19/04/2026
Juul pisał, że dzieci potrzebują być traktowane poważnie - jako kompetentne osoby, które potrafią uczyć się z własnych doświadczeń. Dorosły który ciągle ratuje, poprawia, ostrzega - komunikuje: "nie wierzę że sobie poradzisz".
Ostatnio przeprowadzaliśmy trening samodzielnego poruszania się komunikacją miejską. Dziewczynka wyposażona w smartwatch wsiadła w niewłaściwy autobus, numer się zgadzał, ale jechał w odwrotnym kierunku. Skontaktowałem się z nią i zaproponowałem, aby wysiadła na najbliższym przystanku. Następnie razem ustaliliśmy możliwe scenariusze powrotu, i ostatecznie wybrała, że poczeka na mnie na tym przystanku.
Kiedy się spotkaliśmy wyraziłem radość z tego doświadczenia: "Zobacz pomyliłaś się, wsiadłaś na niewłaściwym przystanku, jaka świetna lekcja nam z tego wyszła - dzięki temu mogliśmy sprawdzić jak to jest się pomylić i co można z tym zrobić."
Słowa które wypowiadamy w takich momentach zostają. Mogą wzmocnić: "świetna lekcja, w taki sposób sobie poradziłaś", albo podciąć skrzydła: "mówiłem żebyś uważała".
I często te słowa mówią więcej o nas niż o dziecku. O naszych nieprzerobionych strachach. O tym, co sami usłyszeliśmy kiedyś w podobnych sytuacjach. O lęku, że coś pójdzie nie tak i to będzie nasza wina.
A czasem boimy się, że błąd dziecka to nasz błąd, że jego potknięcie świadczy o nas.
Michał Jastrząbek