Źródło Wody Żywej

Wskazówki dojazdu Kontakt: organizacja

Źródło Wody Żywej Katolicka Wspólnota Ewangelizacyjna Źródło Wody Żywej w Gdańsku przy par. p.w. Św. Jadwigi Śląskiej. Wspólnota powstała z inicjatywy ks. proboszcz Paweł Górny.

Jerzego Skiby egzorcysty Archidiecezji Gdańskiej. Opiekunem Wspólnoty jest ks. Wspólnota jest częścią charyzmatycznego ruchu świeckich w kościele katolickim. Doświadczamy obecności działającego Ducha Świętego objawiajacej sie darami proroctwa, słowa poznania, uzdrawiania wewnętrznego i fizycznego, z każdego rodzaju choroby, modlitwy językami i wielu innymi. Pragniemy służyć tymi darami wszystkim potrzebującym, pogrążonym w strachu, smutku, chorobie, niepokoju, zdradzie, samotności, braku pracy, braku nadziei, trudnościach, o których myślisz, że cię przerastają. Służyć po to aby każdy, abyś Ty, mógł doświadczyć obecności Boga. Nasze spotkania odbywają się przy kościele parafialnym p.w. Św. Jadwigi Śląskiej w Gdańsku Nowym Porcie w każdy czwartek o godzinie 19.00 w sali domu parafialnego. Spotkanie rozpoczyna Msza św. parafialną o godz. 18 a po Mszy św. o 19 jest spotkanie modlitewne. Można też przyjść tylko na spotkanie modlitewne – godz. 19.

04/10/2026

4 października wspominamy św. Franciszka z Asyżu. Ale rok 2026 jest dla franciszkanów i wszystkich, którym bliska jest jego duchowość, wyjątkowy. Mija bowiem dokładnie 800 lat od śmierci świętego Franciszka. Franciszek odszedł do Pana 3 października 1226 roku w Porcjunkuli, a więc w miejscu szczególnie dla niego ważnym. Właśnie z tej okazji cały 2026 rok został ogłoszony Rokiem Jubileuszowym 800-lecia jego Transitus – przejścia z tego życia do wieczności. I może właśnie w tym jubileuszowym roku warto spojrzeć na niego nie tylko jako na „świętego od zwierząt i przyrody”, ale przede wszystkim jako na człowieka, który całkowicie zmienił swoje życie. Franciszek urodził się w Asyżu około 1181/1182 roku, w zamożnej rodzinie kupieckiej. Jego ojciec, Piotr Bernardone, zajmował się handlem suknem. Franciszek miał więc zapewnione dostatnie życie i nie musiał martwić się o sprawy materialne. Jako młody człowiek lubił dobre ubrania, zabawy i towarzystwo. Był popularny wśród swoich rówieśników i marzył o rycerskiej sławie. Nie od razu był więc człowiekiem, którego znamy dzisiaj z obrazów przedstawiających go w prostym habicie, otoczonego ptakami. Jego droga do świętości była długa. W 1202 roku wziął udział w wojnie między Asyżem a Perugią. Trafił do niewoli i spędził około roku w więzieniu. Po powrocie nadal marzył o rycerskiej karierze, ale stopniowo zaczął odkrywać, że Bóg prowadzi go w zupełnie inną stronę. Jednym z ważnych momentów jego nawrócenia było spotkanie z trędowatymi. Franciszek wcześniej odczuwał wobec nich wstręt. Tymczasem pewnego dnia zdecydował się pokonać własny lęk i podejść do człowieka chorego na trąd. To doświadczenie miało ogromne znaczenie dla jego dalszej drogi. Sam później wspominał, że to, co wcześniej wydawało mu się gorzkie, stało się słodkie. Z czasem Franciszek zaczął żyć coraz bardziej radykalnie Ewangelią. Odbudowywał zniszczone kościoły, pomagał ubogim i wybierał życie w prostocie. Szczególne znaczenie miał dla niego kościół San Damiano. To właśnie tam, według tradycji, podczas modlitwy przed krzyżem usłyszał wezwanie Chrystusa: „Franciszku, idź, odbuduj mój Kościół”. Początkowo rozumiał te słowa bardzo dosłownie. Z czasem odkrył jednak, że jego powołaniem będzie coś znacznie większego. Zaczęli przyłączać się do niego kolejni ludzie. W 1209 roku Franciszek wraz z pierwszymi braćmi udał się do Rzymu, aby poprosić papieża Innocentego III o zatwierdzenie ich sposobu życia. Tak rozpoczęła się historia Zakonu Braci Mniejszych. Wokół Franciszka powstała również wspólnota kobiet inspirowanych jego duchowością. Jedną z nich była św. Klara z Asyżu, która wraz z towarzyszkami rozpoczęła życie oparte na Ewangelii i ubóstwie. Franciszek nie zamknął się jednak w klasztorze. Chciał być blisko ludzi. W 1219 roku udał się podczas wyprawy krzyżowej do Egiptu, gdzie spotkał się z sułtanem Malikiem al-Kamilem. Nie pojechał tam jako wojownik. Poszedł jako człowiek, który chciał rozmawiać i świadczyć o swojej wierze. To spotkanie do dziś pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych wydarzeń w jego życiu. Z jego osobą związana jest również słynna legenda o wilku z Gubbio. Według opowieści mieszkańcy miasta żyli w strachu przed groźnym wilkiem, który napadał na ludzi i zwierzęta. Franciszek miał wyjść mu naprzeciw i zwrócić się do niego jak do „brata wilka”. Zamiast walczyć ze zwierzęciem, zawarł z nim umowę: mieszkańcy Gubbio mieli zapewnić mu pożywienie, a wilk miał przestać ich atakować. Franciszek miał również niezwykłą więź ze stworzeniem. Ptaki, zwierzęta, słońce, woda, ogień czy ziemia nie były dla niego jednak czymś, co należało podziwiać zamiast Boga. Przeciwnie. Całe stworzenie prowadziło go do Stwórcy. Najpiękniejszym wyrazem tego zachwytu stała się „Pieśń słoneczna”, w której Franciszek wychwalał Boga za stworzenie i nazywał je swoim bratem i siostrą. Na rok przed śmiercią wydarzyło się coś jeszcze. Na górze La Verna Franciszek otrzymał stygmaty, znaki Męki Chrystusa. Był już wtedy bardzo osłabiony i ciężko chorował. Mimo cierpienia pozostał człowiekiem modlitwy. A kiedy zbliżała się jego śmierć, nie traktował jej jak czegoś, przed czym należy uciekać. W swojej „Pieśni słonecznej” nazwał ją „siostrą śmiercią cielesną”. 3 października 1226 roku Franciszek zmarł w Porcjunkuli. Miał około 44–45 lat. Nie pozostawił po sobie pałacu, majątku ani ziemskiej kariery. Pozostawił Ewangelię przeżytą naprawdę. I właśnie dlatego po 800 latach wciąż o nim mówimy. W 2026 roku franciszkanie na całym świecie obchodzą VIII stulecie jego przejścia do wieczności. Jubileusz został ustanowiony na okres od 10 stycznia 2026 do 10 stycznia 2027. Jest w tym coś niezwykłego. Osiemset lat minęło od jego śmierci, a człowiek, który chciał po prostu żyć Ewangelią, nadal inspiruje kolejne pokolenia. Mnie osobiście w św. Franciszku najbardziej porusza chyba właśnie to, że jego świętość nie pojawiła się nagle. Najpierw był młodym człowiekiem z marzeniami, ambicjami i własnym pomysłem na życie. Dopiero z czasem nauczył się pozwalać Bogu prowadzić się inną drogą. Może dlatego jego historia jest tak bliska także nam. Bo przecież nie każdy z nas od początku wie, dokąd Bóg go prowadzi. Co najbardziej Cię w nim porusza – jego radykalne ubóstwo, miłość do Chrystusa, stosunek do ubogich, pokój, miłość do stworzenia czy odwaga w głoszeniu Ewangelii? Napisz w komentarzu.

Treści i grafiki są mojego autorstwa.
Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”. Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach

04/10/2026

Św. Izydor z Sewilli (†636), biskup, Ojciec Kościoła, doktor Kościoła, Sentencje

02/10/2026

Dla wielu z nas modlitwa „Aniele Boży, Stróżu mój…” jest jedną z pierwszych modlitw, których nauczyliśmy się w dzieciństwie. Z czasem jednak łatwo ją odłożyć na bok, traktując ją jako coś związanego przede wszystkim z dziecięcą pobożnością. Tymczasem Kościół przypomina nam, że wiara w Aniołów Stróżów nie jest jedynie pięknym symbolem ani dziecięcą opowieścią. 2 października obchodzimy wspomnienie obowiązkowe Świętych Aniołów Stróżów. Aniołowie są rzeczywistymi, duchowymi stworzeniami Boga. Nie są bogami ani ludźmi, którzy po śmierci stali się aniołami. Zostali stworzeni przez Boga i pełnią wobec Niego służbę, a część z nich otrzymała misję opieki nad ludźmi. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że od dzieciństwa aż do śmierci ludzkie życie otoczone jest ich opieką i wstawiennictwem. Anioł Stróż nie jest kimś, kto ma spełniać każde nasze życzenie ani chronić nas przed każdą trudnością. Jego zadaniem jest przede wszystkim pomagać nam iść drogą prowadzącą do Boga, strzec przed złem i wspierać nas w dobrym. Pismo Święte wielokrotnie ukazuje aniołów jako Bożych posłańców i pomocników. Psalmista mówi o aniołach, którym Bóg powierza troskę o człowieka, a sam Jezus przypomina o aniołach, którzy nieustannie oglądają oblicze Ojca w niebie (por. Ps 91; Mt 18,10). To niezwykłe, że możemy przeżywać całe życie, nie widząc swojego Anioła Stróża, a jednak wierzyć, że Bóg dał nam niewidzialnego opiekuna. Nie oznacza to oczywiście, że wszystko, co trudne, zostanie przed nami usunięte. Chrześcijaństwo nie obiecuje życia bez cierpienia, chorób, strat czy niebezpieczeństw. Obecność Anioła Stróża oznacza raczej, że nie jesteśmy pozostawieni sami sobie. Ja osobiście czasami myślę, że mój Anioł Stróż ma ze mną naprawdę przechlapane. 😄 Moja droga od samego początku nie należała do łatwych, więc chyba nieraz miał przy mnie sporo pracy. A tak zupełnie poważnie, wiele razy w swoim życiu miałam poczucie, że mój Anioł Stróż mnie przed czymś uchronił albo podpowiedział mi, co powinnam zrobić. Były sytuacje, w których coś mnie zatrzymało, nagle zmieniłam decyzję albo pojawiła się myśl, która z perspektywy czasu okazała się bardzo ważna. Nie zawsze potrafię powiedzieć, jak to wyjaśnić, ale niejednokrotnie czułam, że nie byłam wtedy sama. Dlatego dzisiejsze wspomnienie jest mi szczególnie bliskie. I chyba mogę powiedzieć, że mój Anioł Stróż ma ze mną ciężki przypadek… ale jak dotąd całkiem dobrze sobie radzi. 😉 W historii Kościoła wielu świętych miało szczególne nabożeństwo do Aniołów Stróżów. Należeli do nich m.in. św. Stanisław Kostka, św. Franciszek Salezy, św. Jan Bosko czy św. Franciszka Rzymianka. Warto wspomnieć również o św. Ojcu Pio, który miał szczególne nabożeństwo do swojego Anioła Stróża. W swoich listach pisał o nim jako o bliskim towarzyszu, który pomagał mu, pocieszał go i prowadził. Ojciec Pio zachęcał również innych, aby zwracali się do swoich Aniołów Stróżów i powierzali im swoje troski. Osobne wspomnienie Aniołów Stróżów pojawiło się najpierw na Półwyspie Iberyjskim. W 1608 roku papież Paweł V zezwolił na jego obchodzenie, a w 1670 roku papież Klemens X wprowadził je do kalendarza całego Kościoła. Może więc warto dziś na chwilę zatrzymać się nad czymś, co znamy od dzieciństwa, ale czego być może nie doceniamy już tak jak kiedyś. Bo ile razy w naszym życiu wydarzyło się coś, czego nie potrafiliśmy wyjaśnić? Ile razy uniknęliśmy niebezpieczeństwa? Ile razy w ostatniej chwili podjęliśmy właściwą decyzję? Czy możemy wiedzieć, kiedy działał nasz Anioł Stróż? Tego nie zawsze będziemy potrafili rozpoznać. Ale wiara przypomina nam, że Boża opieka może przychodzić również przez niewidzialną posługę Jego aniołów. Dlatego dzisiejszy dzień jest dobrą okazją, aby ponownie przypomnieć sobie o swoim Aniele Stróżu. Nie tylko wtedy, gdy jesteśmy dziećmi. Także wtedy, gdy jesteśmy dorośli, mamy własne problemy, odpowiedzialność, lęki, trudne decyzje i sprawy, których nie potrafimy nikomu powierzyć. Może warto dziś po prostu zwrócić się do niego w modlitwie i podziękować Bogu za jego obecność. A może masz swoją własną historię związaną z Aniołem Stróżem, którą chciałbyś się podzielić? Napisz w komentarzu, chętnie przeczytam.

Treści i grafiki są mojego autorstwa.
Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”. Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach.

02/10/2026

2 października - wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów
------------------------------------------------------
Aniele Boży, stróżu mój,
Ty zawsze przy mnie stój.
Rano, wieczór, we dnie, w nocy
Bądź mi zawsze ku pomocy,
Strzeż duszy, ciała mego,
zaprowadź mnie do żywota wiecznego.
Amen. Wyświetl mniej

02/10/2026

2 października

"+ Z wielką troską i bólem patrzę na to, co czyni świat, jak oddala się ode Mnie.
Wielu ludziom możesz pomóc, modląc się za nich i powierzając Mi ich. Zwłaszcza ich cierpienia, aby w pełni były owocne dla ich zbawienia i życia we Mnie.

Jedni drugich brzemiona noście - tak powiedziałem i tak wspólnie budujcie królestwo Moje w sercach i na świecie."

Słowo pouczenia, 478

01/10/2026

1 października Kościół wspomina św. Teresę od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, dziewicę i doktora Kościoła. Jest jedną z najbardziej znanych świętych, kojarzoną przede wszystkim z różami, „małą drogą” i prostotą. Ale kiedy bliżej poznamy jej życie, okazuje się, że jej droga do świętości wcale nie była łatwa. Teresa Martin urodziła się 2 stycznia 1873 roku w Alençon we Francji, jako najmłodsza z dziewięciorga dzieci Ludwika i Zelii Martin. Jej rodzina była bardzo religijna i pełna miłości. Dzisiaj jej rodzice również są świętymi Kościoła. Kiedy Teresa miała zaledwie 4 lata, zmarła jej mama, św. Zelia Martin. Był to dla niej ogromny cios. Po śmierci mamy rodzina przeprowadziła się do Lisieux, a Teresa szczególnie związała się ze starszą siostrą Pauliną, która stała się dla niej kimś w rodzaju drugiej matki. Ale kilka lat później spotkała ją kolejna bolesna strata. Paulina wstąpiła do klasztoru karmelitanek. Dla Teresy było to bardzo trudne doświadczenie. Dziewczynka ponownie poczuła się opuszczona i straciła osobę, która dawała jej poczucie bezpieczeństwa. Teresa była niezwykle wrażliwa. Sama później wspominała, że była bardzo płaczliwa i łatwo ją było zranić. Nawet drobne wydarzenia potrafiły wywołać u niej ogromne emocje. Nie była więc od początku osobą, która ze wszystkim sobie radziła. Wręcz przeciwnie, musiała stopniowo uczyć się panowania nad sobą, dojrzewania i pokonywania własnej nadwrażliwości. W pewnym momencie jej stan psychiczny i fizyczny bardzo się pogorszył. Teresa ciężko zachorowała, a jej rodzina modliła się o jej uzdrowienie. Wtedy wydarzyło się coś, co Teresa przez całe życie uważała za szczególną łaskę, doświadczyła uzdrowienia za wstawiennictwem Matki Bożej, którą nazywała później swoją „Uśmiechniętą Madonną”. Teresa bardzo wcześnie odkryła powołanie do życia zakonnego. Chciała wstąpić do Karmelu razem ze swoimi siostrami. Problem był jeden: miała zaledwie 15 lat. Przełożeni uznawali ją za zbyt młodą. Teresa jednak nie zrezygnowała. Podczas pielgrzymki do Rzymu odważyła się nawet poprosić papieża Leona XIII, aby pozwolił jej wcześniej wstąpić do klasztoru. Ostatecznie otrzymała zgodę i w 1888 roku, mając 15 lat, rozpoczęła życie karmelitanki w Lisieux. W klasztorze Teresa odkryła sposób przeżywania wiary, który później nazwano „małą drogą”. Nie uważała, że musi dokonać wielkich rzeczy, aby zostać świętą. Chciała wykonywać małe rzeczy z wielką miłością. Codzienne obowiązki, cierpliwość wobec trudnych osób, rezygnacja z własnych upodobań, drobne gesty miłości, wszystko to mogło stać się dla niej drogą do Boga. I właśnie tutaj kryje się coś niezwykłego. Teresa nie wybrała łatwej drogi. Wybrała zwyczajne życie i próbowała przeżywać je z niezwykłą miłością. Można by pomyśleć, że kiedy wreszcie znalazła się w upragnionym Karmelu, wszystkie jej problemy się skończyły, niestety nie. Teresa nadal zmagała się ze swoją wrażliwością, własnymi słabościami, trudnymi relacjami we wspólnocie i chorobą. Pod koniec życia zachorowała na gruźlicę. Jej stan stopniowo się pogarszał, a chorobie towarzyszyło ogromne cierpienie fizyczne. Ale pojawiło się również coś jeszcze trudniejszego. Teresa doświadczała wewnętrznej ciemności i bolesnych prób wiary. Święta, którą dzisiaj kojarzymy z różami i dziecięcą ufnością, przeżywała więc także chwile, w których wiara wymagała od niej ogromnego zawierzenia. Teresa zmarła 30 września 1897 roku, mając zaledwie 24 lata. Przed śmiercią powiedziała: „Nie umieram, wchodzę w życie.” Jej pragnieniem było po śmierci „czynić dobro na ziemi” i „spuścić deszcz róż”. Dlatego róże stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli św. Teresy. Jej życie trwało bardzo krótko. Nie była misjonarką, nie podróżowała po świecie, nie prowadziła wielkich dzieł. A jednak jej duchowość szybko przekroczyła mury małego klasztoru w Lisieux. W 1925 roku została kanonizowana przez papieża Piusa XI, a w 1997 roku papież Jan Paweł II ogłosił ją doktorem Kościoła. Św. Teresa jest przede wszystkim patronką misji i misjonarzy, choć sama nigdy nie wyjechała na misje. Jest również drugorzędną patronką Francji, dzieląc ten patronat ze św. Joanną d’Arc, główną patronką tego kraju, a jej wstawiennictwa doświadczają także m.in. lotnicy i floryści. W Karmelu jest patronką nowicjatów oraz misji karmelitańskich. Została również ustanowiona patronką Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła, wspierającego rodzime duchowieństwo na terenach misyjnych. To niezwykłe, ponieważ Teresa nigdy nie wyjechała na misje. Sama uważała jednak, że może być misjonarką poprzez modlitwę, ofiarowanie cierpienia i miłość. Kiedy patrzymy na św. Teresę dzisiaj, łatwo zobaczyć przede wszystkim róże, uśmiech, prostotę i dziecięcą ufność. Ale za tym wszystkim kryła się młoda kobieta, która: straciła mamę, przeżyła rozłąkę z ukochanymi siostrami, ciężko chorowała, zmagała się ze swoją ogromną wrażliwością, musiała walczyć o możliwość realizacji powołania, a pod koniec życia cierpiała fizycznie i duchowo. I może właśnie dlatego jej „mała droga” jest tak bliska wielu ludziom. Bo nie mówi: „Musisz być niezwykle silny.” Raczej: „Możesz przyjść do Boga taki, jaki jesteś, także ze swoją słabością.” Teresa pokazała, że świętość nie musi zaczynać się od wielkich czynów. Może zaczynać się od małego gestu, od cierpliwości, od przebaczenia, od dobrze wykonanej codziennej pracy, od zaufania Bogu wtedy, kiedy wcale nie jest łatwo. I chyba właśnie dlatego jej historia jest czymś więcej niż piękną opowieścią o „Małej Teresie”. To historia dziewczyny, która nie miała łatwego życia, ale nauczyła się przeżywać swoje trudności z miłością i ufnością. Która część jej historii poruszyła Cię najbardziej? Napisz w komentarzu.

Treści i grafiki są mojego autorstwa.
Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”. Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach.

01/10/2026

Pan Jezus posyła uczniów jak owce między wilki. Nie daje swoim owcom kłów na wszelki wypadek. Nie każe uczniom pokonać świata jego własną bronią. Największym zwycięstwem Ewangelii jest czasem to, że owca pozostaje owcą, choć dookoła wyją wilki.

+++

Ewangelia na 01.10.2026 r. (Czwartek): „Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwu uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich:
«Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie! Oto posyłam was jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co będą mieli: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże.
Lecz jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu».” (Łk 10,1-12)

01/10/2026

1 października

"- Czy droga dziecięctwa polega na zrezygnowaniu z jakiegokolwiek wysiłku i złożeniu wszystkiego na Ciebie? Spotkałam się z taką postawą.

+ Wręcz przeciwnie! Wymaga wielkiego wysiłku oddawania Mi wszystkiego.
Ciągłego czuwania w miłości i pragnieniu. A przede wszystkim w przyjmowaniu Mojej woli i wypełnianiu jej.
Nie jest to droga drzemki i wygodnictwa, ale heroicznego zawierzenia i posłuszeństwa."

Świadectwo, 487

29/09/2026

Niebo jest otwarte, choć ziemia wciąż bywa pełna łez, pośpiechu i zwykłych kłopotów. Bóg nie otwiera nieba po to, żebyśmy uciekli z ziemi, ale żeby ziemia przestała być miejscem bez nieba.

+++

Ewangelia na 29.09.2026 r. (Wtorek - Święto Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała): „Jezus ujrzał, jak Natanael podchodzi do Niego, i powiedział o nim: «Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu».
Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?»
Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod figowcem».
Odpowiedział Mu Natanael: «Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!»
Odparł mu Jezus: «Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod figowcem? Zobaczysz jeszcze więcej niż to».
Potem powiedział do niego: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących nad Syna Człowieczego».” (J 1,47-51)

29/09/2026

Adres

Gdansk
80-547

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Źródło Wody Żywej opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Źródło Wody Żywej:

Skróty

Udostępnij