Ekoinnowacje

Ekoinnowacje Celem projektu jest zainicjowanie dyskusji o możliwościach dzisiejszej technologii, które połączą asp

W ramach Projektu przeprowadzony zostanie cykl regionalnych spotkań w formie śniadań biznesowych, których istotą będzie dyskusja na temat wdrożeń ekoinnowacji w Polsce, możliwości ich wdrażania, korzyści z nich płynących oraz barier, jakie towarzyszą przy próbach wdrażania innowacyjnych rozwiązań w ochronie środowiska.

02/11/2025

KRYZYS KLIMATYCZNY BYŁ PROJEKTEM KOMUNIKACYJNYM O CHARAKTERZE FINANSOWYM
Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, że „kryzys klimatyczny” stał się przede wszystkim projektem komunikacyjnym o charakterze finansowym? Co ciekawe, w pułapkę tej narracji wpadli nie przypadkowi ludzie, ale najlepiej wykształceni, eksperci, naukowcy, liderzy opinii. Za to ci, którzy od lat ostrzegali przed manipulacją – często nazywani „spiskowcami” – okazywali się… być w dużym stopniu w zgodzie z rzeczywistością.
Mechanizm jest prosty: stworzono dramatyczną historię, która generuje panikę i poczucie odpowiedzialności, a następnie tę panikę monetyzowano – od funduszy klimatycznych, przez inwestycje w tzw. „zieloną gospodarkę”, po granty i dotacje dla instytucji, które utrwalają narrację. Tymczasem przeciętny człowiek – czy to „zacofany motłoch”, jak chcą niektórzy – jest bombardowany medialnymi obrazami katastrofy i w efekcie uczestniczy w systemie, którego nawet do końca nie rozumie.
Czy naprawdę mamy mówić o kryzysie, czy o skoordynowanej operacji komunikacyjno-finansowej, w którą uwierzyli nawet najlepsi w swojej dziedzinie? To pytanie, które wymaga nie tyle emocji, ile chłodnej analizy, bo historia pokazuje, że panika i narracja finansowa idą często ręka w rękę.

Z powodu globalnego ocieplenia UE zakazuje gorących prysznicy 😉
10/10/2025

Z powodu globalnego ocieplenia UE zakazuje gorących prysznicy 😉

Unijne przepisy mogą sprawić, że ciepła woda stanie się luksusem. Bruksela przeoczyła kluczowe metale, co grozi zniknięciem bojlerów z rynku.

💡💡💡
03/10/2025

💡💡💡

Hiszpania może po cichu na nowo zdefiniować przyszłość czystej energii dzięki turbinie wiatrowej, która w niczym nie przypomina tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Opracowane przez startup Vortex Bladeless, to innowacyjne urządzenie generuje energię elektryczną bez wirujących łopat, głośnego hałasu i rozległej infrastruktury. Zamiast tego wykorzystuje ono wysoki, smukły cylinder, który wibruje na wietrze w procesie zwanym vortex shedding. Według Sustainability Times, ruch ten jest przekształcany w energię elektryczną za pomocą alternatora znajdującego się u podstawy konstrukcji.
W przeciwieństwie do tradycyjnych turbin, konstrukcja Vortex nie ma ruchomych części mechanicznych, takich jak koła zębate czy łożyska, co oznacza, że prawie nie wymaga konserwacji. Jest również całkowicie cicha, dzięki czemu idealnie nadaje się do obszarów mieszkalnych, dachów i miejsc, w których zanieczyszczenie hałasem jest powodem do niepokoju. Według Portalu Klimatycznego Azji Środkowej, kompaktowe rozmiary turbiny pozwalają jej działać w ciasnych przestrzeniach, wykorzystując jedynie ułamek terenu potrzebnego konwencjonalnym farmom wiatrowym.
Obecne modele są małe i wytwarzają skromne ilości energii, wystarczające do ładowania urządzeń lub zasilania systemów o niskim zużyciu energii. Firma przewiduje jednak skalowanie technologii w celu obsługi większych aplikacji i integracji z panelami słonecznymi w celu stworzenia hybrydowych systemów energetycznych. Dzięki temu, że turbina bezłopatkowa jest bezpieczna dla ptaków i dzikich zwierząt oraz łatwa do zainstalowania bez ciężkich fundamentów, może stać się kluczowym graczem w zdecentralizowanych, przyjaznych dla środowiska rozwiązaniach energetycznych.

CIEKAWOSTKA🧐Yazd- Iran, wykorzystuje ponad 700, 2500-letnich wiatrołapów (badgirs), które obniżają temperaturę w pomiesz...
05/09/2025

CIEKAWOSTKA🧐

Yazd- Iran, wykorzystuje ponad 700, 2500-letnich wiatrołapów (badgirs), które obniżają temperaturę w pomieszczeniach o 15°C bez prądu, pokonując pustynne upały za pomocą najbardziej pomysłowej na świecie technologii naturalnego chłodzenia.

W samym sercu irańskiej pustyni, gdzie temperatury regularnie sięgają 45°C, leży miasto Jazd z tak wydajnym rozwiązaniem chłodzącym, że klimatyzatory wydają się być prymitywem.

Ponad 700 wiatrołapów (badgirs), które wieżą nad miastem, to wieże z cegły o wysokości od 5 do 33 metrów i funkcjonują jako prawdziwe, naturalne klimatyzacje, z których niektóre mają 2500 lat i do dziś doskonale funkcjonują.

Zasada tych wiatrołapów to arcydzieło fizyki stosowanej i rozumienia dynamiki powietrza.

Wieże zbudowane są z wielu wewnętrznych przegród i otworów skierowanych w różne kierunki, aby uchwycić wiejący wiatr z dowolnego kierunku.
Kiedy wiatr uderza w wieżę, powietrze jest wypychane kanałami wewnętrznymi do pomieszczenia.

Najbardziej wyrafinowanym aspektem, jest system wentylacji dwukierunkowej: podczas gdy jedna strona wieży wprowadza zimne powietrze z zewnątrz, druga "wydycha" ciepłe powietrze z domu, tworząc stałą cyrkulację.

Gdy nie ma wiatru, kolektory działają na zasadzie efektu komina - ciepłe powietrze wznosi się i wychodzi przez szczyt, wsysając chłodniejsze powietrze z podstawy wieży.

Niektóre kolektory są podłączone do qanatów (kanałów podziemnych), które jeszcze bardziej schładzają powietrze poprzez odparowanie, zmniejszając temperaturę nawet o 15°C w porównaniu z tą na zewnątrz.

Miasto Jazd zbudowane jest niemal w całości z cegły błotnej, materiału o wyjątkowych właściwościach termoizolacyjnych.
Domki posiadają ściany o grubości 60 centymetrów, podwórka z fontannami i basenami oraz małe okna strategicznie zorientowane, aby minimalizować wejście ciepła słonecznego.

Kolektory wiatru wznoszą się majestatycznie ponad tę architekturę, niektóre mają kształty ośmiokątne lub sześciokątne, aby zmaksymalizować uchwyt powietrza.

Najwyższy kolektor wiatru na świecie znajduje się w Dolat Abad Garden w Yadzie i mierzy 33 metry wysokości.

Efektywność tych systemów jest tak wysoka, że w pałacach i zamożnych domach Yazdu temperatura wewnętrzna utrzymuje się na poziomie 25-30°C nawet gdy na zewnątrz jest 45°C, wszystko bez zużycia ani jednego watu prądu.

Większe kolektory mogą przesunąć 60 metrów sześciennych powietrza na minutę, co odpowiada klimatyzatorom przemysłowym.

Technologia jest tak zaawansowana, że współcześni architekci badają te konstrukcje, aby rozwijać zrównoważone systemy chłodzenia dla współczesnych budynków.

Dziś, w dobie kryzysu energetycznego i "globalnego ocieplenia"😉, wiatrołapy Yazdu oferują ważne lekcje zrównoważonej architektury.

UNESCO ogłosiło miasto Yazd światowym dziedzictwem, nie tylko ze względu na piękno, ale także dlatego, że pokazuje, jak 2500-letnia technologia może być bardziej wydajna i przyjazna środowisku niż nowoczesne rozwiązania.

Te wieże to nie tylko zabytki historyczne - to wzory na przyszłość architektury w szybko ocieplającym się świecie.

Można?

Łączmy te kropki ...
Iwona Gutowska

01/09/2025

Wszystko praktycznie jest, można zacząć budować ale… zaraz, zaraz, brakuje zgody Komisji UE… czyli kogo? I znowu ktoś obcy będzie decydował co możemy a czego nie. I to ma być transformacja energetyczna? Kubuś oczywiście podjarany jak młody pies pchłami❗️

28/08/2025

👇Te słowa sir Davida Attenborough (stawiamy tezę, że to najbardziej znany miłośnik i propagator ochrony przyrody na świecie) robią obecnie w sieci furorę:

☝️„Rosnąca populacja świata będzie potrzebować więcej drewna. I to może być dobra rzecz. Drewno jest niezwykłym surowcem odnawialnym, a pozyskiwanie go z dobrze zarządzanych źródeł jest korzystne dla lasów i naszej planety. Jednak same lasy naturalne nie są w stanie zapewnić nam całego potrzebnego drewna. Musimy więc uprawiać drzewa, tak jak uprawiamy inne rośliny”.☝️

👉Innymi słowy – mistrz Attenborough, postać dla ekologii absolutnie kultowa – mówi, że należy sadzić lasy i potem pozyskiwać z nich drewno, jako surowiec odnawialny. W dalszej części materiału wspomina nawet o korzyściach ekonomicznych, z tym związanych.

👉I – uwaga, uwaga – padło słowo „uprawa”. 😱

🤪Przez ekologistów używane jako największa obraza w stosunku do gospodarki leśnej. W momencie wypowiadania go wylewa się z nich duma, wraz z toczoną z ust pianą.

🤔Czyli oni wszyscy wypiszą się teraz z klubu miłośników serialu „Nasza planeta”, który stworzył sir David?
Nie tylko najwspanialszego dokumentu o przyrodzie, ale i najwyżej w ogóle ocenianej serii, która kiedykolwiek trafiła na Netflix. 🧐

☝️Sir Attenborough mówi też, że musimy chronić lasy naturalne, czyli pierwotne. Największe rosną m.in. w Amazonii, w Kanadzie i na Alasce czy też na Syberii.

👉W Polsce mamy Puszczę Białowieską, z której, według badań UNESCO i Instytutu Badawczego Leśnictwa, las pierwotny stanowi około 20% powierzchni po naszej stronie granicy.

☝️Nazywanie innych lasów: pierwotnymi, naturalnymi, nietkniętymi przez człowieka jest zwykle totalną bzdurą. Służy wyłącznie wprowadzeniu tam ochrony biernej w imię idei, w którą niektórzy wierzą, a niektórzy na niej zarabiają. 🤥

🤔Teraz pomyślmy.

👉W Polsce wyłączamy obszary, gdzie prowadzimy racjonalną gospodarkę leśną na terenie lasów od dawna zarządzanych przez człowieka, a w części od zera przez niego stworzonych. Nasz lokalny przykład lasu wyłączonego, a od lat zarządzanego i rozwijanego ludzkimi rękami, to Puszcza Knyszyńska.

👉Robimy to w kraju ze świetnie rozwiniętym leśnictwem, szczegółowymi badaniami lasów i aktywnie przebudowującym słabnące drzewostany.

👉A drewno i tak trzeba pozyskać.

🤔Czy więc lepiej lasy „uprawiać”, czy sięgać po zasoby naprawdę naturalne w krajach, gdzie racjonalne reguły gospodarowania nie istnieją?



Fot. Wikipedia

27/08/2025

Ten post, to kompendium wiedzy, która pozwoli zrozumieć dlaczego pomimo ogromnego rozwoju odnawialnych źródeł energii w Polsce, nasze rachunki za energię elektryczną drożeją, zamiast tanieć.
Jak również w tym poście rozprawiam się z fałszywą tezą, że jeśli będzie więcej elektrowni wiatrowych, to energia elektryczna będzie w Polsce tańsza. To niestety bzdura i poniżej udowodnię dlaczego. Zanim to jednak nastąpi wpierw fakty.

Czy wiecie, że w Polsce mamy instalacje fotowoltaiczne o łącznej mocy 21,8 GW?

Jeśli nie zdajecie sobie sprawy, ile to jest, to dodam, że to jest hipotetyczna moc, która gdyby była w rzeczywistości taka jak nominalnie, to byłaby wystarczająca na zasilenie całej Polski!

I w tym momencie wszyscy się zastanowicie – wow, skoro mamy tak dużo paneli fotowoltaicznych, to dlaczego nadal spalamy węgiel i musimy płacić tak potężne rachunki za energię elektryczną?

Na tym właśnie polega problem „zielonej energii” – że chociaż wydaje się, że słońce świeci „za darmo”, to energia pozyskiwana z natury darmowa wcale nie jest!

Jak to możliwe – zapytacie?

To wynika z efektywności takich instalacji, jak również z dosyć wysokich kosztów inwestycyjnych, aby je stworzyć, wybudować, a następnie utrzymać. Jednak najgorszym parametrem „zielonej energii” jest stosunkowo krótki okres działania takich instalacji. Ale do tego aspektu dojedziemy za chwilę.

Generalnie mamy już w Polsce 10,3 GW mocy w elektrowniach wiatrowych oraz 21,8 GW w panelach fotowoltaicznych. Czyli globalna nominalna moc OZE w Polsce przekracza łączną nominalną moc wszystkich elektrowni węglowych w Polsce.

Niesamowite, prawda?

Problem tylko w tym, że moc nominalna, nie równa się średniorocznej mocy rzeczywistej. Ale o tym za chwilę.

I wyobraźcie sobie, że ten ogromny rozwój OZE w Polsce wydarzył się za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, której przyklejono łatkę, że nic poza węglem, jeśli chodzi o energetykę, nie widzi.

Na papierze nominalna moc 32,1 GW to rzeczywiście niesamowicie wygląda, jednak w praktyce z tak wielkiej nominalnej mocy uzyskujemy zaledwie średniorocznie 1,98 GW z fotowoltaiki i 2,68 GW z elektrowni wiatrowych. I z balonika nagle zeszło powietrze…. 🤷‍♂️

W jaki sposób wyliczyłem realną średnioroczną moc naszych elektrowni OZE?

W bardzo prosty sposób, za pomocą wzoru, gdzie 17,3 TWh (terawatogodzin w roku wyprodukowanej energii z fotowoltaiki – dane za 2024 rok) podzieliłem przez 8760 h (czyli liczbę godzin w ciągu roku) i w ten sposób uzyskałem realną moc fotowoltaiki wynoszącą 1,98 GW w danym roku. Realną moc, czyli moc uzyskiwaną średnio przez cały rok.

Czyli na 32,1 GW nominalnej „zielonej” mocy mamy zaledwie 4,66 GW średniorocznej mocy.

I teraz trochę już smuteczek. 😕

Oczywiście 4,66 GW mocy uzyskane w polskich klimatycznych warunkach to i tak super wynik,
a 4,6 GW w przeliczeniu na terawatogodziny stanowi już 27,1% naszego energetycznego miksu.

Czyli odnawialne źródła energii już w 27,1% zasilają nasze domy i samochody elektryczne. To jest już coś!

Jednakże mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że gdy ładują telefon lub samochód elektryczny, to nadal w 70% ładują go z energii uzyskanej ze spalania węgla i gazu. No chyba, że mają w domu własną fotowoltaikę.

Wracając do danych – aby być precyzyjnym, informuję, że dzięki spalaniu węgla otrzymujemy moc 10,15 GW (co stanowi 59,1% w naszym miksie), a ze spalania gazu otrzymujemy 1,88 GW (co stanowi 10,9% w miksie).

Elektrownie wodne i biogazownie również trochę się dokładają do tego miksu i ich udział stanowi 1,6% i 1,3%.

Zatem jak pokazują twarde dane z roku 2024, tutaj zaczyna się problem z „zieloną energią”, bo koszt operacyjny za wybudowanie i utrzymanie tych instalacji ponosimy za łączną nominalną moc 32,1 GW, a nie za jedynie 4,66 GW, które z nich w ciągu roku uzyskujemy.

I właśnie ten ogromny koszt amortyzacji jest uwzględniany w naszych rachunkach za energię elektryczną. Zatem raczej nikt z nas w portfelu nie poczuł, że przybyło w Polsce tak dużo instalacji fotowoltaicznych w ostatnich latach. Mam wrażenie, że większość z nas poczuła raczej podwyżki energii elektrycznej, a nie obniżki z tytułu energii uzyskiwanej ze słońca.

Wyszło to trochę tak, jakbyśmy kupili sobie Ferrari kabriolet i jeździli nim tylko w wakacje i to 60 km na godzinę, aby się w naszym klimacie nie przeziębić.

Zatem za uzyskiwane realne gigawaty mocno przepłacamy, a dodatkowo dojeżdża nas jeszcze Unia Europejska, która na produkcję energii z węgla w Polsce nakłada unijne podatki w postaci ETS.

A ile właściwie wynoszą te podatki?

Policzmy:

Aby uzyskać 1 GW mocy przez cały rok, trzeba spalić ok. 3,4–3,5 mln ton węgla (przy sprawności elektrowni około 38%).

Zatem koszt 1 GW z węgla wynosi około 2,1 miliarda złotych na rok (przy cenie węgla ok. 600 zł za tonę).

Edit: wg Agencji Rozwoju Przemysłu cena za tonę dla wielkich zakładów przemysłowych jest dużo niższa niż dla odbiorcy indywidualnego i kosztuje: PSCMI1: 348,32 zł/t i PSCMI2: 461,97 zł/t Cena w moim poście jest i tak specjalnie zawyżona. 😉

I do tego trzeba teraz doliczyć podatek ETS, który przy produkcji rocznej około 8,65 miliona ton dwutlenku węgla i cenie 90 euro za tonę emisji tego gazu wyniesie około 778,5 miliona euro, czyli około 3,32 miliarda złotych za 1 GW! 🤯

Zatem widzimy, że elektrownia węglowa za wyprodukowanie 1 GW przez cały rok musi obciążyć nas kosztem ceny węgla oraz kosztem podatku ETS, plus kosztem produkcji. Wynoszącym 2,1 miliarda za węgiel + 3,35 miliarda za ETS + koszt produkcji i marża własna (tych danych już nie znamy).

Zatem widać na tym przykładzie, że gdyby nie było ETS, to energia byłaby w Polsce przynajmniej tańsza o 30–40%, bo problemem nie jest tutaj dosyć wysoka cena węgla, które jest wysoka dlatego, że Unia zabrania nam inwestować w górnictwo, w odkrywanie nowych ścian, budowanie nowych szybów.

I teraz dla porównania OZE:

Aby uzyskać w Polsce 1 GW mocy realnej z wiatru, trzeba postawić farmy elektrowni wiatrowych o łącznej mocy nominalnej wynoszącej 3,3 GW.

Moc nominalna to taka, jaką daje nam elektrownia wiatrowa, gdyby wiatr wiał z dużą prędkością i optymalnym kierunkiem. A moc realna to taka, jaką faktycznie w ciągu roku z takiej elektrowni otrzymujemy.
Dlatego w Polsce przyjmuje się, że realna średnioroczna moc, to jest około 0,27 mocy nominalnej.

I teraz koszty:
Średni koszt budowy elektrowni wiatrowych o nominalnej mocy 1 GW wynosi około 8,1 miliarda złotych.

Zatem aby uzyskać 1 GW mocy realnej, takiej jak w przypadku elektrowni węglowej, musimy wybudować elektrownie o nominalnej mocy 3,3 GW × 8,1 miliarda = 26,7 miliarda złotych.

Następnie utrzymanie roczne takiej farmy wyniesie nas 3,3 GW × 364 miliony = 1,2 miliarda rocznie.

I teraz najlepsze:

Taka elektrownia wiatrowa może funkcjonować około 25 lat (dlatego Niemcy już swoje demontują i montują nowe).

Zatem łączny koszt budowy (CAPEX) i utrzymania (OPEX) wyniesie 56,7 miliarda.
Bo liczymy koszt utrzymania razy 25 lat i dodajemy koszt budowy.

Podsumowując – zapłacimy 56,7 miliarda za uzyskiwanie przez 25 lat każdego roku około
1 GW realnej mocy. (Przypominam, że aby zastąpić węgiel potrzebujemy 10 GW)

Natomiast paląc węgiel po cenie 600 zł za tonę przez 25 lat zapłacimy 52,5 miliarda za uzyskiwanie stabilnej energii 1 GW bez wpływu na warunki atmosferyczne.

W porównaniu kosztów pomijam ETS, bo w poście analizuję scenariusz, że bardziej opłacalne mogłoby być odrzucenie systemu ETS i płacenie potencjalnych kar unijnych, niż obciążanie rachunków za energię tym podatkiem. Ale o tym za chwilę…

Ktoś powie, że do elektrowni węglowych należy doliczyć marżę, ale trzeba ją tym bardziej doliczyć do elektrowni wiatrowych, bo przecież prywatny inwestor nie postawi elektrowni wiatrowej bez zarobku. Pośredników w takim finansowaniu jest też dużo więcej i zarobią na tym również banki. Dlatego tego już nie liczę, bo to nie są kwoty policzalne.

Oczywiście moje wyliczenia to i tak hipotetyczne założenie, bo zakładam, że koszty utrzymania elektrowni wiatrowych nie wzrosną i cena za tonę węgla się dramatycznie nie zmieni. Co oczywiście wiadome, że się zmieni… 😉

Jednak najważniejsza różnica jest taka, że spalając polski węgiel, będziemy zostawiać te pieniądze w Polsce, w polskiej gospodarce, a nie kupować turbiny wiatrowe niemieckie, napędzające tamtejszą gospodarkę naszym kosztem.

I tak jak już na wstępie – w ten sposób udowodniłem, że zwiększona ilość wiatraków nie obniży naszych rachunków za energię elektryczną, może wręcz je podwyższyć.

Zatem jeśli szukamy oszczędności, to należałoby rozważyć, ile będą kosztowały nas kary UE za nieprzestrzeganie ustaleń klimatycznych i bezprawne odstąpienie od ETS.

Być może okaże się, że potencjalne konsekwencje będą bardziej opłacalne niż płacenie ETS.

Bo gdyby nie podatek ETS od spalania węgla w elektrowni, energia uzyskiwana z węgla byłaby tańsza i paradoksalnie dużo bardziej ekologiczna, ponieważ za 25 lat wszystkie wiatraki i tak trzeba będzie zdemontować, zutylizować i postawić następne na kolejne 25 lat.

Przypominam, że bloki węglowe funkcjonują przez minimum 45-50 lat i więcej.

Dlatego z tej perspektywy wymiany co 25 lat elektrownie wiatrowe nie mają z ekologią nic wspólnego, bo proces ich wytwarzania wcale ekologiczny nie jest.

Trochę inaczej jest z panelami fotowoltaicznymi i dlatego za czasów P*S przeżyliśmy ich ogromny BUM!

Aczkolwiek osoby, które mają własną fotowoltaikę, wiedzą, że moc fotowoltaiki nie równa się mocy otrzymywanej z fotowoltaiki. Dzieje się tak dlatego, że jest podobnie jak z „wiatrakami”, tylko jeśli chodzi o efektywność, jeszcze gorzej, bo aby uzyskać 1 GW mocy średniorocznej, trzeba zainstalować fotowoltaikę o mocy nie 3 razy większej, lecz aż 9 razy więcej.
Dlatego w Polsce z 21 GW mocy paneli fotowoltaicznych uzyskujemy zaledwie 1,98 GW mocy średniorocznej.

Czyli za 1 GW mocy średniorocznej trzeba zapłacić około 27,3 miliarda złotych.

W przypadku fotowoltaiki utrzymanie jest jednak dużo tańsze i kosztuje dla realnego 1 GW – czyli 9,1 GW nominalnych – około 0,5 miliarda na rok.

Zatem fotowoltaika jest dużo bardziej opłacalna niż elektrownie wiatrowe, bo koszt inwestycji (CAPEX) i koszt utrzymania (OPEX) za 1 GW realny na 25 lat wyniesie 38,7 miliarda złotych.

I tutaj rzeczywiście inwestycja w fotowoltaikę jest dużo bardziej opłacalna i w ten sposób uzyskana energia jest tańsza niż energia z węgla, nawet gdy za 25 lat trzeba będzie wymienić panele na nowe.

Ale tutaj też pojawia się haczyk, bo producenci paneli fotowoltaicznych, gdy uzależnią od siebie dostawców i postawią pod ścianą użytkowników, będą mogli sukcesywnie podnosić ceny ze względu na stosowane surowce do produkcji, które stanowią metale ziem rzadkich. Te zaś będą za 25 lat w wielu przypadkach stanowiły swojego rodzaju monopol na świecie.

Zatem niby taniej, ale niekoniecznie taniej będzie zawsze. O ekologii w przypadku utylizacji paneli lepiej nie wspominać, bo o ekologii nie może być tutaj mowy, jeśli weźmiemy pod uwagę produkcję, a później co 25 lat utylizację. Należy też zaznaczyć, że już za 10 lat efektywność tych paneli spadnie o 5%, a za 20 lat o 20%.

I chociaż panele mają przewagę w tym, że nie przeszkadzają mieszkańcom, nie ma efektu stroboskopowego czy hałasu, to zajmują bardzo dużą powierzchnię. Dla porównania – aby uzyskać 1 GW realnej mocy średniorocznej, trzeba byłoby ustawić panele na powierzchni około 162 km², co stanowi około 1/3 powiatu warszawskiego.

Zatem aby zastąpić elektrownie węglowe, trzeba byłoby wytapetować w panele 1620 km² Polski, czyli około 5% całego województwa mazowieckiego.

Zatem jeśli ktoś wmawia Polakom, że należy odejść od węgla i w zamian postawić pod oknami Polaków wiatraki, to przypominam, że trzeba byłoby na to wydać 267 miliardów, bo potrzeba nam 10 GW, które obecnie wytwarzają elektrownie węglowe. Podobnie byłoby z panelami fotowoltaicznymi.

Co więcej – OZE to są źródła energetyczne bardzo niestabilne i dlatego jeśli przestałby wiać wiatr lub byłaby bardzo pochmurna pogoda, to ratuje nas tylko moc z elektrowni węglowych, których na szczęście moc maksymalna wynosi 26,4 GW!
I gdy piszę o mocy średniorocznej, to trzeba również uwzględnić, że czasami nasze elektrownie węglowe wytwarzają więcej niż 10 GW, szczególnie wtedy, gdy w miksie energetycznym są niedobory i brak wiatru i słońca. Na szczęście mamy węgiel i możemy takie sytuacje skompensować. Niemcy, ze względu na problem z dostawami rosyjskiego gazu, mieli większe problemy, dlatego wrócili do elektrowni węglowych.

Problem jednak w tym, że jeśli przez chorą politykę zaczniemy zamykać elektrownie węglowe, to w przypadku gdy przestanie świecić słońce i wiać wiatr, możemy mieć podobny blackout, jaki był w Hiszpanii, ponieważ nie damy rady zrównoważyć ciągle rosnącego zapotrzebowania na energię elektryczną tylko z OZE. Jak również pojawi się problem z elastycznością zmiany źródeł energetycznych.

