylko dzięki wizji przyszłego wykładania oraz marzeniom, takim jak udział w kongresie psychoterapii w Holandii. Pani Urszuli siłę dawały marzenia, które chciała urzeczywistnić w kolejnych latach. Oba te doświadczenia mówią o poszukiwaniu sensu tam, gdzie można by pomyśleć, że całkowicie go brakuje. O odnajdywaniu siły w rzeczach, które pozornie czynią nas słabymi.
Spotkanie zakończyło się rozmową z widownią – ludźmi i ich historiami, które zapadają głęboko w pamięć. Można by pomyśleć, że logoterapia to kolejna z suchych teorii czy porad, jak lepiej żyć. Jednak historia pani Urszuli oraz Viktora Frankla pokazuje jej autentyczność, głębię i przełożenie na życie codzienne. A takich historii jest przecież znacznie więcej.
Iga Burdajewicz