Towarzystwo Miłośników Ziemi Grodziskiej

Towarzystwo Miłośników Ziemi Grodziskiej Strona poświęcona jest działalności Towarzystwa Miłośników Ziemi Grodziskiej. Komentować będziemy na niej także bieżące wydarzenia z Grodziska i okolic.

Kolejny złot może w Grodzisku?W niedzielę  24 maja 2026 roku mieliśmy okazję uczestniczyć w zlocie  kół Towarzystwa Pami...
30/05/2026

Kolejny złot może w Grodzisku?

W niedzielę 24 maja 2026 roku mieliśmy okazję uczestniczyć w zlocie kół Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego w Lwówku, gdzie reprezentowaliśmy nasze miasto. Była to doskonała okazja do wymiany doświadczeń z kultywowania pamięci o wielkopolskim powstaniu. Lwóweckie spotkanie, współorganizowane z tamtejszym kołem, połączone było z rajdem harcerskim pamięci Emilii Szczanieckiej – wielkiej wielkopolskiej patriotki.
Zlot rozpoczął się mszą świętą, następnie uczestnicy przenieśli się na planty. Wydarzenie miało formę pikniku, na którym prezentowano dokonania poszczególnych kół.
Jako przedstawiciele grodziskiego koła TPPW wstępnie zadeklarowaliśmy gotowość zorganizowania kolejnego zlotu w Grodzisku. Trudno sobie wyobrazić, aby nasze miasto z taką bogatą historią i tradycją powstania wielkopolskiego, mogło być w takich wydarzeniach pominięte.
D

Ojcowskie zmartwienia grodziskiego kata Johanna Gotfrieda Dietricha i miłosne wybory jego pięknych córek. cz.II -   Prze...
29/05/2026

Ojcowskie zmartwienia grodziskiego kata Johanna Gotfrieda Dietricha i miłosne wybory jego pięknych córek.
cz.II - Przeczytaj koniecznie!!!!!

(Dalsza część artykułu kolegi Jędrzeja opublikowanego 24 kwietnia na naszym portalu)

