30/09/2026
📍 Poznańska 12. Powstańczy ołtarz, przy którym modlono się pod ostrzałem
Czy przechodząc dziś ulicą Poznańską, można przypuszczać, że za fasadą jednej z tutejszych kamienic znajduje się podwórze, które w sierpniu 1944 roku stało się miejscem modlitwy, wojskowej przysięgi i niezwykłej próby odwagi?
Nie było tu kościelnych murów. Nie było organów, marmurowej posadzki ani światła wpadającego przez witraże. Były ściany kamienicy, powstańcze opaski, broń przewieszona przez ramię i świadomość, że w każdej chwili nad podwórze może nadlecieć kolejny pocisk. Na dziedzińcu domu przy ul. Poznańskiej 12 ustawiono skromny ołtarz polowy. W miejscu, w którym, na co dzień rozlegał się huk eksplozji, odprawiano Msze święte. Miały podtrzymywać ducha walczących i umacniać ich wiarę w zwycięstwo. To nie była jednak przestrzeń odgrodzona od wojny. Wojna pozostawała tuż za bramą. Wdzierała się na podwórze odgłosem artylerii, gwizdem odłamków i drżeniem murów. Mimo tego żołnierze i mieszkańcy przychodzili przed ołtarz.
🏢 Kamienica była kwaterą batalionu „Zaremba”–„Piorun”
Poznańska 12 należała do powstańczej enklawy Śródmieścia Południowego. W budynku stacjonowało dowództwo batalionu Armii Krajowej „Zaremba”–„Piorun”, którym kierowali rotmistrz Romuald Radziwiłłowicz „Zaremba” oraz kapitan Franciszek Malik „Piorun”. We wrześniu działały tu również powstańcze radiostacje 09 i 09A. Pośród rozkazów, meldunków i przygotowań do walki znalazło się jednak miejsce na ołtarz.
✝️ Krzyż powstał z belek, które ocalały ze zniszczonej placówki
Ołtarz był prosty, zbudowany z tego, co można było znaleźć w walczącym mieście. Nad nim zawieszono ciężki krzyż wykonany z nadpalonego drewna. Belki nosiły już ślady ognia. Pochodziły ze zniszczonej placówki powstańczej. Materiał, który mógł wydawać się pozostałością po klęsce, został przemieniony w znak trwania. To, co miało świadczyć o zniszczeniu, zaczęło przypominać o wierze i nadziei. Przed tym krzyżem stawali ludzie, którzy nie wiedzieli, czy przeżyją następny dzień. Żołnierze schodzący ze stanowisk. Łączniczki przenoszące meldunki. Sanitariuszki zmęczone nieustanną opieką nad rannymi. Mieszkańcy, którzy stracili domy, bliskich i poczucie bezpieczeństwa. Przychodzili na podwórze znajdujące się w mieście objętym walką. Polowe Msze święte odprawiał kapitan ksiądz Mieczysław Paszkiewicz „Ignacy”, kapelan VII Obwodu „Obroża”. Stawał przed żołnierzami przy prowizorycznym ołtarzu, podczas gdy za murami kamienicy trwała walka.
📅 15 sierpnia 1944 roku podwórze wypełniło się żołnierzami
Szczególny charakter miało nabożeństwo odprawione 15 sierpnia 1944 roku. Tego dnia przypadały uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Święto Żołnierza oraz rocznica zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej 1920 roku. Na podwórzu zgromadzili się żołnierze i dowódcy. We Mszy uczestniczyli między innymi rotmistrz Romuald Radziwiłłowicz „Zaremba” oraz dowódca Obwodu „Obroża”, podpułkownik Kazimierz Krzyżak „Bronisław”. Zamiast organów rozbrzmiewał akordeon, na którym akompaniował Jerzy Koszutski „Jurand”. Po nabożeństwie kilkudziesięciu nowo wcielonych ochotników złożyło przysięgę. Uroczystość zakończył okrzyk: „Wolna Polska niech żyje!” oraz wspólnie odśpiewana pieśń „Boże, coś Polskę”.
💥 Odłamek upadł pod nogi kapelana
Podczas Mszy w pobliżu uderzył pocisk artyleryjski. Jeden z odłamków, po rykoszecie, wpadł na podwórze. Z charakterystycznym gwizdem przeleciał w pobliżu zgromadzonych i upadł u stóp księdza Mieczysława Paszkiewicza „Ignacego”. Kapelan był odwrócony do ludzi. Wypowiadał właśnie słowa: „Dominus vobiscum”, czyli „Pan z wami”. Stojący najbliżej uczestnicy odruchowo schronili się przy ścianie. Ksiądz Paszkiewicz nie przerwał nabożeństwa. Według zachowanej relacji nie zareagował nawet najmniejszym drgnieniem. Trudno wyobrazić sobie wymowniejszy obraz tamtej chwili. Kapłan stojący przed ołtarzem. U jego nóg ciężki, poszarpany fragment pocisku. Wokół żołnierze, którzy przed momentem słuchali słów modlitwy. Ponad nimi krzyż z nadpalonych belek.
🔥 Kamienica płonęła, lecz krzyż pozostał na ścianie
Po upadku Powstania niemieckie oddziały systematycznie podpalały warszawskie domy. Ogień dotarł również do kamienicy przy Poznańskiej 12. Krzyż wykonany z nadpalonych belek ponownie znalazł się w płomieniach. Starszy strzelec Julian Pilichowski „Orczan” wspominał po latach, że drewno opaliło się, ale krzyż nie spłonął. Nadal wisiał na poczerniałej ścianie. Przetrwał pożar i pozostał na dawnym powstańczym podwórzu jeszcze przez wiele powojennych lat.
🕯️ Powstańczy krzyż przetrwał. Dziś znajduje się w warszawskim kościele
Po konserwacji krzyż z Poznańskiej 12 został przeniesiony do kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła przy ul. Emilii Plater. Tam znalazł bezpieczne miejsce, jako materialna pamiątka powstańczych nabożeństw. Na podwórzu kamienicy pozostały tablice upamiętniające wydarzenia z 1944 roku. Pozostała także przestrzeń, w której kiedyś stali Powstańcy.
Jeżeli będziecie przechodzić ulicą Poznańską, zatrzymajcie się na chwilę przed numerem 12. Spójrzcie na bramę prowadzącą w głąb domu. Pomyślcie o ludziach, którzy wchodzili tam w sierpniu 1944 roku, nie wiedząc, czy jeszcze tego samego dnia wrócą na swoje stanowiska.