29/04/2021
Przyrodnik musi znać się na rzeczy. 😊
Mam nadzieję, że pamiętacie i mówicie innym, że zdrowych młodych zwierząt, takich jak małe zajączki czy sarenki, oraz podlotów ptaków, nie zabiera się do domu. One poradzą sobie świetnie bez naszej pomocy, bo to normalny etap w ich rozwoju i mama zawsze jest gdzieś blisko. Ssaków nie dotykamy, ptaki w razie konieczności możemy podsadzić na drzewo czy krzak.
Powyższa zasada nie ma zastosowania do zwierząt, również młodych, które są ranne albo chore. Dla takich pacjentów stworzone są ośrodki rehabilitacji dzikich zwierząt. Więc teoretycznie - jeśli spotkamy chore, ranne zwierzę, możemy wkroczyć do akcji. Ale co powiecie ten na zaproponowany przeze mnie schemat działania? Jakże często się czyta, że ktoś zabrał zwierzę (nawet faktycznie potrzebujące pomocy) do domu, ale zupełnie bez planu co dalej. Niby pomógł, ale właściwie to nie, bo zwierzęciu była potrzebna profesjonalna pomoc, której nie był w stanie udzielić. Bywa, że niechcący zaszkodził zamiast pomóc. Kochani, zachęcam do pomagania tylko wtedy, kiedy wiemy, że zwierzę nie tylko tego potrzebuje, ale że jak już je podniesiemy z ziemi, to wiemy co dalej, że zawieziemy je gdzieś, gdzie już czekają na nie osoby potrafiące mu pomóc. (Kontakt z azylem lub przyrodnikiem PRZED zabraniem zwierzęcia dodatkowo zmniejsza ryzyko omyłkowego zabrania takiego nie potrzebującego naszej pomocy.) Ja wiem, że pozostawienie zwierzęcia w potrzebie może łamać serce, ale jeżeli nie jesteśmy w stanie faktycznie pomóc, to lepiej pozostawić sprawy własnemu biegowi. Natura niestety bywa okrutna i jest w niej wiele miejsca również na cierpienie.
Jeżeli po przeczytaniu powyższego myślicie sobie "Aha, jasne, okrutna natura, a przecież do mnóstwa cierpienia zwierząt to człowiek się przyczynia. Czy naszym obowiązkiem nie jest pomagać?" to zgadzam się z Wami i proponuję inną pomoc. Może mniej spektakularną, ale uwierzcie, przynoszącą lepsze rezultaty niż nieskuteczne próby pomocy takie jak opisałam. Zbierajcie śmieci, żeby jakieś zwierzę nie zaplątało się w worek foliowy i nie skonało w męczarniach. Sadźcie drzewa, krzewy, kwiaty, dbajcie o miejsca, gdzie zwierzęta mogą się ukryć, żeby nie musiały wychowywać swoich dzieci w miejscach dla nich niebezpiecznych i nieprzyjaznych. Nie stosujcie szkodliwej "chemii" w swoich ogrodach czy trutek na gryzonie, żeby dzikie zwierzęta nie ginęły podtruwane czy zatruwane. I można tak jeszcze długo wymieniać.
[Opis grafiki: Drzewko ze schematem postępowania. U góry napis: "Znalazłem małą samotną sarenkę/wiewiórkę/zajączka/ptaszka - co robić?" Poniżej: "Czy zwierzę jest ranne albo widocznie chore?" Strzałka w lewo: "Nie" - "Nie rób nic i oddal się". Strzałka w prawo - "Tak" - "Czy możesz udzielić mu profesjonalnej pomocy?" Strzalka w lewo - "Tak wiem gdzie jest najbliższy azyl dla zwierząt lub weterynarz, zadzwoniłem tam i mogę im zawieźć zwierzaka" - "Działaj". Strzałka w prawo - "Nie, idę na spontan" - "STOP, najpierw zorganizuj pomoc (skontaktuj sie z azylem, służbami, przyrodnikiem...)" - przerywana strzałka prowadzi od tego punktu do punktu "tak, wiem gdzie jest najbliższy azyl... itd". Poniżej rysunek zajączka w trawie, który mówi 'Mama powiedziała, że wróci wieczorem, kazała mi czekać i nie odchodzić z nieznajomymi".]