Relacyjno-Rozwojowi

Relacyjno-Rozwojowi Zobaczmy świat oczami innych

Zasady muszą być. Są nam wszystkim potrzebne. Dzięki nim wiemy, jak zachowywać się na pływalni, u lekarza, w pociągu, w ...
18/08/2026

Zasady muszą być. Są nam wszystkim potrzebne. Dzięki nim wiemy, jak zachowywać się na pływalni, u lekarza, w pociągu, w restauracji czy podczas szkolnej lekcji. Zasady regulują nasze relacje z innymi ludźmi. Uczymy się ich, obserwując zachowania innych albo korzystając z podpowiedzi najbliższych.

Tłumaczenie zasad dzieciom, które ich nie przestrzegają, bardzo rzadko jest dobrym pomysłem. Dzieci, które łamią zasady, zazwyczaj doskonale je znają. Podobnie bezsensowne bywają próby wymuszania dostosowania się do zasad siłą, na przykład poprzez nakładanie kolejnych konsekwencji.

Dziecko czy młody człowiek, który łamie zasady, czasem bardzo ostentacyjnie, może w ten sposób komunikować swój problem. Niestety, zapytany o to, jaki ma problem, najczęściej nie będzie umiał odpowiedzieć na to pytanie w żaden sensowny sposób. Samo zachowanie również nie musi dawać nam żadnej oczywistej wskazówki, z czym ten problem jest związany.

Dla ilustracji podawałem różne przykłady. Jeden dotyczył pewnej kobiety, która jako uczennica, a później także jako nauczycielka, zachowywała się bardzo aspołecznie. Dopiero po latach odkryła, że powodem była jej nadwrażliwość na światło. W zaciemnionych pomieszczeniach zaczynała doskonale funkcjonować w relacjach z ludźmi.

Podawałem też przykład własny. Jako dziecko godzinami siedziałem na brzegu wanny i lałem sobie na nogi gorącą wodę, zużywając przy tym dużo gazu, który w junkersie podgrzewał wodę. Żadne kary ani rozmowy rodziców ze mną nie dawały efektu. Dopiero jako dorosły człowiek odkryłem przyczynę, której jako dziecko nie dostrzegałem. Podgrzewanie nóg łagodzi objawy astmy, a ja byłem dzieckiem chorującym na astmę.

Można nie znać powodu, dla którego ktoś bije, pluje, gryzie czy kopie. Można jednak być świadomym, że taki powód istnieje. Na pewno nie jest nim założenie, że dziecko chce bezinteresownie krzywdzić innych, bo po prostu może.

Ponieważ od dziecka nie zawsze dowiemy się, co jest przyczyną jego zachowania, radzę nauczycielom i specjalistom przyglądać się nie tylko dziecku, ale przede wszystkim jego otoczeniu.

Wymieniałem już najczęstsze problemy, z którymi się spotykałem: całkowity brak uwagi dla dziecka, czyli brak responsywności dorosłych — i to pomimo zajmowania się nim, także w kontakcie jeden na jeden; brak pozytywnej informacji zwrotnej i przewaga komunikatów negatywnych; brak autonomii i możliwości decydowania odpowiednich do wieku oraz poziomu poznawczego dziecka; brak wystarczającej struktury powodujący chaos, w tym brak uprzedzania o tym, co się wydarzy; zaburzenia sensoryczne; brak prawidłowo postawionych granic i wymagań — oraz wiele innych.

Trzeba szukać problemu i próbować go rozwiązać, a nie karać za nieprzestrzeganie zasad, których spełnienie w danym momencie może przerastać możliwości dziecka.

Jacek Kielin

Dla tych z Państwa, którzy widzą to zdanie pierwszy raz. Zauważcie proszę, że nie ma tu słowa o "bezstresowym wychowaniu...
17/08/2026

Dla tych z Państwa, którzy widzą to zdanie pierwszy raz. Zauważcie proszę, że nie ma tu słowa o "bezstresowym wychowaniu", czy innych, często mylnie przypisywanych takiemu zachowaniu, teoriach.

Jest zaufanie do dziecka i modelowanie zachowania wobec kogoś, kto znalazł się w trudnej sytuacji.

