Drużyna Gylda Hirtir to grupa pasjonatów, którzy starają się zasmakować codzienności niewielkiej społeczności żyjącej w X wieku na pograniczu duńsko-niemieckim. Drużyna Gylda Hirtir zamieszkuje osadę niewielką w miejscu, gdzie dwa władztwa się przenikają. Od północy bowiem ciągnie ku niej wiatr pogański, źródło swe znajdujący u Gorma Starego, który w Jelling rezydując wciąż tkwi w innowierczych bł
ędach. Od południa zaś promienieje nań blask najświętszych rządów króla Sasów i Franków Ottona, który będąc pobożnym chrześcijaninem nieustannie czyni starania, aby zagubionemu stadu północy wskazać drogę do owczarni pańskiej. Dowództwo nad nią sprawuje człowiek mieniący się jarlem, co w mowie północnej wodza oznacza, a który to przez ojca swego obdarowany został imieniem Einar. Człek ów, chciwym ponad miarę będąc, bardziej ceni blask srebrnych monet niźli pokorę, uczciwość i wierność. Prowadzi on swych kompanów, zwących się drużynnikami, na misje wszelakiego rodzaju, które zlecają mu tak niegodziwcy, jak i ludzie prawi. Prawdą jest, że maniery jego niczym jad sączone w serca towarzyszy, popychają ich nad wyraz często do niegodziwości, aczkolwiek wspomnieć muszę, że nawet w korcu zepsutego zboża jedno dobre ziarno potrafi się uchować. Stojąc zatem pomiędzy dwiema stronami, drużyna żadnej nie jest posłuszna, czyniąc jedynie to, co jej samej zysk przynieść może. Jej członkowie poganami będąc w większości, lubują się w składaniu ofiar swym bogom, prosząc ich o wszystko, czego zapragną ich proste serca. Wiara ta, choć jedynie cieniem przy światłości chrześcijaństwa pozostaje, zdaje się wzmacniać ich ducha. Kiedy bowiem do starć zbrojnych przychodzi, z rzadka zdarza się, że bez wyraźnego rozkazu ratują swe życia ucieczką, którą za największą hańbę sobie poczytują. Sama zaś drużyna składa się z wszelakiej maści mężów i niewiast, z których jedni rzemiosłem się parają, inni służby u bogatszych od siebie czynią, jeszcze inni, których większość w ich szeregach, dusze marsowe posiadając, czynią użytek z broni wszelakiego rodzaju. Jarl twardą ręką swych kompanów trzymający, dba aby każdy z nich swe miejsce w drużynie zajmował, dzięki czemu spory wśród nich są rzadkie, a waśnie nie trwają długo. Wielkim staraniem tejże drużyny jest, bez wątpienia, ciągłe wzmacnianie swych szeregów nowymi rekrutami, których mnogość potrzebna jest na czynionych wspólnie wyprawach, tak lądowych, jak i morskich. Ze względu zaś na mnogość chętnych oraz duże ryzyko tychże przedsięwzięć, wybitny frasunek czynią nad tym, kogo w swe szeregi wcielić, odrzucając ludzi kłótliwych, leniwych i innymi wadami charakteru obdarzonych. W czasie pokoju cenią sobie oni odpoczynek, acz nie stronią od prac wszelakich, dbając o swe domy lub służąc za pomocników miastu Haithabu. W czasie zaś wojny lub innej zawieruchy zaciągają się na służbę u bogatszych władyków lub samemu próbując szczęścia wyruszają w morze z nadzieją na spotkanie niepilnie strzeżonych transportów kupieckich. Mamona zaś zdobyta tak przez uczynki prawe, jak i profesję marsową, dzielona jest sprawiedliwie wedle ważności zajęcia i stażu w ich szeregach.