29/04/2025
Kęs historii od II wojna światowa w kolorze. Ciekawe tym bardziej, że opisuje pewien proces z którym i dzisiaj mamy do czynienia. Wtedy były to oskarżenia o proniemiecką propagandę teraz o prorosyjską. Historia kołem się toczy.
82 lata temu…
PISTOLET DOKTORA GOEBBELSA
Był 30 stycznia 1943 roku. Młody, sosnowy las był otulony grubą warstwą śniegu. Podpułkownik Friedrich Ahrens w milczeniu patrzył na wilka, kopiącego opodal dziurę w zmarzniętej ziemi. Gdy zwierzę dostrzegło niemieckiego oficera, warknęło i uciekło w las. Kilka metrów dalej pułkownik dostrzegł prosty brzozowy krzyż. Taki, jaki stawiano na żołnierskich mogiłach. Pułkownik Ahrens był dowódcą 537. pułku łączności z niemieckiej Grupy Armii Środek. Jego sztab znajdował się w położonej nad Dnieprem willi. Dawnym ośrodku wypoczynkowym i konferencyjnym NKWD. Gdy pułkownik wrócił z lasu, zameldował przełożonym o znalezisku.
Podobny meldunek 18 lutego 1943 r. złożył sztab pułku żandarmerii, stacjonujący w sąsiednim mieście na podstawie raportu por. Ludwiga Vossa, dowódcy 570. grupy tajnej policji polowej przy GA „Środek”. Niezależnie od meldunków niemieckich oficerów, do niemieckiej żandarmerii zgłosili się znani nam już ślusarz Iwan Kriwoziercew, leśniczy Iwan Andriejew i starzec Parfien Kisielew. Bohaterscy Rosjanie poinformowali Niemców, co skrywa ów ponury las. Raporty i zeznania skierowano do Berlina, a z Oberkommando des Heeres nadszedł rozkaz: sprawdzić teren, gdy mrozy odpuszczą, a z lasu spłynie śnieg.
Lasu-świadka ponurej sowieckiej „oszibki”, pełnego niemo krzyczących, przerdzewiałych orzełków i guzików, który na dziesięciolecia miał stać się synonimem niesłychanej tragedii i niesłychanej podłości, cynizmu i kłamstwa…
* * *
Jeśli podobają Ci się moje wpisy, zachęcam do wspierania mnie przez Patronite lub BuyCoffee pod adresem "wojnawkolorze", a także do komentowania i udostępniania.
* * *
Klęska 6. Armii ''marszałka'' Paulusa w oblężonym Stalingradzie 2 lutego 1943 roku (co opisywałem) była kubłem lodowatej wody wylanym na kierownictwo III Rzeszy. Niemcom w oczy zajrzało widmo klęski. Poza ogłoszeniem tzw. wojny totalnej 18 lutego przez Josepha Goebbelsa w berlińskim Pałacu Sportu, naziści zaczęli szukać dodatkowych argumentów, które mogłyby stać się orężem w walce z Aliantami. Szczególnie sen z powiek nazistom spędzało zagrożenie ze strony Sowietów i strach przed dotarciem Armii Czerwonej do Niemiec.
Wówczas oczy Berlina spoczęły na niepozornym lesie niedaleko nikomu wówczas nieznanej stacji Gniezdowo, 13 kilometrów na zachód od Smoleńska.
Niemcy o grobach zamordowanych w Katyniu polskich oficerów wiedzieli od 1941 roku, ale nie przywiązywali do tego wówczas wagi. O tym, że teren ośrodka wypoczynkowego NKWD stał się miejscem kaźni tysięcy jeńców wiedziano z zeznań sowieckich jeńców (nawet pracowników ośrodka NKWD), a także od polskich robotników z Organizacji ''Todt'', którzy w 1942 r. ustawili brzozowe krzyże na mogiłach, widziane później przez ppłk Ahrensa.
Raporty ppłk Ahrensa i por. Vossa do Berlina przekazał płk Rudolf-Christoph von Gersdorff, oficer rozpoznania GA ''Środek''. Jako miejsce zbrodni wskazał uzdrowisko Katyń, 11 km na zachód od Gniezdowa. W odpowiedzi 29 marca 1943 roku otrzymał rozkaz rozkopania mogił. Na miejscu już znajdowała się komisja, kierowana przez prof. Gerharda Buhtza, z Uniwersytetu Wrocławskiego, a zarazem lekarza sądowego przy GA ''Środek''. Prof. Buhtz badał groby wyrywkowo, ale szybko odkrył, że skala zbrodni jest znacznie większa. Nakazano jednak jak najściślejsze zachowanie tajemnicy.
Innego zdania był aparat partyjny. Hans Meyer, kierownik placówki SD ds. propagandy w Smoleńsku wysłał na początku kwietnia 1943 roku raport do Berlina, w którym zwrócił uwagę, że nagłośnienie sprawy masowych grobów byłoby bardzo korzystne propagandowo.
Nie był to pierwszy raz, kiedy propaganda III Rzeszy miała wykorzystać zbrodnie sowieckie. Już latem 1941 roku Niemcy bardzo mocno nagłaśniali masowe zbrodnie NKWD w tzw. masakrach więziennych i marszach śmierci, które miały miejsce na terenach Kresów Wschodnich. Opisywałem to w cyklu o Barbarossie. Przypomnę tutaj pokrótce, że NKWD i milicja zamordowały wówczas od 50 do ponad 100 tysięcy ludzi, nierzadko po wymyślnych torturach. Jednak wówczas Niemcy sami wstrzymali działania propagandowe z obawy o przestraszenie społeczeństwa.
Tym razem miało być inaczej. O sprawie Katynia szybko dowiedział się sam minister Goebbels. Podbudowany udanym przemówieniem w Pałacu Sportu, zadbał o oprawę propagandową. Przez kilkanaście dni na miejscu trwały ekshumacje, prowadzone przez prof. Buhtza. Miały na celu upewnić się, że ciał jest co najmniej kilka tysięcy, że leżą tam od 1940 roku i że wszystkie należą do Polaków, zamordowanych przez NKWD. Wiele informacji uzyskano od Kriwoziercewa, Kisielewa i Andriejewa. Były to zeznania tym cenniejsze, że Kisielew był jedynym naocznym świadkiem zbrodni i słyszał egzekucje - jego dom był najbliżej miejsc kaźni. Zamieszczono też ogłoszenia w lokalnej prasie, wzywające świadków do podania informacji.
Wiele uwagi poświęcano udziałowi zagranicznych obserwatorów, przede wszystkim Polaków. Do Smoleńska 10 kwietnia wyjechała niewielka grupa przedstawicieli polskiej inteligencji, w tym pisarz Ferdynand Goetel i dyrektor Rady Głównej Opiekuńczej, dr Edward Seyfried. Ci mogli wcześniej zaznajomić się z miejscem zbrodni. Pojawili się także zagraniczni dziennikarze, w tym z krajów neutralnych - Szwecji, Szwajcarii i Portugalii. Zaplanowano także pracowników Międzynarodowego Czerwonego Krzyża jako obserwatorów. Niemcy wiedzieli, że siła uderzenia będzie większa, jeśli zajmie się tym prasa państw trzecich.
Gdy propagandowy pistolet był już gotowy, minister Goebbels pociągnął za spust.
* * *
13 kwietnia 1943 roku o 9:15 Radio Berlin podało komunikat o odnalezieniu dziesięciu tysięcy zamordowanych w Katyniu ciał polskich oficerów.
Tę datę obchodzi się dziś jako Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej.
* * *
Komunikat berlińskiego radio był istotnie wystrzałem, który sprawił, że świat zamarł. Szczególnie zszokowani byli Alianci, bowiem nikt w Londynie i Waszyngtonie nie analizował w ogóle roli Związku Radzieckiego przed 22 czerwca 1941 roku.
Przez kilka dni niemiecka propaganda tryumfowała całkowicie. Prasa niemiecka, krajów neutralnych i okupowanej Europy - w tym polskie ''gadzinówki'' - na pierwszych stronach informowały o sowieckiej zbrodni, opatrując to sugestywnymi zdjęciami ciał i żałobnymi ramkami nekrologów. Oficerów wprost nazywano "męczennikami". Przez kolejne dni Niemcy przez megafony i na stronach tytułowych gazet w Generalnym Gubernatorstwie podawali dane zidentyfikowanych ofiar. Ekshumowano w sumie 4243 ciała i zidentyfikowano 2730 do czerwca 1943 roku.
15 kwietnia 1943 roku Niemcy wystosowali prośbę do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o zbadanie sprawy. Zaproszono też alianckich jeńców wojennych pod przewodnictwem amerykańskiego ppłk Johna Van Vlieta i brytyjskiego ppłk Franka P. Stevensona. Mieli pełną swobodę poruszania się po terenie ekshumacji i zadawania pytań. Sporządzili później raporty, w których jasno zadeklarowali winę sowiecką. Sugerowano nawet zaproszenie gen. Sikorskiego do Katynia. Minister Goebbels napisał 12 kwietnia w swoim dzienniku, że ''Katyń jest moim zwycięstwem''.
Gdy Sowieci wreszcie zebrali się w sobie, wydali 17 kwietnia oświadczenie. Agencja TASS zaprzeczyła wszelkim oskarżeniom i - w bałamutny, prymitywny sposób - przypisała całą winę Niemcom. Przyznano, że owszem, polscy jeńcy znajdowali się w sowieckiej niewoli, ale to Niemcy ich zabili w 1941 roku.
17 kwietnia 1943 roku polski rząd emigracyjny w Londynie gen. Sikorskiego wystosował prośbę do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o zbadanie tej sprawy. Dwa dni po Niemcach, choć obie strony działały niezależnie. Dla niemieckiej propagandy był to niesłychany prezent, cynicznie wykorzystany przez Goebbelsa. Nie interesowali go bynajmniej ani pomordowani polscy oficerowie, ani pobudki polskiego rządu - co sam przyznawał w swoich dziennikach - tylko szansa, jaką dostał. Plan rozbicia tzw. ''koalicji antyhynkelowskiej'' wydawał się bardzo realny.
Propagandowy pistolet Goebbelsa wyrządził więcej szkód Aliantom, niż jakakolwiek ''cudowna broń'' III Rzeszy.
Pamiętajmy o jeszcze jednym. Była to wiosna 1943 roku. Do tego momentu mało kto w Europie zetknął się z horrorem masowych mogił. Widziano, owszem, pojedyncze groby, lub miejsca egzekucji kilkunastu, kilkudziesięciu, najwyżej kilkuset osób. A w Katyniu odnaleziono ponad cztery tysiące ciał (a Niemcy podawali, że było ich dziesięć tysięcy). I to nieprzypadkowych, a wyłącznie oficerów, intelektualistów. Lata jeszcze miną, nim świat ujrzy niemieckie fabryki śmierci w Auschwitz, Dachau, czy Bergen-Belsen. Wtedy tysiące ciał w jednym miejscu zaplanowanej egzekucji szokowały. Uczucia te dobrze oddawał obecny w Katyniu Józef Mackiewicz: ''Jeden, dwa, trzy trupy ludzkie robią już ciężkie i przygniatające wrażenie. Proszę sobie wyobrazić ich tysiące, tysiące, i wszystkie w mundurach oficerów polskich...''
Jednak oczywistym było, że Goebbelsa kompletnie nie interesował ani los polskich ofiar, ani motywacje polskiego rządu emigracyjnego. Arcymistrz kłamstwa cynicznie bowiem wykorzystywał polską tragedię do własnych celów. Jak sam pisał 17 kwietnia: ''Wygląda na to, że polski rząd emigracyjny chce tę sprawę po to wykorzystać, aby zdemaskować Sowietów (...). Jakie motywy powodują przy tym Polakami, jest mi obojętne. Najważniejsze, że są one w danym momencie przydatne do naszych celów i zrobię z nich najlepszy możliwy użytek''.
* * *
Co było później - wszyscy wiemy. 25 kwietnia 1943 roku minister spraw zagranicznych ZSRR, Wiaczesław Mołotow, wręczył polskiemu ambasadorowi w Moskwie, Tadeuszowi Romerowi, notę o zerwaniu stosunków dyplomatycznych. Sowiecka propaganda rozpętała wściekłą nagonkę na polski rząd, przedstawiając go jako współpracowników Hynkela i ukrytych faszystów. Za nimi, niczym barany, którymi w istocie byli, sprawę podchwycili dziennikarze brytyjscy i amerykańscy. Premier Wlk. Brytanii, Winston Churchill i minister SZ, Anthony Eden naciskali na Polaków, by ci przestali mieć czelność pytać o los tysięcy swoich pomordowanych obywateli.
Alianckie elity szybko przyjęły sowiecką wersję. 27 kwietnia 1943 r. brytyjski "Daily Express" podawał: "Powodzenie intrygi Goebbelsa. Kłótnia o historię tzw. masakry". Dwa dni później z kolei "Evening standard" opublikował skandaliczną karykaturę przedstawiającą gen. Sikorskiego, jako ślepca podtrzymującego klin przy rozbijaniu przez Goebbelsa "jedności sojuszniczej".
Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, Anthony Eden wygłosił w Izbie Gmin 4 maja 1943 r. przemówienie, w którym położył duży nacisk na ''utrzymanie jedności Sojuszników'', o Katyniu w ogóle nie wspominając. William Averell Harriman, ambasador USA w Moskwie, na spotkaniu z gen. Sikorskim 1 maja 1943 roku powiedział mu, ''że niezależnie od tego, czy oskarżenia Niemców okażą się prawdziwe, czy fałszywe, oświadczenie strony polskiej będzie miało katastrofalny skutek w Moskwie''.
Więcej wstrzemięźliwości miał sir Owen O'Malley, brytyjski dyplomata, ambasador przy rządach emigracyjnych. O'Malley sporządził 24 maja 1943 roku raport, w którym wskazał, że zbrodnia w Katyniu jest dziełem sowieckim. Raport trafił do rąk najpierw ministra Edena, potem do premiera Churchilla, aż wreszcie w sierpniu 1943 roku na biurko prezydenta USA, Franklina Roosevelta. Raport, po przeczytaniu przez Roosevelta, został natychmiast utajniony. Tak samo stało się z raportami płk Henry'ego I. Szymanskiego, amerykańskiego oficera łącznikowego przy Armii Polskiej gen. Andersa z 30 kwietnia i 29 maja 1943 r.
Jak wiecie z moich wpisów, Alianci nie tylko przyjęli sowiecką wersję wydarzeń wiosną 1943 roku, ale w styczniu 1944 roku wysłali własną "ekspertkę" do Katynia. Była nią Kathleen Harriman, słodka idiotka bez jakichkolwiek kompetencji, córka amerykańskiego ambasadora w Moskwie, która sporządziła odpowiedni raport, w którym winą za Katyń obarczyła Niemców, bo... ciała były równo ułożone.
Koalicja nie została rozbita. Niedługo później, 22 maja 1943 r., w USA miał premierę skrajnie sowietofilski, hagiograficzny film o Stalinie "Mission to Moscow". Konsultantami kasowej produkcji wytwórni Warner Bros. byli sowieccy dyplomaci. Film ten przedstawiał sowieckie czystki, kolektywizację i pierwsze lata wojny zgodnie z sowiecką propagandą. Po jego premierze już nikt nie śmiał wątpić w wyzwoleńczą rolę Związku Radzieckiego.
Jak skomentował to sir O'Malley: ''Zmuszeni byliśmy ukryć się za dobrym imieniem Anglii, niczym mordercy, którzy ukryli dowody swojej zbrodni pod cienką warstwą igieł''.
Uważa się, że sprawa Katynia miała załamać stosunki polsko-sowieckie, ale nie jest to prawda. Sowieci od miesięcy tylko szukali pretekstu, by zerwać stosunki z polskim rządem, który uznali tylko pod naciskiem Brytyjczyków i który od początku był dla nich kłopotliwy. Od początku roku 1943 przygotowywali ośrodek tzw. Związku Patriotów Polskich Wandy Wasilewskiej, mający stanowić konkurencyjny "rząd" polski, a także szykowali się do tworzenia swojej "armii polskiej", dowodzonej przez Zygmunta Berlinga.
Jednak faktem jest, że Stalin wyciągnął z tej sprawy największą korzyść. Pozbył się niewygodnego dla siebie balastu, jakim był niezależny od niego polski rząd, zrywając z nim stosunki. Wykorzystując niemiecką akcję propagandową jako pretekst, od razu oskarżył Polaków o tajne konszachty z nazistami i tendencje faszystowskie. Używał także później tego argumentu, by oczerniać Armię Krajową, zarzucając jej mordowanie "ludowych" partyzantów. Cała sprawa katyńska była dla Stalina świetnym fundamentem pod zbudowanie konkurencyjnego polskiego ośrodka politycznego, zależnego od Moskwy.
Największymi przegranymi okazali się być sami Polacy - szybko zmarginalizowani na arenie międzynarodowej przez pożytecznych idiotów zachodniego świata.
* * *
Na zakończenie tego tragicznego wpisu chciałbym podkreślić, że sprawa Katynia była tylko jednym z wielu niemieckich "pistoletów propagandowych". Niemal równolegle z badaniem mordu na polskich oficerach - w maju 1943 roku - Niemcy rozpoczęli ekshumacje w Winnicy na Ukrainie. Odkryto tam 91 masowych grobów w trzech miejscach, skąd wydobyto 9432 ciała ofiar sowieckiego Wielkiego Terroru lat 1937-1938. Tak jak w Katyniu, sformowano tutaj międzynarodową komisję lekarską złożoną z 13 wybitnych lekarzy patologów z całej Europy. Pracowała ona od 13 do 15 lipca 1943 roku. Niektórzy z nich, jak dr Alexandru Birkle z Rumunii, czy dr Ferenc Orsos z Węgier, uczestniczyli w badaniach w Katyniu. Chociaż i te odkrycia mocno nagłośniono, to nie zdobyły one szerszego zainteresowania w Europie. Wszak ich ofiarami byli obywatele ZSRR i nikt się o nich nie upomniał. Po wojnie Sowieci nie zdecydowali się oskarżyć Niemców o mord w Winnicy, jak zrobili to z Katyniem.
Warto dodać, że nagłaśnianie sowieckich zbrodni zbiegło się w czasie z otwarciem poboru do niemieckiej armii dla cudzoziemców. Na przednówku 1943 roku Niemcy znowu zaczęli grać kartą "antybolszewickiej krucjaty" i straszenia widmem komunizmu w Europie. Właśnie w tym okresie Niemcy usiłowali - całkowicie bezskutecznie - zjednać sobie zarówno polskich górali w ramach tzw. "Góralskiego Legionu Waffen-SS" (o czym już pisałem), jak i Ukraińców do "Galicyjskiej Dywizji Waffen-SS", Łotyszy do Legionu Łotewskiego (o czym też pisałem) i Estończyków do Batalionu Narva (o czym będę pisał). Wtedy też Adenoid Hynkel dał zielone światło na formowanie 1. Dywizji Kozackiej i innych jednostek wschodnich w ramach Wehrmachtu.
To była cała sieć zagrań i ataków propagandowych, niezwykle pomysłowych i skutecznych. W dobie zagłady 6. Armii w Stalingradzie, III Rzeszy zajrzało w oczy widmo klęski i potrzebne były wszystkie ręce na pokład, by odwlec nieuniknione. Czy się to udało? Ostatecznie nie. Ale warto o tym pamiętać.
Jeśli podobają Ci się moje wpisy, zachęcam do wspierania mnie przez Patronite lub BuyCoffee pod adresem "wojnawkolorze", a także do komentowania i udostępniania.