Częstochowa- Nasza Przyszłość

Częstochowa- Nasza Przyszłość Zwykli ludzie, którzy zdecydowali się podnieść z kanapy i zacząć działać, bo nie można w obecnych czasach nie robić nic,gdy Polska tonie.

Rób co możesz,tam gdzie jesteś i tym co masz.

01/04/2026
22/03/2026

Odczytywany dziś w kościołach, list postępowych, inkluzywnych biskupów, jest w swej wymowie tragiczny. Jest przykładem wiernopoddaństwa albo naiwnej głupoty i ignorancji, podanej pod postacią szlachetności i tolerancji.

,,Zauważmy: Słowo nie mówi tu jedynie o nienawiści. Mówi o „braku miłości”, a więc także o obojętności, bierności, braku zainteresowania, znieczulicy. Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM".

Ale czemu wy to czytacie ludziom w Polsce...? W kraju, gdzie ludzie tłumnie chodzą na filmy ż Agnieszki Holland, córki ż komunisty. W kraju, który po 1989 roku ukształtowała gazeta syna ż komunistów. W kraju, w którym pieniądze na stworzenie najpopularniejszej telewizji prywatnej dał aktualny przewodniczący Światowego Kongresu Ż. Gdzie wy widzicie ten straszny antysemityzm...?

Polska Agencja Prasowa, że w Niemczech w samym tylko 2024 roku odnotowano 8627 (!!!) incydentów o podłożu antysemickim. Polska jest pod tym względem jednym z najbezpieczniejszych dla nich miejsc na świecie. Wygadywanie BZDUR o antysemityzmie, który trzeba zwalczać, to działanie na szkodę państwa. Równie dobrze możecie napisać list do wiernych, i pisać, że za dużo P***ków jest miliarderami, i że powinniśmy mniej pieniędzy wydawać na jachty i prywatne śmigłowce, a więcej na fundowanie sierocińców i szpitali. Nie, w Polsce nie ma problemu z nadmiarem miliarderów. I w Polsce NIE MA problemu z antysemityzmem. Chyba że antysemityzmem biskupi chcą nazywać każdą sytuację, w której P***k ma odmienne zdanie niż Ż.

W Polsce do tego stopnia nie ma problemu z antysemityzmem, że gdy jakiś leczony psychiatrycznie wariat, który wcześniej zaatakował kościół, rzucił kamieniem również w synagogę - natychmiast zebrali się rabini, TVN, Adamowicz i, jakżeby inaczej, przewrażliwieni przedstawiciele Kościoła, żeby walczyć z ,,antysemityzmem" i ,,nienawiścią". Oczywiście, gdy zaatakowano kościół katolicki, to żadnych kamer ani rabinów nie było, ani żadnej atmosfery skandalu. W Polsce realny antysemityzm jest zjawiskiem do tego stopnia marginalnym, że niektórym bardzo zależy żeby go podkręcać na chama. Żenujące jest obserwowanie, że przykładają do tego rękę biskupi.

W liście przytoczono też słowa z soboru: ,,Żydom jako narodowi nie można przypisywać żadnej dziedzicznej ani zbiorowej winy za to, co
popełniono podczas męki Jezusa". Ja może tylko przypomnę, że elementem naszej wiary jest grzech pierworodny - w którym wszyscy ponosimy zbiorową winę za grzech pierwszego człowieka. I wszyscy ponosimy - zbiorową - karę za jego grzech. Więc - ani ja, ani biskup, nie będziemy decydować o wspomnianej w liście kwestii. Ta decyzja należy tylko do Boga.

Kolejny fragment, stanowiący cytat: ,,Nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest
i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą".

Tyle że Jezus powiedział bardzo jasno i wyraźnie: ,,Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie". Albo: „Kto nie czci Syna, nie czci i Ojca, który Go posłał”. Albo: ,,Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym."

Więc mamy do wyboru: albo wierzyć Jezusowi...

albo biskupom.

Na koniec - naczelnym rabinem Izraela jest Dawid Josef. Pomijam, że jego bliskim współpracownikiem jest człowiek skompromitowany i skazany za przyjęcie łapówki i oszustwa podatkowe. Ale ojcem obecnego naczelnego rabina jest Owadia Josef. Autor słów: ,,Do czego są potrzebni goje? Do pracy. Do orania. Do zbierania plonów. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść. Jak władcy. Oto cel, dla którego zostali stworzeni goje. Z gojami jest jak z każdym innym, kiedyś muszą umrzeć, ale Bóg daje im długie życie. Po co? Wyobraź sobie, że komuś zdechnie osioł. To będzie się dla właściciela wiązało z dodatkowymi kosztami. Bo ten osioł był jego sługą. Powinien żyć długo, żeby dobrze pracować dla tego Żyda. GOJE RODZĄ SIĘ TYLKO PO TO, ŻEBY NAM SŁUŻYĆ. Inaczej ich obecność nie ma żadnego sensu. Ich jedyną misją jest służba ludowi Izraela".

