17/04/2026
Komodyfikacja obrzędów przejścia.
Co jakiś czas jesteśmy świadkami zjawiska komodyfikacji lub też komercjalizacji naszych rodzimych rytuałów przejścia związanych z osiągnięciem odpowiedniego wieku, zmianą stanu społecznego i nabywaniem określonych ról w społeczeństwie tradycyjnym. Tego typu przedsięwzięcia wpisują się w szerszy trend będący pokłosiem bezrefleksyjnego przyjmowania logiki późnej nowoczesności – systemu stosunków społecznych kompletnie niezgodnego z rodzimym obrazem świata – jako domyślnego sposobu funkcjonowania każdego zjawiska społecznego i prób naginania rodzimej wiary do niego. Prób jednoznacznie skazanych na porażkę ze szkodą dla rodzimej wiary. W tym modelu, skupionym na jednostkę wyemancypowaną z jakichkolwiek zależności, religia z holistycznego obrazu relacji człowieka ze światem oraz zasad i narzędzi potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania świata zostaje zredukowana do sposobu „zaspokajania potrzeb duchowych”.
Tymczasem obrzędy przejścia osadzone są głęboko w dwóch kontekstach: osobistym, zaznaczając graniczny i transformacyjny moment w życiu danego człowieka, uświęcając go poprzez śmierć starego siebie i narodziny nowego siebie, oraz społecznym, gdzie poprzez przejście obrzędów przejścia człowiek nabiera nowych praw i obowiązków oraz statusu wobec społeczności, w której funkcjonuje. Obrzędy postrzyżyn i zaplecin (alternatywnie również kosoplecin czy wiankowin) związane są nierozerwalnie z dorastaniem, dojrzewaniem oraz przemianami, jakie zachodzą w tym czasie w młodym człowieku – a tym samym z nowymi rolami, w które musi wchodzić i nowymi oczekiwaniami ze strony społeczności, jakie są wobec niego stawiane. Wyciąganie tych obrzędów z pierwotnego kontekstu to nie ich aktualizacja i nie „niezamykanie się w skansenie”, tylko ich wypaczenie i wykoślawienie, które można porównać do wieszania podłaźniczki na Kupałę. Oprócz wypaczenia poprzez wyrwanie z inicjacyjno-społecznego kontekstu, dochodzi również do drugiego rodzaju wypaczenia – utowarowienia obrzędu. Z etapu przejściowego w życiu i uświęconego aktu społecznego, staje się on usługą, elementem weekendowych warsztatów, opcją do wyboru. Dostępną za opłatą dla każdego, w dowolnym momencie życia, bez konsekwencji. Obrzędy te nie spełniają już w tej logice funkcji inicjacyjnej, a stają się doświadczeniem konsumpcyjnym, które można nabyć, powtórzyć i dostosować do własnych potrzeb.
Nie negujemy potrzeby powrotu do tradycji i przywracania dawnych obrzędów. Wręcz przeciwnie. Problemem staje się jednak tendencja, w której najbardziej powierzchowna i wizualna warstwa obrzędu zostaje uproszczona i przekształcona w produkt. W takiej formie traci ona swoje znaczenie i przestaje pełnić funkcję porządkującą życie jednostki i społeczeństwa.
Jeżeli obrzędy przejścia mają zachować sens, nie mogą być traktowane jako dowolne narzędzia czy usługi na „rynku duchowości”. Są one częścią określonego porządku religijnego i bez niego stają się tylko imitacją, a często również karykaturą.