18/07/2026
Tak się zastanawiam od kilku dni jak państwu obserwującym opisać to, co mi w głowie siedzi. Rzecz dotyczy odwiecznego sporu czy niewidome dziecko posyłać do wyspecjalizowanych ośrodków, czy jednak organizować mu edukację i wsparcie w środowisku, w którym dorasta... Sprawa jest trudna a temat złożony i trudno być może o jedną odpowiedź, choć jeśli mnie rodzice pytają to ja mam jedną: Zawsze środowisko domowe jest lepszym miejscem do dorastania dla każdego dziecka. Piszę zawsze, nie mając oczywiście na myśli rodzin dysfunkcyjnych i tych w których występują problemy np. z uzależnieniami jej dorosłych członków. Dlaczego uważam, że to rodzina powinna być miejscem gdzie dziecko, także niewidome czy niewidome z dodatkowymi specjalnymi potrzebami dorastać powinno? Dlatego, że: Mitem jest twierdzenie, jakoby dziecko wysłane do ośrodka w wieku lat 3 4 czy 7 miało większą szansę na samodzielność niż to, które pozostaje w domu. Natomiast nie jest mitem, że wysłanie takiego malucha do ośrodka jest dla niego niemal równoznaczne z porzuceniem i pozostawia traumę na resztę życia. Znam ludzi, dziś już w wieku bardzo dojrzałym, którzy z bólem wspominają pierwsze noce w przedszkolu z internatem, strach, łzy, tęsknotę i przerażająco dojmującą, bolesną samotność. Znam też takich, którzy nigdy nie przestali czuć tego strachu i samotności bez względu na to czy zostawiani byli w wieku lat trzech w przedszkolu czy w ostatnich klasach szkoły podstawowej. Nie jest też na pewno mitem to, że dziecko wysłane na lata do ośrodka, brutalnie rzecz ujmując nie ma do kogo i do czego wracać. Życie w rodzinie toczy się przecież dalej, nowi członkowie rodziny przychodzą na świat, inni umierają, starsze rodzeństwo się wyprowadza, mama choruje, tata zmienia pracę... To wszystko dzieje się bez udziału dziecka dorastającego poza domem. Skutek? Zerwane więzi, których nigdy nie będzie szansy naprawić, czasu się przecież nie cofnie. Niezrozumiane potrzeby: Przecież tak naprawdę członkowie takich "rozerwanych" rodzin się nie znają. Jakie jest więc miejsce dla powracającego do rodziny z ośrodka dziecka? Jaka jest jego rola w rodzinie po tych wielu latach poza domem? Czy jest w ogóle dla niego miejsce? Nie łóżko czy szafka, choć to też ważne, ale jaką rolę, funkcję i wsparcie otrzyma i będzie pełniło? Ktoś teraz powie, że internaty się zmieniły, dzieci jeżdżą częściej do domów, kontakt z rodzicami jest systematyczny i to prawda... Nie zmienia to jednak faktu, że to nie mama budzi dziecko rano i nie ona robi do szkoły kanapki. To nie tata odprowadza do przedszkola i nie on z tego przedszkola niesie na barana swojego zmęczonego malucha. Te z pozoru drobne codzienne gesty rodzica wobec dziecka, dziecka wobec rodzica, cioci, babci, kuzyna czy brata składają się na życie rodzinne. W jednej rodzinie będzie dostatnie, w drugiej będzie trudniej związać koniec z końcem. Jedna rodzina jest mała, druga wielopokoleniowa. Czasem jest tylko mama, czasem oboje rodziców. Bywa różnie, ale nic tej rodziny nie zastąpi. To naprawdę mniej istotne by dziecko umiało wiązać buty, może nosić wsuwane albo na rzepy. Nie musi umieć robić sobie kanapki w wieku lat sześciu, serio... Jak mu mama będzie jeszcze w czwartej klasie te kanapki robiła, czapkę poprawiała czy pomagała odwiesić kurtkę na wieszak, nic się nie stanie. Za to jeśli, choć w dobrej wierze pozbawimy dziecko rodziny i rodzinę dziecka to wszystkim stanie się realna krzywda. Cały czas jeszcze pokutuje mit, że w ośrodkach i tylko tam są specjaliści, którzy wiedzą, umieją i nauczą niewidome dziecko tej mitycznej samodzielności. A rodzice? Dlaczego od razu każe się im rezygnować z własnych, rodzicielskich kompetencji i przekonań? Dlaczego to specjaliści mają wiedzieć lepiej co jest dobre dla dziecka? Smucą mnie zawsze rozmowy z rodzicami, którzy dostają z lokalnych poradni listę specjalnych ośrodków, często oddalonych od miejsca zamieszkania dziecka o dziesiątki kilometrów. Czy nie powinni dostać listę miejsc w okolicy gdzie otrzymają realne, codzienne wsparcie dla dziecka i dla siebie? Dlaczego tak łatwo wręczyć rodzicowi listę a tak trudno zorganizować edukację niewidomych dzieci w miastach i wsiach w których się urodziły? Z ogromnym zainteresowaniem śledzę zmagania i walkę rodziców o wypełnianie obowiązku wsparcia i edukacji dziecka z niepełnosprawnością sprzężoną, w tym niewidomego przez kieleckie instytucje oświatowe. To trudne, ale nie warto z tego rezygnować. Zajrzyjcie na profil:
Z@achęcam do komentowania i udostępniania. Z serdecznymi pozdrowieniami dla wszystkich rodziców: Beata Zielińska, Pedagog specjalny - Fundacja Vega
Zachęcam także do wsparcia fundacji. Szczegóły na stronie: www.fundacja-vega.pl@@
Razem tworzymy świat bez barier Fundacja VEGA wspiera osoby niewidome i słabowidzące w codziennym życiu, edukacji i aktywizacji zawodowej.Dążymy do świata, w którym każdy ma równe szanse. Kontakt → Wesprzyj nas Razem tworzymy świat bez barier Fundacja VEGA wspiera osoby niewidome i sła...