08/05/2026
Ani słowa o Rzeczniku Praw Ucznia.
Układam się z tym, ale nic, tylko mi zgrzyta, a nawet trzeszczy. Zacznijmy od prostej definicji:
Szkoła to bezpieczna przestrzeń, w której dzieci i młodzież uczą się. Przygotowują się do dorosłego życia w społeczeństwie.
1. Uczą się czytać, pisać, mówić i liczyć.
2. Poznają fakty i zjawiska i nabywają określony zasób wiedzy z różnych dziedzin i obszarów.
4. Uczą się krytycznego myślenia, czyli świadomego posługiwania się wiedzą.
5. Uczą się zachowań społecznych i ich kultury.
6. Uczą się funkcjonowania w ramach ustalonych zasad.
Jeśli przyjmujecie taką moją definicją, to idźmy dalej.
Bezpieczeństwo szkolnej przestrzeni oznacza, że uczniowie mają prawo do błędu i ew. konsekwencje są częścią procesów edukacyjnych, a szkoła nie jest symulacją dorosłego świata jeden do jeden. Nie mają wszystkich praw dorosłych, nie wsadzamy ich też do więzień. Nadal odpowiedzialność w pełni ponoszą osoby dorosłe: za zachowanie dzieci – rodzice, za warunki nauki i rozwoju – władze, a za przebieg procesów edukacyjnych – dyrektorzy i nauczyciele . Ci ostatni są kluczowi, bo są w bezpośrednim kontakcie z uczniami w szkołach. Muszą więc mieć pełną swobodę działań, wszelkie narzędzia i zaufanie i oczywiście być profesjonalistami, żeby realizować z uczniami punkty 1–6. Rodzice i władze są wspierający. Rodzice nie pozostają bezczynni – do nich należy wychowanie. A władze oprócz warunków nauki i pracy w szkołach, muszą też zadbać o warunki rozwoju dzieci poza szkołą, chronić je przed wszelką przemocą, zagrożeniami i dbać o ich prawa.
Zakres odpowiedzialności tych trzech podmiotów jest trochę jak trójpodział władzy - każdy powinien dbać o swój ogródek. Wchodzenie w kompetencje innych natychmiast zdejmuje odpowiedzialność i system przestaje dobrze działać. Tu od razu można znaleźć odpowiedź, dlaczego ze szkolą jest tak źle. Ale idźmy dalej.
Niestety, dramatycznie brakuje naszemu społeczeństwu świadomości, że wszystkie trzy grupy grają do jednej bramki. Zamiast synergii jest kanibalizm. Zamiast współpracy, polaryzacja. Bo dla władzy w tle toczy się walka polityczna i pokusa, żeby wykorzystać edu jest nieodparta. W efekcie tracą uczniowie.
W tym wszystkim niezwykle ważna jest opowieść, narracja. Jeśli zgadzamy się, że szkoła ma być dla młodych osób bezpieczną przestrzenią do swobodnego doświadczania, popełnienia błędów i uczenia się pod skrzydłami nauczycieli, to nie ma tu miejsca na błędy dorosłych. Nie wolno więc budować narracji, że szkoła jest miejscem stresu, nauczyciel oprawcą i sadystycznym katem, łamiącym prawa człowieka, a zadania domowe torturą. Nie wolno budować systemu opartego na braku zaufania do nauczycieli. To strzał w oba kolana.
Z tego punktu widzenia kardynalnym błędem było zakazanie nauczycielom zadawania prac domowych. To niedopuszczalna ingerencja władzy w zakres działań nauczycieli i podważanie ich autonomii oraz autorytetu. To budowanie przekonania, że uczenie się jest męką, a zadanie domowe karą.
Kolejnym błędem kardynalnym byłoby (piszę byłoby, bo to się nie wydarzy) tworzenie instytucji rzeczka praw ucznia. To moim zdaniem totalna aberracja 😱 Bezpieczna przestrzeń jest jednak niebezpieczna? Najpierw uczniowie zostali wpuszczeni w kontrolowaną dyskusję z tezą o tym, że nie mogą się czuć bezpiecznie w szkole, a następnie zamierzamy dać im strażnika chroniącego ich przed niebezpiecznymi nauczycielami. Tego błędu ostatecznie nie popełnimy, bo będzie weto, ale narracja o niebezpieczeństwie czyhającym na uczniów w szkołach ze strony nauczyciela zostanie. A wraz z nią przekonanie, że uczniowie zostaną bezbronni, narażeni na krzywdę. I choć pomysł będzie utrącony, zło już się zadziało.
Obowiązuje w Polsce Konstytucja i inne ustawy. Prawo chroni dorosłych, młodych i dzieci, wszystkich obywateli i obywatelki. Nie chroni tylko wtedy, kiedy politycy przy tym gmerają. Mamy rzecznika praw obywatelskich i rzecznika praw dziecka. Niech wykonują swoje zadania. Są sądy. Nie potrzeba nam więcej organów.
Drogie władze, zajmijcie się zapewnieniem dobrych warunków do nauki w mniej licznych klasach i godnymi wynagrodzeniami nauczycieli, a poza tym eliminacją zagrożeń czyhających na dzieci w sieci, przeciwdziałaniem przemocy domowej, walką z brutalizacją życia społecznego, niwelowaniem polaryzacji, czyli tym wszystkim, co dzieje się poza szkołą, jest realnym zagrożeniem dla dzieci i co jest w zakresie Waszych kompetencji i odpowiedzialności. A działania edukacyjne zostawcie w szkołach nauczycielom i dyrektorom. Oni najlepiej będą dostosowywać je do zmieniającego się świata i do potrzeb. Tylko muszą mieć autonomię, zaufanie i wsparcie, a nie nakaz np. pracy projektowej, choćby się Wam to wydawało najwłaściwsze.
__________________
Anna Schmidt-Fic