Bardzo, bardzo rzadko zdarza się, że dziecko, które rozbija tą przysłowiową szybę, nie wie, że stało się źle i że będą tego naturalne konsekwencje. To rolą dorosłego jest pokazanie, jak wyjść z takiej sytuacji tak, aby nie stać się "winnym ponad miarę".
Żeby móc (o ile to jest wogóle możliwe, osiągalne) z tego wyciągnąć jakiś wniosek i umieć sobie poradzić z całością sytuacji. Żeby dziecko zrozumiało reakcję społeczną i oczekiwania, które mogą być bardzo odmienne od jego sposobu rozumienia tego, co się dzieje.

To nie tekst o bezkarności, pobłażaniu, czy dopisywaniu "magii" do zachowań dziecka. Zasady o nie wybijaniu szyby nie pomagają wybrnąć z sytuacji, gdy szkło się już rozbiło. Wtedy potrzebny jest człowiek, który będzie OBECNY przy tym, który stłukł bez warunków, zasad i umów. Będzie, bo wie, że rozbita szyba to tylko fragment rzeczywistości, w której żyje.

Ta obecność jest największą szansą, aby to była ostania rozbita szyba.

Asia Klaga Fundacja Autika
Mama Stashka PodzielsiezeStashkiem
Aspiracje.com.pl - uważność na koszulkach

Karanie nie ma nic wspólnego z prawidłową socjalizacją. Dziecko krzywdzi innych dokładnie z takich samych powodów z któr...
16/08/2026

Karanie nie ma nic wspólnego z prawidłową socjalizacją. Dziecko krzywdzi innych dokładnie z takich samych powodów z których robimy to wszyscy.

Nikt z nas nie jest ze stali, czasem coś nas przerasta, coś nas niszczy i wtedy nie dajemy rady - zaczynamy krzywdzić innych. Dzieci mają tak samo. Nasze niewłaściwe zachowania nie wynikają ze złej woli, więc ani wstyd, ani poczucie winy nic nie zmienią, jeśli nie dostaniemy wsparcia.

Nasze trudne zachowania to mechanizm obronny przed presją, której nie jesteśmy w stanie udźwignąć. Przypominanie nam zasad lub karanie nas – nie pomoga nam poradzić sobie z tym co nami targa.

Jacek Kielin

Dziś o relacjach.Między nauczycielem a uczniami powinna być zbudowana relacja. W starszej literaturze można było spotkać...
15/08/2026

Dziś o relacjach.

Między nauczycielem a uczniami powinna być zbudowana relacja. W starszej literaturze można było spotkać określenie, że nauczyciel powinien być dla ucznia osobą znaczącą. Co to w zasadzie znaczy?

Na pewno w tym kontekście nie mówimy o jakiejś szczególnej zażyłości czy bliskości. Przykładowo, relację może mieć lub nie mieć artysta z publicznością. Tak samo nauczyciel z klasą.

Tworzenie relacji nie jest z gruntu określeniem pozytywnym w kontekście wpływu na zachowanie. Relacje mogą być przecież toksyczne. Na pewno takimi relacjami są relacje typu „pan–niewolnik”.
„Syndrom sztokholmski” – mechanizm obronny psychiki, w którym ofiara lub osoba pozostająca w relacji przemocowej zaczyna odczuwać sympatię, lojalność czy wdzięczność wobec swojego oprawcy – również opisuje relację, choć patologiczną. Na budowaniu relacji opiera się także działalność wszelkich sekt.

Działania nauczyciela powinien cechować zawodowy dystans wobec uczniów. Nauczyciel nie powinien oszukiwać dzieci, że jest ich „przyjacielem”, bo to nie jest prawdziwa przyjaźń. Hanna Olechnowicz w jednej ze swoich książek nieco prowokacyjnie napisała, że nauczyciel może oczywiście zaprzyjaźnić się z dzieckiem, ale tylko na całe życie, a nie do czasu, kiedy dziecko zmieni klasę, a nauczyciel znajdzie sobie kolejne dzieci do „przyjaźnienia się”.
Niestety może się zdarzyć, że nauczyciele, „przytulając dzieci do siebie”, tak naprawdę je oszukują. Sami próbują w ten sposób zaspokajać własne, niezaspokojone potrzeby relacji.

Zacytuję teraz fragment z książki przedstawiającej współczesną myśl behawioralną. Książka - światowy bestseller przetłumaczony na 21 języków dla nauczycieli zwykłych masowych szkół :

„Budowanie relacji z trudnymi uczniami jest sztuką (...). Dobre relacje są konieczne! Mają znaczący wpływ na zachowanie ucznia. Badania wykazały, że dzieci (...), które pozostawały w długotrwałym konflikcie ze swoimi nauczycielami, miały potem większe skłonności do nieposłuszeństwa, lubiły szkołę mniej niż ich koledzy, częściej też miewały problemy z nauką. Zachowania takich uczniów, działając na nauczycieli odstręczająco, powodują, że konflikt jest jeszcze bardziej prawdopodobny. Smutna prawda jest taka, że nieprzyjazne relacje z nauczycielem stają się dla dziecka kolejnym odrzuceniem – i koło się zamyka. Z naszych obserwacji wynika, że nauczyciele przeważnie nie są odpowiednio przygotowani do nawiązywania takich relacji z uczniami, o jakich tutaj mówimy. (...). Tradycyjne formy interakcji z nieposłusznymi uczniami – autorytarność, nakazy, zakazy – zwykle odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego. Radzimy nauczycielom, żeby w trakcie szkolnego dnia dokładali wszelkich starań w celu zbliżenia się do takiego ucznia. Zanim jakakolwiek interwencja zacznie działać, dziecko musi wiedzieć, że nauczyciel je lubi, że jest po jego stronie i chce dla niego jak najlepiej, bo kiedy nie ufa nauczycielowi, widzi, że ten niewiele się po nim spodziewa – odbija się to na jego zachowaniu”.

(Jessica Minahan, Nancy Rappaport, „Kod zachowania. Jak rozszyfrowywać i zmieniać najtrudniejsze zachowania”, s. 40)

Relacja jest ważna. Nie musi być bliska, ale powinna budować zaufanie i nie może być oparta na dominacji. Dobra, zdrowa relacja nie zastępuje wielu potrzebnych działań wychowawczych, ale otwiera nauczycielowi możliwość podejmowania takich skutecznych działań.

Jacek Kielin

Żyjemy w czasie wojny. Nie tylko tej, która toczy się między państwami i narodami. Ale w każdej społeczności, w każdym z...
14/08/2026

Żyjemy w czasie wojny. Nie tylko tej, która toczy się między państwami i narodami. Ale w każdej społeczności, w każdym z nas. Bo tak trzeba nazwać rywalizację o prestiż, uwagę i wpływy.

Rywalizacja to najgorsza rzecz, jaka może się nam przydarzyć. Odbiera zdrowie psychiczne jednostkom i całym narodom. Wszyscy ludzie są w nią uwikłani. Każdy chce pokazać, że jest silniejszy, lepszy, bardziej moralny. Rywalizacja jest zaprzeczeniem współpracy i jakiegokolwiek wsparcia.

Instytucje oświatowe niestety także biorą udział w rywalizacji, abdykując tym samym ze swojej wychowawczej roli. Nauczyciele i uczniowie pochłonięci przez konflikt wierzą, że jedna strona musi być na górze, a druga na dole, że zwycięstwo jednego zależy od przegranej drugiego. Niczym dzieci na huśtawce na placu zabaw. Jedno może iść w górę tylko wtedy, gdy drugie opada. To, które jest na dole, może znaleźć się ponownie na górze tylko wtedy, gdy drugie znajdzie się na dole. Szkoła jest taką huśtawką.

Jeśli nauczyciel przychodzi do ucznia i daje mu odczuć, że jest od niego mądrzejszy – pojawia się rywalizacja. Protekcjonalne podejście uruchamia walkę. Na huśtawce konfliktu nauczyciel siada z uczniem.
Gra polega na tym, że uczeń występuje ze swoim trudnym zachowaniem przeciwko nauczycielowi, by udowodnić mu, że ten jest niekompetentny, bezsilny, słaby i że nie ma nad nim władzy. Niektórzy nauczyciele dają się wpuścić w tę grę i rzeczywiście czują się słabi.

Tymczasem kompetentny nauczyciel nie walczy, umie swoim wsparciem uczynić zwycięzcą nie siebie lecz ucznia. Nie przeszkadza mu negatywne opinia ucznia na jego temat – w ogóle nie potrzebuje uznania ucznia. Prawidłowa relacja polega na tym, że dorosły wspiera ucznia, który próbuje sam sobie pomóc. I na tym nauczyciel buduje swój autorytet.

Schodząc z huśtawki rywalizacji, nauczyciele tradycyjnie rozumiejący swoją rolę mogą tracić poczucie swojej zawodowej tożsamości, która zbudowana jest na dominacji i sile.

Nauczyciele, którzy chcą towarzyszyć uczniowi w zmianie, czasem muszą podważyć stanowisko rady pedagogicznej, która szuka wśród uczniów o zaburzonym zachowaniu kozłów ofiarnych, nie chcąc w relacji z nimi skapitulować i zająć „przegranej” pozycji. Mechanizm kozła ofiarnego wymaga jednomyślności całej społeczności.

Żeby uwolnić system od przemocy, musimy niejednokrotnie przeciwstawiać się swojemu własnemu plemieniu. To moment, w którym jednomyślność zostaje podważona. To bardzo trudne, żeby w środowisku, które konsekwentnie powtarza, że „Uczniowie zwracają się kompletnie bez szacunku zarówno do nauczycieli, jak i innych pracowników szkoły. Dziecko może cię uderzyć, opluć, wyzwać, a ty nie możesz nic!” - stanąć po stronie tak zachowujących się uczniów i zobaczyć w nich ludzi, którzy również czują się uderzeni, opluci, zwyzwani i bezradni.

Nauczyciele zachowują się dokładnie tak samo jak uczniowie, choć nie są tego świadomi. Za negatywnym zdaniem o uczniach stoi mocne przekonanie o swojej nieskazitelnej postawie, oddaniu, wyjątkowych kompetencjach.

Tylko w zespołach, gdzie ktoś stanie w obronie uczniów, jest szansa na pozytywne zmiany. Aby efektywnie pomagać uczniom trzeba wcześniej podważyć jednomyślność nauczycieli. Szybko i efektywnie może to zrobić każdy dyrektor placówki oświatowej, pokazując, że zależy mu na każdym dziecku z którym nie chce walczyć, ale o które chce zawalczyć i mu pomóc.

Nauczyciele powinni unikać rywalizacji również pomiędzy sobą. Rywalizacja i walka zaczyna się na poziomie słów, w których mówimy o uczniach bez szacunku. Nawet jeśli to uczniowie nas nie szanują, powinniśmy być na tyle dorośli, żeby nie dać się wciągnąć w ich grę. Poczucie krzywdy i bezsilności nie są argumentem dla nauczycieli, terapeutów, specjalistów uzasadniającym wystąpienie przeciwko uczniowi.

W tym kontekście często podnoszony jest argument, że przecież nauczyciel ma swoją wytrzymałość, nie jest ze stali, ma swoje uczucia. Każde zaburzone w zachowaniu dziecko jest dokładnie w takiej samej sytuacji – jego wytrzymałość została przekroczona, nie jest ze stali i ma swoje uczucia – co trzeba zauważyć i zrozumieć. Oczekiwanie, że dziecko da wsparcie dorosłemu i zatroszczy się o niego, gdy samo tego w relacji z dorosłym nie doświadcza, jest formą postawienia wychowania na głowie.

Jacek Kielin

Pomysł na pracę z zachowaniami trudnymi poprzez stosowanie nagród i kar jest tak popularny ponieważ jest społecznie zroz...
13/08/2026

Pomysł na pracę z zachowaniami trudnymi poprzez stosowanie nagród i kar jest tak popularny ponieważ jest społecznie zrozumiały, ma długą tradycję i wielu zwolenników, także wśród specjalistów.

W prezentowanym przez nas podejściu relacyjno-rozwojowym sprzeciwiamy się używaniu kar (w tym wyrażania dezaprobaty) i nagród (w tym także aprobaty - pochwał), jako pomysłów na zmianę trudnych zachowań. Ta filozofia wychowania, według niektórych, jest społecznie szkodliwa - ponieważ uczy dzieci i młodzież, że ich zachowanie nie jest ich winą. Co więcej, młody człowiek wyrabia sobie przekonanie że wolno mu wszystko, skoro nic mu nie grozi. A przecież dorosłe życie tak nie działa, w dorosłym życiu spotykają nas realne konsekwencje. I jeżeli dziecko się tego nie nauczy w wieku szkolnym, to nie nauczy się nigdy!

Dzieci powinny być karne i posłuszne – wtedy są dobrze wychowane. Rezygnacja ze stosowania kar rozumiana jest jako uleganie, poddawanie się dziecku narzucającemu swoją wolę dorosłemu. Kara jest narzędziem walki ze złem i sposobem obrony słabszych. Ten, kto stosuje kary, w swoim mniemaniu, stoi po stronie dobra przeciwko złu, a kto kar nie stosuje jest wspólnikiem zła.

Szkoła jest miejscem walki o to, żeby uczniowie wiedzieli, że im różnych złych rzeczy robić nie wolno (w powszechnej opinii dzieci i młodzież zachowują się strasznie – bo mogą). Na tym froncie kary są głównym narzędziem walki ze złem, przemocą. Walki o sprawiedliwość.

Kary są synonimem wychowania. Nie wyciąganie konsekwencji jest pojmowane jako rezygnacja z wychowawczej roli dorosłego. Głównym winowajcą aspołecznych zachowań uczniów jest „bezstresowe wychowanie” – rozumiane jako rezygnacja z wyciągania konsekwencji.

Myśli w ten sposób bardzo wielu ludzi.
Moim zdaniem są w błędzie.

Jacek Kielin

Główną wadą kary (konsekwencji) jest to, że nie uczy prawidłowego zachowania, a jedynie zatrzymuje zachowanie niepożądan...
12/08/2026

Główną wadą kary (konsekwencji) jest to, że nie uczy prawidłowego zachowania, a jedynie zatrzymuje zachowanie niepożądane, i to tylko w sytuacji, gdy jej groźba rzeczywiście utrzymuje się nad nad dzieckiem. Wycofanie tej groźby sprawia, że zachowanie trudne powraca.

Nauczyciel czy rodzic musi wejść w rolę strażnika pilnującego regulaminu za przekroczenie którego, wymierza regulaminową konsekwencję. Motywacja, przyczyny i perspektywa dziecka, nie mają znaczenia, gdyż reakcje dorosłego regulują ustalone zasady. To może działać dając dorosłemu poczucie władzy i kontroli nad dzieckiem, którą można pomylić łatwo z przekonaniem o właściwym wywiązywaniu się ze swojej roli, z satysfakcją płynącą ze sprawczości i z kompetencją.

Jest to rola podobna tej jaką ma państwo utrzymujące sieć fotoradarów i wymierzające kary za przekroczenie prędkości. To oczywiście działa, ale wymaga utrzymywania rozbudowanego systemu kontrolującego zachowania kierowców, który kierowcy uczą się omijać, więc sieć fotoradarów jest stale zagęszczana a mandaty za przekraczanie prędkości podwyższane.

Wszyscy się zgadzamy, że takie działania nie uczą kierowców szacunku dla życia i zdrowia innych, ale wymuszają ten szacunek siłą. Zapewne za jakiś czas samochody zostaną wyposażone w systemy automatycznie kontrolujące zachowanie kierowcy i automatycznie wystawiające mu mandat za przekroczenie prędkości.

To oczywiście piękny ideał państwa totalitarnego. W Korei Północnej jest bardzo bezpiecznie na ulicach. Tylko czy to jest kierunek w którym chcemy podążać?

Jacek Kielin

Czy kary i konsekwencje to to samo? Według mnie zastąpienie słowa „kara” słowem „konsekwencja” to zabieg lingwistyczny, ...
11/08/2026

Czy kary i konsekwencje to to samo? Według mnie zastąpienie słowa „kara” słowem „konsekwencja” to zabieg lingwistyczny, a nie rzeczywista zmiana. Konsekwencja rozumiana jako naturalny lub logiczny skutek podjętej decyzji, albo działania, nie jest narzędziem wychowawczym, bo nie jest kontrolowana przez dorosłego - spóźnienie się na autobus skutkuje koniecznością pójścia pieszo lub poczekania na następny.

Zwolennicy rozróżnienia kar od konsekwencji, uważają, że konsekwencja jest naturalnym i logicznym skutekiem postępowania dziecka, a kara to działanie które ma na celu sprawienie przykrości lub wywołanie cierpienia, by zmusić dziecko do zmiany zachowania.

Kara: „Zepsułeś zabawkę brata, więc dziś i jutro nie nie masz dostępu do sieci”. Konsekwencja: „Zepsułeś zabawkę brata, więc musisz oddać mu swoją lub odłożyć pieniądze na zakup nowej”.

Konsekwencja tak rozumiana wymaga aktywnego udziału dziecka, na które może nie wyrazić zgody (np. odmawia posprzątania rozlanej zupy). Co wtedy? Czy konsekwencja to kara na którą zgodę wyraża dziecko?

Behawioryści tak rozumianą konsekwencję nazywają „korekcją”. Korekcja to kara, w której dziecko musi naprawić to co zepsuło.

Korekcja: Dziecko rozlewa sok na stół. Konsekwencja: Musi wziąć ściereczkę i zetrzeć dokładnie ten sok, który rozlało. Układ wraca do normy i na tym koniec. Niestety "korekcja" działa tylko wtedy, gdy dorosły ma w odwodzie inną karę, którą zastosuje gdy dziecko nie podda się korekcji. Kółko się zamyka.

Jacek Kielin

Kilka dni temu opisywałem eksperyment  jaki przeprowadziła doc. dr hab. Hanna Olechnowicz (psycholog zajmująca się rozwo...
10/08/2026

Kilka dni temu opisywałem eksperyment jaki przeprowadziła doc. dr hab. Hanna Olechnowicz (psycholog zajmująca się rozwojem dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, twórczyni Klubu Terapeutycznego dla Dzieci z Poważnymi Zaburzeniami Emocjonalnymi).

Nauczyciele i wychowawcy w pewnej szkole zostali zobowiązani do tego, aby każdego dnia przekazać każdemu dziecku przynajmniej jeden szczery, zindywidualizowany prawdziwy „komplement” np. odnośnie efektów uczenia się, aktywności lub zachowania. U dzieci, które wcześniej funkcjonowały w trybie ciągłej obrony lub ataku, zaobserwowano wygaszanie negatywnych zachowań na kilku poziomach. Przed eksperymentem uczniowie często stosowali zachowania prowokacyjne: przerywanie lekcji, bójki, niszczenie przedmiotów czy głośne krzyki, które zanikły pod wpływem zauważania kompetencji dzieci (zamiast zauważania niekompetencji). Przed badaniem częstym problemem było zacinanie się dzieci i kategoryczna odmowa współpracy (np. „nie będę pisać”, „nie zrobię tego”).

Olechnowicz zauważyła, że komplementowanie małych kroków (docenienie samego faktu otwarcia zeszytu czy równego trzymania ołówka) rozbijało ten opór. Uczniowie przestali traktować polecenia nauczyciela jako zagrożenie dla swojej i tak niskiej samooceny. Zamiast tego zaczęli chętniej podejmować ryzyko wysiłku intelektualnego. W miarę trwania eksperymentu z klas zniknęły dokuczliwe zachowania wymierzone w inne dzieci (podstawianie nóg, zabieranie rzeczy, wyśmiewanie).

Dzieci które miały zaspokajaną podstawową potrzebę ludzką – potrzebę kompetencji – zaczynały zachowywać się prawidłowo. Zaburzenia zachowania wynikają bowiem z frustrowania potrzeb dzieci.

Jedna z osób komentujących wyraziła swoją wątpliwość, która dość często pojawia się w dyskusjach: „A potem taki uczeń pójdzie do pracy i będzie sfrustrowany, że nikt nie pochwalił go za ten tytaniczny wysiłek. Wróci do domu mamy i taty, na ich utrzymanie, bo przecież on nic nie musi.
Wychowujemy dzieci dla świata, a tam jest rywalizacja, ocena, walka, porażka, obowiązek, przymus, rzeczywistość.”

Takie myślenie wyraża obawa o „zepsucie dziecka” przez bycie zbyt dobrym. Już sam efekt tego eksperymentu pokazał, że ten lęk jest bezpodstawny, bowiem uczniowie zaczęli sami komplementować i obdarowywać swoich rówieśników. To znaczy, że dzieci nie wchodziły w walkę z innymi, nie stosowały przymusu, nie krytykowały innych. Takie dzieci będą budowały inny świat, lepszy niż ten, który zastały.

Podcinanie dziecku skrzydeł, już od małego, nie przygotowuje dziecka do życia. To, co dobrego dostanie jako dziecko, powoli mu lepiej zmierzyć się z trudami życia.

Pozbawianie dzieci „pozytywnej informacji zwrotnej” jest formą niszczenia dziecka, jest torturą, tak jak torturą jest pozbawianie snu, jedzenia, leczenia, uwagi, odpoczynku, prawa do autonomii i inne.

Torturowanie dzieci, nie jest pomysłem na wychowanie dobrych ludzi.

Jacek Kielin

Trudne zachowania uczniów związane są nie z brakiem dyscypliny, ale ze sfrustrowanymi potrzebami. Cytowałem tutaj książk...
09/08/2026

Trudne zachowania uczniów związane są nie z brakiem dyscypliny, ale ze sfrustrowanymi potrzebami. Cytowałem tutaj książki pisane dla nauczycieli, które to akcentowały i podkreślały. Wynika więc z tego, że praca nad trudnymi zachowaniami polega na zaspokajaniu potrzeb uczniów. Takie zdanie wywołuje u wielu sprzeciw, bo nauczyciele, to nie rodzice więc nie są od zaspokajania potrzeb, tylko od nauczania. Nauczyciele to przecież nie psychoterapeuci, którzy dodatkowo w swojej pracy mają się zajmować emocjami i potrzebami. Jak takie zdanie mnie wkurza! Nikt nie oczekuje od nauczycieli bycia terapeutami, ale ewentualnie poprawienia jakości nauczania. Dobra lekcja, która realizuje cele dydaktyczne, jest „terapeutyczna”, gratyfikuje ucznia na wiele sposobów. Każda książka z dydaktyki jest o tym. Zaspokajanie potrzeb nie wymaga dodatkowego czasu, ale zmiany nawyków. Przeanalizujmy dwie najczęściej frustrowane potrzeby – relacji i kompetencji.

Wiele osób myśli, że budowanie relacji polega na byciu miłym i dobrze nastawionym do dzieci. To niestety nieprawda, więc ciągle różne osoby opisują mi życzliwych nauczycieli, których dzieci nie słuchają. Podobnie jest przy zaspokajaniu potrzeby kompetencji. "Przecież nauczycielka go pięć razy na lekcji pochwaliła, a nadal zachowuje się strasznie" - słyszę. Tymczasem nie rozumiemy się fundamentalnie. Rozmijamy się w rozumieniu, czym np. jest dawanie uwagi – które buduje relacje – i czym jest udzielanie pozytywnej informacji zwrotnej. Inaczej rozumiemy też, czym jest na przykład dbanie o autonomię dziecka na lekcji i czym jest stawianie granic. Używamy tych samych słów, ale mamy inne wyobrażenia na temat tego, co praktycznie się za nimi kryje.

Mam bardzo ograniczone miejsce, żeby wytłumaczyć, o co chodzi. Spróbuję w dużym streszczeniu. Relacje buduje się, słuchając, lub – precyzyjniej – poprzez dawanie nieoceniającej uwagi. Ktoś, kto umie to robić, prezentuje tzw. responsywny wzorzec komunikacyjny. Nie chodzi więc o to, żeby być miłym i dodatkowo spędzać z dzieckiem dużo czasu sam na sam, żeby zaspokoić jego potrzebę relacji poprzez danie mu uwagi. Uwagę można spokojnie dawać w trakcie lekcji.

Dam prosty przykład. Szkoła ma ucznia, który sprawia duże problemy wychowawcze. Proszę o jakiś film z zajęć. Szkoła mi przysyła 8 godzin filmów. Dwa dni nagrywali wszelkie lekcje. I co? Ani jeden nauczyciel, ani razu, żadnemu uczniowi nie dał uwagi. Więcej, żadne dziecko z tej klasy ani razu nie dostało pozytywnej informacji zwrotnej na żadnej lekcji. Wielu uczniów znosi to z godnością, ale są tacy, których to zaburza.

Nasz uczeń siedzi na lekcji chemii. Za pięć minut zdemoluje klasę. Siedzi w ostatniej ławce. Nad nim, na ścianie, wisi kalendarz, którym się bawi, trącając go ręką. Gdyby Pani nauczycielka dała mu w tym miejscu uwagę i np. powiedziała: „Tomek, widzę, że interesujesz się kalendarzem, który wisi za tobą”, i wróciła do swojej roboty, to z dużym prawdopodobieństwem nie miałaby za chwilę zdemolowanej sali.

Gdyby problemowe dziecko trzy razy na lekcji zostało zauważone bez oceniania, to najczęściej wywołałoby to radykalną pozytywną zmianę w zachowaniu takiego ucznia. Nauczycielom wydaje się, że dają uwagę, bo np. podchodzą do dziecka i pytają: „Jak ci idzie? Skończyłeś już?”. To jest jednak forma żądania uwagi dla siebie, a nie danie uwagi uczniowi. Takie postępowanie więc nic nie zmieni w jego zachowaniu. Prawidłowe danie uwagi? – „Widzę, że skończyłeś!”. Od takich detali zależy, czy budujemy z dzieckiem relację w prawidłowy sposób i tym samym będziemy w stanie kontrolować jego zachowanie na lekcji.

Dawanie pozytywnej informacji zwrotnej nie jest prostym chwaleniem. Musi być prawdziwe, precyzyjnie opisywać kompetencje i nie dotyczyć posłuszeństwa. Jeśli nauczyciel powie: „Tomek, skończ zadanie, proszę”, a uczeń je skończy, a na to nauczyciel zareaguje: „Pięknie, brawo, dobrze ci poszło” – to taka reakcja nie zaspokoi u dziecka poczucia kompetencji, więc nie zmieni jego niewłaściwego zachowania. Nie jest to prawidłowo skonstruowana pozytywna informacja zwrotna.

Informacja zwrotna nie powinna być związana z posłuszeństwem, ale z prawidłowym wykonaniem nowo uczonej umiejętności wg kryteriów sukcesu, które uczeń wcześniej musi poznać. Słowa – "brawo", "super", "ekstra"– nie powinny być wypowiadane bez opisu tego, co uczeń zrobił prawidłowo. „Super – udało ci się prawidłowo dodać dwie liczby trzycyfrowe. 349 – to prawidłowy wynik”. Właśnie takie słowa w ustach nauczyciela wywołują zmianę w obszarze trudnych zachowań, bo zaspokajają potrzebę kompetencji. Zwłaszcza jeśli będą wypowiedziane z błyskiem uznania w oku.

To nie zadziała, jeśli nauczyciel w trakcie pracy dziecka będzie ingerował, chcąc dziecku pomóc poprzez korektę tego co dziecko robi (korekta jest formą negatywnej informacji zwrotnej), więc jeśli na koniec powie: „Super, Krzysiu, udało ci się prawidłowo zrobić to i to”, będzie mówił nieprawdę, z czego dziecko świetnie będzie sobie zdawać sprawę.

Zmiana w obszarze trudnych zachowań zazwyczaj wymaga drobnych, ale precyzyjnych zmian w sposobie funkcjonowania nauczyciela na lekcji.

Jacek Kielin

Adres

Aleja Kasztanowa 4A
Kraków
30-227

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Relacyjno-Rozwojowi umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Relacyjno-Rozwojowi:

Skróty

Udostępnij