Relacyjno-Rozwojowi

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: organizacja

Relacyjno-Rozwojowi Zobaczmy świat oczami innych

Mamy zaszczyt i przyjemność uczestniczyć dzisiaj w konferencji z okazji 20-lecia działalności Maltańskie Centrum Pomocy ...
19/09/2026

Mamy zaszczyt i przyjemność uczestniczyć dzisiaj w konferencji z okazji 20-lecia działalności Maltańskie Centrum Pomocy Dzieciom z Niepełnosprawnościami i ich Rodzinom zatytułowanej „Relacja jako przestrzeń rozwoju”, która odbywa się w auli Instytutu Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

To wyjątkowa okazja do spotkań, wymiany doświadczeń i refleksji nad znaczeniem relacji w życiu człowieka i w procesie wspierania rodzin.

Z okazji pięknego jubileuszu składamy całemu Zespołowi Maltańskiego Centrum najserdeczniejsze gratulacje i życzenia dalszych lat pełnych inspiracji, satysfakcji i sukcesów. Niech kolejne lata przyniosą Wam wiele dobra. Dziękujemy za 20 lat zaangażowania, profesjonalizmu i tworzenia przestrzeni, w której relacja staje się źródłem rozwoju i nadziei.

Gratulujemy jubileuszu i życzymy kolejnych pięknych rozdziałów tej wyjątkowej historii!

Dziecko ma problem w szkole. Dla niego trudny, wstydliwy, stawiający je w bardzo niewygodnej sytuacji. Po dłuższym czasi...
18/09/2026

Dziecko ma problem w szkole. Dla niego trudny, wstydliwy, stawiający je w bardzo niewygodnej sytuacji. Po dłuższym czasie w końcu odważa się powiedzieć o nim rodzicowi albo opiekunowi. Ten jednak bagatelizuje sprawę, deprecjonuje ją i stwierdza, że gdyby miał takie problemy, to jego życie byłoby szczęśliwe, zostawia dziecko z odpowiedzią, na przykład: “taki problem, to nie problem, mądry jesteś/duży jesteś - sam to rozgryź”.

Dziecko nie dostaje więc oczekiwanego wsparcia ani pomysłu, jak mogłoby zachować się w tej sytuacji. Rozwiązuje problem po swojemu. Szkoła reaguje dopiero na efekt tego rozwiązania. Wzywa rodzica na rozmowę i oczekuje wyciągnięcia konsekwencji, ponieważ sposób, który wybrało dziecko, nosi znamiona przemocy rówieśniczej.

Dziecko wraca z rodzicem do domu. Dostaje karę, traci przywileje, odbywa rozmowę wychowawczą, dostaje reprymendę — zgodnie z zaleceniem szkoły. Potem wraca do szkoły, gdzie wszyscy już wiedzą, co zrobiło.

I pierwotny problem wraca, bo nie został rozwiązany, przyczyna problemu nietknięta.
Rozwiązanie wybrane przez dziecko było niewłaściwe, być może krzywdzące dla innego dziecka i wymagało reakcji. Tyle, że dorośli zareagowali na zachowanie, a od problemu, który do niego doprowadził, właściwie umyli ręce.

Ten, który przyszedł z problemem, nadal z nim został. Tylko, że teraz ma już kilka nowych problemów. Wie, że jego własny sposób rozwiązania był zły i poniósł za to konsekwencje. Nadal jednak nie wie, jaki sposób byłby dobry. Nie dostał żadnego wzoru. Żadnego pomysłu. Żadnego schematu, jak można było z tej sytuacji wybrnąć inaczej.

Do kogo teraz ma pójść to dziecko? Z kim ma rozmawiać? I od kogo ma się nauczyć adekwatnego sposobu rozwiązania problemu, skoro wszyscy dorośli wokół niego zajęli się konsekwencjami jego zachowania, a nikt nie zajął się tym, z czym przyszło do nich na samym początku?
Z kim ma rozmawiać dziecko? Co zrobić modelowo, systemowo, jakkolwiek, aby na przykład otrzymać wsparcie dla rodziców/opiekunów? Kto w imieniu dziecka uświadomi im, że to oni są adresatami problemu dziecka? Kto pomoże dziecku w szkole, aby nie zostało z łatką “tego, który źle się zachował”? Kto, oprócz nakładania konsekwencji, zbada perspektywę dziecka?

Problem nie jest istotny w tej historyjce. Omówmy model, co mogło i powinno się zadziać, aby na końcu dziecko nie zostawało tylko z konsekwencjami i rozmową wychowawczą?

Z takim pytaniem Państwa zostawiam.

Asia Klaga Fundacja Autika
Mama Stashka PodzielsiezeStashkiem

Pani Maja mnie pyta: Czyli absolutnie Pan odrzuca taką ewentualność, że ktoś zachowuje się niewłaściwie, bo czerpie z ta...
17/09/2026

Pani Maja mnie pyta: Czyli absolutnie Pan odrzuca taką ewentualność, że ktoś zachowuje się niewłaściwie, bo czerpie z takiego zachowania korzyści; bo tu i teraz mu się to po prostu opłaca? Dziecko zabiera koledze karty piłkarskie nie dlatego, że nie mogło się powstrzymać, tylko chciało mieć tych kilka cennych egzemplarzy; bije młodszego brata nie z niepohamowanego impulsu, tylko żeby wymusić zabawę na własnych zasadach; rozwala lekcję angielskiego nie dlatego, że nie może wysiedzieć, tylko dlatego że mu niezależy "bo angielskiego to ja się uczę prywatnie" itp itd...

Moja odpowiedź:
Każdy z nas czerpie z trudnego zachowania korzyści, bo mu się opłaca. Dokładnie tak myślę. Zachowujemy się racjonalnie. Jeżeli z jakiegoś powodu nie mamy wyboru inaczej zaspokoić swojej ważnej życiowej potrzeby, zaczynamy ją zaspokajać w sposób społecznie nieakceptowalny. Pewnie każdy z nas ukradłby jedzenie i ubrania, żeby nakarmić i odziać siebie i swoje dziecko, gdybyśmy nie mieli innej możliwości. Można to zrozumieć.

Dziecko, które zabiera koledze karty piłkarskie - robi to bo... - i tu mamy do wyboru wiele możliwości. Po samym zachowaniu nie widzimy powodu. Dziecko nam nie powie, ale my możemy chcieć ten powód zrozumieć. Może tym powodem być potrzeba odnalezienia się w grupie rówieśniczej? Karty piłkarskie są jedynym pomysłem jakie dziecko ma, żeby koledzy chcieli z nim się bawić. Pomijając fakt, że w pewnym wieku bicie brata jest zachowaniem normalnym i wynika z braku innych umiejętności funkcjonowania, wymuszanie zabawy na własnych zasadach u wielu dzieci jest sposobem uspokojenia się. Brak wystarczającej struktury zdarzeń wywołuje u nich lęk, rzeczywistość jest nieprzewidywalna, a podporządkowywanie innych sprawia, że na moment odzyskuje się kontrolę nad własnym życiem.

To jest częsty powód zachowania nas dorosłych, którzy dominujemy dzieci. Podporządkowywanie sobie dzieci przez dorosłych – może być sposobem radzenia sobie z chaosem. Dominacja wynikać będzie z braku innych umiejętności emocjonalno-społecznych dorosłego.
Tylko kiedy przyglądamy się tak zachowującemu się nauczycielowi, a nie dziecku, to go umiemy ładnie wytłumaczyć, że "każdy ma swoje granice" itd.

Podporządkowywanie innych (dominacja) jest często jedynym wzorcem funkcjonowania jakie znają dzieci, bo dorośli ciągle ich dominują. Dorosły ma prawo na nich się wydrzeć lub zabrać im smartfona, bo jest silniejszy. Silniejsi podporządkowują sobie słabszych i nie liczą się z potrzebami słabszych. To dzieci przecież muszą się liczyć z potrzebami silniejszych dorosłych, a nie odwrotnie.

Jeżeli dziecko rozwala lekcje angielskiego i mówi, że musi uważać bo uczy się prywatnie, to rzeczywiście może nie móc wysiedzieć. Siedzenie nieruchomo może być fizyczną torturą. Nuda może być strasznym cierpieniem. Może jednak chodzi o coś innego? Na przykład o szukanie uwagi u dorosłego? Nie wiem - po zachowaniu nie widać powodu.

Coś co wydaje mi się ważne to dostrzeganie różnic indywidualnych. Każdy jest inny. Autor książki "Nie gryzę, nie biję, nie krzyczę" Bo Hejlskov Elvén uważa, że osoby niewłaściwie się zachowujące "nie są w stanie" zachowywać się poprawnie. Cytat: "Ten sposób myślenia oznacza, że przyczyną zachowań trudnych są prawdopodobnie zbyt wysokie wymagania bądź oczekiwania, których dana osoba nie potrafi spełnić. Mogą to być oczekiwania które stawia ona sama sobie, członków personelu lub wymagania utrwalone w kulturze, na przykład wymóg spokojnego zachowania się w autobusie lub spokojnego siedzenia w szkolnej ławce szkolnej... (...) Najbardziej powszechne oczekiwania, które ja w swojej pracy uważam za przyczyny trudnych zachowań to: - oczekiwanie kontroli poznawczej, - oczekiwanie łatwości porozumiewania się z ludźmi, oczekiwanie całościowego oglądu sytuacji, - oczekiwanie cierpliwości, oczekiwanie przystosowania się, - oczekiwanie empatii, oczekiwanie ustępliwości, - oczekiwanie nadwyżki emocjionalnej." (s. 42)

Kilka lat temu oglądałem amerykański film dokumentalny - profesor psychiatrii, który zajmował się badaniem seryjnych morderców, rozmawia z takim mordercą (skazanym na dożywocie) w więzieniu . W pewnym momencie ten morderca pyta go dlaczego jest mordercą. Pan profesor odpowiada: "Ma Pan rzadki zestaw genów. Bardzo mało osób w populacji ma taki zestaw. Nie przeraża Pana na przykład widok krwi, przez chronicznie obniżony poziom pobudzenia układu nerwowego szybko się pan nudzi i dlatego szuka ekstremalnych bodźców, ryzyka i niebezpiecznych sytuacji, aby poczuć cokolwiek, itd. Gdyby Pan był wychowywany w innym domu, bez przemocy i w dobrych warunkach dorastania, mógłby Pan zostać świetnym strażakiem odznaczanym za bohaterstwo."

Moim zdaniem stawianie wszystkich na jednej linii, i oczekiwanie tego samego oraz ocenianie w ten sam sposób, jest nielogiczne bo jesteśmy różni.

Jacek Kielin

Nie rozróżniam sytuacji przymusu i przemocy jakiej poddawani byli na przykład niewolnicy na polach bawełny, od konsekwen...
16/09/2026

Nie rozróżniam sytuacji przymusu i przemocy jakiej poddawani byli na przykład niewolnicy na polach bawełny, od konsekwencji jakie nauczyciele lub rodzice wyciągają wobec uczniów – jak zauważył Pan Robert Raczyński. Nie rozróżniam! W obu przypadkach mechanizm kontroli opiera się na unikaniu kary. Osoba karana nie uczy się tego, co jest moralnie dobre, ale jak nie dać się przyłapać. Zarówno dziecko, jak i niewolnik znajdują się w pozycji zależności od osoby dorosłej/właściciela.
Doświadczany dyskomfort uogólnia się na lęk przed każdą wyższą instancją władzy. Ciało migdałowate w mózgu dziecka doświadczającego kary reaguje tak samo, jak u dorosłego niewolnika – uruchamia się system walki, ucieczki lub zamrożenia. Z tego powodu mój i nie tylko mój postulat całkowitego odejścia od systemów opartych na karaniu na rzecz budowania relacji, zaspokajania potrzeb (nie mylić z robieniem wszystkiego co chce dziecko) i ponoszenia naturalnych konsekwencji.

Dodam, że naturalne konsekwencje to bezpośrednie, logiczne następstwa zachowania dziecka, które dzieją się same z siebie, bez celowej interwencji, złości czy wymierzania kary przez dorosłego. Wynikają one z fizycznych praw świata lub naturalnego porządku społecznego. Nie zjadłeś obiadu – będziesz głodny. Zniszczyłeś zabawkę – nie masz się czym bawić.

Wielokrotnie zwracałem uwagę, że wiele osób dorosłych, nie do końca świadomie, za ideał wychowania uznaje „grzecznego niewolnika”. Jeżeli dziecko robi to co ja chcę, to znaczy, że prawidłowo wywiązuję się z roli rodzica czy nauczyciela. Jak nie robi tego co chcę, to jako rodzic lub nauczyciel poniosłem porażkę. Prawidłowe zachowanie dziecka bez podporządkowywania go, wydaje się wielu całkowitą abstrakcją.

Dla wielu osób karanie jest formą dbania o sprawiedliwość i formą uczenia odpowiedzialności.

Rolą wychowawcy jest jednak czynienie systemu sprawiedliwości bezużytecznym, a nie wzorowanie się na nim. Pomagając dzieciom pokonywać ich trudności, a na tym polegać powinna wg mnie praca nad trudnymi zachowaniami, uczymy je brania odpowiedzialności za siebie. Wymierzając kary zdejmujemy z nich odpowiedzialność i poprzez wykorzystanie przewagi i władzy zmuszamy je do robienia tego co my chcemy. Nie uczymy ich w ten sposób odpowiedzialności, tak wielu by chciało. Właściciel niewolników może uczynić niewolników posłusznymi i zmusić do wielu zachowań, które on uzna za właściwe - ale nie czyni to żadnego niewolnika odpowiedzialnym za swoje zachowanie. Chociaż warto zauważyć, że właściciel niewolników będzie uważał, że uczy niewolników ponoszenia odpowiedzialności za swoje zachowanie, są przecież zdolni do przewidywania konsekwencji.

To, że na każdego można znaleźć jakiś kij, nie oznacza jeszcze, że w wychowaniu warto się kijem posługiwać.

Jacek Kielin

15/09/2026

Żyjemy w czasach nastawionych na szybki sukces. Wszystko musi być na teraz, natychmiast. Liczy się szybki efekt i widoczna zmiana. Współczesne media bombardują nas shortami, skrótami i uproszczeniami, z których często wynika, że sukces można osiągnąć w bardzo krótkim czasie.

W przyspieszonym trybie życia, który nas otacza i coraz bardziej pochłania, nie ma miejsca na czekanie, na długofalowość, na robienie czegoś we własnym tempie – zwłaszcza jeśli to tempo odbiega od tego, które uznajemy za „normalne”. Wszyscy dokądś pędzimy, intensywnie do czegoś dążymy i niecierpliwie czekamy na efekty.

Dlatego tak bardzo doceniam ludzi, którzy pracują z osobami z niepełnosprawnościami, a szczególnie rodziców dzieci wymagających większego wsparcia. To oni każdego dnia muszą przeciwstawiać się pędowi tego świata.
Muszą nauczyć się zatrzymywać, spowalniać własne oczekiwania i osadzać je w czasie. Potrzebują ogromnych pokładów cierpliwości i uważności, bo na efekty swojej pracy czasami czekają bardzo długo.

Z wielką radością obserwuję u wielu osób w moim otoczeniu właśnie tę umiejętność – czekania, doceniania wartości czasu i zrozumienia, że pewne procesy po prostu potrzebują czasu. Doceniam to tym bardziej, że wiem, jak trudne jest wyzbycie się potrzeby natychmiastowego sukcesu. Praca w edukacji i wspieranie rozwoju drugiego człowieka wymaga zrozumienia, że pracujemy z kimś, kto ma swoje własne tempo rozwoju. Czasem niezgodne z naszymi oczekiwaniami, normami czy narzuconymi z góry schematami.

Jeszcze trudniejsza jest umiejętność dostrzegania efektów naszej pracy wtedy, gdy są one niemal niewidoczne. Bo jak cieszyć się z sukcesu, którego prawie nikt poza nami nie zauważy? Jak nie zwątpić w swoje umiejętności, kiedy przez długi czas nie widać żadnej zmiany? Jak się nie wypalić, kiedy wkładamy w coś ogrom energii, a efekt przychodzi bardzo powoli?

Właśnie dlatego tak ważne jest, żeby nauczyć się cieszyć z najmniejszych sukcesów i z drobnych kroków. Z rzeczy, które dla kogoś z zewnątrz mogą wydawać się zupełnie nieistotne, a dla nas są ogromnym wydarzeniem. Bo rozwój człowieka nie zawsze wygląda jak spektakularna zmiana. Czasami jest ledwie zauważalnym momentem, czasami jednym spojrzeniem, jednym gestem, pierwszą próbą. Warto czekać na owoce swojej pracy, zwłaszcza na te, które są małe i dojrzewają bardzo długo. Bo nie wszystko, co wartościowe, musi wydarzyć się szybko.

Sebastian Formela
Ośrodek Rewalidacyjno - Wychowawczy w Szklanej

Bardzo trudne dla wielu moich rozmówców jest przyjęcie tezy, że dziecko, które zachowuje się agresywnie lub niewłaściwie...
14/09/2026

Bardzo trudne dla wielu moich rozmówców jest przyjęcie tezy, że dziecko, które zachowuje się agresywnie lub niewłaściwie, nie odpowiada za swoje zachowanie w tym sensie, że istnieją czynniki, które determinują jego zachowanie. Pan Robert Raczyński zauważa, że decyzja w typie „dać komuś po zębach czy raczej się od tego powstrzymać” wciąż należy do agresora, a nie do jego środowiska, choćby to środowisko popełniło wobec niego całe mnóstwo błędów wychowawczych.

Może niemożność porozumienia się leży również w wyobrażeniu moich rozmówców, że problem czynników ograniczających sprawczość ucznia sprowadza się do braku samoregulacji emocjonalnej. Tymczasem nie! Przykładowo podświadomie preferujemy zapach osób, których układ odpornościowy różni się od naszego, co gwarantuje zdrowsze potomstwo. Nie wiemy, dlaczego „czujemy chemię” do kogoś, podczas gdy w tej sytuacji decyduje o tym biologia.

Celowe robienie rzeczy, o których dziecko wie, że są zakazane (np. bicie rodzeństwa, niszczenie przedmiotów), może być związane z nieuświadomionym mechanizmem ewolucyjnym – potrzebą bliskości (relacji). Dla dziecka brak uwagi ze strony opiekuna w czasach pierwotnych oznaczał śmierć. Z perspektywy ewolucyjnej negatywna uwaga (gdy rodzic krzyczy i się złości) jest dla dziecka lepsza niż brak uwagi (obojętność). Dziecko jeśli nie potrafi skutecznie zakomunikować: „Brakuje mi ciebie”, to jego podświadomość zmusza go do zachowań, które gwarantują natychmiastową reakcję dorosłego.

Codzienna, dramatyczna walka przy wyjściu do przedszkola może wynikać z nieuświadomionego lęku przed utratą kontroli. Dla dziecka świat może być spostrzegany jako nieprzewidywalny, a rutyna daje mu poczucie bezpieczeństwa. Każde przejście z jednej czynności do drugiej (np. koniec zabawy, początek ubierania) aktywuje w nim lęk przed nieznanym lub stratą. Opór to automatyczny mechanizm obronny przed utratą poczucia kontroli.

Błaha uwaga skierowana do nastolatka może wywołać potężną awanturę. Nieuświadomionym mechanizmem, który tym zawiaduje, może być na przykład nadreaktywność ciała migdałowatego i lęk przed oceną. Mózg nastolatka interpretuje zachowanie dorosłego jako atak lub zagrożenie. Dodatkowo nastolatki podświadomie czują ogromną presję, by „wypaść dobrze” przed rówieśnikami.
Eksperymentowanie z alkoholem, ucieczki z lekcji, robienie niebezpiecznych rzeczy „dla szpanu”.

Nastolatek podświadomie dąży do natychmiastowej nagrody emocjonalnej i akceptacji grupy. Nie potrafi na poziomie emocjonalnym realnie oszacować ryzyka – podświadomość wysyła mu komunikat: „Zrób to, będziesz kimś, poczujesz, że żyjesz”. Nastolatek godzinami bezmyślnie scrolluje telefon (TikTok, Instagram), ignorując zbliżające się sprawdziany, bałagan w pokoju i prośby rodziców, a zapytany o to reaguje agresywnym: „Zrobię to później!”. Nieuświadomiony możliwy mechanizm: lęk przed porażką i paraliż decyzyjny. To, co dorośli biorą za lenistwo, często jest mechanizmem obronnym przed przytłoczeniem. Wymagania szkoły, rodziców i rówieśników generują tak duży stres, że mózg nastolatka – uciekając przed lękiem, że „i tak nie da rady” lub „nie zrobi tego idealnie” – wybiera strategię unikania. Telefon działa jak natychmiastowy, nieuświadomiony znieczulacz na niepokój.

Dziecko używa wulgaryzmów lub specyficznego slangu, którego wcześniej nie tolerowało. Nieuświadomiony mechanizm: potrzeba przynależności jako gwarant przetrwania. Odrzucenie przez grupę jest przez podświadomość nastolatka odczuwane niemal jak fizyczny ból i śmiertelne zagrożenie. Młody człowiek podświadomie kopiuje zachowania rówieśników, byle tylko dopasować się do stada i nie zostać wykluczonym.

Do wszystkich specjalistów związanych z edukacją musiała dotrzeć informacja, że świadomość człowieka to jedynie wierzchołek góry lodowej, a mechanizmy nami sterujące są naszej świadomości niedostępne. Ulegamy więc złudzeniu, że decyzja, czy dać komuś w zęby, czy nie, zależna jest od nas, gdy tymczasem zależy od bardzo wielu czynników, których nie kontrolujemy.

Ale nawet gdyby przyjąć optykę mojego polemisty, nadal stosowanie kar (negatywnych konsekwencji w ręku dorosłego) jest działaniem pozbawionym sensu. Uważam, że kary nie rozwiązują żadnego problemu dziecka, który został przeze mnie wymieniony w powyższych przykładach. Dopiero rozwiązanie tych problemów da dziecku możliwość wybierania zgodnie z własnymi potrzebami. Nie będą to złe wybory, bo dzieci nie mają interesu szkodzić innym. Kary nie uczą dzieci odpowiedzialnego zachowania, bo wolny i świadomy wybór dziecka będzie polegał wyłącznie na tym, żeby unikać kary. Dlatego system karny musi być szczelny. Takiej kontroli nad dziećmi nie mamy i mieć nie chcemy. Nie tędy droga.

Jacek Kielin

Piątkowy tekst Michała Michał Jastrząbek  wywołał dyskusję na temat tego, czy korekta zachowania pięcioletniej dziewczyn...
13/09/2026

Piątkowy tekst Michała Michał Jastrząbek wywołał dyskusję na temat tego, czy korekta zachowania pięcioletniej dziewczynki proszącej o wodę swojego sąsiada bez użycia zwrotu grzecznościowego to błąd, czy właściwe działanie wychowawcze?

Michał podał dziewczynce wodę bez oczekiwania słowa "proszę". Czy to dobrze czy nie?

Najpierw trzeba zauważyć kompetencje dziewczynki. Po pierwsze była świadoma swojej potrzeby. Ile osób z nas dorosłych wie czego chce? Wiemy co chcą i czego oczekują od nas inni, wiemy jakie są normy, ale nie znamy własnych potrzeb. Internet zalany jest radami typu: "Przestań żyć oczekiwaniami innych, zacznij żyć własnym życiem" – a wielu z nas nawet nie rozumie tego przesłania!

Pięcioletnia dziewczynka już to potrafi i byłoby szkoda, żeby jej to zabierać. Nie musimy jej uczyć posiadania własnego zdania – to już umie! Żeby napić się wody, musiała przerwać zabawę z innymi dziećmi. To bardzo ważna umiejętność, wyjścia z jakiejś aktywności bez jej zakończenia.

Wielu dzieci nie można oderwać od czegokolwiek, tak bardzo się w coś angażują. Za zmianę kierunku uwagi odpowiada kora przedczołowa. Każde „przełączenie” wymaga od niej zahamowania starego programu działania i aktywacji nowego. Uczymy się tego całe życie. A ta mała to umie!

Picie wody odgrywa kluczową rolę w procesie samoregulacji, wpływając zarówno na naszą zdolność kontrolowania emocji, stresu oraz uwagi. Choć rzadko łączymy szklankę wody z odpornością psychiczną, badania neurobiologiczne wyraźnie pokazują, że nawodnienie organizmu bezpośrednio przekłada się na stabilność układu nerwowego – dlatego jednym z najczęściej zalecanych „kół ratunkowych” dla dzieci, które mają problem z utrzymaniem się w homeostazie wewnętrznej jest szklanka wody. Ta dziewczynka intuicyjnie umie już się regulować emocjonalnie. Dodatkowo umie poprosić drugą osobę (sąsiada) o to koło ratunkowe. Umiejętność poproszenia o „koła ratunkowe” drugą osobę jest niezwykle ważna i często bardzo trudna do nauczenia wiele dzieci.

Straszne byłoby, gdybyśmy my dorośli tego nie widzieli, a zamiast tego dostrzegali jedynie to, co dziecku nie wychodzi. To patrzenie na drugiego "złym okiem", które wyłapuje wyłącznie potknięcia i niedociągnięcia.

Nie wiem czy Państwo zauważyliście, co się dzieje, gdy ktoś z rozmówców na naszym forum, nie trzyma w dyskusji zasad kultury. Nie trudno zauważyć, że jest to zjawisko niestety częste. Jak reaguje osoba, której ktoś zwraca uwagę na jej niewłaściwe zachowanie? Kończy się to zazwyczaj drwiną lub pyskówką. Ja więc bardzo się staram i pomijam w rozmowie formę z jaką do mnie zwraca się dyskutant i trzymam się tematu rozmowy oraz minimalnego szacunku, dla każdego rozmówcy. Zwracanie innym uwagi na ich niestosowne zachowanie nie buduje relacji.

To oczywiście nie jest tak, że nie można zareagować korektą i na przykład powiedzieć: Jak chcesz pić to powiedz „Poproszę o wodę”. Jeżeli rozumiemy, że taka podpowiedź jest oczekiwana i pomocna dziecku, które ma problemy z formowaniem prawidłowych wypowiedzi, bo jest na takim etapie rozwojowym – to nie mam nic przeciwko temu. Będzie to jednak odebrane jako podanie ręki a nie wytyk.

Jednym z najważniejszych czynników wywołujących trudne zachowania jest brak pozytywnych informacji zwrotnych jakie dziecko słyszy na swój temat. Niestety jest to zjawisko powszechne. Widzimy dziecko głównie wówczas, gdy robi coś niewłaściwie. Tak traktowane dzieci mogą atakować inne dzieci, niszczyć mienie, być wulgarne lub się samo uszkadzać oraz robić wiele innych rzeczy w sposób społecznie nieakceptowalny. Warto o tym pamiętać.

Jacek Kielin

Dostaje sporo różnych reakcji na to, co piszę. Chyba dobry moment, żeby powiedzieć wprost - po co to robię i skąd mi się...
12/09/2026

Dostaje sporo różnych reakcji na to, co piszę. Chyba dobry moment, żeby powiedzieć wprost - po co to robię i skąd mi się to bierze.

Nie publikuję gotowych rozwiązań, nie oceniam niczyjego rodzicielstwa. Dzielę się tym, co widzę i co mnie porusza. Piszę też trochę dla siebie - bo kiedy próbuję to jakoś ująć w słowa, sam czegoś się uczę.

Widzę, że łatwo odczytać mnie tak, jakbym mówił: nie uczcie dzieci zasad, niech robią co chcą. A mi chodzi o coś innego. Uczę, ale bardzo zwracam uwagę na to kiedy i jak. Bo wydaje mi się, że dzieci uczą się raczej nas niż realizują nasze polecenia. Patrzą jak żyjemy, jak traktujemy innych, co robimy kiedy jest trudno. Dziecko przychodzi na świat ciekawe i gotowe się uczyć - i bardziej chodzi o to, żeby temu towarzyszyć, niż to z niego wyciskać.

Mam też przekonanie, że człowiek robi to, co robi, najlepiej jak potrafi w danym momencie. Kiedy dziecko czegoś nie robi, nie mówi "proszę", nie zachowuje się tak jak byśmy chcieli - to nie jest złośliwość, raczej znak, że jeszcze nie umie albo akurat teraz nie daje rady. I że to od nas, dorosłych, wszystko się zaczyna - nie od dziecka.

Do tego jeszcze to, że dzieci uczą się z życia, nie z pouczeń... próbują, mylą się, patrzą co się wydarzy. I że warto im na to zostawić miejsce.

I jeszcze jedno - to podejście dotyczy dla mnie każdej osoby. Nie mam osobnej filozofii dla neuroróżnorodnych i osobnej dla reszty. Potrzeby bywają różne, ale postawa ta sama - szacunek, zaufanie, ciekawość.

Tyle. I to składa się na to, jak patrzę na swoje działania. Nie jako jedyna słuszna wersja - po prostu moja. Można się z nią nie zgadzać. Dla mnie i tak najważniejsze jest to, że w ogóle o tym rozmawiamy.

Michał Jastrząbek

Niedawno odwiedziła mnie 5-letnia sąsiadka. Weszła do domu, stanęła w kuchni, w której akurat przeprowadzałem remont. Byłem mocno pochłonięty tą czynnością.

I nagle słyszę zdecydowane: "wody!".

Spojrzałem, zapytałem czy ktoś inny jest jeszcze w domu, kiedy usłyszałem że jesteśmy sami, to powiedziałem jej: "podaj mi kubek z szafki" i nalałem wody (remont uniemożliwiał samodzielne wykonanie tej czynności). Napiła się, po czym odbiegła z powrotem na zewnątrz do reszty dzieci.

Po tej zwykłej, codziennej sytuacji, która mocno utkwiła mi w pamięci, chodzą za mną różne myśli. Sposób komunikacji dziewczynki był tak autentyczny, że w ogóle nie przeszkadzała mi forma czy brak zwrotów grzecznościowych. Autonomia dziecka, które przyszło, powiedziało czego chce, dostało, wróciło do zabawy. Było gotowe na współpracę, wzięło udział w podaniu kubka.

A nawet gdybym miał taki pomysł: dobrze by było nauczyć ją zwrotów grzecznościowych, kulturalnego zwracania się itd. - to na pewno nie zrobiłbym tego w tej sytuacji. Tylko w innym momencie opowiedziałbym np.: "pamiętasz jak przyszłaś do mnie po wodę, kiedy chciało Ci się pić? Ludzie umówili się że kiedy powiemy wtedy 'proszę', 'czy możesz...' jest to dużo lepiej odbierane i inni dorośli mogą na to zwracać większą uwagę".

Michał Jastrząbek

Główna kontrowersja dotycząca wyciągania konsekwencji lub karania dzieci wiąże się z pytaniem o przyczyny ich niewłaściw...
11/09/2026

Główna kontrowersja dotycząca wyciągania konsekwencji lub karania dzieci wiąże się z pytaniem o przyczyny ich niewłaściwego zachowania.

Moi adwersarze uparcie powtarzają tezę, że dzieci zachowują się strasznie bo tak chcą i mogą. Własną decyzją niszczą relacje z innymi ludźmi, zachowując się w sposób nieakceptowalny społecznie.

Cytowałem wiele książek, które wyraźnie wskazywały zewnętrzne w stosunku do osoby źródła niewłaściwych zachowań. Jak zauważa Bo Hejlskov Elvén „Ludzie, którzy są wstanie zachowywać się jak należy, będą się tak zachowywać” („Nie gryzę, nie biję, nie krzyczę” s. 41).

Zrozumienie tej prawdy, że dzieci wcale nie chcą zachowywać się źle, ale nie są wstanie – przekracza wyobraźnię wielu moich rozmówców. Twierdzą oni, że odmawiam dzieciom prawa do wolnej woli. W ich przekonaniu odmawiam dzieciom prawa do bycia złym, zgodnie z własnym wyborem. To przekonanie o potrzebie dostrzegania wolnej woli dzieci i ich podmiotowości prowadzi moich polemistów do tezy o konieczności karania dzieci, jako elementu uczenia ich odpowiedzialności za swoje wybory.

Kiedy mówię, że karanie dzieci zabiera im możliwość wybierania i decydowania o sobie, bo kara jako mechanizm warunkowania instrumentalnego działa poza wolną wolą człowieka i tą wolną wolę mu odbiera, słyszę, że to nieprawda – karanie nikomu nie zabiera wolnej woli.

W ten oto sposób prosta konstrukcja myślowa moich polemistów doprowadziła nas do niezwykle odkrywczego wniosku, że niewolnicy pracowali na polach bawełny z własnej wolnej woli, której przecież nikt im nie odebrał.

Jacek Kielin

Niedawno odwiedziła mnie 5-letnia sąsiadka. Weszła do domu, stanęła w kuchni, w której akurat przeprowadzałem remont. By...
10/09/2026

Niedawno odwiedziła mnie 5-letnia sąsiadka. Weszła do domu, stanęła w kuchni, w której akurat przeprowadzałem remont. Byłem mocno pochłonięty tą czynnością.

I nagle słyszę zdecydowane: "wody!".

Spojrzałem, zapytałem czy ktoś inny jest jeszcze w domu, kiedy usłyszałem że jesteśmy sami, to powiedziałem jej: "podaj mi kubek z szafki" i nalałem wody (remont uniemożliwiał samodzielne wykonanie tej czynności). Napiła się, po czym odbiegła z powrotem na zewnątrz do reszty dzieci.

Po tej zwykłej, codziennej sytuacji, która mocno utkwiła mi w pamięci, chodzą za mną różne myśli. Sposób komunikacji dziewczynki był tak autentyczny, że w ogóle nie przeszkadzała mi forma czy brak zwrotów grzecznościowych. Autonomia dziecka, które przyszło, powiedziało czego chce, dostało, wróciło do zabawy. Było gotowe na współpracę, wzięło udział w podaniu kubka.

A nawet gdybym miał taki pomysł: dobrze by było nauczyć ją zwrotów grzecznościowych, kulturalnego zwracania się itd. - to na pewno nie zrobiłbym tego w tej sytuacji. Tylko w innym momencie opowiedziałbym np.: "pamiętasz jak przyszłaś do mnie po wodę, kiedy chciało Ci się pić? Ludzie umówili się że kiedy powiemy wtedy 'proszę', 'czy możesz...' jest to dużo lepiej odbierane i inni dorośli mogą na to zwracać większą uwagę".

Michał Jastrząbek

Adres

Aleja Kasztanowa 4A
Kraków
30-227

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Relacyjno-Rozwojowi opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Relacyjno-Rozwojowi:

Skróty

Udostępnij