Dlatego zamiast inwestować w kolejne wiatraki, należałoby inwestować w to, co zapoczątkował nasz wielki koncern, czyli „wielki ptak”, a dokładniej pan Obajtek – to jest koncepcję budowy małych amerykańskich reaktorów atomowych SMR. To rzeczywiście mogłoby stanowić stabilną alternatywę dla węgla. Podobno projekt nie został ubity tylko dlatego, że był „pistacjowy”, ale chyba nikomu w „uśmiechniętej ekipie” nie zależy, aby go cisnąć, bo bardziej zależy na niemieckich wiatrakach. Taki niestety mamy klimat. 🤷‍♂️

Jeśli uważasz, że ten wpis pomaga lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość, będę wdzięczny za udostępnienie i oczywiście zaobserwowanie, jeśli jesteś tutaj pierwszy raz. Z góry dziękuję. ❤️ 🙏

23/08/2025

Im bardziej się wgłębisz w proces transformacji energetycznej, tym bardziej widzi się jak dużo stosuje się manipulacji, aby pokazać jej efektywność, a także opłacalność. W przypadku energii pozyskiwanej z wiatru zazwyczaj stosuje się metodę LCOE (Levelized Cost of Energy) czyli koszt uzyskania energii w całym cyklu życia instalacji. Wadą tej metody jest to, że nie uwzględnia się kosztów przesyłów energii i jej magazynowania (a jest to źródło pogodozależne). Rzeczywisty koszt jest zdecydowanie większy, ale tego już się nie pokazuje na ładnych folderach i w pięknie wyglądających wyliczeniach pokazujących wyższość OZE.

Do tego, prawie zawsze podaje się moc maksymalną, co jest kolejną manipulacją. W rzeczywistości turbiny wiatrowe nie wykorzystują swojej pełnej mocy (bo, jak może cały czas dobrze wiać?). Dlatego bardziej miarodajne jest mówienie o średniej mocy lub współczynniku wykorzystania mocy, który uwzględnia rzeczywistą produkcję energii w stosunku do mocy maksymalnej w danym okresie. Zazwyczaj w Polsce jest to w okolicy 25 proc. w stosunku do mocy maksymalnej, podobno na najnowszych i najlepszych farmach wiatrowych będzie się dało przekroczyć 40 proc.

Gorzej wygląda to w przypadku paneli fotowoltaicznych. Niech was nie mylą te piękne hasła, ile to mamy gigawatów mocy, bo to bujda na resorach. Mają one bardzo niski współczynnik wykorzystania mocy w warunkach Europy Północnej. Dla krajów takich jak Niemcy czy Polska waha się on między 10 a 15 procent rocznie.

Jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że w przypadku pozyskiwania prądu z węgla prawie zawsze daje się go z masą zmiennych, w tym z podatkiem klimatycznym (ETS), to nie dziwne, że na papierze wydaje się taki drogi względem wiatraków. Czy podoba mi się dotowanie kopalni? Oczywiście, że nie, tak samo jak nie podobają mi się manipulacje liczbowe przy Odnawialnych Źródłach Energii, żeby pokazać, jak bardzo to nie są wydajne i tanie. OZE jest świetnym uzupełnieniem miksu energetycznego, ale nienajlepszą jego podstawą.

22/08/2025
Dla ochłody nastrojów po lekturze Kubusia😉
17/08/2025

Dla ochłody nastrojów po lekturze Kubusia😉

Co robi Huragan Erin i dlaczego Ziemia nie może się przegrzać.Blog, Pogoda, klimat / By Paweł Klimczewski 2025.08.17 Huragan Erin na Atlantyku, szybko nabrał wigoru i rozkręcił się do klasy H5 a wiatr w jego otoczeniu dochodzi do 260 km/h. Wir ściąga z ponad 10 km bardzo zimne powietrze, w...

Adres

Kielce

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ekoinnowacje umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij