24/05/2026
"I oto jesteś gotowy.
Jesteś w cudownym stanie, na przyjęcie Ducha Świętego.
Święty Paweł spotykając pierwszych chrześcijan miał tylko jedno pytanie:
„Czy przyjęliście Ducha Świętego?”
Istotną rzeczą chrześcijaństwa w owym czasie było przyjęcie Ducha Świętego.
Nie to, że się modlisz, chodzisz do kościoła. To nie było istotne.
Istotne było właśnie to pytanie: „Czy przyjęliście Ducha Świętego?”
Albowiem zrozumcie: bez Ducha Świętego nie ma chrześcijaństwa.
I to pytanie do Ciebie:
„Czy przyjąłeś Ducha Świętego?”
No chyba tak, bo u bierzmowania byłem…
Ja się nie pytam o to, czy byłeś u bierzmowania. Ale czy Ty przyjąłeś Ducha
Świętego?
Bo naprawdę można co roku iść na bierzmowanie i nie przyjąć Ducha Świętego.
Jak dokonuje się przyjęcie Ducha Świętego?
To można tylko zrozumieć patrząc na Apostołów.
Napisano dziś w Piśmie, że siedzieli w Wieczerniku. To był pięćdziesiąty dzień od
śmierci Chrystusa. Zrozumcie tego dnia Pięćdziesiątnicy, w którym Apostołowie
otrzymali Ducha Świętego – to tego dnia Żydzi obchodzili inne swoje święto.
Pięćdziesiąt dni po passze. Oni właśnie obchodzili święto namiotów.
Na to święto zjeżdżali się Żydzi z całego świata. Tak jakby Polonia zjeżdżała się do
Polski. Oczywiście wielu z nich już nie mówiło językiem ojczystym. Mówili swoimi
językami. Dlatego kiedy Duch Święty zstępuje na Świętego Piotra i innych
Apostołów, nagle ci Żydzi z różnych krajów słyszą swój język. To, że Oni mówią w
ich językach. Święty Piotr przemawiał również w językach obcych.
Ale te pięćdziesiąt dni Apostołowie siedzą i czekają.
Mało tego. Oto kilka dni temu Jezus odszedł i beznadzieja sięgała zenitu.
Oni nie mają nic. Wszystko zostawili.
Poszli za Jezusem. A teraz Jezus poszedł sobie precz.
Poszedł do Nieba.
I Apostołowie nie mają żadnej koncepcji na własne życie. Nie wiedzą co robić.
Totalnie.
Ciekawe, jak długo by tam siedzieli, gdyby Duch Święty na Nich nie zstąpił.
Oni nie wiedzą co robić. Pusto. Beznadziejnie.
Wszystko zostawili, żeby iść za Nim.
Gdzie szli? Tam gdzie On szedł.
Czynili to, co On im kazał.
I teraz nagle ten przewodnik ich zostawił. I Oni nie wiedzą, co dalej robić?
Jak filmowy Forrest Gump, który wiele biegł, biegł, biegł. Tłum biegł za nim. I nagle poszedł do domu. I ten tłum stoi zdezorientowany, co dalej robić?
I tak samo Apostołowie, nie mają koncepcji na własne życie. Nic.
Pewnego dnia nawet Święty Piotr wpadł na pomysł, żeby znowu pójść i łowić ryby.
Ale i tak nic Mu się nie udało złowić.
Apostołowie tak mocno się związali z Jezusem, że bez Niego nic nie potrafili robić.
Bo Go nie ma.
Apostołowie nie potrafią bez Chrystusa żyć. W ogóle.
To jest Ich stan w Wieczerniku, gdy tam siedzą.
I może dlatego, Duch Święty schodząc na nas, zastaje w nas zamknięte drzwi.
Wiecie dlaczego?
Bo myśmy się nauczyli żyć bez Boga.
To co, że to życie jest jak flaki z olejem. To co, że to bezsens nad bezsensami. To co, że to wszystko wygląda jak wędrowanie wokół góry narodu wybranego przez
czterdzieści lat. Praca– dom– praca– dom– praca-dom. W sobotę jakiś "meczyk",
jakaś imprezka. Szkoła– dom– szkoła– dom– zajęcia jakieś…
Bezsens nad bezsensem.
I oczywiście mamy plany swoje:
„O tak, skończę studia. Zrealizuję jakąś karierę”.
I zwracamy się do Ducha Świętego:
„Duchu Święty, przybądź i nam pomóż egzaminy zdać. Maturę zdać. Pomóż dostać się na studia. Pomóż nam! Przyjdź i realizuj moje życie!”.
On nawet się z Nieba nie ruszy. Nawet głowy do góry nie podniesie Duch Święty,
leżąc sobie obok Pana Boga na wersalce… Powie:
„Ja nie jestem do tego, żeby Twoją misję realizować. Nawet nie wiesz, co się z Tobą stanie, jak ja zstąpię”.
Rozumiecie?
My Boga nie potrzebujemy.
Tylko tak dodatkowo. Jak piąte koło u wozu. Niech sobie jest. Bo tak trzeba. Albo, bo się przyda w niektórych sytuacjach.
Ale my realizujemy własne życie, własną wizję, własne cele.
Nauczyliśmy się żyć w szarości, w beznadziejności.
Nauczyliśmy się zamęczać, realizując własny plan.
I nic więcej.
I na co czekać, aby przyszedł Duch Święty? Na to, aby Ci się życie zawaliło.
To jest podstawowa intencja, w jakiej powinniśmy Mszę Świętą odprawiać:
„Panie Boże, rozwal moje życie. Spraw, abym matury nie zdał. Spraw, abym
egzaminów nie zdał. Spraw, aby mnie z pracy wywalili. Spraw, aby się wszystko
zawaliło. Aby doszedł do tej beznadziejności, w jakiej byli Apostołowie”.
Do tego bezsensu, kiedy nie wiesz co robić i siedzisz w domu.
Jak Apostołowie w Wieczerniku. Oni nawet z niego nie wychodzili. Bo i po co? Nie
było sensu. Swoje biznesy potracili, tak jak Święty Piotr, który miał firmę rybacką.
Może o to trzeba się modlić, nie wiem.
I kiedy dojdziesz do tego stanu bezsensu i teraz jesteś już załamany i nie widzisz już sensu (...). I Bóg mówi:
„Nareszcie nadajesz się na to, aby przyjąć Ducha Świętego”.
Bo zobacz, kiedy Duch Święty schodzi na tych Apostołów w beznadziejnym stanie, Oni dają się nieść tam, gdzie On chce. Oni wychodzą, bo Duch Święty pragnie, by wyszli. Oni idą, Oni nauczają. Już nie ma problemu.
Są gotowi być porwanym przez samego Boga.
Oderwali się od tych cum, które ich przywiązały do portu.
Wypływają na głębokie wody. Wynosi Ich Duch Święty.
Ten potężny wiatr, który uderzył w Apostołów.
I kto z Was w tym momencie jest zdołowany– to błogosławiony stan. Aby Duch
Święty go porwał. Aby Go poniósł.
Jesteś gotowy, aby Duch Święty zaczął w Tobie działać.
Bo do tej pory dusiłeś się własnymi planami. Zwyczajną codziennością. Wiecznym bieganiem lub zasiedzeniem.
Bo zrozum, mój przyjacielu, kto z Was nie oddycha Bogiem, Jego obecnością, żywą obecnością – zrozum, że udusi się sam sobą.
Udusisz się sam sobą.
Wcześniej czy później.
I się dusisz, tylko Ty się z tym pogodziłeś, że ledwo oddychasz.
Duch Święty– jest jak pulsująca w nas krew, która ożywia każdą komórkę.
Inaczej poruszamy się tylko jako człekokształtne istoty.
Napełniamy swoje mózgi do granic obłędu.
Ewentualnie pracujemy nad tym, aby być przyzwoitymi, porządnymi ludźmi.
Ale życia w sobie już nie mamy.
Duch Święty jest kimś, kto wiedzę z mózgu, przenosi do serca. Do życia.
Bo serce kreuje nasze życie.
I nic innego nie powinniśmy czynić, tylko błagać Ducha Świętego, aby nas wypełnił.
Do końca nas wypełnił.
I wtedy, kiedy przez ciemne dni Twojego życia, ktoś poobcinał Ci wszystkie cumy,
jakie miałeś, zabrał Ci wszystko, jak Apostołom w Wieczerniku, wszystko to, co Cię trzymało, co Ci nakazywało, co Cię napędzało.
A więc matury nie zdałeś, egzaminów nie zdałeś, pracę straciłeś, wszystko się
zawaliło, już nie wiesz, po co wstawać.
I oto jesteś gotowy.
Oto jesteś w cudownym stanie, w błogosławionym stanie na przyjęcie Ducha
Świętego.
Który ma Cię porwać! Ma Cię wyprowadzić z tego portu. Bo w porcie jest zawsze
śmierdząca i gnijąca woda. Nikt się w porcie nie kąpie. Bo z tej wody wyjdziesz
owrzodzony. Takie życie jest w porcie. Wszystko tam rdzewieje. Wszystko się
rozkłada.
I ten Duch Boży Cię wyprowadzi. A my kochamy porty…
Wiązać się następnymi cumami. I nie pozwalamy się wyprowadzić na głębokie wody, porwać przez Ducha Świętego.
Tylko wtedy ujrzysz krainę, której do tej pory nie widziałeś. Poznasz życie, którego nie znałeś. Ożyje życie Twoje.
I popłyniesz tam, gdzie nawet nie myślałeś."
𝐒́𝐩. 𝐨. 𝐄𝐝𝐰𝐚𝐫𝐝 𝐊𝐨𝐧𝐤𝐨𝐥 𝐒𝐕𝐃 (𝐊𝐚𝐳𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐳 𝐝𝐧𝐢𝐚 𝟑𝟏.𝟎𝟓.𝟐𝟎𝟐𝟎 𝐫.)