Szanowni biskupi, wysoka izbo - mało mi się podobają te słowa. Czy to już czyni ze mnie... antysemitę?

Czy obecny naczelny rabin Izraela, syn tego człowieka, odciął się już od tych skandalicznych słów ojca? Przeprosił za nie? Napisał list do wiernych, i potępił przekaz swojego ojca?

I czy w synagogach również są masowo odczytywane listy nawołujące do szacunku wobec chrześcijaństwa?

Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi...

Żyjemy w strasznych czasach, jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem. Głupota i naiwność podawane są jako szlachetność. Ale to nie powinno stanowić usprawiedliwienia dla porzucania wiary - wręcz przeciwnie. Przecież nawet w czasach Chrystusa żyli ,,uczeni w piśmie", których Chrystus krytykował i napominał bardzo surowo, Pismo Święte nigdy nie ukrywało słabości duchowych nauczycieli. Nie ma w nim żadnego przesłania, że ,,rabin ma zawsze rację". Nie ma więc sensu automatycznie zakładać, że biskup zawsze ją ma.

Warto słuchać mądrych księży i biskupów - nie trzeba słuchać każdego z nich, nawet jeśli któryś przemawia w imieniu całego Kościoła. Biskupi to ludzie - istoty niedoskonałe i grzeszne, a nie: nieomylne. Jedynym, któremu wierzący chrześcijanin jest winny bezwarunkowe posłuszeństwo, jest Bóg.

,,Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony".

01/03/2026

Dziś święto tych, którym odmówiono miejsca w powojennej Polsce...

28/02/2026
27/02/2026
25/02/2026

Krzysztof M. doprowadzony do departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Więcej informacji w komentarzu ⬇️

Fot.: Karina Trojok

Trzeba pamiętać, 14.02 to nie tylko Walentynki.
14/02/2026

Trzeba pamiętać, 14.02 to nie tylko Walentynki.

13/02/2026

Parlament kontra biologia

Są momenty, kiedy człowiek przeciera oczy ze zdumienia i zastanawia się, czy to jeszcze polityka, czy już teatr absurdu. Głosowanie w Parlamencie Europejskim nad poprawką stwierdzającą, że „tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę”, przejdzie do historii jako symbol naszych czasów: epoki, w której oczywistość wymaga głosowania.

233 europosłów było przeciw. 107 wstrzymało się od głosu. Łącznie 340 osób nie potrafiło poprzeć zdania, które jeszcze dekadę temu nie budziłoby żadnych kontrowersji. To nie jest już zwykły spór polityczny. To jest konflikt między rzeczywistością a ideologiczną narracją.

Biologia nie zna poprawności politycznej. Nie reaguje na rezolucje ani uchwały. Ciąża jest procesem zachodzącym w organizmie wyposażonym w żeński układ rozrodczy. Kropka. To nie jest „konserwatywna opinia”. To fakt z podręcznika biologii.

Dlaczego więc część europosłów zagłosowała przeciw? Bo dziś w zachodniej polityce coraz częściej ważniejsze od faktów staje się unikanie potencjalnej obrazy kogokolwiek. W imię wrażliwości redefiniuje się pojęcia tak podstawowe jak kobieta i mężczyzna. W imię inkluzywności zaciera się granice między płcią biologiczną a tożsamością płciową — a gdy ktoś próbuje postawić granicę, słyszy, że jest „wykluczający”.

Problem polega na tym, że rzeczywistości nie da się zagłosować. Można zmieniać język dokumentów, można unikać słów, można tworzyć nowe definicje. Ale organizm ludzki nie zmieni swojej fizjologii dlatego, że tak chce większość parlamentarna.

Najbardziej niepokojące nie jest nawet samo głosowanie. Najbardziej niepokoi to, że oczywiste fakty stały się tematem ideologicznej walki. Gdy politycy zaczynają traktować biologię jak opinię, zaufanie obywateli zaczyna się kruszyć.

Można dyskutować o prawach osób transpłciowych. Można debatować nad językiem ustaw. Ale jeśli przestajemy odróżniać fakt naukowy od konstruktu prawnego, wchodzimy na bardzo śliski grunt. A wtedy każde kolejne „oczywiste” zdanie może wymagać politycznej zgody.

I to właśnie jest prawdziwy znak naszych czasów.

11/02/2026

„Czyja będzie Polska?”

Są pytania, które nie starzeją się nigdy. Wracają jak refren – w chwilach przełomu, kryzysu, zwątpienia. „Czyja będzie Polska?” – pytał Jan Olszewski w dramatyczną noc 4 czerwca 1992 roku. Pytał nie tylko o władzę. Pytał o duszę państwa.

Dziś, w kolejną rocznicę jego śmierci, to pytanie brzmi zaskakująco aktualnie.

Bo „czyja” nie znaczy wyłącznie: która partia wygra wybory. „Czyja” znaczy: komu służy państwo? Czy obywatelom, czy układom. Czy pamięci, czy amnezji. Czy odpowiedzialności, czy wygodzie. Olszewski reprezentował ten rzadki w polityce typ człowieka, dla którego państwo nie było łupem, lecz zobowiązaniem.

Był premierem krótko. Zbyt krótko, by przeprowadzić wszystkie zamierzone reformy. Wystarczająco długo, by zapisać się w historii jako symbol próby zerwania z tym, co niewygodne i przemilczane. Jego rząd upadł w atmosferze konfliktu i oskarżeń, ale pytanie, które wtedy padło, przetrwało polityczne burze.

Polska po 1989 roku była krajem nadziei, ale i kompromisów. Nie wszystkie z nich były łatwe do zaakceptowania. Olszewski stał po stronie tych, którzy uważali, że wolność bez prawdy jest krucha. Że nie da się budować przyszłości na niedopowiedzianej przeszłości. Można się spierać o metody. Trudniej podważyć intencje.

Dziś żyjemy w innej Polsce – bogatszej, bezpieczniejszej, zakorzenionej w strukturach Zachodu. A jednak spór o to, „czyja będzie”, trwa nadal. Toczy się w mediach społecznościowych, w szkołach, w rozmowach przy rodzinnych stołach. Toczy się w pytaniach o suwerenność, o praworządność, o wspólnotę.

Być może odpowiedź nie brzmi: „nasza” w sensie plemiennym. Być może powinna brzmieć: „wspólna”. Polska będzie taka, jaką ją uczynimy – poprzez uczciwość instytucji, jakość debaty, gotowość do dialogu mimo różnic.

Olszewski nie zostawił nam gotowej recepty na wszystkie problemy współczesności. Zostawił coś ważniejszego – przekonanie, że polityka może być sprawą sumienia. Że warto czasem przegrać głosowanie, by nie przegrać siebie.

„Czyja będzie Polska?” – to pytanie wciąż domaga się odpowiedzi. I każdy z nas odpowiada na nie codziennie: swoim wyborem, słowem, milczeniem.

Pamięć nie jest tylko wspomnieniem. Jest zobowiązaniem.

09/02/2026

75 lat temu...

ATAMAN

Już wieczór zapada,
usnęły już bory
i z borów wychodzą
reakcji upiory.
Straszliwych rezunów
zbierają się hordy,
by szerzyć dokoła
pożogi i mordy.
Na czele szwadronu
ataman ich gna —
Łupaszka, Łupaszka,
Łupaszka maja!

Był wieczór 8 lutego 1951 roku. W celach mokotowskiego więzienia panowała pełna napięcia cisza. Nikt się nie odzywał, wszyscy milczeli ze spuszczonymi głowami. Jakby czekając na coś strasznego.

''Coś strasznego'' okazało się być zgrzytaniem klucza w zamku.

Strażnik więzienny otworzył drzwi i huknął:

- Szendzielarz!

Wywołany wychodził właśnie zza przepierzenia w celi, nazwanego kaplicą, gdzie modlił się każdego wieczora. Szczupły, wyprostowany, przystojny. Spokojnie podszedł do drzwi, jednak, jakby o czymś zapomniawszy, zatrzymał się w pół kroku i obrócił się do swoich towarzyszy w celi. Powiedział jedynie mocnym głosem:

- Z Bogiem, panowie!

Odpowiedzieli mu chórem:

- Z Bogiem, panie majorze!

Wyszedł, a za nim zatrzaśnięto drzwi.

* * *

Był jednym z najodważniejszych oficerów polskiego podziemia. Komuniści bali się go jak ognia. To przed nim ''wiał czerwony cham''. Przedstawiali go jako krwawego bandytę, niskiego pokurcza z krzywymi nogami, kolaboranta nazistów i agenta zachodniego wywiadu. Był uosobieniem wszystkiego tego, czego w Polsce i P***kach nienawidzili.

Tak naprawdę był wysokim, postawnym blondynem o niebieskich oczach. Jego ludzie go ubóstwiali i poszliby za nim w ogień. Był ich niekwestionowanym bohaterem.

Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 roku w Stryju na Kresach. Miał dwóch braci - Rudolfa i Mariana. Obaj brali udział w obronie Lwowa w 1919 roku przed Ukraińcami, Rudolf zresztą zginął w walce. Będąc pod wrażeniem odwagi i poświęcenia swoich braci Zygmunt wstąpił do wojska i z nim związał swoje życie. W 1934 roku został podporucznikiem w 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich.

Był świetnym jeźdźcem i doskonale władał szablą. Przejawiał niezwykłe talenty dowódcze, ale błyskał też wybuchowym charakterem. Przez cały okres służby brał udział w licznych zawodach jeździeckich i zajmował wysokie miejsca.

(jakoś niespecjalnie mnie dziwi, że większość polskich bohaterów, których opisuję, służyła w kawalerii... bardziej po polsku być nie może)

W styczniu 1939 roku poślubił swoją wybrankę, Annę Swolkień. Wybiegając w przyszłość, Anna jako łączniczka AK, została aresztowana przez Niemców i wywieziona. Zginęła podczas amerykańskiego nalotu na Wagenschwend w 1945 roku.

W trakcie kampanii wrześniowej dowodził szwadronem 4. PUł. Uchronił swoją jednostkę przez całą kampanię, za co otrzymał Virtuti Militari. Po rozbiciu pułku dostał się do sowieckiej niewoli, z której jednak udało mu się uciec i przedostać do Lwowa. Próbował dostać się na Węgry i dalej, do Francji, ale nie udało mu się Wrócił do Wilna, gdzie włączył się w konspirację. Tam też przyjął swój konspiracyjny pseudonim - ''Łupaszka'', na cześć podpułkownika Jerzego Dąmbrowskiego, dawnego zastępcy dowódcy 4. PUł.

W kwietniu 1943 r. nawiązał kontakt z Komendą Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej. Momentem przełomowym był rozkaz komendanta, ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego ''Wilka''. Ten przydzielił ''Łupaszkę'' do oddziału ppor. Antoniego Burzyńskiego ''Kmicica''. ''Kmicic'' był w cywilu nauczycielem i dowództwo okręgu chciało mieć w jego oddziale doświadczonego oficera zawodowego. Gdy ''Łupaszka'' przybył na miejsce, okazało się, że cały oddział został rozbrojony przez sowiecką ''Brygadę Wilejską'' Fiodora Markowa. Sam ''Kmicic'' i 80 jego żołnierzy zostali zamordowani przez bolszewików z rozkazu sowieckiego sztabu partyzanckiego.

Z resztek oddziału ''Łupaszka'' sformował nowy oddział, od listopada 1943 roku noszący nazwę 5. Brygady Wileńskiej AK. Jednostka szybko się rozrastała - w styczniu 1944 roku liczyła już 300 żołnierzy w pięciu plutonach piechoty i plutonie kawalerii.

Brygada toczyła boje praktycznie ze wszystkimi. Z Niemcami i Sowietami naraz. Dobrym przykładem niech będzie walka pod Worzianami 31 stycznia 1944 roku, podczas której liczący 91 żołnierzy oddział niemiecko-ukraiński zaatakował oddziały Brygady. Trzygodzinne starcie zakończyło się sukcesem P***ków - zginęło 43 Niemców i 16 P***ków. Sam ''Łupaszka'' został ranny. Dwa dni później, 2 lutego pod Radziuszami, Brygadę napadł liczący 1600 dywersantów oddział partyzantki sowieckiej. Sowieci liczyli na to, że osłabiona w walkach z Niemcami polska jednostka da się rozbić bez walki. Jednak ''Łupaszka'' nie miał złudzeń co do sowieckich intencji i 5. Brygada sowieckich bandytów dosłownie rozniosła. Na polu walki Sowieci zostawili 100 zabitych - Polacy zaś stracili dwóch zabitych i sześciu rannych.

Tego rodzaju starcia - z Niemcami i Sowietami - towarzyszyły 5. Brygadzie aż do lata 1944 roku. Przykładowo, w lutym Niestaniszkach rozbito oddział sowieckich spadochroniarzy, a w Żukojniach - posterunek niemieckiej żandarmerii.

Tu trzeba powiedzieć, że sowieckie bandy wielokrotnie napadały na oddziały AK - w marcu 1944 r. usiłowały rozbić IV. batalion 77. pułku AK w rejonie Dokudowa, a 5 kwietnia 1944 r. w okolicach Marcebolina oddział partyzancki Obwodu AK Brasław. Było to zgodne z nakazami władz sowieckich, by oddziały AK traktować jako wrogie i likwidować, albo rozbrajać.

* * *

Poważnym zagrożeniem byli też Litwini. Ci sformowali liczne formacje zbrojne do zwalczania partyzantki. Poza pomagającymi Niemcom batalionami policyjnymi Schutzmannschaft, utworzono także bezpiekę Saugumo Policija, współpracującą z Gestapo, ''strzelców ponarskich'' (Ypantigas Burys), oraz Lietuvos vietinė rinktinė (Litewski Korpus Lokalny, LKL). Litewska policja była odpowiedzialna za m.in. mordy w Ponarach pod Wilnem, gdzie zamordowano ok. 100 tysięcy P***ków i Żydów, a także za liczne pacyfikacje polskich wsi. Ponieważ LKL i policja litewska raz za razem były miażdżone przez polskich partyzantów w walce (do historii przeszła bitwa pod Murowaną Oszmianką w maju 1944 roku, gdzie AK doszczętnie rozbiła 301. batalion policyjny - wzięto ponad 300 jeńców; będę to opisywał niebawem), odreagowywali na polskiej ludności cywilnej.

20 czerwca 1944 roku litewska policja (3. kompania 258. batalionu por. Poleuskasa) spacyfikowała wieś Glinciszki i wymordowała 39 P***ków w odwecie za śmierć czterech litewskich policjantów. Nie oszczędzono ani kobiet, ani dzieci. Litwini zamordowali nawet działającego z upoważnienia Niemców Waldemara Komara, zarządzającego majątkami ziemskimi. Była to jedna z wielu akcji pacyfikacyjnych Litwinów przeciwko polskiej ludności. Wcześniej spacyfikowano wsie Pawłowo, Adamowszczyzna, Sieńkowszczyzna. Dowództwo AK na Wileńszczyźnie obawiało się, że jest to wstęp do eksterminacji biologicznej P***ków, tak, jak na Wołyniu.

Do Glinciszek przybył oddział SS, który nakazał ekshumację zamordowanych i po spisaniu raportu aresztował por. Poleuskasa i 33 jego żołnierzy. Nawet Niemcy uznali to za poważne przestępstwo.

Dowiedziawszy się o tej zbrodni, ''Łupaszka'' skonsultował się z konspiratorami AK w terenie, którzy dostarczyli mu listy Litwinów znanych z wrogiego stosunku do P***ków. 5. Brygada dyszała żądzą zemsty - wielu z jej żołnierzy straciło krewnych i znajomych w spacyfikowanych wsiach. Głównym celem miała być wieś Dubinki, zamieszkana przez rodziny litewskich policjantów i litewskich osadników wojskowych. 23 czerwca 1944 roku do Dubinek wkroczyły dwa szwadrony Brygady. Co się stało - do dzisiaj panują sprzeczne wersje. Wg świadków zdarzenia, litewski posterunek we wsi otworzył ogień do polskich partyzantów, co przerodziło się w zaciętą walkę i w jej wyniku zginęli cywile (podobno Litwini użyli ich jako żywych tarcz). Wg późniejszych autorów litewska policja szybko uciekła z posterunku, a polscy partyzanci z zimną krwią rozstrzelali cywilów.

Która z tych wersji jest prawdziwa, tego nie wiadomo. Faktem jest, że w Dubinkach zginęło 21 lub 27 osób. Wśród zabitych była Polka, Anna Górska, wraz czteroletnim synem (co poddaje w wątpliwość rozstrzelanie z premedytacją). Faktem jest także to, że odbyło się to wbrew rozkazowi ppłk Krzyżanowskiego, który zakazywał akcji przeciw cywilom litewskim.

Faktem jednak jest także to, że po odwecie w Dubinkach litewskie akcje pacyfikacyjne ustały. Faktem jest także to, że sam ''Łupaszka'' w akcji nie brał udziału, a jego podwładni - kpt. Antoni Rymsza ''Maks'' i por. Wiktor Jan Wiącek ''Rakoczy''. Ci wkrótce przestali służyć pod komendą ''Łupaszki''.

Nie podejmuję się oceny tego wydarzenia, ale przypomnę, że akcje odwetowe były na porządku dziennym na Wołyniu, gdzie Armia Krajowa, desperacko próbując powstrzymać ludobójstwo UPA przeciw P***kom, atakowała ukraińskie wsie. Tak samo było na Zamojszczyźnie zimą 1942-1943, gdzie AK i Bataliony Chłopskie pacyfikowały wsie niemieckich kolonistów, by zatrzymać akcję wysiedlania P***ków z Zamojszczyzny.

* * *

W lipcu 1944 roku ''Łupaszka'' nie poprowadził 5. Brygady do akcji ''Ostra Brama'' i wyzwoleniu Wilna we współpracy z Sowietami. Miał wówczas powiedzieć: ''Niech mnie historia osądzi, ale nie chcę, żeby kiedykolwiek nasi żołnierze byli wieszani na murach i bramach Wilna''. ''Łupaszka'' nie miał żadnych złudzeń co do Sowietów i ich intencji. Historia oddała mu rację bardzo szybko - cały Wileński Okręg AK został przez Sowietów rozbrojony i deportowany do łagrów. 23 lipca 1944 roku 5. Brygada formalnie przestała istnieć. ''Łupaszka'' wraz z grupą żołnierzy przedostał się do Puszczy Białowieskiej. W listopadzie 1944 roku otrzymał awans na majora. Przez zimę 1944-1945 odbudowywał swój oddział i wiosną 1945 roku miał pod komendą już 250 żołnierzy, podlegając Komendzie Białostockiego Okręgu AKO (Armia Krajowa Obywatelska - powstała po rozwiązaniu AK). Brygada liczyła wtenczas trzy szwadrony, kompanię szturmową i drużynę podoficerską.

* * *

Ponieważ na Białostocczyźnie NKWD zaciskało pęta obławy, 5. Brygada przebiła się do Borów Tucholskich i na Pomorze. Odtwarzanie jednostki było trudne ze względu na nieufność miejscowej ludności. Brygada była jednak świetnie zorganizowana i zdyscyplinowana. Starano się, by wyglądała jak najbardziej jednolicie - w polskich mundurach, nawet w brytyjskich battle dressach, zdobywanych z transportów UNRRA. Partyzanci ściśle przestrzegali prawa własności. Przesłuchiwani przez bezpiekę gospodarze zgodnie potwierdzali, że partyzanci niczego nie kradli, ani nie rekwirowali, a za wszystko płacili. Niech poświadczy o tym notatka z WUBP w Gdańsku: ''Część bandytów była także u ob. Wereszczyńskiego, zam. w Mikołajkach, który posiada sklep kolonialny. (...) Następnie wzięli ze sklepu kilkanaście butelek piwa i papierosy, pytając się właściciela, czy sklep jest jego własnością. Po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi, zapłacili za wzięte towary''.

(jakoś szczególnie wzrusza mnie ten właśnie raport - ot, chłopaki chcieli zakurzyć i piwka się napić. Jakże to zwykłe. Jakże pokazujące, że herosi nie żyją w mitach i nie są z marmuru, a są zwykłymi ludźmi...)

Partyzanci wystawiali pokwitowania na zajęty sprzęt MO i UBP. W jednym z raportów milicyjnych napisano: ''Banda często zmieniała miejsce pobytu, działając na terenie kilku powiatów i 3 województw. Posiadała gęsto rozbudowaną sieć współpracowników i łączników wśród okolicznej ludności (...) Rabunki i napady dokonywane przez bandę mjr. »Łupaszki« miały często charakter czysto polityczny, jak zabieranie umundurowania przez bandę było płacone (sic!!!), zabieranie broni z MO, były wypadki, że w zamian pozostawiano starą broń, w częstych przypadkach bandyci nie brali karabinów tylko broń automatyczną. Przy rozbrajaniu posterunków MO odbierano broń i przy odejściu oddawano broń z powrotem milicjantom''.

Bardzo ważne były symbole. Poza polskimi mundurami i orzełkami w koronie, dzień w 5. Brygadzie zaczynał się od Mszy Świętej. Wielu partyzantów nosiło ryngrafy z Matką Boską Ostrobramską. Dla religijnych Mazurów i Kaszubów to był bardzo czytelny znak. Aresztowany za pomoc ''bandzie'' leśniczy Jan Wojciechowski na przesłuchaniu powiedział ubekom: ''To byli patrioci. Dla mnie to nie ulega wątpliwości, walczyli o wolną Polskę. Idea była słuszna''.

5. Brygada była zmorą komunistów. ''Łupaszka'' stosował taktykę wojny podjazdowej - szybkich i nagłych ataków oraz błyskawicznego odwrotu. ''Brygada śmierci'', jak ją nazywano, potrafiła rano uderzyć w jednej wsi, by wieczorem pojawić się w innej ponad 100 km dalej. Operowała poszczególnymi szwadronami, a nie całością, przez co jej ramiona sięgały na całym Pomorzu i Podlasiu - od Koszalina po Białystok. Wykorzystywano zdobyczne samochody (którym przebijano numery i zmieniano rejestracje) i mundury, by przedzierać się dalej. Jedną z takich akcji przeprowadził zastępca ''Łupaszki'', por. L**h Beynar (późniejszy Paweł Jasienica), który w mundurze NKWD udał się do podejrzanego o współpracę z Sowietami. Konfidenta zdemaskowano i zastrzelono. Prawdziwym ''łowcą komunistów'' został por. Zygmunt Błażejewicz ''Zygmunt'', dowódca 1. szwadronu, który osobiście zastrzelił czterech funkcjonariuszy NKWD i oficera SMIERSZ. W walce z oddziałami Błażejewicza 7 lipca 1945 r. pod Brzezinami zginął sowiecki prokurator, płk Paweł Wasiljew i 9 jego współpracowników. Szwadron por. Błażejewicza stoczył 18 sierpnia 1945 wielką bitwę z grupą operacyjną LWP, UB i NKWD do walk z ''bandytyzmem'' w Miodusach Pokrzywnych, zabijając m.in. majora NKWD, Wasilija Gribko i 35 jego podkomendnych. Opiszę te akcje w przyszłości dokładniej.

W samym 1946 roku Brygada przeprowadziła 230 akcji zbrojnych. Od kul ''bandy'' w samym województwie gdańskim zginęło 39 funkcjonariuszy komunistycznych, głównie ubeków i milicjantów. O niektórych z akcji informowało na swoich falach BBC, jak o słynnym rajdzie ppor. Zdzisława Badochy ''Żelaznego'', dowódcy 2. szwadronu po siedmiu wsiach i rozbiciu wszystkich posterunków MO 19 maja 1946 roku. Kropką nad ''i'' było rozbicie posterunku UBP w Starej Kiszewie, gdzie zastrzelono m.in. ''doradcę'' z NKWD, lejtnanta Piotra Szyniedzina i pięciu ubeków. 18 kwietnia z kolei szwadron ''Żelaznego'' zatrzymał pociąg na stacji Zarośle i zarekwirował ładunek z trzech wagonów. Część zatrzymano na potrzeby oddziału, część rozdano cywilom.

Ci ostatni zresztą udzielała wielkiego wsparcia partyzantom, dostarczając informacji, żywności, ukrywając patrole Brygady i udostępniając ''meliny''. UBP zdołał zidentyfikować tylko 83 informatorów ''bandy'', ale tych było znacznie więcej. Ludność wielokrotnie prosiła ''leśnych'' o pomoc, np. wiosną 1946 roku we wsi Lipinki mieszkańcy zaapelowali o zniszczenie dokumentacji dotyczących kontyngentów, których nie byli w stanie dać. Innym razem mieszkańcy wsi Śliwice prosili partyzantów o ochronę przed lokalnym posterunkiem milicji, który gnębił chłopów. Partyzanci zresztą także ufali ludności - np. w okolicach Skórcza partyzanci aresztowali lokalnego ubeka, sierżanta Kisiela. Ten odpowiedział, że nie będzie błagać na kolanach o litość: ''Trudno panowie, rozkaz to rozkaz!''. Zaraz potem pojawiła się delegacja ze wsi, która poświadczyła, że sierżant to dobry człowiek i pomaga ludności. Został zwolniony. Podobna sytuacja miała miejsce w Sierakowicach, gdzie partyzanci zarekwirowali gotówkę w sklepie. Gdy miejscowa ludność poinformowała ich, że sklep jest własnością miejscowych, gotówkę zwrócili.

Wszystkie te działania sprawiały, że ''władza ludowa'' nienawidziła ''Łupaszki''. Ich desperację przejawił sam minister bezpieczeństwa publicznego, Stanisław Radkiewicz. W liście do ''Łupaszki'' proponował mu spotkanie i swobodny wyjazd do Anglii, w zamian za rozwiązanie oddziału. Major odpowiedział krótko: ''Panie ministrze - możemy się spotkać, ale pod jednym warunkiem. Gdy Pan będzie wisiał na sośnie, to ja pod nią przyjdę''.

''Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich [...] My chcemy, by Polska była rządzona przez P***ków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych P***ków...'', pisał on sam w ulotce do ludności. Praca propagandowa była bardzo ważna i skuteczna - rozklejano plakaty, informujące, że Brygada walczy o Polskę prawdziwie wolną i demokratyczną, niszczono portrety Stalina, przy zabitych ubekach zostawiano kartki z wyrokami, kolportowano ulotki do żołnierzy tzw. ''ludowego'' Wojska Polskiego, w których nawoływano do dezercji.

Na jesieni 1946 roku sytuacja była coraz gorsza. Na Pomorzu siły bezpieczeństwa zwiększyły swoją liczebność (do walk z Brygadą komuniści oddelegowali całą 16. Dywizję Piechoty, 64. Dywizję NKWD i elitarny 2. samodzielny batalion operacyjny KBW), więc postanowił się przedrzeć z powrotem na Podlasie - ale udało mu się to dopiero jesienią i siłą jednego tylko szwadronu. Przez kurierów z Niemiec i Francji otrzymał polecenie wstrzymania walki zbrojnej. Po sfałszowanym referendum ''3xTAK'' i równie sfałszowanych wyborach ze stycznia 1947 roku, co do których major pokładał jeszcze jakieś nadzieje, dalsza walka przestała mieć sens. Odtąd nie odtwarzał już Brygady, a skupił się na zakonspirowaniu swoich żołnierzy. W marcu 1947 roku opuścił Brygadę i skrył się z nową narzeczoną ''Lalą'' - zmarłą stosunkowo niedawno Lidią Lwow Eberle - w Osielcu. 30 czerwca 1948 roku został aresztowany. Była to część tzw. ''operacji X'' - masowych aresztowań Kresowiaków z Wileńszczyzny. ''Władza ludowa'' uznała, że ludzie ci są in gremio wrogami komunizmu. Aresztowano wówczas ok. 6000 osób, w tym wiele osób związanych z Wileńską Armią Krajową.

Był tak ważnym więźniem, że przetransportowano go samolotem z Krakowa do Warszawy. Przesłuchiwano go w biurze płk Józefa Różańskiego jednego z najbrutalniejszych katów bezpieki. Jednak samego ''Łupaszki'' nigdy nie torturowano. Zamiast przesłuchania była luźna rozmowa z ubeckim śledczym. Przerywana co chwilę, bo był oglądany jak rzadki okaz przez innych śledczych. Ubecy nie wierzyli, że udało się go złapać. Jednorazowo ''pracowało'' nad nim dziesięciu śledczych. Przez 2,5 roku śledztwa zachował godną postawę. Całą odpowiedzialność za działania swojej Brygady wziął na siebie i bronił podkomendnych. Osobiście pofatygował się do niego minister Radkiewicz. Przywitał go słowami: ''No i co, panie majorze? Ja nie wiszę na sośnie, a mimo to spotkaliśmy się...''

Major wiedział, że dostanie karę śmierci. I dostał. Osiemnastokrotną. Najwyższy wymiar kary, orzeczony przed komunistycznym sądem. Proces miał charakter pokazowy i transmitowano go w mediach na żywo. Wyrok wydał Mieczysław Widaj, dawny oficer AK, który na śmierć skazał ponad 100 żołnierzy i oficerów polskiego podziemia niepodległościowego. Na jego sumieniu znajduje się m.in. śmierć rotmistrza Witolda Pileckiego.

Wraz z nim na śmierć skazano, ppłk. Antoniego Olechnowicza ps. ''Pohorecki'' (ostatniego Komendanta Wileńskiego), kpt. Henryka Borowskiego ps. ''Trzmiel'' oraz por. Lucjana Minkiewicza ps. ''Wiktor''. ''Lala'' w tej parodii procesu otrzymała dożywocie. Komuniści nie pozwolili jej nawet wyjść za ''Łupaszkę'' przed jego egzekucją. Wszystkich oskarżono o kolaborację z Niemcami, szpiegostwo na rzecz ''anglosaskich imperialistów'' i napaści na sowiecką partyzantkę. Przed śmiercią ''Łupaszko'' wystukał alfabetem Morse'a ostatnią wiadomość dla Lidii. Że ma się uczyć i wyjść za mąż. Lidia Lwow-Eberle doczekała odkrycia i pochówku ukochanego "Łupaszki" w 2016 roku. Zmarła pięć lat później w wieku 100 lat.

Resztki Brygady przetrwały na Pomorzu do listopada 1946 roku, pozostałości walczyły w szeregach utworzonej 6. Brygady Wileńskiej do 1952 roku pod komendą kapitana Kazimierza Kamieńskiego ''Huzara''.

Major Zygmunt Szendzielarz został zamordowany strzałem w tył głowy 8 lutego 1951 roku o godz. 20:15 na dziedzińcu więzienia mokotowskiego. Katem był st. sierżant Aleksander Drej.

* * *

Jako komentarz, pozwolę sobie podać cytat Józefa Bruskiego, skazanego za pomoc ''Łupaszce'' i jego ''bandzie'': ''Historia pokazała, że racja była po ich stronie. Ludzie się bali, ale przede wszystkim mieli dość tej czerwonej hołoty. Wiem, że przemawiają teraz u mnie emocje, ale fakt, że musieliśmy się bać przedwojennych parobków, którzy poszli do UB lub zostali działaczami PPR, był również przyczyną udzielania przez ludność pomocy »bandom«, jak ich zwali ci, którzy faktycznie na to miano zasługiwali. Pięć lat więzienia, zakaz osiedlania się w promieniu 100 km od granicy zachodniej – to bezpośrednia cena, jaką zapłaciłem za pomoc leśnym. Niczego nie żałuję.''

* * *

A może było zupełnie inaczej, jak mówi ballada o niezwykłym polskim atamanie, Kmicicu z kresowych szańców?

''A gdzie jest Łupaszka?
Gdzie podział się on?
Czy strzał kabewiaka
zgotował mu zgon,
czy srogą pokutę
odbywa w klasztorze,
czy w stepie bezkresnym
zagubił się może?

Ach, drogi słuchaczu,
fantazja twa słaba,
dziś hula ataman
w Zatoce Akaba!
Przepaskę na bielmo
założył nasz krajan
i teraz on słynny
generał jest Dajan''

Kto wie? 😉

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zachęcam do udostępnienia i wspierania mnie przez Patronite.pl lub BuyCoffee.com pod adresem "wojnawkolorze".

Koloryzacja: Szponar - fotograficzne renowacje.

Adres

Ulica Focha 19/21
Czestochowa
42-217

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Częstochowa- Nasza Przyszłość umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij