Stowarzyszenie Historyczno-Badawcze Pogranicze

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Kontakt: organizacja

Stowarzyszenie Historyczno-Badawcze Pogranicze Stowarzyszenie Historyczno-Badawcze Pogranicze Kisielice

Jak co roku 1 września obchodzimy kolejną rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. 87 lat temu rano 1 września 1939 woj...
01/09/2026

Jak co roku 1 września obchodzimy kolejną rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. 87 lat temu rano 1 września 1939 wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły granicę Rzeczpospolitej, rozpoczynając II wojnę światową - najkrwawszy konflikt zbrojny w dziejach ludzkości.

Choć dziś trudno dokładnie określić wielkość strat osobowych (dane różnią się w zależności od stosowanej metodologii), szacuje się, iż liczba ofiar niemieckiej okupacji wyniosła do 5,5 mln obywateli RP). W wyniku prześladowań sowieckich życie straciło ok. 150 tys. osób, natomiast Ukraińcy zamordowali w województwach południowo-wschodnich RP ok 100 tys. Polaków. Straty wyniosły więc 15% przedwojennej ludności Polski i był to odsetek najwyższy wśród państw okupowanych przez Niemcy (ZSRS - 12,4%, Holandia - 2,4%, Francja - 1,2%). Ogromne straty poniosła również gospodarka (szacunkowo przyjmuje się, że zniszczonych zostało 61 % zakładów przemysłowych) oraz kultura.

Choć dziś nikt nie kwestionuje faktu niemieckiej napaści na Polskę czego konsekwencją był wybuch II wojny światowej, to coraz częściej w Europie zachodniej, ale również w Polsce zaobserwować możemy zjawisko relatywizmu historycznego co powoduje, że wina za wszelkie barbarzyństwa i ludobójstwo coraz bardziej się rozmywa. I tak dziś możemy się dowiedzieć, że za wybuch wojny i wszystkie zbrodnie dokonane podczas jej trwania odpowiedzialni są naziści. Wojnę wywołała III Rzesza a ludność cywilna mordowana była z wielką zapalczywością przez hitlerowców. A gdzie w tym wszystkim Niemcy? A no właśnie dochodzimy do sedna problemu. Niemcy przedstawiani są dziś często jako pierwsze ofiary nazistów i najbardziej pokrzywdzona nacja podczas II wojny światowej. Aby w ogóle zastanawiać się nad tym “fikołkiem logicznym” należy zadać fundamentalne pytanie: Kim byli owi osławieni naziści i jak znaleźli się u władzy? Czy bez poparcia swojej polityki przez społeczeństwo mogliby w ogóle zaistnieć na kartach historii?

Zacznijmy od początku:

W ostatnich uznawanych za ”wolne wybory” do Reichstagu, które odbyły się 5 marca 1933 roku na terenie Prus Wschodnich NSDAP uzyskało 56,6 % głosów. Hi**er był tu witany ze wszelkimi honorami czego dowodem mogą być fotografie wiwatujących tłumów na trasach jego przejazdów. Wydana w roku 1925 ( I część) i 1927 ( II część), książka ,,Mein Kampf”, będąca swego rodzaju manifestem ideowym do roku 1938 wydana została w ponad 4 mln. egzemplarzy. Tak więc Niemcy doskonale znali założenia całej ideologii, a mimo to gremialnie ją popierali. Skoro utożsamiali się z “rasą panów”, mieli tożsame z autorem przemyślenia dotyczące “przestrzeni życiowej na wschodzie”, pogardliwy stosunek do innych narodów, tak więc jak mogli być ofiarami nazizmu?

W marcu 1935 r. Niemcy złamały Traktat Wersalski tworząc własne siły zbrojne, w marcu 1936 Wehrmacht wkracza do zdemilitaryzowanej Nadrenii. Poprzez sojusze z państwami, które wystąpiły z Ligi Narodów tworzą pakt Antykomiternowski (Japonia, Włochy, Hiszpania). W roku 1938 dokonują aneksji Austrii, Kraju Sudetów a w marcu 1939 zajmują resztę ziem Czechosłowacji. Niemcy kontynuują swój “marsz na wschód” a w orbicie ich zainteresowań znajduje się Polska.

W kwietniu 1939 roku na rozkaz Hi**era jego sztabowcy opracowali plan inwazji na nasz kraj pod kryptonimem „Fall Weiss”. Niemcy mieli zaatakować z trzech kierunków: na całej długości polsko-niemieckiej granicy zachodniej, z północy, z obszaru Prus Wschodnich i Pomorza oraz z południa, z terenu zależnej od Niemiec Słowacji.

„Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zaczepnym zadaniem. Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni” – mówił Hi**er w sierpniu 1939 roku swoim dowódcom.

Zanim przystąpiono do działań wojennych, w pasie przygranicznym Niemcy rozpoczęli budowę zapór i schronów, mających zatrzymać ewentualne kontruderzenie Polaków. I tak powstał tzw. Rygiel Gardejski - mobilizacyjna pozycja wojskowa, która miała charakter ofensywny i zabezpieczała teren przed potencjalnymi atakami ze strony Polski. Schrony na tej pozycji, położone blisko granicy, służyły również do koncentracji wojsk w celu działań przeciwko Polsce. W okolicach Kisielic znajduje się 5 takich obiektów.

A jakie nastroje panowały tuż przed samym wybuchem konfliktu wśród ludności dawnego Freystadt i najbliższej okolicy? Tu z pomocą przychodzą nam źródła. Nie propagandowe gazety, przekazy radiowe, ale najtrafniej tą atmosferę oddają źródła tworzone tutaj, na miejscu. Co pisał o tych dniach w swojej kronice nauczyciel szkoły podstawowej w Langenau, czyli dzisiejszym Łęgowie...

“Rok 1939 – wiosna była deszczowa, ale żniwa suche. Przy żniwach pomagało: 7 uczniów, 2 ????, 28 pracowników z Gulbia.

22 lipca ok godz. 14:00 piorun uderzył w stodołę rolnika Artura Maschra. Stodoła i szopa spłonęły, zniszczeniu uległy również wszystkie maszyny, 4 korce żyta i dwukonny wóz- niedostatecznie ubezpieczone.

Kampania polska

Sytuacja polityczna na wschodzie – aneksja Prus Wschodnich od Rzeszy, oderwanie Gdańska i ucisk mniejszości niemieckiej na odstąpionych terytoriach. Przyjazne stosunki z Polską stały się nie do utrzymania. Führerowi nie udało się.

5.1 Führer spotyka się z polskim ministrem spraw zagranicznych, pułkownikiem Beckiem w Obersalzbergu.

25.1 Minister spraw wewnętrznych von Ribbentrop zostaje wezwany do negocjacji w Warszawie. Poza negocjacjami z Polską inne wydarzenia polityczne toczą się nieubłaganie.

Czechy miały stać się oazą naszego wroga. Niemcy są poddawani okrutnemu terrorowi. Niemcy nie mogą tego dłużej tolerować. 15 marca wojska niemieckie dokonują inwazji na Czechy. Czechy i Morawy stają się niemieckim protektoratem.

22.3 Litwa na podstawie traktatu wojskowego z Rzeszą zwraca Rzeszy terytorium Kłajpedyw drodze pokojowego porozumienia. Rozpoczyna się potworna kampania kłamstw przeciw Niemcom. Führer żądał od Polski jedynie połączenia Prus Wschodnich z Rzeszą i powrót Gdańska do Rzeszy - żądanie, które Niemcy uznaliby za całkowicie niewystarczające, ale zostało przyjęte z zaufaniem do Führera. Żądania Polaków stają się coraz bardziej wygórowane. Odmawiają spełnienia żądań Niemiec i żądają dla siebie Prus Wschodnich oraz terenów aż do Odry, a nawet aż po Łabę jako prasłowiańskich terytoriów. Zamierzają stoczyć decydującą bitwę pod Berlinem.

15.4. Na granicy gdańskiej Polacy organizują antyniemieckie zamieszki.

28.4. Führer oświadcza w Reichstagu, że Polska jednostronnie złamała niemiecko – polski pakt o nieagresji. Polska staje się coraz bardziej niepohamowana w swojej żądzy ziem niemieckich.

24.5. Mężczyzna z Gdańska ginie w Kaltchofie koło Marienburga w samochodzie prowadzonym przez polskiego dyplomatę.

22.5. Pakt sojuszu Niemcy - Włochy

1.8. Polska zrywa unię gospodarczą z Gdańskiem. Polskie sądy wydają wyroki w sprawie mowy nienawiści dla Niemców.

5.8. Polska wysyła Gdańskowi ultimatum. Marszalek Polski Rydz Śmigły wygłasza prowokacyjne przemówienie w Krakowie. Polska grozi ostrzałem Gdańska.

9.8. Rząd Rzeszy wydaje oświadczenie ostrzegające Polskę. Rząd Polski odpowiada bezczelnym wyzwaniem.

12.8. Niemieccy podróżni zostają wyprowadzeni z pociągu w Tczewie i aresztowani. Rozpoczyna się obława na etnicznych Niemców. Niemcy nie mogą już dłużej biernie przyglądać się sytuacji. Wzywają swoich ludzi do broni.

16.8. Opublikowano pierwsze wezwania do poboru mężczyzn z naszej wioski. Napięcie sięgnęło zenitu. Czołgi i inne pojazdy pancerne przejeżdżają nocą.

21.8. Piękny letni dzień. Jest ok 14:00 kiedy odbieram telefon z informacją o wezwaniu straży granicznej. Ta wiadomość to prawdziwa ulga dla wszystkich mieszkańców wioski. Pędzę przez wioskę, zbieram moich ludzi, z którymi przygotowywałem się do tego dnia prawie 5 lat. Wkrótce zdejmują cywilne ubrania, wyjmują z szafy składany sprzęt i jadą w pełnym rynsztunku do przejścia granicznego w Limży. Na twarzach nie malował się promienny entuzjazm, lecz raczej świadomość konieczności walki i żelazna wola ostatecznego rozliczenia się z Polakami. Kiedy godzinę po otrzymaniu rozkazu dotarłem na miejsce zbiórki, pierwsi żołnierze kompani już tam byli. Wkrótce cała kompania była obecna i zajęła swoje pozycje. Zettler również z drugiego okręgu, był tam jako dowódca plutonu w kompani 6 6. rezerwowego pułku straży granicznej. Kobiety i dzieci przejmują męską pracę. W Łęgowo podobnie jak w innych przygranicznych wioskach formuje się armia. W dzień nic nie widać, ale w nocy wszystko ożywa. Żołnierze maszerują w niekończących się kolumnach po ulicach, na polach, na których ćwiczą, aby w ciągu dnia móc spokojnie iść do lasów. Szkoła jest zajęta. Na szkolnym dziedzińcu odbywa się zbiórka bagaży.

22.8. Świat jest zdumiony zawarciem paktu o nieagresji i konsultacjami z Rosją.

23.08. Niemiecki samolot pasażerski zostaje zestrzelony przez polski ostrzał lotniczy nad terytorium Gdańska. Gauleiter Forster zostaje prawnie ogłoszony najwyższym przywódcą Wolnego Miasta Gdańska. Brytyjski premier Chamberlein wysyła list do Führera, informując go, że rząd brytyjski jest zdecydowany wypełnić zobowiązania sojusznicze.

24.8. Führer przyjmuje angielskiego ambasadora w Berghofie i przekazuje mu, że Gdańsk jest oblegany przez wojska polskie.

25.08. Führer przekazuje niemieckie żądania ambasadorowi angielskiemu: zwrot Gdańska i korytarz do Rzeszy, gwarancja granic dla Polski na 25 lat.

Jesteśmy już gotowi do inwazji na Polskę. Polskie gangi przekroczyły niemiecką granicę w kilku punktach i podpaliły budynki. Jest późny wieczór, kurier motocyklowy przynosi mi rozkaz ataku, niemal jednocześnie przybywa drugi kurier z rozkazem, żeby jeszcze nie otwierać linii. Jadę na pozycję. Na horyzoncie migoczą światła w Szynwałdzie (powiat Kwidzyn) w kilku gospodarstwach etnicznych Niemców po drugiej stronie granicy. Pożary, niepewność i napięcie utrzymywały się przez kolejne dni.

26.8. Odbywa się wymiana listów między Führerem a premierem Francji.

28.8. Anglia pragnie pełnić rolę mediatora, ale wskazuje na swoje zobowiązania wobec Polski i oświadcza, że Polska jest gotowa do negocjacji,

29.8. Odpowiedź Führera udzielona Chamberleinowi: Niemcy akceptują angielską propozycję mediacji i oczekują polskiego negocjatora w środę 30 sierpnia. Polski negocjator nie przybywa. W Polsce panuje całkowita mobilizacja.

31.8. Mussolini przedstawia propozycję pokojowego rozwiązania. Propozycje Niemiec: natychmiastowy powrót Gdańska do Rzeszy, plebiscyt w korytarzu, uregulowanie pozycji mniejszości.

Polska dokonuje inwazji na Gliwice 1.8. Po wyczerpaniu wszystkich możliwości pokojowego rozwiązania, w tym propozycji Führera i Mussoliniego po odrzuceniu wniosku przez Anglię, Führer, po tygodniu skrajnych napięć politycznych, wydaje rozkaz przekroczenia granicy o godzinie 5:45 1 września. Żołnierze opuścili Łęgowo. Krajobraz spowiła gęsta mgła, odgłosy nocnych wystrzałów armatnich od strony granicy zwiastowały początek wojny. Polskie oddziały rozpoznawcze przeszukały ten teren już kilka dni wcześniej. Kiedy mgła się podniosła, nad wsią ponownie pojawił się polski samolot. Nie znajdując już tam żadnych żołnierzy, skierował się w stronę Freystadt i podpalił zagrodę rolnika Schmauza, gdzie obozowali żołnierze z Langenau (Łęgowa)

2 i 3 września toczyły się ciężkie walki pod Mełnem. Pierwszą ofiarą z wioski był robotnik Albert Broge z Altvorwerk (Stary Folwark) 3 września.rolnik Paul Wrobbel został ciężko ranny i zmarł 5 września w szpitalu Rosenberg (Susz). Ranny został również kupiec Oskar Kroll.

Tak wyglądały ostatnie dni sierpnia i pierwsze dni września 1939 roku według nauczyciela z Langenau (Łęgowa), czyli niemiecko – polskiego pogranicza. Rozpoczął się krwawy konflikt, jakiego nikt nigdy jeszcze nie doświadczył. Już wkrótce to Niemcy, którzy wywołali wojnę siejąc zniszczenie i pożogę doświadczą losu milionów Polaków, którzy z dnia na dzień stracili wszystko... Ale to już jest temat zupełnie na inną historię...
Tekst: Piotr Blinkiewicz

Zapraszamy.
31/08/2026

Zapraszamy.

Rozpoczynamy WIECZORY PATRIOTYCZNE 🇵🇱
Pierwszy to montaż słowno-muzyczny upamiętniający wybuch II wojny światowej 🇵🇱
1 wrzesnia (wtorek) 17:15
ZAPRASZAMY :)
Udostępniajcie i przekazujcie dalej :)

Jak kościół w Kisielicach odbudowano... Czyli jak budowała się wspólnota...                                             ...
19/08/2026

Jak kościół w Kisielicach odbudowano... Czyli jak budowała się wspólnota...
Część pierwsza

W styczniu 1945 roku zmieniło się wszystko.... Po przejściu frontu pomimo, iż w mieście i okolicach walki były chaotyczne i krótkotrwałe, zabudowa dawnego Freystadt Wpr leżała w kompletnych gruzach. Dość zasobne, liczące w roku 1939 ponad 3 300 mieszkańców miasto zbudowane w wieku XIV doznało największego kataklizmu w swojej historii. Według szacunków po przejęciu administracji od Armii Czerwonej przez Polaków Kisielice jak nazwano dawne Freystadt Wpr zamieszkiwało około 240 osób.

W związku ze zmianą granic, na nowe ziemie zaczęli napływać nowi osadnicy, głównie z Polski centralnej i wschodniej. Pomimo wszechobecnych zniszczeń i ciężkich warunków życia (brak prądu, wody, kłopotów z zaopatrzeniem) liczba mieszkańców sukcesywnie rosła. Z notatki ówczesnego burmistrza Kisielic - Tomasza Andrzejewskiego dowiadujemy się, że w marcu 1946 roku Kisielice zamieszkiwało 1045 mieszkańców. Wszelkie dziedziny życia społecznego i gospodarczego trzeba wówczas budować zupełnie od nowa. Powstaje Milicja Obywatelska, straż porządkowa. Powstają również pierwsze prywatne warsztaty usługowe, sklepy, urząd pocztowy, szkoła podstawowa, szkoła rolnicza, biblioteka gminna, przywrócono ruch kolejowy. Zostaje utworzona Powszechna Spółdzielnia “Nadzieja”. Pomimo tego, wskutek ogromu zniszczeń i znacznego wyludnienia Kisielice 01.08.1946 r. tracą prawa miejskie. Stare miasto zostaje sukcesywnie rozbierane, a cegła w dużej ilości transportowana jest do odbudowującej się Warszawy, ale również można ją nabyć do celów prywatnych.
Mieszkańcy Kisielic w zdecydowanej przewadze są wówczas wyznania katolickiego i nie mają własnego miejsca kultu. W dniu 25 czerwca 1946 ks. Jan Przybylski ze Zgromadzenia św. Michała Archanioła został ustanowiony pierwszym, powojennym, katolickim proboszczem w Kisielicach by służyć i organizować duszpasterstwo dla nowoprzybyłych mieszkańców. Jednym z zadań nowego proboszcza była odbudowa gotyckiego kościoła, który w tamtych czasach nosił nazwę: “Pod wezwaniem Św. Rodziny”. Nabożeństwa odbywały się w szkole podstawowej, następnie w salce na plebani.
Od samego początku największą barierą wstrzymującą odbudowę jest brak funduszy. Władze państwowe nie były zainteresowane odbudową świątyni, a nawet, jak wynika z notatki Wydziału do Spraw Wyznań przy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Olsztynie - budowla wytypowana została do rozbiórki. Kwesty prowadzone przez parafian i pomoc finansowa kurii była niewystarczająca by w pełni rozpocząć odbudowę, jednak mimo wszystko gromadzono materiały do odbudowy. Wiosną 1949 roku, Kuria Biskupia w Olsztynie, wsparła finansową zapomogą prace przy odbudowie spalonego kościoła. Jednocześnie, w trybie pilnym, prosiła o informację, w jakim stanie znajduje się w tej chwili kościół, co zrobiono, co w najbliższym sezonie budowlanym jest zaplanowane, oraz ile potrzeba środków finansowych. Wnętrze było już oczyszczone z gruzu i prace przy dachu były ukończone w ¾. Na pozostałą część zabrakło środków finansowych. Proboszcz argumentował: “więcej zebrać nie mogę, ludzie biedni, ścigani podatkami, wraz ze mną, ledwie dychają”. W 1952 rozpoczął się kolejny etap odbudowy dachu kościoła. Rząd przyznał niewielkie środki na zakup drewna, około 10 m3. Proboszcz w liście do Biskupa, fakt ten skwitował następująco: “według ich planu, odbudowywałbym kościół 120 lat, jak Noe arkę”. Kuria obiecała pomoc finansową finansowaną m.in. ze zbiórek od wiernych z jednej niedzieli ze wszystkich parafii w diecezji. Tymczasem nabożeństwa dla około 4 000 wspólnoty cały czas odbywały się w salce w plebani. Prace nad odbudową świątyni zostały zatrzymane. Część zgromadzonych materiałów uległo zniszczeniu i rozkradzeniu a część została sprzedana. Wydarzenia te stały się przyczyną nieporozumień między proboszczem a parafianami, którzy w liście do biskupa w roku 1957 wprost oskarżali go o niedopilnowanie i dysponowanie mieniem kościelnym wbrew potrzebom parafii. W tak niekorzystnej atmosferze współpraca stała się niemożliwa.

Po spotkaniu Biskupa Tomasza Wilczyńskiego w Kisielicach z Proboszczem i Radą Parafialną, w dniu 24 marca 1957 roku, zostały podjęte ważne decyzje, w związku z odbudową kościoła. W dniu 1 maja 1957 roku, dokonano wyboru Komitetu Odbudowy Kościoła.
Dnia 22 września 1957 roku proboszczem w Kisielicach został ks. Stanisław Marszal ze Zgromadzenia Księży Pallotynów. Nowy proboszcz rozpoczął zbiórkę pieniężną wśród parafian, na odbudowę kościoła. W związku z faktem, że zbiórki parafian tylko w niewielkiej części pokrywały koszty odbudowy, ksiądz Marszal jeździł z kwestą po Polsce głosząc kazania i zbierając niezbędne fundusze. W dalszym ciągu parafię finansowo wspierała kuria. W 1958 roku przeprowadzono wiele prac budowlanych: przemurowano zmurszałe mury, założono więźbę dachową, położono dachówkę ceramiczną, odtworzono zabytkowy szczyt wschodni nad absydą. Zamontowano również nowe drzwi do kościoła i zakrystii. W roku 1959 ks. Stanisław Marszał, dokończył odbudowę zniszczonego kościoła parafialnego. Poświęcenia w stanie surowym, z upoważnienia ks. bpa Tomasza Wilczyńskiego z Olsztyna, na dwa dni przed Uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP, 6 grudnia 1959 roku, dokonał ks. Eugeniusz Weron, prowincjał Księży Pallotynów.
Konsekracji, która odbyła się 28 sierpnia 1960 roku, dokonał jej Ksiądz Biskup Warmiński, Tomasz Wilczyński.
A jak mieszkańcy Kisielic wspominają odbudowę swojego kościoła? Tego możemy dowiedzieć się ze spisanych wspomnień:

Wspomnienia Pani Jadwigi Kawskiej opublikowane w broszurce “AD INFINITAM DEI GLORIAM” Jubileusz 100 – lecia obecności księży i braci Pallotynów w Polsce, 50-lecie posługi duszpasterskiej Księży Pallotynów w Kisielicach.

“Kościół był zburzony zupełnie...Został tylko fragment murów, dzięki którym można się było domyślać, że w tym miejscu stał kiedyś kościół.
Ale zostało jedno okno...piękne...po lewej stronie.
Przybyłam do Kisielic w 1947 roku - kościoła nie było... Msze św. Odbywały się w szkole w auli. Proboszczem tej kaplicy był ks. Przybylski, (taki już starszy gość : ) ) Zawsze bardzo wesoły, chociaż w rzeczywistości przeszedł przez obóz koncentracyjny i ślad po tym pozostał... Bardzo dobry ksiądz...
Został utworzony komitet odbudowy kościoła. Zakupiono nawet potrzebne materiały, które z powodu ospałości komitetu zostały rozkradzione... To było bardzo przykre... Jak odbywały się przyjęcia dzieci do Komunii Świętej? W auli nie można było. Był zakaz z kuratorium. Więc wykarczowano krzaki jakie wyrosły ponad fragmenty murów kościoła i zbudowano polowy ołtarz. Dzieci zostały przyjęte do komunii w ruinach kościoła.
Wracając do odbudowy kościoła. Było tu kilku kupców, którzy ufundowali pomnik Chrystusa Króla. Na odsłonięciu pomnika zebrało się bardzo dużo ludzi. Było bardzo uroczyście. Niestety budowa “Nie szła”. Potrzebny był nowy proboszcz, który wziąłby wszystko w swoje ręce.
Przyszli Pallotyni w 1957 roku po wakacjach. Dokładnie 15 września. I wtedy wszystko ruszyło. Przybył do nas bardzo energiczny ksiądz, który wszystkich “naganiał” do pracy. Przede wszystkim zawiązał się nowy komitet odbudowy kościoła. Ustalono skąd brać fundusze. Ludzie opodatkowali się i miesięcznie każda rodzina wpłacała jakąś sumę pieniędzy. My wpłacaliśmy po 300 złotych. Pieniądz był wtedy słaby, ale nie były to wcale małe pieniądze. Wybrano kilka pań, które zobowiązały się, że będą chodzić po domach i będą te pieniądze zbierały - tak rzeczywiście było.
Za pierwsze pieniądze zostały zakupione pierwsze materiały potrzebne do odbudowy kościoła. I ludzie nie zawiedli – szli do pracy w czynie społecznym, nie tylko dorośli, ale i dzieci – nawet bardzo małe. Pamiętam jak swoimi malutkimi paluszkami nakładały fugę, czyściły cegły. Ksiądz proboszcz je zawsze jakimś cukierkiem poczęstował więc tym chętniej pomagały... Gospodarze mimo, że mieli dużo pracy w polu – przychodzili i pomagali. Ludzie ze wszystkich wiosek byli bardzo zaangażowani w pracę przy odbudowie. Wszyscy pragnęli, by kościół jak najszybciej udało się postawić ,,na nogi”, żebyśmy nareszcie mieli gdzie się modlić. Bo dopóki nie było kościoła, msze Św. Odbywały się w małej kapliczce - więc ludzie najczęściej stali na dworze.
Oprócz tego księża wyjeżdżali z kwestą. Umawiali się z proboszczami innych parafii i tam głosili kazania. Opowiadali o Kisielicach, o zniszczeniu kościoła podczas ofensywy Armii Czerwonej, o tym, że ludzie nie mają gdzie się modlić. Jechali najczęściej do górali, górników (oni mieli najwięcej pieniędzy). Dzięki ofiarności ludzi udało się zebrać fundusze na odbudowę, bo na żadne dotacje od państwa nie można było liczyć. Wręcz przeciwnie, utrudniano odbudowę, starano się ją opóźnić - zawsze były kłopoty - “ a to niedobrze, a to nie tak”. Ciągle były jakieś kontrole z urzędu. Ale mimo wszystkich trudności kościół piął się w górę - mury zaczęły rosnąć. Prace trwały od rana do wieczora. Bardzo wszyscy przyczynili się do odbudowy naszego kościoła.
Gdy już świątynia była odbudowana trzeba było uszyć obrusy z koronką - bardzo trudno było ją dostać - niejednokrotnie trzeba było ją odpruć od czegoś - żeby to wszystko dość porządnie wyglądało. Brakowało wszystkiego - każdy pomagał jak mógł.
I nadszedł najważniejszy dzień - dzień konsekracji (28.08.1960). Było prześlicznie. Wszyscy byli bardzo wzruszeni - każdy się cieszył, że nareszcie mamy kościół. Po odbudowie ludzie tłumnie gromadzili się na wszystkich nabożeństwach. Kiedyś było inaczej – kiedy odprawiane były majowe nabożeństwa, to nie było już tego dnia mszy św. Tak samo z różańcem.
Piękne procesje Bożego Ciała...Ludzie wieszali przez ulice girlandy, domy były umajone brzózkami. Przed domem robiono ołtarze...Przystrojone to wszystko w barwy patriotyczne. Było bardzo ładnie. Niestety to wszystko gdzieś znikło. Inne nastroje panowały wśród ludzi - każdy się cieszył odzyskaną przez Polskę wolnością. Ludzie zjeżdżali ze wszystkich wiosek.
Bardzo dobrze wspominam organistów. Przy kościele dzialał chór. Pan Dopichaj był organistą - grał w kaplicy. W 1949 roku organistą został Pan Fonfarek. Jego żona pomagała w kościele. Można powiedzieć, że pełniła funkcję kościelnego - zapalała świece w kościele, dbała o wszystko. Niestety nie mieli własnych dzieci, ale byli wychowawcami ogromnej grupy młodych ludzi (ponieważ grupy ministranckie były dosyć duże, a Fonferkowie opiekowali się nimi). Służyli w naszej parafii do śmierci.

Moim pragnieniem jest aby nasza świątynia była nadal miejscem spotkania z Bogiem i ludźmi. Żeby nigdy nie zabrakło w niej ludzi wierzących i modlących się. Niech będzie naszą przystanią na dobre i na złe”

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

Opracowanie: Piotr Blinkiewicz

Tekst powstał na podstawie:
1. Opracowania ks. Andrzeja Starczewskiego “KOŚCIÓŁ pw. MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ ŚWIATA W KISIELICACH I JEGO ODBUDOWA (1945 – 1992)”,
2. Kroniki Parafialnej Parafii Matki Bożej Królowej Świata w Kisielicach
3. Publikacji: “AD INFINITAM DEI GLORIAM” Jubileusz 100 – lecia obecności księży i braci Pallotynów w Polsce, 50-lecie posługi duszpasterskiej Księży Pallotynów w Kisielicach.

PS. Ogromne podziękowania dla Ks. Proboszcza Tadeusza Miszewskiego oraz Ks. Tomasza Stawickiego za udostępnienie Kroniki Parafialnej

Kolejna odsłona Nocy w Muzeum za nami. Wczoraj tradycyjnie rozpoczęliśmy wydarzenie przed Urzędem Miejskim w Kisielicach...
24/05/2026

Kolejna odsłona Nocy w Muzeum za nami. Wczoraj tradycyjnie rozpoczęliśmy wydarzenie przed Urzędem Miejskim w Kisielicach, by udać się w historyczną podróż ulicami Kisielic. Pierwszym punktem był plac, na którym w latach 20 XX wieku znajdowała się kaplica Babtystów. Zatrzymaliśmy się na chwilę również w miejscu, gdzie w roku 1906 powstała gazownia miejska, o której przedstawiłem kilka ciekawostek. Kolejnymi przystankiem był plac po kamienicy, w której w latach 30 XX w. znajdowała się redakcja założonej w roku 1902 gazety „Freystadter Tageblatt”. Nastęnie przedstawione zostały fotografie zniszczonej w roku 1945 poczty oraz zabudowa obecnej ulicy Mickiewicza. Na moment zatrzymaliśmy się przed budynkiem dawnego browaru, gdzie uczestnicy wysłuchali historii o samym browarze oraz o perypetiach życiowych jego właściciela. Następnie udaliśmy się na dawny rynek, po drodze lokalizując na podstawie fotografii lotniczej z lat 30 XX wieku nie istniejące już: hotel O. Hinzmana, synagogę, ratusz. Na rynku starego miasta odczytałem teksty ze skanów oryginalnych gazet, mówiące o prześladowaniach Polaków w okresie przed plebiscytem oraz wydarzeniach z dnia 16.08.1920 r., gdzie tłum mieszkańców, bijąc i poniżając nakazał Księdzu Mazelii spalenie polskiej flagi. Kolejnym punktem był kościół parafialny. Tam przedstawiona została historia budowli. Dzięki uprzejmości Pana Grzegorza Radomyskiego uczestnicy wydarzenia mieli również możliwość zapoznania się z historią i mechanizmem działania zegara. Po wejściu na wieżę kościelną każdy mógł z bliska podziwiać serce zegara. Następnie udaliśmy się nad jezioro miejskie, gdzie ponownie mogliśmy porównać panoramę miasta sprzed 100 lat z tą obecną. Przedstawiłem również legendę czołgu z kisielickiego jeziora, w której jak się okazało było i to nawet duże ziarno prawdy. Kolejny punkt wydarzenia to wirtualne muzeum i wystawa fotograficzna „Kisielice – miejscowość i mieszkańcy w obiektywie w latach 1945-2026”, która spotkała się z bardzo ciepłym odbiorem wśród zgromadzonych. Jak zawsze eksponaty w gablotach również wzbudzały dużą ciekawość. Na koniec odbyła się multimedialna prezentacja historii Kisielic.
Tegoroczna frekwencja jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Oprócz mieszkańców Kisielic przybyli również goście z okolicy. Wszystkim uczestnikom wczorajszego wydarzenia serdecznie dziękuję za przybycie i wierzę, że nie było to nasze ostatnie spotkanie. Serdecznie dziękuję również wszystkim, którzy pomogli w organizacji wczorajszego wydarzenia. Dziękuję Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Kisielicach, MGOK w Kisielicach, Pani Hanna Górecka, Panu Adamowi Mańce oraz innym członkom Stowarzyszenia „Pogranicze”. Dziękuję Panu Grzegorzowi Radomyskiemu, dziękuję bardzo księdzu proboszczowi Tadeuszowi Miszewskiemu i ks. Tomaszowi Stawickiemu za pomoc w tworzeniu wystawy fotografii i umożliwienie zwiedzania wieży kościelnej. Dziękuję również wszystkim mieszkańcom, którzy postanowili podzielić się fotografiami ze swych rodzinnych albumów.
Do zobaczenia za rok, a może już wcześniej : ) .
Piotr Blinkiewicz

Jeden z ostatnich naszych artykułów opublikowany w mediach lokalnych. Zapraszam do lektury.
24/05/2026

Jeden z ostatnich naszych artykułów opublikowany w mediach lokalnych. Zapraszam do lektury.

„Trudna i skomplikowana historia naszych ziem…. Czyli reportaż z Kisielic w The New York Times pod tytułem „Mieszkańcy Prus Wschodnich,

Zapraszamy jutro na otwarcie wystawy.
22/05/2026

Zapraszamy jutro na otwarcie wystawy.

Wspólnie z Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Kisielicach i MGOK w Kisielicach serdecznie zapraszamy wszystkich miłoś...
13/05/2026

Wspólnie z Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Kisielicach i MGOK w Kisielicach serdecznie zapraszamy wszystkich miłośników lokalnej historii oraz osoby lubiące aktywnie spędzać czas by byli z nami podczas tegorocznej edycji wydarzenia kulturalnego Noc Muzeów 2026. Spotykamy się 23.05.2026 r. o godz. 18:00 pod Urzędem Miejskim w Kisielicach. Szczegóły na plakacie. Do zobaczenia!

Trudna i skomplikowana historia naszych ziem…. Czyli reportaż z Kisielic  w The New York Times pod tytułem „Mieszkańcy P...
21/04/2026

Trudna i skomplikowana historia naszych ziem…. Czyli reportaż z Kisielic w The New York Times pod tytułem „Mieszkańcy Prus Wschodnich, nauczyli się żyć pod panowaniem Polaków” - 7 czerwca 1967 roku

28 maja 1967 roku do Kisielic przyjechał Henry Kamm korespondent zagraniczny The New York Times. Kamm relacjonował dla Timesa z Azji Południowo-Wschodniej, Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Jako reporter był laureatem min. nagrody Pulitzera w roku 1978.

Henry Kamm przybył do Kisielic w jednym celu: chciał przedstawić rzeczywistość panującą na terenach byłych Prus Wschodnich od 22 lat znajdujących się w granicach Polski. Aby tego dokonać przeprowadził wywiad z Państwem Locht - małżeństwem, które w Kisielicach – dawnym Freystadt Wpr zamieszkiwało od roku 1936. To ich relacja stała się głównym punktem odniesienia do oceny nowej rzeczywistości, która jak w soczewce pokazuje z jak trudnym dziedzictwem musimy się mierzyć, odnosząc się do naszej wspólnej historii. Zapraszam do artykułu.

„Kisielice, Polska, 28 maja – Kościół rzymskokatolicki stoi samotnie na górce – z widokiem na rozrzucone domy tego małego miasteczka rolniczego. Wokół niego pasą się krowy. Świątynia była niegdyś kościołem protestanckim, który stał na placu targowym na końcu głównej ulicy miasta, prowadzącej pod górę. Tam, gdzie pasą się krowy, znajdowały się sklepy, gospody i urzędy. To było przed styczniem 1945 roku, zanim Armia Radziecka zdobyła Freystadt, jak nazywano to miasto w niemieckiej przeszłości, spaliła większość i pozostawiła je pod polskim panowaniem, gdzie wiodącym wyznaniem jest rzymski katolicyzm. Benjamin Locht i jego żona Wanda mieszkają w tym samym domu na obrzeżach miasta od 1936 roku. Wtedy byli Niemcami, teraz są Polakami. Wybór należał do nich i nie chcą go powtarzać. "Tu mieszkamy i tu będziemy mieszkać," powiedział Pan Locht swoim wschodniopruskim niemieckim, "chyba, że nas wyrzucą – a ja się nie zgodzę – nikt tego nie zrobi." W wieku 70 lat Pan Locht czuje się swobodnie w najbliższym otoczeniu. Jego oczy są jasne, a skóra gładka. Warzywa, świnie i kaczki, każdy cal kwadratowy dwóch dużych ogrodów za jego małym domem dostarcza warzywa, owoce lub kwiaty. Są świnie, kury, kaczki i gęsi. Pan Locht i jego żona, która ma 66 lat, wykonują całą pracę tak, jak zawsze.Zmiany, które zaszły w Kisielicach przynoszą Panu Lochtowi tylko jeden trwały żal, stwierdził, że jego Polska nie jest zbyt dobra. "Nie rozumiem wszystkiego w kościele", powiedział, napinając metalowe guziki z polskim orłem na kurtce, która kiedyś była częścią munduru pracownika państwowego. Nabożeństwa protestanckie odbywają się obecnie w małej kaplicy kilka mil od miasta, w języku polskim, choć zgromadzenie i kaznodzieja pochodzą z Niemiec. Aby to zrekompensować, Pan Locht słucha nabożeństw religijnych, szeroko nadawanych z Berlina w radiu w swojej kuchni – katolickich, protestanckich i żydowskich. Pan Locht jest na emeryturze z pracy elektryka, ale nadal codziennie wcześnie chodzi do pracy w lokalnej mleczarni, a także orze ogrody i nowe pole, które właśnie wynajął od miasta. Był mistrzem elektrykiem a praca, którą wykonywał pozwoliła mu poznać wielu wielkich ludzi dawnych Niemiec. Kislielice leżą w regionie, gdzie posiadłości miało wielu wielkich pruskich junkrów. Pan Locht włączał prąd w ich domach. Jego najbardziej znanym klientem był Paul von Hindenburg, dowódca I wojny światowej i prezydent Niemiec od 1925 roku aż do śmierci w 1934 roku. "Zawsze chciał być nazywany 'Herr General Feldmar- schall', a nie 'Herr Reichs- president'," wspominał Pan Locht, "bo mówił, że każdy id**ta może zostać prezydentem, ale naprawdę trzeba być kimś, by zostać feldmarszałkiem."

Neudeck, dawna posiadłość Hindenburga jest obecnie państwowym gospodarstwem i wygląda na dobrze prosperujące. Pałac został zrównany z ziemią. Tylko niektóre przewalone lub rozpadające się nagrobki – kamienie w gęstych zaroślach, który niegdyś był rodzinnym cmentarzem, wciąż odnotowują nazwiska rodzin von Beneckendorfów i von Hindenburgów na terenie dawnej posiadłości i dworu. Gospodarstwa na terenie tego obszaru, który kiedyś był Wschodnimi Prusami, wyglądają na dobrze utrzymane aż do granicy ze Związkiem Radzieckim. W rozległych lasach wycina się wiele drewna, ale rozległe nasadzenia sadzonek świadczą o przemyślanym zarządzaniu. Domy często wyglądają na zaniedbane. Materiały budowlane wciąż trudno jest zdobyć do prywatnych domów. Ale nawet rozwalające się domy często wieńczą telewizyjne anteny. Większość niemieckich cmentarzy w regionie została zniszczona siłą lub zaniedbaniami. Protestancki cmentarz przykościelny został niedawno ogrodzony, aby uratować to, co z niego pozostało. Kilka hebrajskich liter nieco dalej znajduje się stary cmentarz katolicki, jedyny obecnie używany, jest tam tylko kilka niemieckich grobów. Kilka kroków dalej znajduje się łąka, częściowo osłonięta przez niepełne rzędy drzew. Tu i ówdzie ci, którzy wiedzą, jak ich szukać, znajdą kawałki kamienia z hebrajskimi literami. Cmentarz żydowski w Freystadt ucierpiał z powodu wcześniejszej próby zatarcia śladów części mieszkańców miasta. Niemcy zbeszcześcili go w 1939 roku i próbowali bezskutecznie zatrzeć po nim ślad sprzedając to miejsce z przeznaczeniem na ziemię rolną – zniknęli, pozostawiając tylko garstkę swoich mieszkańców w populacji, która zmniejszyła się z 3 500 do 1 500. Ruiny synagogi, którą podpalili w 1938 roku, wciąż stały, gdy kościół spłonął sześć lat później. Nikt już dziś nie pamięta, gdzie stała, a tylko sterta gruzu pod drzewem i kilka kopców ziemi pod stopami przypominają gdzie spoczywają Żydzi z Freystadt. Cmentarze wiejskie są jedynymi miejscami w tym regionie, gdzie język niemiecki przetrwał w formie pisma, a wiele błędnych zapisów wyrytych w kamieniu, wskazuje na przyszłość, w której będzie istniał jedynie jako język mówiony. Niemieckojęzycznych mieszkańców łatwo znaleźć w tej prowincji, a wielu z nich urodziło się po wojnie. Ich matki nauczyły ich języka, aby mogli rozmawiać z babciami. Większość osób, które pozostały to kobiety. Lochtowie nie okazują wielkiej energii dla niemieckiej przeszłości, znacznie mniej niż inni spotkani podczas podróży po byłych Prusach Wschodnich. Nie zgadzają się z tymi, którzy twierdzą, że Polska źle zarządza tymi ziemiami, oraz z tymi, którzy uważają, że nie powinni byli zostać. Wskazują na liczne odbudowane miasta w okolicy oraz plan odbudowy Kisielice w 1970 roku. Są dumni z wybudowanej nowej szkoły, w której ich córka i wnuczka będą uczyć po polsku. Problem niemiecki jako zmartwienie tych ziem, powinien zostać rozwiązany, powiedział Pan Locht, a Niemcy zjednoczone. "Ale nawet wtedy granica Odra-Nysa powinna pozostać," powiedział. "Ci ludzie mieszkają tu od 22 lat i w odbudowę tego wszystkiego włożyli dużo wysiłku. Nikt nie ma prawa teraz kazać się im stąd wyprowadzać."1

Tak zakończył swój reportaż Henry Kamm, powrócił do Nowego Jorku, a Małżeństwo Lochtów do swoich codziennych obowiązków. Państwo Lochtowie jako cenieni członkowie kisielickiej społeczności, przeżywszy razem 53 lata zmarli i pochowani zostali na cmentarzu komunalnym w Kisielicach (starym cmentarzu katolickim, o którym w tekście wspomina Kamm) Pani Wanda w roku 1973, Pan Benjamin w roku 1974. Córka Sigfrida po ślubie przyjęła nazwisko Ulatowska przez lata pracowała jako nauczycielka min. języka niemieckiego w Zespole Szkół Rolniczych w Kisielicach. W roku 1986 wyjechała z Kisielic i zamieszkała u córki w Tczewie. W roku 2011 przeżywszy 87 lat zmarła. Wnuczka Państwa Lochtów wciąż żyje, nie mieszka obecnie w Kisielicach, ma dwoje dzieci.

Dziewiętnaście lat po ukazaniu się artykułu w New York Times w roku 1986 Kisielice dzięki zaangażowaniu i pracy mieszkańców na rzecz lokalnej wspólnoty odzyskują prawa miejskie. A w roku bieżącym obchodzimy 40 rocznicę tego wydarzenia.

1. KAMM H. East prussian adepts to Life Under Poles, "The New York Times", 1967.06.07, s. 14

Tekst: Piotr Blinkiewicz

Adres

Aleja Wojska Polskiego 25
Kisielice
14-220

Telefon

+48500174492

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Stowarzyszenie Historyczno-Badawcze Pogranicze opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Stowarzyszenie Historyczno-Badawcze Pogranicze:

Skróty

Udostępnij