Druga, acz nieznana z imienia, córka naszego kata swojego przyszłego męża nazwiskiem Knuter Rammthun pozna przypadkiem, gdy w mieście stanie na postój zimowy (hibernę, jak to się wówczas mówiło) wyjątkowa jednostka. Będzie to 5 Pułk Kirasjerów Księcia Ludwika Wirtemberskiego, oczywiście nie cały, lecz szwadron, za to nie byle jaki, bo przyboczny/gwardyjski (z niem. Leib Esquadron) tego pułku (zapewne około 100 kawalerzystów) pod dowództwem rotmistrza/kapitana von Stülpnagela.
Choć to czyste spekulacje, możemy przypuszczać, jak ta ciężkozbrojna jednostka kawalerii (nosząca podczas walki kirysy czyli pancerze chroniące tułów) znalazła się w Grodzisku. Pierwsza jest taka, że garnizon poznański, wzmocniony niebywale przez Prusaków w trakcie i po wydarzeniach insurekcji kościuszkowskiej w Wielkopolsce, z powodu dodajmy bohaterskich wyczynów naszych powstańców/insurgentów, nie pomieściłby na zimę wszystkich pruskich żołnierzy, których łatwiej było aprowizować i zakwaterować w okolicznych miasteczkach. Działo się to na koszt Polaków, w dodatku rozstawiono w ten sposób sieć posterunków wojskowych na wypadek kolejnej zbrojnej próby polskiej szlachty, nie tworząc od razu drogiego w utrzymaniu garnizonu. Drugie założenie jest takie, że jednostka stanęła tu z czystej złośliwości księcia Ludwika Wirtemberskiego. Dlaczego? Otóż książę (będąc obcokrajowcem) zrobił niesamowitą karierę wojskową w Polsce, zostając ostatecznie głównodowodzącym wojsk litewskich. Jego żoną została piękna i inteligentna dama Maria Czartoryska (ta od Puław, Arkadii i powieści), prywatnie córka jednego z najbogatszych ludzi w Rzeczypospolitej, księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego i tak się składa - ówczesnego właściciela miasta Grodziska.
Pełnia szczęścia? Otóż nie. Ludwik Wirtemberski zdradza interesy Polski, służąc potajemnie pruskiemu królowi Fryderykowi Wilhelmowi II Hohenzollernowi. Wstrzymuje celowo działania i modernizację armii litewskiej, z premedytacją dowodzi tak nieudolnie podczas wojny rosyjsko-polskiej w 1792 r. (symulując równocześnie swoje choroby), że w zasadzie doprowadza do klęski i nieprzydatności operacyjnej tych wojsk, o czym świadczy choćby ta informacja źródłowa: „[…] Nie umocnił bowiem twierdz, nie zgromadził zapasów, nie sporządził sensownych planów obrony. Przez jego działania w chwili wybuchu wojny 1792 roku jednostki litewskie były w opłakanym stanie, znacznie gorszym od sił koronnych dowodzonych przez Józefa Poniatowskiego. Na Litwę natarł 33-tysięczny korpus Michaiła Kreczetnikowa. Wówczas Ludwik sabotował działania swojej armii, opóźniał jej koncentrację oraz odwrót. Mińsk i Wilno padły praktycznie bez walki. Wkrótce pojawiło się widmo całkowitego załamania frontu […]. Katastrofę podległych mu wojsk powstrzymano jedynie wskutek sprzecznej z wolą dowódcy inicjatywy oficerów średniego szczebla, którzy robili bardzo wiele, aby ich oddziały nie uległy panice i wycofały się z zagrożonych okrążeniem odcinków […]”.
Machinacje księcia wychodzą na jaw po przychwyceniu przez czujnych polskich urzędników jego prywatnej korespondencji. Książę chwali się w niej swoją podłością, obiecując królowi Prus dalszy sabotaż. Oburzona małżonka w patriotycznym odruchu rozwodzi się z nim listownie, za co on w gniewie zabiera jej pierworodnego syna Adama (którego wychowa w nienawiści do matki i Polaków). Książę Ludwik po tej wpadce próbuje nadal dowodzić powierzonym mu wojskiem, jednak zdegradowany 1 czerwca 1792 r. przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego powraca do rodzinnego Trzebiatowa w Księstwie Pomorskim, które szybko wejdzie w skład Królestwa Prus. W roku 1794 r., podczas wybuchu insurekcji kościuszkowskiej, zostaje wysłany przez króla Prus wraz ze swym pułkiem do wzmocnienia garnizonu poznańskiego, czyniąc zeń bazę wypadową przeciwko powstańcom, korpusowi generałów Dąbrowskiego i Madalińskiego.
Pułk zostaje w Wielkopolsce na tyle długo, że na miejsce zimowania roku następnego książę wybiera dobra ex-teścia. Tu właśnie żołnierzowi pułku nazwiskiem Knuter Rammthun wpadnie w oko piękna grodziska katówna. Niepomny na profesję ojca pragnie się z nią żenić, ale panna jest katoliczką, a on protestantem. Dumny żołnierz nie chce brać ślubu w grodziskiej farze, a grodziscy księża obstają, że nigdzie indziej sakramentu mu nie udzielą. O dziwo, w tym momencie z pomocą młodym przychodzi regulamin wojskowy (zwyczajowo przeszkoda w sprawach prywatnych), który dopuszcza zawarcie przez żołnierza małżeństwa w domu panny młodej w miejscu jego stacjonowania - cóż, wola była ogromna, by do tego małżeństwa doszło. Dlatego rotmistrz von Stülpnagel (z rodziny, która wyda wielu wybitnych pruskich i niemieckich generałów) pisze oficjalny list do grodziskiego pastora Röhla, w którym żąda udzielenia tego ślubu na podstawie wspomnianego prawa.
Początkowo pastor oponuje, wzdraga się, stosuje wybiegi, że skoro to żołnierz na służbie, to właściwym byłby do udzielenia ślubu polowy kapelan pułku. Ten, niejaki Bertuch, przebywa niestety w trzebiatowskim garnizonie przy reszcie oddziału. Po szybkiej wymianie korespondencji pomiędzy wszystkimi stronami ślub zostaje udzielony w domu prywatnym kata Jana Gotfryda Ditrycha przy ul. Kaciej na Nowym Mieście (pomiędzy 4 a 26 listopada 1795 r.), w dodatku przy wojskowej asyście. Pastora spotykają za to nieprzyjemności w mieście (zapewne od podkomorzego gnieźnieńskiego Jakuba Radońskiego, zarządzającego miastem jak własnym folwarkiem z ramienia księcia Czartoryskiego). W swoim liście z 27 listopada 1795 r. kapelan polowy Bertuch przeprasza za te i inne niedogodności grodziskiego pastora, tytułując go wielce czcigodnym i szanownym Panem Bratem w Urzędzie i dziękując za okazaną pomoc. Niestety, o dalszych losach nowożeńców nic pewnego nie wiadomo, choć prawdopodobnie przenoszą się wiosną do Trzebiatowa.
Nasz biedny kat reputacją się raczej nie przejmował, gdyż ta szorowała po dnie od kilku lat za sprawą wyborów życiowych kolejnej córki, Marii Rozyny. Przebywała ona bowiem poza domem, z którego podobno uciekła około roku 1793 „bez ślubu”, o zgrozo, z pracownikiem ojca, hyclem Janem Baumertzem. Kto wie czy to właśnie nie starsza Beata uciekła „z chłopem” pierwsza co mogło ośmielić młodszą siostrę. Zdaje się jednak, że po zamążpójściu opisanej na wstępie siostry Beaty, Maria Rozyna wraz z kawalerem powraca do domu, ponieważ siedem miesięcy po „domowym ślubie nieznanej z imienia siostry z kirasjerem” wychodzi za mąż w grodziskiej farze 20 lipca 1796 r. Co ciekawe, jej wybrankiem jest Jan Baumertz, co pozwala mi sądzić, że ów hycel wywędrował z Grodziska raczej po nauki, by podnieść kwalifikacje i zostać być może pełnoprawnym katem, a Maria Rozyna udała się razem z nim za wiedzą rodziców, bo może stwierdziła, że ona tej rozłąki nie przeżyje, albo na przykład była już z Baumertzem w ciąży i trzeba było zejść z oczu lokalnym mieszkańcom.
Zupełnie inaczej widział całą sytuację ksiądz Wawrzyniec Perszyński, promotor Najświętszego Różańca w parafii grodziskiej, który oczywiście pobłogosławił małżeństwo, ale w pro memoria dla tego wydarzenia napisał, że Jan Baumertz, służący w Grodzisku u kata Jana Ditrycha, uciekł z jego córką Marią Rozyną i żyjąc z nią na sposób małżeński przez trzy lata, wałęsał się po świecie. Wróciwszy więc do domu, oboje otrzymali od prepozyta zgodę na zawarcie małżeństwa bez dokonania w sposób kanoniczny jakiejkolwiek zapowiedzi, wspomniany zaś wyżej promotor, błogosławiąc młodym, zaznaczył ku przestrodze: „Niech Bóg nie dopuszcza do takiego sposobu błogosławienia małżeństwa”. Jak pokażą dalsze wydarzenia i losy rodziny Ditrych, grodziski promotor Najświętszego Różańca jako ksiądz był wyznaczony do pełnienia obowiązków kaznodziei niemieckiego w grodziskiej parafii, a zatem obsługiwał też kościół pw. św. Anny, i w związku z powyższym pełnił posługę wśród niemieckojęzycznych katolików z Grodziska.
Mija przecież kolejny roczek i w Grodzisku zapewne aż huczy od plotek, gdy 30 listopada 1797 r. zawiera tu opisane wyżej małżeństwo 38-letnia panna Beata Ditrych, najstarsza córka grodziskiego kata Jana Ditrycha, ze świeżo owdowiałym (bo zaledwie przed sześcioma miesiącami), a dobrze znanym grodziszczanom, rakoniewickim katem Franciszkiem Otto, będącym już w słusznym, bo pięćdziesiątym roku życia. Ślubu oblubieńcom udziela ponownie Wawrzyniec Perszyński za zgodą prepozyta rakoniewickiego (nota bene swojego brat pełniącego tam (w latach 1781-1800) funkcję proboszcza, Jakuba Perszyńskiego. To, że katówna wychodzi za kata, to nic dziwnego, w końcu wspomniany ostracyzm powodował, że najczęściej rodziny katowskie wydawały dzieci w obrębie swojego środowiska zawodowego, jednocześnie miało to również taki skutek, że majątek z warsztatem i miejscem zamieszkania pozostawał w rękach rodziny. Jednak burzliwa i skandaliczna historia tego związku stawia sprawę w nieco innym świetle.
Kiedy w domu Jana Gotfryda (nazywanego też z polska Bogumiłem) zostanie już tylko jedna córka Joanna, grodziski kat, będąc od roku 1795 wdowcem, postanawia zawrzeć drugi związek małżeński. 29 kwietnia 1798 r. Jan Gotfryd Ditrych, mający już 53 lata, żeni się z Pudyką Katarzyną Zbawioną, panną lat 24, dziewczyną z sąsiedztwa, której ojciec Jan posiadał posesję graniczącą z nieruchomością kata. Nazwisko rodowe panny młodej wskazuje, że mogła pochodzić z rodziny, która zmieniła wyznanie na katolickie. Małżeństwo doczeka się potomstwa i 14 października 1805 r. Józef Jacobi, wikariusz grodziski, ochrzci urodzonego 13 października tegoż roku Ferdynanda Józefa, syna Jana Gotfryda Dittricha (pisownia nazwiska w oryginale z dokumentu) i jego drugiej żony Katarzyny. Chłopiec nie uniknie swojego losu i przejmie zawód ojca, zostając ostatnim grodziskim katem na urzędzie, chociaż Jan Gotfryd posiadał jeszcze oprócz córek innych synów (co wykazano również w spisie komunikujących parafii katolickiej z lat 1796-1797), a mianowicie Jana i Karola (ze związku z Anną Franciszką) oraz Antoniego Ferdynanda (ur. w 1799 r.) i Józefa Antoniego (ur. w 1808 r.) ze związku z Katarzyną ze Zbawionych.
Morał jaki płynie dla nas z tej historii jest banalny. Otóż kiedyś młodzież wcale lepsza nie była, natomiast bycie dobrym rodzicem nikomu nie przychodzi z łatwością. Z pewnością obciążenia zawodu ojca wpływały na sytuację w rodzinie co może tłumaczyć tempo w jakim córki wybywały czy wręcz uciekały z domu. Długotrwałe obcowanie ze śmiercią może powodować przecież zmianę osobowości człowieka w kierunku postępującej obojętności, okrucieństwa, nadużywania alkoholu). Czy stało się to udziałem kata Jana Gotfryda Ditrycha, cóż na razie o tym „akta milczą”.

