18/08/2026
Zasady muszą być. Są nam wszystkim potrzebne. Dzięki nim wiemy, jak zachowywać się na pływalni, u lekarza, w pociągu, w restauracji czy podczas szkolnej lekcji. Zasady regulują nasze relacje z innymi ludźmi. Uczymy się ich, obserwując zachowania innych albo korzystając z podpowiedzi najbliższych.
Tłumaczenie zasad dzieciom, które ich nie przestrzegają, bardzo rzadko jest dobrym pomysłem. Dzieci, które łamią zasady, zazwyczaj doskonale je znają. Podobnie bezsensowne bywają próby wymuszania dostosowania się do zasad siłą, na przykład poprzez nakładanie kolejnych konsekwencji.
Dziecko czy młody człowiek, który łamie zasady, czasem bardzo ostentacyjnie, może w ten sposób komunikować swój problem. Niestety, zapytany o to, jaki ma problem, najczęściej nie będzie umiał odpowiedzieć na to pytanie w żaden sensowny sposób. Samo zachowanie również nie musi dawać nam żadnej oczywistej wskazówki, z czym ten problem jest związany.
Dla ilustracji podawałem różne przykłady. Jeden dotyczył pewnej kobiety, która jako uczennica, a później także jako nauczycielka, zachowywała się bardzo aspołecznie. Dopiero po latach odkryła, że powodem była jej nadwrażliwość na światło. W zaciemnionych pomieszczeniach zaczynała doskonale funkcjonować w relacjach z ludźmi.
Podawałem też przykład własny. Jako dziecko godzinami siedziałem na brzegu wanny i lałem sobie na nogi gorącą wodę, zużywając przy tym dużo gazu, który w junkersie podgrzewał wodę. Żadne kary ani rozmowy rodziców ze mną nie dawały efektu. Dopiero jako dorosły człowiek odkryłem przyczynę, której jako dziecko nie dostrzegałem. Podgrzewanie nóg łagodzi objawy astmy, a ja byłem dzieckiem chorującym na astmę.
Można nie znać powodu, dla którego ktoś bije, pluje, gryzie czy kopie. Można jednak być świadomym, że taki powód istnieje. Na pewno nie jest nim założenie, że dziecko chce bezinteresownie krzywdzić innych, bo po prostu może.
Ponieważ od dziecka nie zawsze dowiemy się, co jest przyczyną jego zachowania, radzę nauczycielom i specjalistom przyglądać się nie tylko dziecku, ale przede wszystkim jego otoczeniu.
Wymieniałem już najczęstsze problemy, z którymi się spotykałem: całkowity brak uwagi dla dziecka, czyli brak responsywności dorosłych — i to pomimo zajmowania się nim, także w kontakcie jeden na jeden; brak pozytywnej informacji zwrotnej i przewaga komunikatów negatywnych; brak autonomii i możliwości decydowania odpowiednich do wieku oraz poziomu poznawczego dziecka; brak wystarczającej struktury powodujący chaos, w tym brak uprzedzania o tym, co się wydarzy; zaburzenia sensoryczne; brak prawidłowo postawionych granic i wymagań — oraz wiele innych.
Trzeba szukać problemu i próbować go rozwiązać, a nie karać za nieprzestrzeganie zasad, których spełnienie w danym momencie może przerastać możliwości dziecka.
Jacek Kielin