02/02/2026
2 lutego 1943 r. oddział harcerzy-żołnierzy Grup Szturmowych Szarych Szeregów i OS „Jerzy” Kedywu KG AK pod dowództwem phm. kpr. pchor. Tadeusza Zawadzkiego „Zośki” przeprowadził, pomimo strat w walce z granatową policją, udaną akcję opróżnienia z opieczętowanego mieszkania Błońskich materiałów konspiracyjnych Jana Błońskiego nieodkrytych przez gestapo oraz najcenniejszych zbiorów malarstwa gromadzonych przez Edwarda Błońskiego. Informację o materiałach przekazał prawdopodobnie z Pawiaka Jan Błoński ps. Sum, a zgodę na akcję wydał dowódca Oddziałów Dyspozycyjnych Kedywu KG AK mjr Wojciech Kiwerski „Oliwa”.
Jan Błoński był jednym z inicjatorów wykorzystywania środków chemicznych wytwarzanych we własnym laboratorium w walce z Niemcami. Jego celem były ataki na lokale rozrywkowe, kawiarnie i kina, w których często przebywali okupanci. Wykorzystywał do tych przedsięwzięć produkowane gazy łzawiące i kwasy siarkowe. W grudniu 1939 r. przeprowadził akcję na kino „Napoleon” na rogu placu Trzech Krzyży i ul. Bolesława Prusa, a w noc sylwestrową 1939/1940 dokonał akcji zagazowania lokalu „Adria” przy ul. Moniuszki.
Został aresztowany przez gestapo późnym wieczorem 3 XI 1942 r. z rodzicami oraz siostrą.
Przebieg akcji:
"Było to w lutym 1943 roku. Wyłoniła się potrzeba ewakuacji niektórych rzeczy i materiałów z pewnego mieszkania, które mieściło się w wielkiej czynszowej kamienicy, w samym centrum śródmieścia przy ulicy Brackiej.
Była to ewakuacja mieszkania przy ulicy Brackiej należącego do Jana Błońskiego.
W czasie akcji zginął Kazimierz Pawłowski „Paweł”, a ranny został Jan Bytnar.
Jednego zimowego wieczoru, niewielkimi grupkami podeszło do domu kilkudziesięciu młodych ludzi. Podjechało także kilka aut. Gdy jedna część, otworzywszy mieszkanie wynosiła rzeczy, o które chodziło, druga część ubezpieczała „ewakuację”. Robota trwała bite dwie godziny.
Dowódcą całości ubezpieczenia był Rudy, dowódcą piątki ubezpieczającej od strony ulicy był Alek. Wynoszeniem rzeczy kierował Zośka.
Od chwili rozpoczęcia akcji nie można było dopuścić, aby ktokolwiek wyszedł z wielkiej kamienicy, w której przeprowadzano ewakuację.
Wszystkich więc ludzi pragnących wyjść z domu oraz tych, którzy wchodzili, zatrzymywano w obszernej klatce schodowej. Robiono to w ciszy i spokoju, aby nie spowodować paniki i aby lokatorzy licznych mieszkań nie zorientowali się, że dzieje się coś niewłaściwego. Przecież w każdym mieszkaniu jest telefon, przecież wystarczy otworzyć okno na bardzo ruchliwą w tym miejscu ulicę i narobić alarmu. Dwie bite godziny, od piątej do siódmej po południu, trwała robota. Grupa zatrzymywanych na klatce schodowej rosła w zastraszający sposób, sięgając pod koniec masy około dwustu ludzi. Zbitą ciżbą stał tłum nieruchomych, milczących mężczyzn i kobiet od pierwszego piętra, z którego ewakuowano rzeczy, aż gdzieś daleko w górę, do pogranicza piętra trzeciego. Tłum musiał stać spokojnie. Twarze stojących przy poręczach młodych ludzi nie miały wyrazu żartu.
Auta wywożące rzeczy odbyły już kilka tur, gdy w bramę domu weszli dwaj granatowi policjanci. Ktoś z mieszkańców domu, zorientowawszy się w nienormalności sytuacji i podejrzewając grabież na wielką skalę, zaalarmował najbliższy komisariat.
Alek wpuścił policjantów: miał rozkaz wpuszczać każdego, nie wolno mu było tylko wypuszczać.
Policjanci weszli do ewakuowanego mieszkania i dopiero tam, ujrzawszy wymierzone ku sobie lufy, stwierdzili, jaką wielką popełnili nieostrożność. Odebrano im broń, posadzono w kącie. Błagali o zwrot rewolwerów twierdząc, że w przeciwnym razie poniosą wielką odpowiedzialność. W dziesięć minut potem do bramy domu podszedł patrol, złożony z czterech werkschutzów z sąsiedniej fabryki, widocznie także zaalarmowanych przez gorliwego lokatora. Werkschutze wchodzili ostrożnie.
Alek i tych wpuścił. Rozkaz był wyraźny: wpuszczać każdego. Werkschutze weszli do bramy i czujni skierowali się ku klatce schodowej. Była to chwila, w której musiał wystąpić Rudy, dowodzący całością ubezpieczenia. Uprzedzony dyskretnym sygnałem alarmowym Alka, czekał na gości, w głębi bramy.
- Panowie, odbywa się tu akcja oddziałów Polskich Sił Zbrojnych. Opuścić pistolety, oddać mi broń. - Krzyżują się z sobą spojrzenia, piersi oddychają w przyspieszonym rytmie.
Jeden z volksdeutschów pociąga spust pistoletu. Ubezpieczenie odpowiada ogniem. W mrocznej bramie pełnej ludzi huczy od wystrzałów. Za chwilę walka skończona. Dwóch werkschutzów nie chciało oddać broni, leżą we krwi.
- Czy jest kto ranny? - woła Zośka.
Rudy czuje piekący ból w udzie i widzi występującą na ubraniu plamę krwi. Opierając się na ramieniu Zośki, którego rykoszet ugodził w piętę, wychodzi na ulicę.
Przed minutą pełna gwaru i przechodniów ulica jest teraz zupełnie pusta.
Podtrzymując się wzajemnie obaj przyjaciele pakują się przez pomyłkę do cudzego auta. Gdy spostrzegają błąd, jest już za późno. Szofer w osłupieniu patrzy na pasażerów, mówiących doń w niezrozumiały sposób o niezrozumiałych rzeczach.
Zośka niemieje w konsternacji i ze złości na własne gapiostwo. W tej chwili nie można się już wahać.
- Jechać naprzód! - rozkazuje wyjmując pistolet. Tymczasem Alek przeżywał ciężkie minuty. Przepuszczał wchodzących werkschutzów, przewidywał walkę, lecz nie wolno mu było niczego uczynić prócz ścisłego wykonania polecenia. Stał więc w dalszym ciągu lub spacerował pozornie niewrażliwy, obojętny i całkowicie spokojny, choć w głowie kłębiły się myśli, a duszą miotał niepokój. Uspokojenie dawało mu pieszczotliwe głaskanie „stena”. Ten angielski maszynowy pistolet, dziwaczny w wyglądzie, czyniący wrażenie nieobrobionego żelastwa, jakże był wygodny dzięki swoim niewielkim wymiarom i jakże groźny w działaniu. Nareszcie skończone. Ludzie opuścili już dom. Ostatni schodził z ulicy Alek.
Gdy mija drugą przecznicę, widzi wielkie auto policji niemieckiej pędzące w stronę domu. Ogląda się: auto staje przed „ich” domem, kilkudziesięciu policjantów szybko zeskakuje na ulicę i otacza gmach.
- No, no! Skończyliśmy w sam czas!"
Wstęp:http://www.batalionzoska.pl/wp-content/uploads/artykul_o_janie_blonskim.pdf - autor Julian Borkowski
tekst: A. Kamiński "Kamienie na Szaniec"