Na zdjęciu: Książę Ludwik Wirtemberski (po lewej), w środku porwany syn Adam, ze związku z Marią Czartoryską oraz brat księcia książę Alexander.
Ilustracja prezentowana na stronie https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Wirtemberski za http://www.schloss-kirchheim.de/de/288423.html?image=288428, [dostęp: 22.10.2025 r.]
Jędrzej Czechowski

Basen, basen w Grodzisku!!!!Temat grodziskiego basenu budzi cały czas wielkie emocje.  Czekamy na jego oficjalne otwarci...
28/05/2026

Basen, basen w Grodzisku!!!!

Temat grodziskiego basenu budzi cały czas wielkie emocje. Czekamy na jego oficjalne otwarcie , które nastąpi już pod koniec czerwca.
Tymczasem sięgniemy trochę do przeszłości.
Na zamieszczonych zdjęciach pochodzących z pierwszych lat 50-tych XX wieku widać grodziskie dzieci bawiące się w basenie na grodziskim stadionie w ramach organizowanych szkolnych półkolonii. Obiekt jest niestety słabo widoczny, dlatego może posiadacie Państwo inne ciekawe zdjęcia tego basenu z lat powojennych?
Przepiękne zdjęcia otrzymaliśmy od pana Michała Bartkowiaka.
Darek M.

Odpowiedź Towarzystwa Miłośników Ziemi Grodziskiej na spadającą liczbę powołań zakonnych- tak to widzi nasz kolega Micha...
27/05/2026

Odpowiedź Towarzystwa Miłośników Ziemi Grodziskiej na spadającą liczbę powołań zakonnych- tak to widzi nasz kolega Michał Bartkowiak.

Był taki sklep na Starym Rynku!!!Przez kilkadziesiąt lat był na Starym Rynku w Grodzisku sklep Gminnej Spółdzielni Samop...
26/05/2026

Był taki sklep na Starym Rynku!!!

Przez kilkadziesiąt lat był na Starym Rynku w Grodzisku sklep Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska (GS) w Grodzisku z materiałami żelaznymi. Starsi mieszkańcy często mówili, że coś potrzebnego znajdziesz w sklepie żelaznym na Rynku.
Jego początki sięgają jeszcze okresu międzywojennego, kiedy w tej kamienicy swój sklep z wyrobami metalowymi prowadził pan Bolesław Wężyk. Sklep reaktywowany był także po wojnie, ale w dobie komunistycznej rzeczywistości szybko został „upaństwowiony’. Natomiast sklep żelazny należący do GS w Grodzisku przetrwała do pierwszych lat 90-tych XX wieku, a później zmienił właścicieli.
Na jednym ze zdjęć- które otrzymaliśmy od pana Mirosława Królika- widać jeszcze w oknie wystawowym kultową „FUMĘ” czyli WFM 125 cm.
No sami przyznajcie Drodzy Czytelnicy, że fajne te zdjęcia!!!
Darek M.

"Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom..."- uwaga ogłaszamy konkurs!!!! Od Pani Elżbiety Hanisch trafiły do naszego Mu...
25/05/2026

"Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom..."- uwaga ogłaszamy konkurs!!!!

Od Pani Elżbiety Hanisch trafiły do naszego Muzeum bardzo ciekawe zdjęcia. Jedno z nich pakazuje fragment ulicy, który jest przedmiotem naszego konkursu. Drodzy Państwo- co to ulica?
Tradycyjnie spośród autorów wszystkich prawidłowych odpowiedzi wylosujemy trzech szczęśliwców i nagrodzimy książkami. Powodzenia!
Jacek Gawron.

Krzyż w GrąblewieKrzyż znajduje się na posesji należącej do Państwa Jokś. Historia krzyży w tym miejscu sięga, co najmni...
24/05/2026

Krzyż w Grąblewie

Krzyż znajduje się na posesji należącej do Państwa Jokś. Historia krzyży w tym miejscu sięga, co najmniej początku XX wieku. Pierwszy stał na podwórzu, nieznana jest intencja jego ufundowania ani fundatorzy. Ze względu na zły stan został rozebrany. Następny postawiony został w 1937 roku już przy drodze. Poświęcili go ksiądz Stefan Kruszka i ksiądz Feliks Brysiewicz z parafii pw. Św. Jadwigi w Grodzisku Wielkopolskim, wraz z udziałem rodziny fundatora Władysława Joksia i lokalnej społeczności. Krzyż wykonany został z drewna dębowego. Podczas okupacji hitlerowskiej w obawie przed zniszczeniem, rozebrany i ukryty w stodole gospodarza. Po zakończeniu II wojny światowej powrócił na swoje miejsce. W latach 70- tych wymieniony na nowy, tym razem do jego budowy użyto drewna akacjowego, pochodzącego z lasu spod Grąblewa. Inicjatorem i fundatorem był ponownie Władysław Jokś, a pomocą służyli mu: miejscowy leśniczy Hieronim Piosik oraz sąsiedzi: Władysław Domagała, Bronisław Kaczmarek i Stanisław Smoląg. Obecny krzyż stoi od 2024 roku, pozostawiono metalową chorągiewkę z datą 1937, kartusz z napisem INRI oraz pasyjkę i zadaszenie nad nią. Zachowały się zdjęcia z poświęcenia krzyża z 1937 roku, uwagę zwracają ówczesne zabudowania.
Patryk Gogulski

Grodziskie wiatraki- prawdziwa rewelacja!!!! Dla takich właśnie perełek warto prowadzić nasz portal fecebookowy! W konte...
23/05/2026

Grodziskie wiatraki- prawdziwa rewelacja!!!!

Dla takich właśnie perełek warto prowadzić nasz portal fecebookowy!
W kontekście ostatniego artykułu kolegi Jędrzeja o młynarz i wiatrakach otrzymaliśmy od pani Elżbiety Hanisch rewelacyjne zdjęcie dwóch wiatraków jakie stały przy ulicy Głogowskiej. Zdjęcie może być jeszcze przedwojenne, chociaż destrukty tych wiatraków były także widoczne na początku lat 70-tych XX wieku- jak dobrze pamiętam. Sami przyznacie Państwo , że klimat tego zdjęcia jest niesamowity.
Pani Elżbieto- jeszcze raz gorąco dziękujemy!!!!
Darek M.

Pamiętacie grodziskie wiatraki, przy których młynarze dbali o swoje interesy! 4 września 1764 roku  cech młynarski w Gro...
22/05/2026

Pamiętacie grodziskie wiatraki, przy których młynarze dbali o swoje interesy!

4 września 1764 roku cech młynarski w Grodzisku uzyskał przywilej na mocy, którego uregulowano konkurencję wśród sprzedających mąkę na rynku starego miasta braci cechowych. By zapobiec stosowaniu dumpingowych cen obniżających wartość sprzedaży, uchwalono wraz z władzami miejskimi, że tylko dwóch młynarzy może sprzedawać dziennie mąkę na rynku i to w określonej kolejności. I tak w poniedziałek: Maciej Beyga i Jan Francke, we wtorek Andrzej Francke i Franciszek Fidler, w środę Kazimierz Dyderski z Woyciechem Skałeckim, w czwartek Krystian Kosicki z Antonim Thymem, w piątek Andrzej Schoenfeldt i Marcin Hayder, w sobotę Hartmann i Antoni Fidler a w niedzielę Bogumił Maysner i Woyciech Woyt. Sprzedaż mąki mogła odbywać się jedynie po określonej przez magistrat taksie. Nie mogący sprzedawać każdego dnia obeszli zakaz sprzedając mąkę prosto z wiatraków (a więc dyskonty i hurtownie zapewne główne dla posiadających zaprzęgi nieobce były i naszym przodkom), choć wprowadzono ograniczenie, że można to było robić jedynie powyżej urzędowej taksy a przyłapani na oszustwie płacili 10 grzywien kary. Dodatkowo w każdy czwartek, urzędnik miejski mógł odtąd przeprowadzać rewizje u wszystkich młynarzy, podczas których mielono wiertel zboża (około 14 litrów), celem ustalenia prawidłowości stosowanych miar i wag w każdym młynie .
Jędrzej Czechowski

Okupacyjny dworzec kolejowy w Grodzisku!!!I kolejne rewelacyjne zdjęcie z kolekcji pana Mirosława Królika. Tym razem dwo...
21/05/2026

Okupacyjny dworzec kolejowy w Grodzisku!!!

I kolejne rewelacyjne zdjęcie z kolekcji pana Mirosława Królika. Tym razem dworzec kolejowy w okresie okupacji niemieckiej.
Darek M.

Niesamowite zdjęcie ulicy Kolejowej!!! Od pana Mirosława Królika otrzymaliśmy serię niesamowitych zdjęć naszego miasta ....
20/05/2026

Niesamowite zdjęcie ulicy Kolejowej!!!

Od pana Mirosława Królika otrzymaliśmy serię niesamowitych zdjęć naszego miasta . Wśród nich jest zdjęcie ulicy Kolejowej, a tak właściwie końcówki tej ulicy, która zawsze była słabo udokumentowana. Na odwrocie zdjęcia pisze rok- 1939.
Panu Mirosławowi serdecznie dziękujemy!!!
Darek M.

Adres

Ulica 27 Stycznia 7
Grodzisk Wielkopolski
62-065

Telefon

+48 612271228

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Towarzystwo Miłośników Ziemi Grodziskiej umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij