Fundacja NOBIS - ekologia i ochrona klimatu

Fundacja NOBIS - ekologia i ochrona klimatu Witaj na fanpage naszej fundacji! W Fundacji NOBIS zajmujemy się edukacją w zakresie ekologii, permakultury i ochrony klimatu. Nobis - czyli "dla nas".

Uczymy jak my wszyscy możemy żyć w zgodzie z naturą i chronić ją na co dzień. Dbając o naturę, koegzystując z nią zamiast ją niszcząc, dbamy nie tylko o przyszłość planety, ale także o naszą własną. Nadrzędnym celem naszej działalności, jest krzewienie proekologicznych postaw i edukacja w zakresie ekologii i ochrony klimatu. Obecnie rozwijamy 2 główne projekty:

1. BUDOWA I ROZWÓJ EKOLOGICZNEJ FAR

MY PERMAKULTURY

Budujemy samowystarczalną farmę opartą na idei permakultury. Na przykładzie farmy chcemy pokazać jak wspólnie możemy przywrócić naturalną równowagę i bioróżnorodność fauny i flory. Kolejnym celem stworzenia tego wyjątkowego miejsca, jest naturalna uprawa i eksploatacja ziemi w zrównoważony sposób, w zgodzie ze środowiskiem naturalnym. Naszym założeniem, jest stworzenie naturalnej enklawy dla ludzi i zwierząt, którzy doceniają wartość przyrody i chcą aktywnie uczestniczyć w przywracaniu równowagi pomiędzy człowiekiem a naturą. Miejsca, gdzie dzieci, młodzież i dorośli mogą na własne oczy zobaczyć, że życie w symbiozie z naturą jest możliwe i nie wymaga od ludzi zbyt wielu poświęceń, a korzyści są ogromne.

2. PROGRAMY EDUKACYJNE

Opracowujemy i wdrażamy programy edukacji ekologicznej. W ramach programu umożliwimy wizyty na farmie permakultury, zgłębienie idei zrównoważonego rozwoju i naukę realnych sposobów na życie w zgodzie z naturą i ochronę środowiska naturalnego.

Chcesz zamienić szum miasta na kojący śpiew ptaków i zapach świeżej ziemi? 🌿Ruszyły zapisy na tegoroczny wolontariat na ...
20/04/2026

Chcesz zamienić szum miasta na kojący śpiew ptaków i zapach świeżej ziemi? 🌿

Ruszyły zapisy na tegoroczny wolontariat na naszej farmie! To nie tylko pomoc w ogrodzie – to czas powrotu do korzeni, nauki życia w rytmie slow i spotkań z ludźmi, którzy patrzą na świat podobnie jak Ty.

Dlaczego warto do nas dołączyć?
✨ Poznasz w praktyce tajniki permakultury i ekologicznych upraw.
✨ Poczujesz satysfakcję z pracy własnymi rękami.
✨ Odetchniesz głęboko, z dala od powiadomień i betonu.
✨ Zamieszkasz w przytulnym, w pełni wyposażonym domku holenderskim.
Kalendarz tegorocznej edycji:
📅 10 – 24 maja
📅 17 – 30 sierpnia

👉 Wszystkie szczegóły i zapisy: https://fundacjanobis.pl/index.php/wolontariat/

SKĄD BRAĆ RODZIME ROŚLINY? POLECAJKA!Promując rodzime gatunki roślin bardzo często spotykam się z pytaniem jak w tytule ...
19/03/2026

SKĄD BRAĆ RODZIME ROŚLINY? POLECAJKA!

Promując rodzime gatunki roślin bardzo często spotykam się z pytaniem jak w tytule - "skąd brać rodzime gatunki roślin?". Prawdą jest to, że szkółek z gatunkami rodzimymi jest niestety bardzo mało, a ich oferta jest nieodpowiadająca na obecne zapotrzebowanie rynku. Czyli pisząc wprost - rzadko zdarza się sytuacja, aby w danej szkółce były dostępne wszystkie/prawie wszystkie rodzime gatunki drzew i krzewów.

Kampinoski Park Narodowy ma swoją szkółkę roślin w Lesznie przy ul. Polnej 37. Wybór roślin jest imponujący, są drzewa, krzewy i byliny w sumie 31 gatunków rodzimych roślin!

Dostaniecie rośliny w różnym wieku, od rocznych sadzonek, po kilkuletnie. Z gołym korzeniem i w doniczkach.

Co niezwykle ważne, to rośliny są produkowane z nasion zbieranych na ternie Kampinoskiego Parku Narodowego. Natomiast rośliny sadzone w gruncie na szkółce, to prawdziwe twardzielki - gleba na szkółce to "sam pioch" z niewielką domieszką materii organicznej, więc to gwarantuje, że zakupione w tej szkółce rośliny zniosą naprawdę trudne warunki.

To co mi osobiście się niezwykle podoba, to rezygnacja z użycia torfu w produkcji roślin. Szkółka przy produkcji roślin bazuje na kompoście, który sami produkują z przekompostowanych roślin.

Jeśli chodzi o ceny... Dziś kupiłem 400 roślin i zapłaciłem za nie 1700 zł. Jest tak tanio, że aż nie chce się ograniczać w zakupach, dlatego dziś ledwo upchnąłem zamówienie do samochodu.

Szkółkę z trzy osobowym zespołem prowadzi Pani dr Anna Otręba, której kariera naukowa opiera się o badanie gatunków inwazyjnych. Stąd jej misja związana z promocją i produkcją rodzimych gatunków roślin. Sam bardzo dopinguję Pani Annie, która jest osobą niezwykle miłą i ciepłą.

Zachęcam Was do zakupów w szkółce roślin w KPN, nie tylko w ramach detalicznych zakupów, ale również kupując hurtowo oraz kontraktując zamówienia na kolejne lata. Warto ze względu na jakość roślin ich cenę oraz możliwość wsparcia realizacji misji niezwykłej osoby.

Przed zakupem warto skontaktować się z Panią Anną i zapytać o dostępność roślin i możliwość przygotowania zamówienia.
tel. 508 187 317; 22 725 81 36
[email protected]
Oferta roślin wraz z cennikiem w komentarzu.

Prośba o podanie posta dalej, niech informacja o dostępności rodzimych roślin idzie w świat!

*Dlaczego rodzime rośliny? Ponieważ to one są najlepszym wsparciem dla zapylaczy w okresie kwitnienia oraz dla ptaków po wydaniu owoców. Wynika to z koewolucji roślin i zwierząt, czyli wzajemnego dopasowania się w czasie ewolucji jednych do drugich.

3 korzenie ratujące życie - Elena Zajceva Tekst w oparciu o wykłady Eleny Fiodorownej Zajcevy . Przepis znany jednakże n...
19/02/2026

3 korzenie ratujące życie - Elena Zajceva

Tekst w oparciu o wykłady Eleny Fiodorownej Zajcevy . Przepis znany jednakże nie spotkałam się z jego 100 % opracowaniem na podstawie wykładu. Są wzmianki, domysły a wykłady Eleny sięgają wielu godzin, dlatego warto dotrzeć do sedna, nie traktować ich powierzchownie, albowiem warto aby wiedza ta pozostała z nami ;)

Przez całe życie Jelena Fiodorowna Zajceva poświęcała się badaniu roślin leczniczych, pomaganiu ludziom poprzez zioła oraz przekazywaniu wiedzy, którą sama otrzymała od starszych pokoleń zielarzy. Nie traktowano tego jako zwykłej pracy – była to droga życiowa, służba człowiekowi i naturze.

W jej przekonaniu przyroda stanowi kompletny, doskonale zaprojektowany system wsparcia dla człowieka, a choroba nie jest wrogiem, lecz sygnałem utraty wewnętrznej równowagi.

Zajcewa wielokrotnie podkreślała, że współczesny człowiek oddzielił się od ziemi, zapomniał o prostych prawach natury i dlatego tak często traci zdrowie.

Powtarzała słowa, które stały się jej znakiem rozpoznawczym:

„Na świecie nie ma chwastów.”

Nie było to jedynie hasło. Była to cała filozofia życia.
W jej rozumieniu „chwast” to pojęcie czysto ludzkie, wynikające z wygody i niewiedzy. Roślina nazwana chwastem nie jest bezużyteczna – jest jedynie niezrozumiana. Wyrasta tam, gdzie gleba wymaga odnowy, gdzie ziemia potrzebuje odbudowy, a często także tam, gdzie człowiek potrzebuje wsparcia. Przyroda nie działa przypadkowo.
Jak mówiła:
„Człowiek patrzy pod nogi i widzi chwast. A ja patrzę i widzę lekarstwo. Jeśli roślina rośnie przy twoim domu – znaczy, że jest ci potrzebna. Przyroda nie marnuje sił na rzeczy zbędne. To my przestaliśmy rozumieć jej język.”
W jej słowach nie było patosu, była prostota. Uczyła patrzeć na świat uważnie. Twierdziła, że choroba nie przychodzi znikąd – jest skutkiem zaburzonej równowagi: złego odżywiania, pośpiechu, gniewu, braku kontaktu z naturą. Dlatego leczenie nie powinno zaczynać się od walki z objawem, lecz od przywrócenia harmonii.
Często powtarzała:
„Nie leczy się choroby. Leczy się człowieka. A człowiek jest częścią ziemi. Jeśli oddzieli się od ziemi – zaczyna chorować. Jeśli wróci do niej – zaczyna zdrowieć.”
Dla Zajcevej rośliny nie były „surowcem”. Były żywymi istotami, posiadającymi swoją energię i zadanie. Uczyła, że zbierając zioła, należy robić to z szacunkiem, w ciszy, bez pośpiechu. Że ważny jest czas zbioru, pogoda, nastawienie człowieka.
Mówiła:
„Zioło zerwane w gniewie nie będzie leczyć. Roślina czuje. Ona oddaje swoją siłę temu, kto podchodzi z pokorą. Leczenie zaczyna się w sercu, nie w kubku z naparem.”
Jej przekaz był głęboki, ale jednocześnie bardzo praktyczny. Nie zachęcała do egzotycznych terapii ani drogich preparatów. Wskazywała na to, co rośnie przy drogach, na łąkach, w ogrodach – perz, mniszek, łopian. Uczyła, że najprostsze rośliny mają najpotężniejszą moc, bo zostały dane każdemu, bez wyjątku.
W jednym z wystąpień mówiła:
„Ludzie szukają ratunku daleko, w tabletkach, w zagranicznych cudach. A ratunek rośnie pod płotem. Trzy korzenie wystarczą, by oczyścić ciało i dać mu siłę. Trzeba tylko cierpliwości i wiary w to, że organizm potrafi się odbudować.”
Podkreślała, że organizm nie jest maszyną, którą naprawia się wymianą części. Jest żywym systemem, który przy odpowiednim wsparciu sam dąży do zdrowia. Rolą ziół jest pomóc mu w tym procesie, a nie zastąpić naturalne mechanizmy.
Jej przesłanie było także duchowe:
„Człowiek powinien żyć w zgodzie z ziemią. Jeść to, co rośnie w jego klimacie. Leczyć się tym, co wyrasta z jego gleby. Wtedy ciało i dusza będą w pokoju.”
Zajcewa nie obiecywała cudów. Uczyła odpowiedzialności, cierpliwości i systematyczności. Twierdziła, że prawdziwe zdrowie nie przychodzi z dnia na dzień. Jest wynikiem stylu życia – prostego, naturalnego, osadzonego w rytmie przyrody.

Jej nauka pozostaje aktualna także dziś – w świecie nadmiaru informacji i syntetycznych rozwiązań. Przypomina, że czasem odpowiedź jest bliżej, niż się wydaje. Wystarczy spojrzeć pod nogi i przestać widzieć chwasty.

Filozofia Zajcevej – najpierw oczyścić, potem wzmacniać
W nauczaniu Zajcewej kluczowe było przekonanie, że organizm człowieka posiada ogromne zdolności samoregeneracji. Aby mogły się one ujawnić, należy przede wszystkim oczyścić ciało i usprawnić narządy odpowiedzialne za usuwanie toksyn – wątrobę, nerki, jelita oraz układ limfatyczny.
Nie zalecała zaczynania od skomplikowanych mieszanek ani egzotycznych roślin. Uczyła, że wystarczą trzy korzenie, dostępne praktycznie wszędzie:
łopian większy,
mniszek lekarski,
perz właściwy.
To właśnie te trzy rośliny nazywała fundamentem zdrowia.

Trzy korzenie według Zajcewej
1. Perz właściwy – dar dla nerek
Perz, najczęściej bezlitośnie usuwany z ogrodów, w jej nauczaniu był symbolem wytrwałości i siły. Wskazywała, że skoro roślina tak skutecznie przetrwa w każdych warunkach, musi posiadać ogromną energię życiową.
Przypisywała mu właściwości:
wspierające pracę nerek i pęcherza,
regulujące gospodarkę wodną,
łagodzące obrzęki,
poprawiające metabolizm.
Podkreślała, że oczyszczone nerki to pierwszy krok do poprawy ogólnego stanu zdrowia.

2. Mniszek lekarski – strażnik wątroby
Mniszek był dla niej rośliną odnowy. Zwracała uwagę, że pojawia się wczesną wiosną – w czasie, gdy organizm po zimie potrzebuje wsparcia.
Korzeń mniszka, według jej nauki:
pobudza pracę wątroby,
wspiera wydzielanie żółci,
poprawia trawienie,
pomaga w regulacji przemiany materii.
Wątroba, jak podkreślała, jest „wewnętrznym laboratorium” organizmu. Jeśli działa prawidłowo, ciało łatwiej odzyskuje równowagę.

3. Łopian większy – akademik pod ziemią
Łopian nazywała „akademikiem siedzącym w ziemi”. Uważała, że jego siła jest szczególnie głęboka, bo koncentruje się w korzeniu.
Przypisywała mu działanie:
oczyszczające krew,
wspierające regenerację,
poprawiające stan skóry,
regulujące metabolizm.
Zwracała uwagę, że to roślina dwuletnia i najcenniejszy jest korzeń pierwszoroczny – młody, silny, jeszcze niezużyty przez kwitnienie.

Mieszanka trzech korzeni Zajcewej
W jej praktyce stosowano zarówno pojedyncze korzenie, jak i ich połączenie. Najczęściej polecała prostą, równą proporcję.
Skład:
1 część suszonego korzenia łopianu,
1 część korzenia mniszka,
1 część kłącza perzu.
Surowce należało dokładnie wysuszyć, rozdrobnić i wymieszać.

Sposób przygotowania odwaru
Jedną łyżkę stołową mieszanki zalać dwiema szklankami zimnej wody.
Doprowadzić do wrzenia.
Gotować na małym ogniu przez około 10 minut.
Odstawić pod przykryciem na 1–2 godziny.
Przecedzić.
Tradycyjnie spożywano pół szklanki 2–3 razy dziennie przed posiłkiem.

Zajcewa często proponowała schemat trwający trzy tygodnie:
pierwszy tydzień – łopian,
drugi tydzień – mniszek,
trzeci tydzień – perz,
a następnie mieszanka wszystkich trzech.
Podkreślała jednak, że organizmu nie należy przeciążać – po cyklu powinna nastąpić przerwa.

Zasady zbioru według mistrzyni
W nauczaniu Zajcevej ogromne znaczenie miał moment zbioru.
Korzenie wykopywano wczesną wiosną lub późną jesienią.
Liście zbierano przed kwitnieniem.
Zioła należało suszyć w cieniu, w przewiewnym miejscu.
Twierdziła, że roślina zebrana w odpowiednim czasie zachowuje największą siłę.

Na zakończenie warto zatrzymać się na chwilę i wsłuchać w to, co niosła jej nauka. Nie chodziło wyłącznie o zioła, korzenie czy przepisy. Chodziło o sposób patrzenia na świat.

W duchu Jeleny Fiodorowny zdrowie nie było towarem ani przypadkiem. Było naturalnym stanem człowieka żyjącego w zgodzie z ziemią. Choroba nie była wrogiem do zniszczenia, lecz znakiem, że coś zostało zaniedbane — że ciało, dusza i rytm natury przestały ze sobą współbrzmieć.

Można wyobrazić sobie, że powiedziałaby na koniec:
„Nie szukajcie cudów. Cud już został wam dany. Rośnie pod waszymi stopami. Ziemia was karmi, ziemia was leczy i ziemia was przyjmuje. Jeśli będziecie ją szanować — ona odda wam zdrowie.”
Jej przesłanie było proste: wrócić do prostoty. Jeść to, co naturalne. Oddychać czystym powietrzem. Pracować z umiarem. Zbierać rośliny z wdzięcznością. Nie bać się ziemi, nie wstydzić się korzeni.
Bo według niej człowiek nie jest oddzielony od przyrody. Jest jej częścią. A gdy przypomni sobie o tym związku — odzyska nie tylko zdrowie, lecz także spokój.

I może wtedy naprawdę zrozumie, że na świecie nie ma chwastów. Są tylko dary, które czekają, aż zostaną dostrzeżone.

Tekst inspirowany wykładem Eleny Zajcevy . Nie stanowi porady medycznej
Aneta Rachwał - Adamczyk

30/01/2026

Od Facebook/lesnolaz.pl

Przeciążenie społeczne i informacyjne zwiększa aktywność osi stresu u człowieka, co sprzyja potrzebie czasowej izolacji. Kontakt z przewidywalnym środowiskiem leśnym obniża poziom stresu i stabilizuje rytm dobowy. Krótkotrwałe wycofanie się do Przyrody działa regenerująco, natomiast długotrwała izolacja, jak w przypadku Knighta, prowadzi do trwałych adaptacji sensorycznych i poznawczych, które wzmacniają tolerancję na ciszę, ale utrudniają ponowną integrację społeczną. Las reguluje na swoich zasadach.

Pan Jacek pojawia się w moim życiu regularnie, zawsze wtedy, gdy robię coś, czego nie da się wpisać do rubryki „po co?”....
20/01/2026

Pan Jacek pojawia się w moim życiu regularnie, zawsze wtedy, gdy robię coś, czego nie da się wpisać do rubryki „po co?”. Rzecz wydarzyła się latem. Siedziałem pod starym jabłoniowym drzewem. Nie opierałem się o pień. To byłoby zbyt jednoznaczne. Siedziałem obok, w trawie, w cieniu, który przesuwał się powoli i bez konsultacji społecznych. Obserwowałem liście. One też obserwowały mnie, choć robią to bez narzucania się.

Pan Jacek zatrzymuje się kilka kroków dalej. Zna już ten widok. Człowiek w trawie. Milczący. Nieruchomy. Zawsze wygląda, jakby rozważał wezwanie odpowiednich służb, ale jeszcze nie znalazł paragrafu.
– A pan znowu tak siedzi – mówi w końcu. Nie jest to pytanie.
– Tak – odpowiadam. To wyczerpuje temat.
Pan Jacek marszczy czoło. Patrzy na drzewo, na mnie, na trawę. W jego spojrzeniu pojawia się troska zmieszana z logistyką.
– Bo wie pan – zaczyna – ludzie mówią.
Rośliny też mówią. Tyle że szeptem, fotosyntezą i wzrostem przyrostów rocznych. Jabłoń nie komentuje. Dla niej pan Jacek jest przechodniem, a ja chwilowym elementem siedzącym. To uczciwy podział ról.

Tłumaczę więc, że obserwuję. Że słucham. Że nic mi nie jest. Pan Jacek kiwa głową, ale widzę, że nie do końca wierzy. W jego świecie siedzenie w trawie bez narzędzi, celu i instrukcji obsługi to działanie wysokiego ryzyka.
– A nie lepiej by było coś zrobić? – pyta ostrożnie.
Patrzę na jabłoń. Ona właśnie robi bardzo dużo. W ciszy. Bez hałasu. Bez pośpiechu. I zdecydowanie bez planu naprawy świata.

Po chwili pan Jacek odchodzi. Zostawia mnie z drzewem, pszczołami i cieniem. Gdy wracam do domu, dowiaduję się od Pani Zielonej, że sąsiad rozważał, czy nie przynieść mi krzesła. Żeby było normalniej. Rośliny na szczęście nie wiedzą, czym jest normalność. I bardzo im to służy.

Na koniec dnia uświadamiam sobie rzecz istotną. Pan Jacek martwi się o mnie. Jabłoń nie. I to właśnie przy niej czuję się bezpieczniej.

________

Przebywanie w pobliżu drzew owocowych sprzyja obniżeniu stresu środowiskowego. Drzewa emitują lotne związki organiczne, które wpływają korzystnie na układ nerwowy człowieka. Dodatkowo obserwacja powolnych procesów wzrostu i sezonowych zmian fenologicznych angażuje uwagę nieukierunkowaną, sprzyjając regeneracji poznawczej. Cisza i brak presji interakcyjnej w środowisku roślinnym stanowią kluczowy czynnik dobrostanu psychofizycznego.
(Autor: Leśnołaz )

Czytajcie
30/08/2024

Czytajcie

Złota nawłoć pięknie kwitnie...... ale niszczy także polskie łąki i dzikie pszczoły - alarmuje Greenpeace Polska.

Chodzi o nawłoć kanadyjską i jej siostrę, nawłoć olbrzymią - to rośliny inwazyjne, które niszczą nasze łąki. Mimo że potrafią pięknie wyglądać, są zabójcze dla rodzimych roślin łąkowych i zapylaczy. Tempo ich wzrostu i wydzielane do gleby substancje duszą inne rośliny i nie dają im przestrzeni do życia. Łąki, które kiedyś tętniły życiem i wielością gatunków, po inwazji nawłoci zamieniają się w monokulturę – nawłoć potrafi całkowicie zdominować przestrzeń, w której rośnie. Znikają rodzime gatunki roślin łąkowych a wraz z nimi – związane z nimi zapylacze. Zostaje morze nawłoci. Dlatego należy ją usuwać, szczególnie jeśli występuje w okolicach dzikich, naturalnych łąk i terenów cennych przyrodniczo.

– Wiele osób zabiera na spacer do lasu worki na śmieci. Ja zabieram też parę rękawic ogrodniczych i jeśli widzę nowe, nieduże stanowiska nawłoci inwazyjnych, po prostu je wyrywam. Po kilku latach takich zabiegów widzę, jak w miejscach po nawłoci odradzają się rodzime rośliny. To daje satysfakcję i ulgę przyrodzie – mówi Marcel Andino Velez z Greenpeace Polska.

Według badań PAN powierzchnia zajęta przez nawłoć w ciągu zaledwie pięciu lat może wzrosnąć z 3 do 90 procent, tworząc tak zwane „nawłociowisko”. Mimo alarmujących danych ze świata nauki nawłocie inwazyjne wciąż nie zostały objęte europejskim zakazem handlu. Taki przepis wprowadzono za to m.in. w Norwegii.

20/08/2024
Lubię te posty :-)
02/08/2024

Lubię te posty :-)

NIE TYLKO O ATOMIE
Na zdjęciu jest łąka. Przyrodnicze oko z daleka zauważy, że łąka jest nie byle jaka, zalewowa, zmiennowilgotna, z krwiściągiem, a więc można się spodziewać, się będą tu lubiące krwiściąg chronione gatunki motyli modraszków - i faktycznie są. Są też takie rzadkie gatunki roślin jak selernica żyłkowana, czosnek kątowaty czy tarczyca oszczepowata.

Jeszcze parę lat temu w tym miejscu był wał przeciwpowodziowy, stary, biegnący bardzo blisko rzeki. Wody Polskie, które niestety realizują na Odrze sporo inwestycji szkodliwych, tym razem zrobiły tu rzecz dość sensowną, mianowicie postanowiły odsunąć wał od rzeki o kilkaset metrów, oddając rzece i w ogóle przyrodzie kilkaset hektarów przestrzeni do zalewania (oczywiście celem jest bezpieczeństwo, a nie ochrona przyrody, po prostu tak wyszło). Ale żeby to zrobić, trzeba było rozebrać stary wał wraz z porastającymi go cennymi ekosystemami łąkowymi i ziołoroślowymi, z chronionymi gatunkami, wyciąć kawałek cennego dębowego łęgu, zasypać oczko wodne będące siedliskiem płazów, rozjeździć totalnie teren koparkami i spychaczami, przywieźć wielkimi ciężarówkami niewyobrażalne ilości ziemi i kamieni, wylać co nieco betonu... Oczywiście taka inwestycja musi mieć nadzór przyrodniczy, żeby nie zniszczono więcej niż trzeba i w miarę możliwości przeprowadzono działania kompensujące, no ale i tak jest to po prostu wielka demolka. Inwestycję zakończono, posadzono sporo nowych drzew, w miejscu starego wału odtworzono (z powodzeniem!) łąkę, która będzie miała teraz lepsze warunki wodne. Przyroda wraca na te tereny, woda przy wyższych stanach zalewa przesuszone wcześniej łęgi, łąki i odcięte niegdyś starorzecza.

Przyroda tego rozjechanego kawałka była o wiele cenniejsza niż ten sosnowy las wycięty pod elektrownię atomową w Choczewie. Prawdopodobnie opłacało się tę przyrodę zniszczyć również dla długoterminowych celów ochrony przyrody w tym konkretnym miejscu. I tak samo jest z Choczewem. Nie czas żałować tego lasu - choć warto pilnować, żeby działania minimalizujące i kompensujące były wykonane właściwie.

Kiedy byłam nastolatką, czytałam sporo różnych ekologicznych książek i broszurek, które na długie lata ukształtowały moje poglądy na wiele spraw. W jednej z nich było takie hasło "wiatraki kontra atom". Teraz myślę sobie, że jako ekolodzy i przyrodnicy zmarnowaliśmy mnóstwo czasu i energii na tę fałszywą alternatywę. Problemem nie są wiatraki ani atom, wróg jest gdzie indziej. Problemem jest energetyka i przemysł oparte o organiczne paliwa kopalne, których spalanie generuje dwutlenek węgla - węgiel, ropę i gaz. Żadne źródło energii nie jest idealnie czyste i niewinne, ale priorytetem w tym momencie nie jest czystość i niewinność, tylko wyzerowanie emisji gazów cieplarnianych. Bez tego wszelkie inne działania ochrony przyrody i środowiska tracą sens.

Chyba jeszcze nie pisałam o tym publicznie, więc będzie to pewnego rodzaju coming out - nie wierzę w degrowth. Nie wierzę głównie dlatego, że uważam gatunek ludzki za część przyrody. Jesteśmy w pierwszej kolejności ssakami naczelnymi, terytorialnymi, wiecznie głodnymi małpami. Oczywiście, kiedy jesteśmy w miarę najedzeni i mamy zaspokojone podstawowe potrzeby, potrafimy robić sporo wspaniałych rzeczy, których inne zwierzęta nie umieją. Ale nadal podlegamy prawom biologii i arogancją jest twierdzenie, że nie. Możemy sobie wymyślić, że ludzie nie powinni tyle produkować albo zużywać tyle energii, tak jak nie powinni na przykład prowadzić wojen. I jest to zasadniczo piękna, romantyczna idea, z którą w pełni się zgadzam, potrzebujemy takich pięknych idei. Tyle że ludzie to robią. I możemy dalej się wkurzać i czuć bezsilność, bo świat nie chce być taki jak w naszych marzeniach, a możemy z pokorą uznać, że biologia i w ogóle rzeczywistość są jakie są. A w świecie przyrody jedyne przeciwieństwo rozwoju i wzrostu to śmierć.

Możemy jako gatunek wykorzystać to, co w nas najpiękniejsze, naszą mądrość i serce, naszą etykę i technologię, duchowość i naukę, do zbudowania świata, w którym rozwijamy się i rośniemy, konkurujemy i budujemy bez niszczenia świata - naszego i innych istot.

I jeszcze napiszę o tym więcej, ten tekst jest już i tak za długi.

15/07/2024

Drodzy,
Są jeszcze miejsca w sierpniu na letnim wolontariacie na naszej farmie.
Jeśli chcecie:
✅ spędzić czas na łonie przyrody
✅ poznać tajniki ekologicznych upraw
✅ nauczyć się zasad permakultury
✅ odpocząć od zgiełku miasta
Jest to coś dla Was!
Oferujemy nocleg w pełni wyposażonym domku holenderskim. Wszystkie szczegóły znajdziecie na stronie www.fundacjanobis.pl

Mamy za sobą pierwszą publikacje prasową o naszej farmie. W najnowszym numerze Pomorskich Wieści Rolniczych, możecie prz...
11/07/2024

Mamy za sobą pierwszą publikacje prasową o naszej farmie. W najnowszym numerze Pomorskich Wieści Rolniczych, możecie przeczytać jak powstaje nasza farma i na czym polegają zasady permakultury. :)

☀️☀️Majówka już za nami, tak jak i pierwsza kolektywna akcja sadzenia drzew na terenie naszej farmy permakultury "Sielan...
08/05/2024

☀️☀️Majówka już za nami, tak jak i pierwsza kolektywna akcja sadzenia drzew na terenie naszej farmy permakultury "Sielanka". Efektem prac przyjaciół Fundacji i entuzjastów permakultury jest ponad 30 nowych nasadzeń. 🌳🌳🌳

Żywopłot powstały z posadzonych drzew ma zadanie chronić farmę przed szkodliwymi wpływem sztucznych nawozów i chemii z okolicznych pól, oraz wpłynąć na urozmaicenie ekosystemu farmy.🌱🌿

Każda z zaproszonych do akcji osób mogła zakupić "cegiełkę" na rzecz Fundacji, w postaci sadzonki drzewka, oraz osobiście ją zasadzić. Każde z drzewek zostało oznaczone tabliczką z imieniem nadanym mu przez fundatora.
Wszystkim zaangażowanym w akcję serdecznie dziękujemy :)

Niech się niebieszczy 😉
18/04/2024

Niech się niebieszczy 😉

SIEJ LEN 💙

Kreujemy nową modę zamiast pseudołączek.

Czemu pseudo? Bo zdecydowana większość "kwietnych łąk" w handlu to nie są żadne łąki, tylko rabaty uprawnych, ogrodowych kwiatków, czasem wymieszanych z uprawnymi odmianami roślin dzikich (np. różowy krwawnik, różne kolory chabrów, azjatyckie czy amerykańskie maki). Nie są to nawet "ogródki chwastów", które kiedyś przyrodnicy wymyślili jako receptę na wymieranie chwastów polnych w uprzemysłowionym krajobrazie rolniczym. Oczywiście są wyjątki, są porządne, wartościowe nasiona roślin łąkowych czy segetalnych 👉I JAK NAJBARDZIEJ WARTO JE PROMOWAĆ I WYSIEWAĆ. Żeby było jasne, nie mam nic przeciwko wysiewaniu porządnych mieszanek trwałych rodzimych roślin łąkowych!👈

Siej len.
Len jest tani. Możesz kupić w sklepie zwykłe siemię lniane, takie do jedzenia, i posiać. Kosztuje około 10-15 zł za kg, co wystarcza na obsianie 100-200m2.

Jest piękny. Ma cudowny kolor. Kwitnie od czerwca do lipca, czasem sierpnia. Łan kwitnącego lnu wygląda jak niebo na ziemi. Kiedyś był to częsty widok w krajobrazie naszych wsi, obecnie naprawdę jest rzadki. W latach 80. XX w. uprawiano go jeszcze w Polsce ok.100 tys. ha, obecnie zaledwie 3-4 tys. ha. Związane z nim były unikalne gatunki roślin, które obecnie są bardzo rzadkie lub całkiem w Polsce wymarły, jak np. kanianka lnowa.

Rośnie na byle czym, nie lubi tylko bardzo suchego, ale na gorszej glebie po prostu będzie mniejszy. W każdym razie jest łatwy w uprawie - wystarczy go posiać wczesną wiosną, przykryć ziemią, daje radę z przymrozkami.

Po przekwitnięciu tworzy śliczne złociste kuleczki - torebki, z których każda zawiera 10-12 nasion. Po przekwitnięciu len też jest ładny i dekoracyjny.

Możesz zebrać nasiona do ponownego wysiewu, ale możesz zrobić z nich olej albo posypać chleb. Możesz zrobić z przekwitniętego lnu piękne ozdoby, bukiety, wianki, laleczki-motanki, albo wyściółkować nimi grządki. Słomą lnianą ocieplano też stropy. Pozyskiwanie włókien to wyższy stopień wtajemniczenia, ale może warto odnowić tę umiejętność, kiedyś znaną każdemu dziecku?

Len kwitnący jest pokarmem dla owadów zapylających, a owocujący - dla ptaków. Dlatego - jeśli nie masz pomysłu na wykorzystanie przekwitniętych roślin - zostaw je, znajdą się chętni.

Po prostu obsiej nim wolny kawałek ogródka, a nawet skrzynkę na balkonie, zamiast kupować kolejnego jednorazowego egzota hodowanego w torfie. Albo pseudołączkę, która zresztą pewnie zawiera też domieszkę lnu.

Warto. Niech się niebieszczy :-) 💙

Adres

Szprudowo 51
Gniew
83-140

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 10:00 - 18:00
Wtorek 10:00 - 18:00
Środa 10:00 - 18:00
Czwartek 10:00 - 18:00
Piątek 10:00 - 18:00
Sobota 10:00 - 18:00
Niedziela 10:00 - 18:00

Telefon

+48600800920

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fundacja NOBIS - ekologia i ochrona klimatu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Fundacja NOBIS - ekologia i ochrona klimatu:

Udostępnij