14/06/2026
Marta Sziłajtis – Obiegło urodziła się 25 października 1985 r. w Poznaniu. Pierwszy kurs żeglarski zrobiła w tajemnicy przed rodzicami, nad jednym z podpoznańskich jezior. W 2005 r., w wieku 19 lat zdała egzamin na stopień kapitana jachtowego i została najmłodszym, wówczas, kapitanem jachtowym w Polsce. Miała zamiar studiować nawigację w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. Ukończyła Turystykę i Rekreację na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Jest instruktorem żeglarstwa, ma patent Yachtmaster Ocean, pełniła funkcję oficera na żaglowcach STS Pogoria i Gedania.
Jak przyznała w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” – nigdy nie marzyła o opłynięciu świata solo. A jak doszło do tego, że popłynęła w taki rejs? Otóż w latach 2005 – 2007 Marta brała udział w Kobiecych Regatach Dookoła Świata, które zorganizował szczeciński konstruktor jachtów – Andrzej Armiński. Regaty odbywały się na dwóch bliźniaczych jachtach konstrukcji i budowy Armińskiego: „Mantra Ania” i „Mantra Asia”. Na tych jachtach ścigały się, zmieniające się po każdym etapie, dwuosobowe załogi. W 2008 r., gdy Marta przygotowywała się do obrony dyplomu na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, dostała od Armińskiego sms – a z pytaniem: "Masz czas na kółko dookoła Ziemi?". W trakcie spotkania z Armińskim w Szczecinie dowiedziała się, że chodzi o rejs solo. Nie zdecydowała się od razu, ale po trzech tygodniach, w trakcie których obroniła dyplom, uznała, że będzie żałować, jeżeli nie podejmie wyzwania. Rejs nie był zaplanowany jako podróż bez zawijania do portu, więc również perspektywa postojów w egzotycznych miejscach stanowiła argument na rzecz przyjęcia propozycji. W wywiadzie dla „Polityki” mówiła: „Ja postanowiłam po prostu zaryzykować. Mój sponsor chciał przed moim wypłynięciem organizować konferencję prasową, nagłośnić sprawę w mediach. Poprosiłam, by tego nie robił, bo nie byłam pewna, czy po miesiącu ta przygoda się nie skończy. Poza tym na tydzień przed wypłynięciem skończyłam studia, wcześniej niż moi rówieśnicy, bo ja wcześniej poszłam do szkoły. No i okazało się, że po tych studiach to już tylko dorosłość – kredyt, rodzina, praca. Trochę od tego uciekłam.”.
27 kwietnia 2008 r. Marta wyruszyła z portu Puerto de la Cruz w Wenezueli. Trasa wiodła tzw. drogą passatową. „Polityce” mówiła: „Samotna żegluga (...) to sen po 3 – 4 godziny na dobę, z przerwami na doglądanie jachtu i sprawdzanie pogody. Podejście do portu na Vanuatu trwa na przykład 4 dni – w tym czasie w ogóle się nie śpi, trzeba być cały czas na pokładzie, obserwować, co się dzieje. Trafiłam wtedy na bardzo sztormową pogodę, więc gdy zaczynałam to podejście, miałam za sobą już trzy tygodnie walki o przetrwanie. Gdy w końcu zawinęłam do portu, a urzędnicy kazali mi wypełnić papiery, nie umiałam wpisać imienia i nazwiska w odpowiednią rubrykę”. Z kolei w trakcie postoju w RPA fala wyrwała kotwicę z dna i jacht został rzucony na rafę i poważnie uszkodzony, także Marta musiała wezwać pomoc, bo jacht nabierał wody. Aby jednak nie zarzucono jej, że rejs nie był w pełni samodzielny, powtórzyła etap z Durbanu do Port Elizabeth i z powrotem.
Miała również nieprzyjemność zetknąć się z piratami. Pewnego poranka kilku mężczyzn podpłynęło do jachtu pontonem. „Gazecie Wyborczej” opowiadała: „Gdy zdałam sobie sprawę, że to piraci, chwyciłam za gaśnicę: jedyną „broń” na pokładzie. Odpłynęli. Teraz sobie myślę, że pewnie wcale się mnie nie przestraszyli, tylko spostrzegli, że mój statek jest skromny i szczególnie by się na nim nie obłowili”. Jednak w przeważającej większości rejs dostarczył żeglarce dobrych wrażeń: kontaktu z egzotyczną przyrodą i życzliwości i bezinteresowności spotykanych ludzi. W jego trakcie zawinęła do 18 portów, a postoje nie służyły wyłącznie wykonaniu napraw i uzupełnieniu zapasów, a także zwiedzaniu. W wywiadzie dla Muzeum Morskiego w Gdańsku mówiła: „Dla mnie odnośnikiem takiej absolutnej cudowności było Tongatapu i północny archipelag, Vava’u, w Królestwie Tonga w Polinezji. Tam nie ma portu, nie ma lotniska, nie przypływają statki pasażerskie. Pojawiasz się i jeszcze nie zejdziesz na ląd, tylko wywiesisz flagę do odprawy, a już wszyscy o tobie wiedzą, bo cię wygooglowali, więc jest prześmiesznie. W każdej szkole, w każdym pubie było spotkanie, jakieś lokalne regaty. To taka bardzo mała społeczność. Dobrze się tam czułam i miejsce jest przepiękne. Tam wieloryby przypływają rodzić młode...Mnóstwo miejsc do nurkowania: groty wypłukane pod linią wodną, gdzie można oglądać półprzezroczyste ryby, superbogata rafa z masą rekinów (…). To wymarzone miejsce, gdzie nie możesz się dostać normalnie, gdzie nie ma ruchu turystycznego, gdzie ludzie nie są zamknięci z powodu turystów z aparatami. Nie wolno tam zostawiać śmieci, czyli to, co przywiozłeś, musisz wywieźć. Żółwie wyłażą na plażę, więc to bardzo czyste, naturalne środowisko. W pewnym momencie jedna z tych wielorybic, które przypływają rodzić młode, a nie jest to zbyt bogaty w pokarm dla nich rejon, padła, wymyło ją na plażę i wszystkie wioski szły na gulasz wielorybi, więc 15 osób cię zaprasza...Robi to wrażenie, ogromne. (….) Z kości tych wielorybic robią później amulety. Są amulety na szczęśliwą żeglugę, na szczęście w miłości chyba i na udane połowy. I z racji tego, że wielorybice ryzykują sporo dla swoich małych, twierdzą, że te kości są najcenniejsze właśnie na amulety.”.
20 kwietnia 2009 r. Marta zamknęła pętlę w Puerto de la Cruz. W momencie zakończenia rejsu miała 23 lata – była zatem najmłodszą Polką, która okrążyła Ziemię w rejsie solo. Pierwotnie zakładała zakończenie rejsu na 21 kwietnia 2009 r. Na ten dzień zaplanowano więc uroczyste powitanie w Puerto de la Cruz z udziałem władz miasta, polskiego ambasadora w Wenezueli i dziennikarzy. Okazało się jednak, że żeglarka dotarła do celu 20 kwietnia wieczorem. Dzień później wypłynęła zatem z portu i ponownie do niego wpłynęła, gdy już wszystkie osobistości i przedstawiciele mediów dotarli do mariny. Później wspominała w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”: „Wiedziałam, że że muszę się uśmiechać, ale tak naprawdę było mi smutno. Bo czułam, że coś się kończy. Że ta wspaniała przygoda, ten niesamowity rok, właśnie się zamknął. Strasznie szybko to zleciało”.
Marta jest również wielbicielką żeglarstwa polarnego. W 2010 r. prowadziła trzymiesięczny rejs z La Rochelle do Murmańska, a stamtąd, tą samą trasą, do Porto. W 2012 r. współprowadziła rejs dookoła Skandynawii. W 2014 r. prowadziła rejs dookoła Islandii. Rejsy te odbywały się na jachcie „Maleństwo”, który wcale maleństwem nie jest, bo ma 16,30 m długości.
Marta jest także mamą dwójki dzieci.
Zdjęcie pochodzi z książki „Dziewczyny na fali 2019 - 2023”
Źródła:
Dziewczyny na Fali 2019 – 2023, Gdańsk 2024
https://pl.wikipedia.org/wiki/Marta_Szi%C5%82ajtis-Obieg%C5%82o
https://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/7,34939,6539245,sama-oplynela-swiat-na-szczecinskim-jachcie.html_gl=1u6mt6u_gaMzg5NDYyNjc1LjE3NzQyOTcwNjk._ga_6R71ZMJ3KNczE3ODEzNjQxODUkbzQkZzAkdDE3ODEzNjQxOTckajYwJGwwJGgw_gcl_au*MTUxNjkyODY0Mi4xNzc0Mjk3MDY4LjE1NDU4MTI3NTIuMTc4MTM2NDE5NS4xNzgxMzY0MTk1
https://zeglarski.info/artykuly/slyszeliscie-o-polkach-na-oceanach/
https://www.sailbook.pl/trzy-rejsy-dookola-swiata-jachtow-mantra-ania-i-mantra-asia/
https://www.polityka.pl/archiwumpolityki/1911716,1,czulam-ze-nie-plyne-sama.read
http://www.polskiezeglarstwopolarne.pl/wp/?p=201