14/09/2026
Bardzo trudne dla wielu moich rozmówców jest przyjęcie tezy, że dziecko, które zachowuje się agresywnie lub niewłaściwie, nie odpowiada za swoje zachowanie w tym sensie, że istnieją czynniki, które determinują jego zachowanie. Pan Robert Raczyński zauważa, że decyzja w typie „dać komuś po zębach czy raczej się od tego powstrzymać” wciąż należy do agresora, a nie do jego środowiska, choćby to środowisko popełniło wobec niego całe mnóstwo błędów wychowawczych.
Może niemożność porozumienia się leży również w wyobrażeniu moich rozmówców, że problem czynników ograniczających sprawczość ucznia sprowadza się do braku samoregulacji emocjonalnej. Tymczasem nie! Przykładowo podświadomie preferujemy zapach osób, których układ odpornościowy różni się od naszego, co gwarantuje zdrowsze potomstwo. Nie wiemy, dlaczego „czujemy chemię” do kogoś, podczas gdy w tej sytuacji decyduje o tym biologia.
Celowe robienie rzeczy, o których dziecko wie, że są zakazane (np. bicie rodzeństwa, niszczenie przedmiotów), może być związane z nieuświadomionym mechanizmem ewolucyjnym – potrzebą bliskości (relacji). Dla dziecka brak uwagi ze strony opiekuna w czasach pierwotnych oznaczał śmierć. Z perspektywy ewolucyjnej negatywna uwaga (gdy rodzic krzyczy i się złości) jest dla dziecka lepsza niż brak uwagi (obojętność). Dziecko jeśli nie potrafi skutecznie zakomunikować: „Brakuje mi ciebie”, to jego podświadomość zmusza go do zachowań, które gwarantują natychmiastową reakcję dorosłego.
Codzienna, dramatyczna walka przy wyjściu do przedszkola może wynikać z nieuświadomionego lęku przed utratą kontroli. Dla dziecka świat może być spostrzegany jako nieprzewidywalny, a rutyna daje mu poczucie bezpieczeństwa. Każde przejście z jednej czynności do drugiej (np. koniec zabawy, początek ubierania) aktywuje w nim lęk przed nieznanym lub stratą. Opór to automatyczny mechanizm obronny przed utratą poczucia kontroli.
Błaha uwaga skierowana do nastolatka może wywołać potężną awanturę. Nieuświadomionym mechanizmem, który tym zawiaduje, może być na przykład nadreaktywność ciała migdałowatego i lęk przed oceną. Mózg nastolatka interpretuje zachowanie dorosłego jako atak lub zagrożenie. Dodatkowo nastolatki podświadomie czują ogromną presję, by „wypaść dobrze” przed rówieśnikami.
Eksperymentowanie z alkoholem, ucieczki z lekcji, robienie niebezpiecznych rzeczy „dla szpanu”.
Nastolatek podświadomie dąży do natychmiastowej nagrody emocjonalnej i akceptacji grupy. Nie potrafi na poziomie emocjonalnym realnie oszacować ryzyka – podświadomość wysyła mu komunikat: „Zrób to, będziesz kimś, poczujesz, że żyjesz”. Nastolatek godzinami bezmyślnie scrolluje telefon (TikTok, Instagram), ignorując zbliżające się sprawdziany, bałagan w pokoju i prośby rodziców, a zapytany o to reaguje agresywnym: „Zrobię to później!”. Nieuświadomiony możliwy mechanizm: lęk przed porażką i paraliż decyzyjny. To, co dorośli biorą za lenistwo, często jest mechanizmem obronnym przed przytłoczeniem. Wymagania szkoły, rodziców i rówieśników generują tak duży stres, że mózg nastolatka – uciekając przed lękiem, że „i tak nie da rady” lub „nie zrobi tego idealnie” – wybiera strategię unikania. Telefon działa jak natychmiastowy, nieuświadomiony znieczulacz na niepokój.
Dziecko używa wulgaryzmów lub specyficznego slangu, którego wcześniej nie tolerowało. Nieuświadomiony mechanizm: potrzeba przynależności jako gwarant przetrwania. Odrzucenie przez grupę jest przez podświadomość nastolatka odczuwane niemal jak fizyczny ból i śmiertelne zagrożenie. Młody człowiek podświadomie kopiuje zachowania rówieśników, byle tylko dopasować się do stada i nie zostać wykluczonym.
Do wszystkich specjalistów związanych z edukacją musiała dotrzeć informacja, że świadomość człowieka to jedynie wierzchołek góry lodowej, a mechanizmy nami sterujące są naszej świadomości niedostępne. Ulegamy więc złudzeniu, że decyzja, czy dać komuś w zęby, czy nie, zależna jest od nas, gdy tymczasem zależy od bardzo wielu czynników, których nie kontrolujemy.
Ale nawet gdyby przyjąć optykę mojego polemisty, nadal stosowanie kar (negatywnych konsekwencji w ręku dorosłego) jest działaniem pozbawionym sensu. Uważam, że kary nie rozwiązują żadnego problemu dziecka, który został przeze mnie wymieniony w powyższych przykładach. Dopiero rozwiązanie tych problemów da dziecku możliwość wybierania zgodnie z własnymi potrzebami. Nie będą to złe wybory, bo dzieci nie mają interesu szkodzić innym. Kary nie uczą dzieci odpowiedzialnego zachowania, bo wolny i świadomy wybór dziecka będzie polegał wyłącznie na tym, żeby unikać kary. Dlatego system karny musi być szczelny. Takiej kontroli nad dziećmi nie mamy i mieć nie chcemy. Nie tędy droga.
Jacek Kielin